Mówią o nich "szperacze", "śmieciarze". Niektórzy od kilku lat zaglądają na wysypiska śmieci. Zbierają wszystko, co popadnie. Często uda im się znaleźć coś wartościowego. Najczęściej jednak szukają aluminiowych puszek. Na tym można zarobić parę złotych.
"Szperacze" pracują nie tylko w siemiatyckich śmietnikach i na miejskim wysypisku. Jeśli chodzi o miasto, wolą każdego ranka "oblecieć" śmietniki. Większe wtedy prawdopodobieństwo, że coś się znajdzie, bo konkurencja w tej dziedzinie też nie śpi i w efekcie na wysypisko niewiele, albo nic już nie dotrze. Ale w ostatnich miesiącach "szperacze" zaczęli wychodzić w teren. Biorą rower, dużą torbę i jadą na podsiemiatyckie śmietniska. Tam przecież też powinno być sporo aluminium, a może i trafi się coś lepszego. Zbieracze nie tylko z miasta Śmietnisko koło Kułyg. Spotkany tam mężczyzna wyrzuca śmieci z samochodowej przyczepki. Jest z Siemiatycz. Zapytany, dlaczego nie wywozi odpadów na miejskie wysypisko, mówi, że tam trzeba płacić, a tu nie. Woli tu przywieźć. Robi tak już od pewnego czasu. Ale tematem naszej rozmowy są "szperacze". Mówi: - Przychodzi tu sporo ludzi. O każdej porze dnia można kogoś spotkać, ale najczęściej ktoś tu się kręci wieczorem. Zawsze z boku stoi rower. Na nim tobołki. Chodzi taki mężczyzna śmietnisku, zagląda w zakamarki. Najczęściej szukają puszek z aluminium. Nie znam ceny aluminium. Nie wiem, ile trzeba zebrać, żeby parę złotych na tym zarobić. Mieszkaniec Kułyg: - Wiemy, że na tym wysypisku są zbieracze. Ludzie chwytają się takich rzeczy z biedy. Zbierają wszystko, co można sprzedać lub zużyć - czajniki aluminiowe, garnki, miski, butelki, puszki. Sam takich widziałem wiele razy. Nie rozmawiałem z żadnym. Są to ludzie z Siemiatycz i z naszej okolicy. Portfel z dolarami Śmietnisko koło Szerszeń. Wieczór. Po hałdach odpadów chodzi jeden mężczyzna. Na drodze przed wysypiskiem leży rower. Początkowo nie bardzo chce rozmawiać, ale po dłuższej chwili zaczyna się odkrywać. Jest z Siemiatycz. Przyjeżdża w to miejsce kilka 2 - 3 razy w tygodniu. Jest ubrany w skromne, podniszczone ubranie. Wiek - ok. 50 i kilka lat. W dużej, szmacianej torbie ma trochę uzbieranych puszek. - Jak jest czas, to tu przyjeżdżam. Co zbieram? Butelki, puszki, chleb dla kur. Za butelkę około 30 groszy dają. Trochę można ich uzbierać, ale najgorsze w tym, że dużo ich na rower nie wezmę. I nie każdą na skupie biorą - mówi. Mężczyzna opowiada historię. Otóż jakiś czas temu pojawiła się tu rodzina. W trakcie domowych porządków przez nieuwagę wyrzucili portfel z dolarami. - Strasznie tu grzebali. W końcu portfel znaleźli, ale był już pusty. Może ja będę miał szczęście i coś takiego znajdę - dodaje. Na wysypisku bardziej anonimowo Śmietnisko koło Sycz. Co na nim można znaleźć? Najszybciej biedę - odpowiada mężczyzna zrzucający worki ze śmieciami. Mówi, że widuje tu "szperaczy". Sam jest z Siemiatycz. Widywał tu zbierających puszki, też z Siemiatycz. Mówi, że na wysypiskach takie osoby są bardziej anonimowe.
- Tacy przechodzą wysypisko wzdłuż i wszerz. Szukają czegoś, co można sprzedać i dostać za to trochę pieniędzy. Zbierają głównie puszki po piwie czy konserwach. Niedawno rozmawiałem z takim. Zapytał mnie, czy mam puszki. Mówił, że na puszkach zarabia około 10 zł dziennie. Woli tu zbierać, niż chodzić po śmietnikach w mieście - mówi. Za kilogram puszek można dostać w skupie 3 zł. Trochę trzeba się napracować - bo dopiero 60 puszek to kilogram.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze