Reklama

Notatnik historyczny. Z żydowskich losów – Malinowo 1942

Podczas likwidacji getta w Siemiatyczach w listopadzie 1942r. niektórym Żydom udało się uciec w nadziei na ratunek i przetrwanie. Kilka dni później we wsi Malinowo, w gminie Grodzisk pojawiła się duża grupa, ok. 18–osobowa młodych ludzi, wśród nich ojciec z małym chłopcem

       Z prośbą o pomoc w ukryciu przyszli do rodziny Karwowskich, mieszkających na skraju dużego lasu. Ci przyjęli ich i przez dwa tygodnie trzymali w stodole, żywiąc czym mogli -mlekiem, chlebem, ziemniakami, itp. Uciekinierzy spali tam na sianie i słomie.

      Z czasem zaczęło się robić niebezpiecznie, więc musieli przenieść się do wykopanego w tym celu bunkra w lesie, między Malinowem i Czarną Wielką. Bunkier był dobrze ukryty i zamaskowany. Przychodzili pod osłoną nocy do Karwowskich i innych we wsi po żywność.

Reklama

     Według relacji, ludzie zachowywali się różnie, Jedni dzielili się wszystkim, co mieli, inni – przepędzali ich a nawet byli tacy, co którzy potrafili związać łańcuchem  i doprowadzić do Niemców.

       Lasy były pod zarządem niemieckim. Gajowy, który był na służbie władz okupacyjnych, znalazł ślady na śniegu i w rezultacie wytropił kryjówkę. Zameldował o tym Niemcom. Z relacji wynika, że zwyczajnie bał się o życie swoje i licznej rodziny, miał bowiem 9. dzieci.

     Następnego dnia policjanci niemieccy przyjechali do sołtysa Edwarda Malinowskiego, kazali mu zebrać grupę mężczyzn ze szpadlami i z gajowym pojechali do lasu. Otoczyli wskazany schron i polecili wszystkim wyjść na zewnątrz. Zapewniali, że nikomu nic się nie stanie. Następnie wszyscy musieli na mrozie rozebrać się i położyć na piersiach obok siebie.

Reklama

      Wtedy jeden z Niemców zaczął strzelać po kolei każdemu z leżących w tył głowy. W ten sposób zostali zamordowani. Jeden z Żydów wykorzystał zapadające ciemności i zdołał uciec. Po jakimś czasie znów pojawił się u Karwowskich, przenocował, dostał trochę żywności i odszedł. Czy się uratował, nie wiadomo.

     Następnego dnia Karwowski poszedł na miejsce egzekucji i zobaczył, że ciała zabitych nadal leżały w lesie. Kilka godzin później sołtys zebrał ludzi ze szpadlami, którzy zakopali wszystkich we wspólnej mogile.

Reklama

    Po wojnie administracja miejska w Siemiatyczach, prawdopodobnie na prośbę i w porozumieniu ze środowiskiem żydowskim, przeprowadziła ekshumację zwłok z lasu pod Malinowem. Przeniesiono je na cmentarz żydowski w Siemiatyczach, gdzie pochowano je obok innych ofiar niemieckich zbrodni na Żydach w Siemiatyczach i okolicy.

     (na podstawie relacji p. Genowefy Karwowskiej z lat 1980- tych, którą spisał wówczas siemiatycki historyk śp. Mirosław Leszczak, przechowanej w archiwum Antoniego Nowickiego)      

Reklama

Opr. MAN

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama