Reklama

Zagłada siemiatyckiego getta we wspomnieniach

18/10/2011 23:00

W listopadzie mija rocznica likwidacji siemiatyckiego getta, a co za tym wymordowanie przez Niemców praktycznie całej społeczności żydowskiej przedwojennych Siemiatycz. Z tej okazji przytaczamy żydowskie wspomnienia z tamtych czasów.

Z księgi pamięci „Kehilat Semyatits” (Kahał Siemiatycki) wydanej w 1965 r. w Tel Avivie [pod redakcją Eliezera Tasha (Tur Shalom):

          Trzy miesiące getta
          Od 21 czerwca 1941 r. do 12 listopada 1942 r. Żydzi w Siemiatyczach korzystali z wolności jedynie przez dwie godziny, podczas których mogli opuszczać domy. Później zostali uwięzieni w getcie, otoczeni drutem kolczastym, pilnowani przez specjalnych nazistowskich strażników.
          Do getta Żydzi zabrali ze sobą głównie drobny sprzęt domowy. Większość wyposażenia została zniszczona przez nazistów podczas rozmaitych najść na ich domy. Wzięli też tyle żywności, ile byli w stanie unieść. Nie wszystko dotarło do getta, bo Niemcy odbierali im toboły i wrzucali na wozy, zabierając wszystko, co im wpadło w oko. Naziści trzymali w getcie nie tylko Żydów z Siemiatycz, ale również z Drohiczyna, Mielnika, Nurca i okolicznych wsi.
          W getcie było wyjątkowo ciasno. W pomieszczeniach mieszkalnych na każdą osobę przypadało 1,1 metra kwadratowego. Judenrat usiłował interweniować, ale bez skutku. Część osób nie mogła znaleźć miejsca w domach mieszkalnych i była zmuszona chronić się w stodołach obok cmentarza albo kopać ziemianki.
          Każdy mieszkaniec getta dostał specjalny identyfikator. Żydzi byli codziennie zabierani do drobnych robót, za które płacono im marne grosze. Getto jednak nie głodowało. Po pierwsze, większość zabrała ze sobą zaopatrzenie, po drugie – żywność była dostarczana z zewnątrz. Tym, którzy nie mieli co jeść, wspólna kuchnia wydawała trzy posiłki dziennie. Chleb był dostarczany z piekarni żydowskiej działającej na zewnątrz getta. Judenrat dał konia i wóz Herszlowi Płatnickiemu i ten woził nim chleb do getta.
          W święto Rosh Hashanah (żydowski Nowy Rok – przyp. tłum.) Żydzi mogli pozostać na terenie getta, ale musieli się opłacić. Do pracy poza getto poszła tylko mała grupa. Ponieważ wszystkie synagogi znajdowały się na zewnątrz getta, modlili się prywatnie w domach, w grupkach po około dziesięć osób. Ich modły i lamentacje sięgały nieba. Ale szatani nie pozwolili nawet na płacz. Zebrali na środku getta wszystkich mężczyzn, bezlitośnie ich pobili, ucinając im brody. Naziści zmusili fryzjera Szine, aby obciął brodę rabinowi. Dopiero po tym Żydzi mogli wrócić do swoich kwater.
          Siemiatyckie getto istniało trzy miesiące. Przez ten czas Żydzi byli bestialsko torturowani, wielu z nich zastrzelono. Były to jednak dziecięce igraszki w porównaniu z wydarzeniami z 2 listopada 1942 r., które stały się początkiem likwidacji świętej wspólnoty siemiatyckiej.
          W środku nocy Niemcy nagle otoczyli getto z bronią wymierzoną w mieszkańców. Żydzi już wcześniej wiedzieli od J. Rosenzwajga, że sytuacja jest beznadziejna. W niedzielę o 6 rano zobaczyli Rosenzwajga szybko biegnącego. Śmiertelnie przestraszeni zapytali go, co się dzieje. Odpowiedział: „Moi przyjaciele, jest źle. To jest nasz koniec. Kto może, niech się ratuje”. Tę ponurą prawdę zaraz potem potwierdzili - za pieniądze - dwaj Niemcy. W getcie wybuchła ogromna panika. Ludzie biegali naokoło, jakby postradali zmysły. Pytali siebie nawzajem, co powinni robić? I nikt nie potrafił odpowiedzieć, nawet samemu sobie. Fatum zawisło nad gettem, w którym pobrzmiewało jedyne ważne pytanie: skąd mogłoby nadejść ocalenie?
          Wczesnym rankiem w niedzielę naziści ujawnili swoje zamiary. Niemiecka policja weszła do getta, chwyciła czterech żydowskich balwierzy i zabiła ich. Rano w bramie getta, w drodze do pracy w biurze burmistrza, został zastrzelony Jankiel Orlański.
          W poniedziałek 3 listopada, następnego dnia po otoczeniu getta przez nazistów, Żydzi zdali sobie sprawę, że nie ma żadnej nadziei. Część próbowała uciekać do lasu. Tam jednak byli ukryci Niemcy, którzy zaczęli strzelać. Kilkuset Żydów zginęło od kul morderców. Reszta nie miała wyjścia i musiała wrócić do getta. Stary Judenrat przestał istnieć. Teraz miał inny skład i w rzeczywistości był pod jednoosobowym kierownictwem Mejera Szereszewskiego.
          Trzeciego dnia rano Żydzi zostali spędzeni na środek getta i ustawieni w szeregi po ośmiu. Każda ósma osoba musiała wystąpić przed szereg. Dzieci, starców i chorych wrzucono na wozy. Niektórzy zostali zabici na miejscu. W ten sposób zostało wyselekcjonowanych około 2.400 osób, których pognano na stację kolejową. Po drodze kilka osób zastrzelono. Poupychanym w wagonach Żydom mówiono, że zabierani są do pracy gdzieś na okupowanych terenach Rosji Sowieckiej. Nikt oczywiście nazistom nie wierzył. Jeśli ktoś miał jeszcze jakieś, najmniejsze choćby, wątpliwości co do niemieckich zamiarów, musiał się ich pozbyć zaraz po wjeździe pociągu do Czeremchy. Stało się jasne, że transport jechał do Treblinki. Usiłowali uciekać, wyskakiwali z pociągu. Polacy – za pieniądze - pomogli kilku Żydom uciec. Wszyscy, którzy byli w pierwszym transporcie z siemiatyckiego getta zostali przewiezieni do Treblinki i następnego dnia spaleni w piecach krematorium.

          Część nie posłuchała polecenia Niemców i nie stawiła się 5 listopada w bramie getta. Starali się uratować, ukrywając się na jego terenie. W sobotę 8 listopada 1942 r., na trzeci dzień od wywiezienia pierwszego transportu, rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta. Znów Niemcy polecili wszystkim Żydom zebrać się w bramie. Tym razem już nikt z żywych w getcie nie został. Izrael Krawiec i Herszl Lajdak, jako ostatni, pomogli zamknąć bramę. Przewieziono ich niemieckim samochodem na stację kolejową, gdzie byli zgromadzeni pozostali Żydzi siemiatyccy. Kilku z nich zostało tam zabitych. Ludzie byli w okropnej panice. Ich lamenty mogłyby poruszyć kamień. Nikt, kto widział wtedy błagalne, przestraszone oczy małych dzieci, nie zapomniał ich aż do śmierci.
          Wszystkich zaprowadzono do wagonów towarowych. Po ich całkowitym zapełnieniu części Żydów pozwolono zająć przedziały pasażerskie. Była wśród nich policja getta i członkowie Judenratu. Jeden z nich, zięć Dajcza z fabryki kafli, połknął pigułkę z trucizną. Wagony towarowe pełne ludzi stały na stacji przez cały dzień. Nocą, kiedy pociąg zaczął ruszać, panika jeszcze wzrosła. Ludzie pytali się nawzajem: gdzie nas zabierają? W głębi swoich serc znali straszliwą prawdę - na zagładę.
          W tych tragicznych godzinach poprzedzających śmierć były jednak wagony, w których ludzie zachowywali się z większą determinacją. Jedna z grup postanowiła, iż gdyby okazało się, że pociąg rzeczywiście wiezie ich do Treblinki, będą próbować uciec. Kiedy upewnili się, że tak jest w istocie, zaczęli wyskakiwać z pociągu, chociaż ten jechał z dużą prędkością. Wyskoczyło jedenastu i wszyscy się uratowali. Wcześniej umówili się, że będą na siebie czekać, aby się połączyć. Tych jedenastu to: Abram Wallach, Irwing Morer, Izrael Krawiec, Hersz Resznik, Ryfka Gruskin, Maks Gruskin, Kalman Goldwasser, Lejzor Resznik, Myts Tronowski i jego żona Sonia oraz jeszcze jedna osoba.
          Kogut, nauczyciel tysięcy dzieci, znalazł się w pociągu wraz ze swoimi uczniami. Widok Koguta i jego uczniów razem w drodze do Treblinki, śpiewających „Hatikvan” i inne żydowskie pieśni narodowe, był straszny, a równocześnie mistycznie chwalebny i przypominał wieczne żydowskie męczeństwo. Boże mój, pomścij ten bezsensowny przelew krwi!

          Tłumaczenie z języka angielskiego dla „Głosu Siemiatycz”: Marek Antoni Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz.
          Na zdjęciu: Niemcy sprzedają pozostałości ze zlikwidowanego getta żydowkiego w Siemiatyczach., rok 1943, fot. z Archiwum Antoniego Nowickiego
        

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/09/2024 19:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama