Dla wielu z nas, również dla autora, Siemiatycze dzieciństwa i wczesnej młodości to głównie Rynek. Miejsce, wokół którego kręcił się cały nasz świat. Serce miasta, nie tylko w targowe czwartki ale i na co dzień pełne ludzi, miejscowych i konnych furmanek z gospodarzami z pobliskich wsi. Rynek stawał się spokojny, wręcz opustoszały, tylko w niedziele, poza godzinami, w których dziesiątki wiernych podążały z różnych stron miasta do kościoła czy cerkwi. Miejsce to jest nierozerwalnie związane z historią Siemiatycz od samych początków istnienia jako miasta.
XVI-wieczne początki
Już w czasach, kiedy w połowie XVI w. Siemiatycze, własność znamienitej postaci – m.in. wojewody krakowskiego - Stanisława Gabriela Tęczyńskiego, uzyskały prawa miejskie, miały zawsze kluczowy dla każdego, nawet najmniejszego organizmu miejskiego - plac targowy znajdujący się w miejscu znanym później jako Rynek. Jego położenie nie było przypadkowe, bowiem w tym miejscu zbiegały się ważne szlaki drogowe a więc w konsekwencji również handlowe, w tym dla kupców podążających znad Bałtyku, z Gdańska. Blisko było do Wielkiego Gościńca Litewskiego - przez kilka wieków jednego z najważniejszych traktów handlowych Rzeczypospolitej, łączącego Koronę z Wielkim Księstwem Litewskim, a więc Warszawę z Wilnem, który w okolicy biegł przez Węgrów, Sokołów Podlaski, Drohiczyn, most na Bugu w Grannem, Perlejewo, Pobikry, Brańsk, Bielsk Podlaski. Jego znaczenie było tym większe, że z Wilna prowadził dalej do Rosji, a z Warszawy do najważniejszych stolic europejskich. W pobliżu płynęła używana do spławu towarów rzeka Bug. Ten stary wyjątkowy układ dróg w Siemiatyczach rozchodzących się promieniście i wiodących w różnych kierunkach Rzeczypospolitej – Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego – który umożliwiał podróż z towarami na rozległe przestrzenie państwa, zachował się do dzisiaj.
Wielkich rozmiarów plac targowy, jeden z największych do dzisiaj dla miast o wielkości porównywalnej z Siemiatyczami, był wraz z rozwojem osady stopniowo otaczany drewnianą zabudową (dzisiejsze murowane kamienice na jego wschodniej pierzei i w niektórych innych miejscach zaczęły pojawiać się dopiero pod koniec XIX w.). W jego centrum, od czasów Stanisława Tęczyńskiego i jego córki Katarzyny, znajdował się drewniany ratusz i kramy. W latach dwudziestych XVIII w. z inicjatywy ówczesnego właściciela miasta Michała Józefa Sapiehy, pisarza polnego litewskiego, następnie wojewody podlaskiego w związku z przebudową kościoła NMP i budową klasztoru oo. Misjonarzy zostało zmienione rozplanowanie placu targowego. Dla stworzenia właściwej perspektywy widokowej rozebrano na polecenie fundatora klasztoru, drewnianą zabudowę pierzei wschodniej a na jej miejsce utworzono przed budynkiem klasztornym rodzaj obszernego dziedzińca a całość zabudowań klasztornych otoczono murem. W ten sposób z placu rozciągał się widok na klasztor i jego ogrody.
Jarmarki i targi
W tamtym okresie zostały też określone terminy ważnych dla rozwoju miasta dni targowych oraz jarmarków. W przywileju lokacyjnym Siemiatycz z 1542r. król Zygmunt Stary zezwolił na odbywanie w mieście targów w czwartki i trzech jarmarków w dniach 8 maja (św. Stanisława Biskupa), 26 lipca (św. Anny) i 1 listopada (Wszystkich Świętych). Potem targi, ze względów praktycznych, zostały na długi okres przeniesione na niedziele.
Ok. dwieście lat później jednak Michał J. Sapieha zakazał handlu w niedziele. Wróciły na czwartek. Nalegali na to również miejscowi Żydzi. I tak już zostało do czasów współczesnych. Kolejne przywileje królewskie potwierdzały zgodę na kilka dorocznych jarmarków.
Ratusz murowany Jabłonowskiej
Około 1772r. z polecenia księżnej Anny Jabłonowskiej, właścicielki miasta starającej się uporządkować i zmodernizować jego kształt, popadający w ruinę drewniany ratusz i stare kramy rozebrano. W ich miejsce, w centrum placu targowego, na osi alei prowadzącej do pałacu księżnej, został zbudowany ogromny, zajmujący znaczną część tego placu, murowany dwukondygnacyjny budynek na planie prostokąta nazwany Ratuszem (z jęz. niemieckiego - das Rathaus - dom rady – przyp.). Miał w założeniu łączyć funkcje handlowe i usługowe z funkcjami reprezentacyjnymi i municypalnymi.
Ratusz miał cztery skrzydła, które tworzyły prostokątny dziedziniec wewnętrzny na który prowadziły dwie bramy przejazdowe w skrzydłach południowym i północnym. Brama południowa, od strony alei do pałacu, posiadała wieżę z zegarem, zwieńczoną w kształcie obelisku zakończonego hełmem. Dwie dodatkowe bramy znajdowały się w skrzydłach zachodnim i wschodnim, były przeznaczone prawdopodobnie dla pieszych. Nad bramami zostały umieszczone figury alegoryczne: od południa stała postać św. Michała Archanioła (w XIX w. po kolejnym pożarze Ratusza, przeniesiona nad bramę kościoła NMP), nad bramą północną - Szatana, nad zachodnią – wyobrażenie Prawdy a nad wschodnią – Krzywdy.
W centrum dziedzińca umieszczono niewielki, ale ważny dla ówczesnego handlu w mieście piętrowy budynek, w którym znajdowała się waga miejska. Umieszczono tam ponadto miary i narzędzia ogniowe.
W XVI w. , za czasów Tęczyńskich prawidłowej wagi towarów pilnował burmistrz. Natomiast księżna Anna Jabłonowska dozór nad wagą miejską powierzyła pilnującemu porządku wachmistrzowi miejskiemu, aby ukrócić oszustwa tych handlarzy, którzy fałszowali miarę. Miały być na niej ważone wszystkie rzeczy na handel. Zboże przywożone na targ po zważeniu pozostawiano na miejscu do dnia targowego.
Na parterze tego imponującego kompleksu znalazły się pomieszczenia handlowe, areszt, ponadto kasa miejska, służba miejska, mieszkanie wachmistrza miejskiego i inne funkcje urzędowe. W dolnej kondygnacji działało ok. 100 kramów i była to skala niespotykana na terenie miast polskich. Urzędnik pruski w 1799 roku tak pisał:„ … jak na taką miejscowość, ratusz jest niebywałej wielkości (…) starczyłoby w nim miejsca na odbywaniu tu wielkich targów, nawet na Brunszwiku budynki przeznaczone na targi są nieco mniejsze”.
Górna kondygnacja Ratusza - nie ukończona ze względów finansowych do końca XVIII w. (wraz ze skrzydłem południowym, najbardziej reprezentacyjnym, przewidzianym m.in. dla obrad Magistratu siemiatyckiego), nie mogła z tego powodu pełnić swoich funkcji municypalnych. Na górnym piętrze skrzydła południowego, jeszcze za życia księżnej, zamieszkał zegarmistrz miejski. Oprócz funkcji administracyjnych i handlowych, w parterze gmachu znalazły się teź zakłady usługowe rzemieślników.
W 1797r., na trzy lata przed śmiercią księżnej, pożar strawił zachodnią część miasta w tym zabudowania zachodniej pierzei Rynku. Księżna postanowiła wtedy o zbudowaniu na nowo całej zachodniej dzielnicy miasta. Pozostało to jednak w sferze projektów.
Rynek – świadek czasów
Potem Ratusz był sukcesywnie przebudowywany. W opisach miasta z czasów zaboru rosyjskiego, sprzed powstania styczniowego 1863 r., był zwany kramnicami. Mieściły się w nim nadal sklepy, dość liczne, bo około 40 i raczej mniejszej skali (nazywane były „sklepikami"). Częściowo zostały one połączone z mieszkaniami ich właścicieli. Wciąż także funkcjonował skład miar i wag. Przed kramnicami, nad bramami, stały znacznie już zniszczone dwie z czterech wspomnianych wcześniej postaci. Użytkownikami Ratusza byli prawie wyłącznie Żydzi stanowiący większość mieszkańców miasta. Nic dziwnego więc, że w dokumencie pruskim z 1802 r. kramy ratuszowe nazwano „żydowskimi”.
Bitwa siemiatycka 6–7 lutego 1863r. przyniosła dla miasta tragiczne konsekwencje – ogień i ruiny za sprawą wojsk carskich, które w ten sposób zemściły się na mieszkańcach miasta, również Żydach, za wsparcie powstania. Ratusz został wtedy poważnie zniszczony w wyniku pożaru.
Dwa lata później, w 1865r., na pamiątkę zgniecenia powstania, władze carskie ustawiły na Rynku naprzeciw ul. Pałacowej, przed zrujnowanym Ratuszem, murowany pomnik - kaplicę prawosławną z ikoną św. Aleksandra Newskiego w srebrnej ryzie sfinansowany z kontrybucji wymuszonej od Żydów siemiatyckich. Miał służyć ku przestrodze. W 1901 r. przeprowadzono jej kapitalny remont i ogrodzono ozdobnym murem z cegły. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, w 1923 r., władze nakazały jego rozbiórkę a ikona została przeniesiona do cerkwi parafialnej pod wezwaniem św. Piotra i Pawła.

Rynek był też świadkiem wydarzeń rewolucji 1905r., która rozlała się szeroko po ówczesnym Cesarstwie Rosyjskim. Wydarzenia rewolucyjne nie ominęły Siemiatycz. Podczas tych wydarzeń organizacja bojowa żydowskich socjalistów przejęła kontrolę nad miastem i utrzymywała ją przez miesiąc - od 2 października do 3 listopada 1905r.; doszło do zbrojnych starć z carską policją, której posiłki ściągnięto z innych miejscowości. Te dramatyczne wydarzenia toczyły się głównie na Rynku i w jego otoczeniu oraz znajdującej się obok dzielnicy żydowskiej.
Ok. 1905-1907 r. doszło do drugiego dużego pożaru Ratusza. Jego poważne skutki widać m.in. na zdjęciach z tego okresu zachowanych w archiwum Antoniego Nowickiego. Skrzydła zachodnie i wschodnie, pierwotnie parterowe, zostały przebudowane na kamienice miejskie, dwukondygnacjowe, pokryte dachami dwuspadowymi i z balkonami wychodzącymi na plac. Najmniej dotknięte przeróbkami pozostało skrzydło południowe. W rezultacie na planie starego Ratusza z zachowaniem ogólnej bryły, powstał należący do żydowskich właścicieli zespół prywatnych kamieniczek, z handlem na parterze i mieszkaniami na piętrze. Po ponad stu latach i obu dużych pożarach niewiele więc już pozostało z koncepcji i kształtu Ratusza z czasów księżnej Jabłonowskiej.
Zachowana jednak została jego główna funkcja handlowa - na co dzień a zwłaszcza w dni targowe. Handel i usługi były również w domach, najpierw drewnianych, potem coraz częściej w parterowych albo piętrowych murowanych kamieniczkach, podobnych do tych w ratuszu, stojących w pierzejach wokół Rynku.
Ważny dzień w sztetlu
Siemiatyckie targi na Rynku opisał emigrant żydowski Michl Radziński, który w tamtych czasach spędził dzieciństwo w Siemiatyczach: „ Przypominam sobie swoje dzieciństwo i myślę o targach, które odbywały się w każdy czwartek. Wtedy sztetl całkowicie zmieniał swój wygląd. Większość Żydów siemiatyckich żyła z handlu. W dni, kiedy nie było targu stali w swoich małych sklepikach i czekali godzinami na klientów. Inni przemierzali plac targowy w nadziei na zrobienie jakiegoś interesu. (…). Targ ożywiał cały sztetl i zmieniał twarze ludzi. Przez cały tydzień Żydzi przygotowywali się do targu w czwartek (.…). Pracowali głównie na potrzeby rolników z okolicznych wsi i podczas targów mieli nadzieję na zarobek. Firmy i sklepy były pełne towarów. Pamiętam sklepy w głównym rynku w Siemiatyczach wystawiające swoje towary – gotowe ubrania, buty, czapki, stroje dla kobiet i dzieci. Był duży tłok. Konkurencja między sklepikarzami była ogromna (…). Okoliczni rolnicy przyjeżdżali ze wszystkich stron, przywożąc na sprzedaż produkty ze swoich gospodarstw. Za zarobione pieniądze kupowali od Żydów to, co było im potrzebne w domu, ubrania dla rodziny. Przyjeżdżali wozami i przywozili worki ziarna. (…). Tego dnia był większy tumult niż w inne. (…) Bardziej niż inni Żydzi w sztetlu, na targ czekali sklepikarze. Zarówno ci, którzy mieli swoje sklepy blisko Rynku – a były ich dziesiątki z gotowymi tekstyliami, naczyniami kuchennymi, artykułami spożywczymi, skórzanymi, konfekcyjnymi czy galanterią - jak ci trzymający mniejsze sklepiki. Rozległy targ był zawsze pełen kobiet straganiarek, latem z wielkimi ilościami towarów, a zimą z małymi koszykami z różnymi rzeczami grzejących nogi przy piecykach. (…)” („The Scroll Of My Life (Siemiatycze, Poland)”,(Haifa, Izrael, 1993).

/ widok na fragment północnej strony ratusza/
Rozkaz spalenia miasta
Kolejnego wielkiego pożaru i zniszczeń miasto, w tym Rynek, cudem uniknęło podczas I wojny światowej, w sierpniu 1915r. Carski dowódca wycofujących się przed nacierającym od zachodu frontem niemieckim wydał rozkaz spalenia miasta. Było to zgodne z taktyką pozostawiania po sobie w odwrocie na wschód „spalonej ziemi”. Ludność prawosławna została wtedy prawie w całości wysłana na tułaczkę do odległych guberni Rosji, na tzw. bieżeństwo. Powodem decyzji generała miało być również to, że w jego mniemaniu, Żydzi stanowiący znaczną większość mieszkańców, nie byli lojalnymi carskimi poddanymi i niecierpliwie czekali na przybycie armii niemieckiej. Wedle przekazów rozkaz ten został w ostatniej chwili odwołany dopiero w rezultacie desperackiej interwencji ówczesnego rabina siemiatyckiego Cwi – Judy Kuselewicza, który postanowił szukać u generała ostatniej szansy na odwrócenie biegu wydarzeń. A niewiele brakowało do realizacji zbrodniczego zamiaru, bowiem carscy żołdacy już oblewali domy benzyną.
Niepodległość
Przyszedł listopad 1918r. i koniec I wojny światowej. Rzeczpospolita odzyskała niepodległość. W Siemiatyczach ustanowiły się władze polskie. Najpierw jednak, z obawy o własne bezpieczeństwo w okresie możliwego chaosu kontrolę nad miastem w ślad za wycofującymi się Niemcami próbowała przejąć tworząca się już od pewnego czasu w konspiracji z inicjatywy miejscowych syjonistów, uzbrojona milicja żydowska – Grupy Samoobrony. Ich centrum decyzyjne znajdowało się przy Rynku w zakładzie fotograficznym Jankiela Tykockiego. Po opuszczenia miasta przez Niemców formacje Samoobrony przemaszerowały nawet przez Rynek, aby pokazać społeczności żydowskiej, że istnieją i ją uspokoić.
W dniu 11 listopada 1918r. Rynek był miejscem szczególnego historycznego wydarzenia. Tego dnia odbyła się uroczysta msza w kościele NMP, podczas której ujawniła się działająca dotychczas w konspiracji miejscowa Polska Organizacja Wojskowa (POW).
Rynek był w naturalny sposób jednym z głównych miejsc wydarzeń tamtych wyjątkowych dni. Po mszy, jej uczestnicy wyszli na Rynek i przemaszerowali nim jako pierwsi żołnierze polscy po latach zaborów.
POW przejęła następnie kontrolę nad miastem i rozpoczęło się na jej podwalinach tworzenie nie tylko wojska ale i struktur polskiej władzy cywilnej. W tej sytuacji żydowskie Grupy Samoobrony zostały rozwiązane. Komendantura POW mieściła się przy Rynku, w budynku Żyda Meyera Londona, właściciela składu aptecznego
W II Rzeczypospolitej ważne wydarzenie na Rynku nastąpiło w 1921 roku w dniu święta narodowego w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Został wtedy odsłonięty wykonany z betonu pomnik Tadeusza Kościuszki, przedstawiający bohatera w mundurze generała armii amerykańskiej ( z pewnością ze względu na fakt, że został zbudowany w znacznej części ze składek emigracji siemiatyckiej w USA). Z przekazów wynika, że wykonało miejscowy majster Franciszek Szyszko (poza samą postacią pomnik ten nie miał nic wspólnego z obecnym pomnikiem naczelnika w sukmanie przed Starostwem – przyp.). Pomnik stanął u zbiegu wschodniej i północnej strony Rynku. Jego uroczyste odsłonięcie zgromadziło setki osób. Potem w kolejnych latach do wybuchu, w miejscu tym odbywały oficjalne uroczystości i manifestacje. Rynek i okolice pomnika były także miejscem rozmaitych wieców organizowanych przez opozycyjne partie polityczne, w tym socjalistyczne, jak Polska Partia Socjalistyczna (PPS) czy Socjalistyczny Powszechny Żydowski Związek Robotniczy „Bund”.

Na zdjęciu: Odsłonięcie pomnika Kościuszki na Rynku w Siemiatyczach 3 maja 1921 roku, w tle widoczne fragmenty północnej i zachodniej pierzei Rynku. (fot Jankiel Tykocki, oryginał w zbiorach Antoniego Nowickiego).
Tu dochodziło również do nielicznych - na szczęście – starć narodowców z młodzieżą żydowską. Przez Rynek, nazwany po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego w 1935r. jego imieniem, podążały również doroczne procesje religijne w święto Bożego Ciała.
Pomnik Kościuszki przetrwał nienaruszony okupację sowiecką. Po drugiej stronie Rynku jednak, w miejscu gdzie do 1923r. stała kapliczka– pomnik św. Aleksandra Newskiego, 7 listopada 1940r., w rocznicę rewolucji październikowej Sowieci wznieśli betonowy, znany z tysięcy miejscowości ówczesnego Związku Sowieckiego, pomnik Włodzimierza Lenina. Miał być on symbolem chwały komunizmu i obecności Sowietów na tych ziemiach po wsze czasy. Przetrwał jednak tylko kilka najbliższych miesięcy. O świcie 22 czerwca 1941r. wybuchła bowiem wojna niemiecko – sowiecka i wkrótce na ulicach Siemiatycz byli już Niemcy, których – co trzeba zaznaczyć – część miejscowej ludności polskiej witała z otwartymi ramionami, widząc w nich wyzwolicieli spod sowieckiej okupacji.
Zniszczenia wojenne
Atak Niemców na Związek Sowiecki oznaczał, że natychmiast po jego rozpoczęciu Siemiatycze, ze względu na bezpośrednią bliskość granicy na Bugu oraz fakt stacjonowania w okolicy znacznych sił sowieckich, zostały zbombardowane z powietrza oraz ogniem artylerii. Uległa zniszczeniu znaczna część miasta, w tym Zaszkole i ul. Polska (dziś 11 listopada). Bomby spadły na Rynek i Ratusz, który spłonął i częściowo legł w gruzach. Palił się przez dwa dni. Potem władze okupacyjne niemieckie zdecydowały o rozbiórce jego pozostałości. Do pracy przy usuwaniu gruzów zostali przymusowo użyci miejscowi Żydzi. W swoich wspomnieniach siemiatyczanka Rachel Lisogurski napisała: „(…) Ponad rok zajęło potem robotnikom żydowskim (każdy kto był w stanie stać na nogach był uważany za robotnika) uprzątnięcie wszystkich gruzów. Ja byłam zwolniona z pracy, ponieważ miałam małe dziecko, ale chodziłam tam dosyć często, aby uspokoić swoje sumienie. Widziałam jak ciężko każdy pracował i co się działo, gdy robotnik nie dał rady nadążyć. Nazista i jego pies przez cały czas obserwowali pracujących i jeśli widzieli, że któryś z robotników zwolnił, pies mógł go prawie rozerwać na kawałki. (…)”(Daring to hope, R. Lisogurski, Ch. Broder, The Azrieli Foundation and others, 2020). Prace trwały do 1942r.
Wtedy też został usunięty i rozbity przez Niemców pomnik Kościuszki. Niemcy, zaraz po wejściu do Siemiatycz, postanowili „rozprawić się” też z pomnikiem Lenina na Rynku a przy okazji upokorzyć miejscowych Żydów. Pomagało im w tym wielu mieszkańców, którzy zaraz po wypędzeniu Sowietów atakowali Żydów i grabili ich domy.
W dniu 10 lipca 1941r.Niemcy zorganizowali na Rynku dramatyczne widowisko, w trakcie którego Żydzi brutalnie spędzeni tam przez miejscową straż porządkową zostali zmuszeni do rozbicia młotami tego pomnika. Wcześniej kazano im ubrać się w szaty modlitewne, byli bici i drwiono z nich. Brały w tym udział, wg określenia z jednego ze wspomnień, miejscowe elementy chuligańskie. Niemcy nie musieli bezpośrednio brać w nich udziału, mogli je dyskretnie kontrolować i obserwować ich przebieg. Po rozbiórce pomnika urządzono parodię pogrzebu, podczas którego Żydzi musieli śpiewać na tę okoliczność pieśni religijne i zanieść części rozebranego pomnika w „kondukcie pogrzebowym” z Rynku, ulicą Grodzieńską na cmentarz żydowski („mogiłki”) na Zamościu i tam je pochować. W trakcie tych wydarzeń zginął jeden z Żydów, zrzucony z mostu do Kamionki. W „Kurierze” kilkakrotnie szczegółowo opisywaliśmy tę historię, stanowiącą czarną kartę w dziejach miast i jego mieszkańców.
PRL – zacieranie śladów
Po „wyzwoleniu” miejsce po zniszczonym Ratuszu, na pozostałych w ziemi piwnicach (stąd znacznie podwyższony poziom w stosunku do jezdni), zostało splantowane i posadzono na nim drzewa. W ten sposób powstał „skwerek”. Jeszcze długo mówiło się: „ idę na Ratusz” albo „idę przez Ratusz”.
Plac Piłsudskiego w 1948r. został przemianowany na plac Wyzwolenia. Wrócił powoli do swojej dawnej funkcji, chociaż już bez Ratusza i Żydów. Tu się koncentrowały najważniejsze (a czasami jedyne) sklepy, już nie prywatne ale w większości spółdzielcze, oraz usługi, nadal raczej prywatne. W parterowym budynku działała poczekalnia autobusowa z kasą biletową a z Rynku odjeżdżały liczne autobusy PKS w różnych kierunkach.

/pomnik Braterstwa Broni na placu Wyzwolenia 9 maja 1971, fot Antoni Nowicki/
Tu również była, obok skwerku, jedyna w mieście stacja benzynowa, postój taksówek a na rogu ul. Świerczewskiego (Pałacowej) apteka, prowadzona, jak przed wojną przez Zygmunta Wasilewskiego. Tu także, na rogu w pobliżu kościoła, mieściła się biblioteka publiczna. Działała też księgarnia ale i dwie gospody pozostałe po czasach przedwojennych: restauracja (b. właściciel: Kłopotowski) i piwiarnia (b. właściciel: Kramer, „na schodkach”), tyle, że wtedy już obie „uspołecznione” - w rękach PSS).
W dniu 1 maja przez cały okres tzw. władzy ludowej, czyli aż do 1989r., odbywały się tu manifestacje i pochody. W pierwszych latach po wojnie trybuna główna obchodów stała po stronie wschodniej, potem została przeniesiona na stronę południową od strony ul. Świerczewskiego (Pałacowej) i tam miały miejsce kulminacyjne części uroczystości.
Pozostałością po Ratuszu było przez wiele lat po II wojnie ujęcie wody po stronie północnej (jedyne w tej części miasta), z którego korzystali, jak przed wojną, okoliczni mieszkańcy.
Dalsze losy Rynku prowadzące do degradującej go zamiany z serca miasta na „rondo komunikacyjne” i w żaden sposób nie służące rozwojowi miasta, to odrębny temat. Wyobraźnia pozwala nam jednak nadal widzieć tętniący życiem Rynek z okazałym Ratuszem godnym miasta z długą, sięgającą prawie 500 lat historią.
Marek Antoni Nowicki
P.S. Dziś nie ma nawet planszy dla turystów (a i mieszkańców, w większości napływowych), pokazującej wygląd Rynku i Ratusza wg planów i za czasów księżnej, której pomniczek stoi na skwerku. Wolałaby ona na pewno inne jej upamiętnienie – odbudowę Ratusza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze