Reklama

Getto w Siemiatyczach. Jeszcze jedno świadectwo

Z relacji żydowskiego mieszkańca Siemiatycz, który przeżył Holokaust  Refoela Kirshenbluma. Została spisana przez  Dovida Shtokfisha w kwietniu 1945r. (relacja pochodzi ze zbioru Early Holocaust Testimony, ECHI project).

     (...) Moja rodzina i troje dzieci zginęły w Treblince 10 listopada 1942r. Poza nimi utraciłem ojca, matkę oraz brata z jego żoną i dzieckiem. Od 1928r. mieszkałem w Siemiatyczach. (...) W dniu obławy na nas, a więc 2 listopada 1942r., około 300 Żydów z okolicznych miasteczek i wsi zostało przywiezionych do Siemiatycz. Z powodu tego, że Siemiatycze były miastem granicznym, w pobliżu rzeki Bug,  nie było możliwości ucieczki do Rosji, jako że miasto zostało zajęte przez Niemców już 23 czerwca 1941r.. W getcie., które zostało utworzone, każdego dnia umierało około dziesięciu Żydów i nie było żadnych urodzeń.  Było kilka przypadków choroby umysłowej.

      W pierwszych dniach okupacji niemieckiej gestapo zmusiło całą ludność żydowską ( w tym kobiety, dzieci i starców) do usuwania gołymi rękami trawy z bruku i zabiło trzech Żydów, bo zdaniem niemieckich nadzorców nie podejmowali pracy z wystarczającym entuzjazmem. Niedługo później musieliśmy zacząć nosić na ubraniach żółte łaty. Lokalni mieszkańcy wraz z kilkoma Niemcami z Organizacją Todt, które właśnie przybyli, postanowili pogrzebać pomnik Lenina stojący na Rynku. Cała ludność żydowska została wyciągnięta z domów, aby uczestniczyć w tym haniebnym wydarzeniu i ludzie byli bardzo okrutnie bici. Jeden z Żydów  został wrzucony do rzeki ciągle żywy i w wodzie zginął.  

Reklama

     Inny został ubrany w koronę Tory i tałes i zmuszony do wygłoszenia pochwały Lenina z trybuny, a następnie do radosnych okrzyków: " Precz ze Związkiem Radzieckim!".  Żydom kazano obciąć głowę z pomnika Lenina ale odmówili. Wtedy w reakcji Niemcy i polska policja ( przyp.: nie polska ale składająca się z Polaków policja pomocnicza). Bandyci sami rozbili pomnik i polecili zanieść jego kawałki na cmentarz żydowski.   Ci, u których znaleziono mięso zostali aresztowani, bowiem Żydom zakazano jedzenia mięsa poza niewielką ilością kości dostarczanych przez Niemców.  

     Od sierpnia 1941r.  Żydzi musieli płacić kontrybucję w wysokości 140 tys. rubli  i byli zmuszani do pracy przymusowej takiej, jak usuwanie gruzów po budynkach zniszczonych przez niemiecką artylerię oraz transport materiałów budowlanych. Niemcom dotkliwie brakowało koni, zmusili więc Żydów do zbudowania najpierw torów a następnie do  transportowania materiałów siłą mięśni (bez lokomotyw). (na zdjęciu - przyp. red)

Reklama

       Wszystkie nieruchomości należące do Żydów zostały skonfiskowane i zmuszono ich do oddania wszelkiego mienia takiego, jak meble, pościel, zastawa stołowa, złoto, itd. Niemcy mogli też plądrować pod każdym pretekstem domy żydowskie. Żydzi mogli pojawiać się na ulicach wyłącznie przez 3 godziny dziennie, od 3 do 5 popołudniu. Poza tymi godzinami nie mogli opuszczać mieszkań nawet po po to, aby pójść na spacer. Nie mogliśmy nawet otwierać okien i wyglądać na ulicę.

      W Siemiatyczach getto zostało utworzone 2 sierpnia 1942r.  W trakcie przenoszenia do getta Niemcy sprawdzali wszystkie bagaże i zabierali cenne rzeczy. Każdy mieszkaniec getta miał 1,1 m kw. powierzchni życiowej, wysokość pomieszczenia nie przekraczała 2, 5 m.  Niemcy bardzo źle traktowali nowo utworzony Judenrat i policję żydowską. Pewnego razu 11 członków Judenratu (z wyjątkiem przewodniczącego) musiało czyścić toalety w mieście a następnie wywozić odchody.  Nie było przypadków wydania przez żydowską administrację Żydów Niemcom.  Żydzi musieli musieli codziennie pracować poza gettem. Przydział żywności dla getta wynosił 120 g chleba dla osoby pracującej dziennie oraz 60 g  dla osoby niepracującej. Raz na dwa tygodnie pracujący otrzymywali 100 g kości.  Ci, którzy chodzili do pracy, mogli w tajemnicy przemycić w kieszeniach ziemniaki. Nie było żadnych pracowni ani fabryczek na terenie getta. Płaciliśmy specjalny podatek Niemcom oraz Judenrat zbierał przez cały czas pieniądze od Żydów, aby móc przekupować Niemców, aby unikać drobniejszych kłopotów. W getcie istniała kantyna przygotowująca do 1500 posiłków dziennie.  Zdarzały się przypadki znajdujących się tam osób, które wcześniej były wolnomyślicielami, a w getcie popadły w religijny nastrój. Nasze getto siemiatyckie istniało łącznie trzy miesiące.  

Reklama

     Rozpacz była ogromna, bo wiedzieliśmy, że w Warszawie rozpoczęła się likwidacja getta. W sytuacji, gdy Siemiatycze znalazły się w III Rzeszy, byliśmy przekonani, że likwidacja getta nie nastąpi szybko a sami Niemcy nas o tym ciągle zapewniali. W poniedziałek 2 listopada 1942r., o 4.30 rano, zobaczyliśmy, że getto zostało otoczone przez Gestapo i SS.  Ludzie zaczęli przecinać druty kolczaste i chaotycznie  uciekać. Niemcy otworzyli ogień i zabili kilkaset osób. Niewielka liczba zdołała uciec do lasu. Tam stworzyli oddział partyzancki składający się z setki osób. Jesienią 1943r. oddział ten został w znacznym stopniu rozbity przez Niemców. 

     Wywózkę Żydów z getta do Treblinki przprowadzili wyłącznie Niemcy. Choć po wywózce Żydów z getta rozwieszono tabliczki z groźbą zastrzelenia każdego, kto się do niego zbliży, nikt go nie pilnował, więc okoliczni mieszkańcy wchodzili nocą do żydowskich domów, których właściciele byli w Treblince, i grabili żydowskie mienie. Nawet jeśli cieszyli się z powodu żydowskich nieszczęść z drugiej strony bali się, że eksterminacja Żydów może być początkiem ich własnej eksterminacji. Na podstawie zeznań Binyomina Raka, mieszkańca Siemiatycz, wiem, że ostateczna likwidacja getta w Siemiatyczach odbyła się w następujący sposób: pozostałych w getcie Żydów zapakowano do wagonów towarowych i wywieziono przez Czeremchę-Białystok-Małkinię-Treblinkę. Z Siemiatycz do Treblinki jest znacznie krótsza droga przez Sokołów Podlaski (2 godziny), jednak ofiary celowo przewożono tak długą trasą, by straciły orientację w terenie. Wieczorem dotarliśmy do Treblinki, ale przez całą noc trzymano nas w wagonach. Dopiero rano wszyscy zostali wepchnięci do komory gazowej i zabici. Ja, jako wykwalifikowany stolarz, dostałem pracę w warsztatach Treblinki i udało mi się przeżyć. Około pół kilometra przed Małkinią wyskoczyłem z jadącego pociągu przez małe górne okienko. Okno było bardzo wąskie i musiałem zdjąć odzież wierzchnią i w samej koszuli wyskoczyć w -12 stopniowy mróz. Kilkadziesiąt osób z innych wagonów również podjęło ten desperacki krok, ale strażnicy zastrzelili ich wszystkich, gdyż stanowili dobry cel dla niemieckich kul na białym zaśnieżonym polu. Przeżyłem tylko ja, bo nie zacząłem uciekać przez pola, tylko stanąłem obok wagonu i pociągnąłem niemieckiego strażnika za płaszcz. Odwrócił się i upuścił pistolet automatyczny. Szybko podniosłem broń, zastrzeliłem strażnika i zabrałem mu rewolwer.

Reklama

     Udało mi się to wszystko, bo byłem w jednym z ostatnich wagonów i jak skoczyłem, to wylądowałem na samym końcu długiego pociągu, gdzie był tylko samotny żołnierz niemiecki. Przez pierwszy miesiąc po ucieczce ukrywałem się u kilku Polaków w różnych wioskach. 4 grudnia 1942 r. spotkałem w okolicach miasta jeszcze pięciu Żydów z Siemiatycz i z pomocą właściciela gospodarstwa - Polaka - wykopaliśmy dla siebie bunkier pod jego stajnią. Tam pozostałem aż do nadejścia Armii Czerwonej.

tłumaczenie: Marek Antoni Nowicki 

Reklama

 

 

 

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Julek - niezalogowany 2025-02-27 22:51:07

    i zyd dzieki Polakowi przeżył

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama