Reklama

Zaraza w Siemiatyczach. Epidemia cholery w 1893 roku

W latach 90–tych XIX w. jednym z lekarzy, na pierwszej linii frontu walki z epidemią cholery w Siemiatyczach, był Ludwik Czarkowski, o którym niedawno wspominaliśmy na naszych łamach.

     Żyjemy już prawie dwa lata w cieniu epidemii, która zamieniła się w skali globalnej w pandemię. Jak wyglądało życie w Siemiatyczach podczas epidemii cholery, w 2 połowie XIX wieku?

     Ziemie nad Bugiem, podobnie jak inne w naszym regionie, systematycznie co jakiś czas nawiedzały epidemie rozmaitych chorób, które zbierały śmiertelne żniwo. Jedną z najcięższych wielkich epidemii, które dotknęły ziemie polskie była cholera, ostra i zaraźliwa choroba zakaźna przewodu pokarmowego, której przyczyną jest spożycie pokarmu lub wody skażonej, w latach 1892-1893.

Reklama

     Na ziemie zachodnie Cesarstwa Rosyjskiego przyszła z zakaukaskich guberni rosyjskich i latem 1892 r. posuwając się z południowego wschodu na północny zachód dotarła do dawnego Królestwa Polskiego,  najpierw na Lubelszczyznę, nieco później na Podlasie.  

     W Siemiatyczach i okolicach była to kolejna epidemia cholery. W samym tylko XIX wieku mieszkańcy doświadczali jej, z dużą liczbą ofiar, w latach 1831, 1855, a potem w 1870r.

     W latach 90–tych XIX w. jednym z lekarzy, na pierwszej linii frontu walki z epidemią w Siemiatyczach, był Ludwik Czarkowski, o którym niedawno wspominaliśmy na naszych łamach.

Reklama

     Kilka miesięcy po zakończeniu epidemii przygotował fachowy raport lekarski, który został opublikowany pod tytułem: „Epidemia cholery azyatyckiej w miasteczku Siemiatycze (gub. Grodzieńska) w roku 1893" w wydawanym w Warszawie piśmie „Medycyna" (z 1894r.). O raporcie tym wspomina się w wielu publikacjach zagranicą m.in. w książce „Jewish Medicine and Healthcare in Central Eastern Europe (Medycyna żydowska i opieka zdrowotna w Europie Centralnej i Wschodniej), Ed. M. Moskalewicz, Springer 2019).

Reklama

     Poza szczegółowym opisem ówczesnej walki z epidemią raport zawiera wiele interesujących dla współczesnego czytelnika informacji i spostrzeżeń pozwalających poznać codzienne życie w Siemiatyczach w tamtych latach, ponad 130 lat temu. Poniżej prezentujemy, za pismem „Medycyna", po raz pierwszy we współczesnych mediach, wybrane jego fragmenty:

     Na 379 chorych, zmarło 192

     „Miasteczko Siemiatycze leży w części na gliniasto – piaszczystem wzgórzu, głównie zaś na dwóch tegoż wzgórza pochyłościach, z których jedna zbiega ku rzeczce Kamionce, przecinającej miasteczko od wschodu na dwie nierówne części; druga łagodniejszym nieco spadkiem zmierza ku niewielkiej strudze (Muchawiec - przyp. MAN) od północy, wpadającej w obrębie miasteczka do Kamionki.

Reklama

     Nad strugą stoi łaźnia (na końcu dzisiejszej ulicy ks. Ściegiennego, wcześniej Kahalnej – przyp. MAN) z nieodłączną od niej mykwą (zbiornik napełniony koszerną wodą – przyp. MAN). Brudna woda z łaźni spływa wprost do strugi, nad którą prócz tego mieszczą się bezpośrednio cztery ustępy; do strugi tej też ściekają wszelkie nieczystości z uliczek leżących powyżej.

     Rzeczka Kamionka, szeroka od 2,5 do 3 sążni (1 sążeń to nieco ponad 2 m  – przyp. MAN) płynie z północy na południe; sześć wiorst (1 wiorsta to 1066,8 m), poniżej Siemiatycz łączy się z Bugiem.

Reklama

      Miasteczko  samo leży po prawej stronie Kamionki tj. od zachodu, po drugiej zaś stronie znajdujemy fabrykę grubego sukna (nad samą Kamionką), garbarnię, fabrykę kafli i około 50 domków, zamieszkałych przeważnie przez chrześcijan zdunów; stanowi to przedmieście Siemiatycz, tak zwane Zamoście.

     Fabryka sukna, zatrudniająca 40 ludzi, dla potrzeb swoich urządziła z Kamionki w samem miasteczku staw, wskutek czego dosyć wartki bieg rzeczki uległ znacznemu zwolnieniu. Staw ów służy do wszelkich możliwych celów: tu poją bydło, pławią konie, piorą bieliznę i przędzę wełnianą farbowaną; położona zaś obok fabryki nad samym brzegiem tegoż stawu garbarnia wyrzuca tu swoje odpadki; z tegoż wreszcie stawu czterech Żydów rozwozi codziennie wodę na potrzeby domowe mieszkańców. Nadto powyżej stawu wpada do Kamionki struga, o której już była mowa, poniżej zaś ściek z miasteczka.

Reklama

     Siemiatycze liczą mieszkańców około 6500, w czem 4000 żydów; ludność ta mieści się w 480 domkach przeważnie drewnianych, mieszka więc ciasno i brudno. Połowa rynku i większa część z pomiędzy 12–u uliczek jest wybrukowana, ale jeden zaledwie na dziesięć domów posiada ustęp; ubodzy więc załatwiają swe naturalne potrzeby pod płotami i ścianami domów. Śmieci, pomyje, odpadki itd. wyrzuca się wprost na ulicę. Miasteczko niegdyś zamożne i handlowe, od pożaru w 1863 r. stale podupada, wskutek czego mieszkańcy ubożeją, a między Żydami 2/3 stanowią nędzarze bez zapewnionego jutra.   

     Choroba pojawiła się u nas 20–go sierpnia r. z. (roku zeszłego, a więc 1893 – przyp. MAN) od razu w trzech punktach: około łaźni w bliskości strugi na 2-ch uliczkach śród Żydów i na odległem o pół wiorsty przedmieściu Łojki, zamieszkałem wyłącznie przez chrześcijan. Siostra mieszkanki Łojek, niejakiej Manturewiczowej, w sąsiednim Drohiczynie  zmarła na cholerę. M. pojechała na miejsce i zabrała po nieboszczce pościel; na drugi dzień zapadła na cholerę sama i dwoje jej dzieci (jedno dziecko zmarło). W drugim punkcie przybyła w pierwszej połowie sierpnia Żydówka z Białegostoku zachorowała pierwsza i, nim zmarła, zdołała udzielić choroby dwom sąsiednim domom. Do 3–go zaś punktu zawlókł cholerę farbiarz, który jeździł z motkami do Drohiczyna i wróciwszy stamtąd, zachorował z całą rodziną, która wymarła (4 osoby). Epidemia trwała od 20 sierpnia do 12 października: siedem tygodni.

Reklama

      Główne siedlisko obrała sobie choroba na pochyłości miasteczka ku strudze, zwłaszcza w bliskości jatek i łaźni.  Stąd –dopiero po trzech tygodniach pominąwszy rynek, przeniosła się na pochyłość drugą przy Kamionce i to głównie się rozgościła po obu brzegach stawu. Najwyżej zaś położone trzy uliczki, pomimo tego, iż zamieszkuje je najbiedniejsza ludność żydowska, niechlujna i ścieśniona, pozostały wolne od cholery.

      Pośród obszernego rynku stojący były ratusz, duży murowany budynek, w którym dół zajmuje w połowie 60 kramów, w drugiej połowie zaś i na piętrze mieszka 250 źydów nieco zamożniejszych, dał tylko 2 przypadki (jeden śmiertelny). Trudno to uważać za prosty zbieg okoliczności, ponieważ podczas epidemii cholery w roku 1870 (jak o tem wiem od kolegi, który tu wtedy praktykował) choroba pomienione miejsce również oszczędzała.

Reklama

      Przez siedem tygodni mieliśmy wszystkich chorych 379, z których wyzdrowiało 187, zmarło 192 czyli 50,6 %.; w tem: chrześcijan 45 chorych, 13 zmarłych = 28,8 %; Żydów 334 i 179 = 53%. Na tysiąc ludności chrześcijańskiej chorowało osób 18, zmarło 6; zaś na tysiąc ludności żydowskiej chorowało osób 83, zmarło 45. Liczba zapadłych na cholerę Żydów była więc stosunkowo 4 i pół razy większa, niż chrześcijan, śmiertelność zaś razy siedem. Chorowała prawie wyłącznie ludność najuboższa, żywiąca się suchemi kartoflami i zieleniną, mieszkająca w ciasnych izdebkach po większej części bez podłogi, w pobliżu rzeczek i stawu, stamtąd też czerpiąca wodę.  Co do zajęć byli to przeważnie drobni rzemieślnicy, wędrujący zwykle po wsiach: krawcy, szewcy, kramarze, szmaciarze i szklarze. Uderzająca jest częstość cholery wśród rzeźników i farbiarzy. Z pomiędzy 15 rodzin rzeźniczych, tylko dwie nie chorowały, to samo dotyczy farbiarzy, a jednak pierwsi, przynajmniej pod względem odżywiania, nie są upośledzeni, mając co dzień kawałek mięsa.

      Z drugiej znów strony, spośród co najmniej 15 rodzin żydowskich, trzymających 9 ogrodów w miasteczku, nie zachorował nikt, a przecież są to biedacy, którzy w kilku składają się na jakieś 30–40 rubli raty dzierżawnej za owoc, żywią się nędznie  i okrom jakiejś polewki lub krupniku z kartoflami, żywią się wyłącznie prawie owocami, ogórkami, cebulą itp, choć, co prawda, przez cztery miesiące letnie, mieszkają w budach w ogrodzie na świeżym powietrzu. Dziwniejszym może się wydać, iż zduni, których tu jest przeszło 30 rodzin,  również na cholerę nie zapadali wcale. Zamożniejszych Żydów i chrześcijan chorowało zaledwie kilkunastu.

Reklama

      Pomocy lekarskiej udzielało trzech lekarzy, trzech felczerów, dwunastu posługaczy. Szpitali było dwa: chrześcijański na 12 łóżek, obficie zaopatrzony w leki, pościel  itp. Leczyło się w nim chorych 24, z których zmarło 5 t.j. zaledwie 20%. Szpital żydowski  urządzony był w pierwszym popłochu bardzo pierwotnie, bez odpowiedniej odzieży i pościeli, tak, iż chorzy leżeli w tem samem ubraniu, w którem ich przyniesiono; nic więc dziwnego, że na 50 chorych wyzdrowiało tylko 15, zmarło zaś 35 czyli 70 %! Trzeba jednak wszakże uwzględnić tę okoliczność, że bardzo wielu Żydów leczyło się w domu i dopiero, gdy już zbliżał się kres, niesiono chorego co żywo do szpitala, ażeby kosztów pogrzebu nie ponosić.

       U chrześcijan zaś tylko w jednym przypadku miało to miejsce. W ten sposób tłumaczy się, że z pomiędzy 21 chorych, którzy leczyli się poza szpitalem, zmarło 8 = 38%, czyli stosunek śmiertelności większy był, niż w szpitalu; z pośród zaś 284 takichże Żydów zmarło 144 = 50%, stosunek o wiele mniejszy od szpitalnego.  Żydzi, wiedząc o tem, po kilku tygodniach żadną miarą nie dawali się namówić do szpitala, skutkiem czego szpital był bezczynny; dopiero pod koniec epidemii, gdy zarząd z rąk bractwa żydowskiego przeszedł do władz policyjnych, szpital przeniesiono w inne miejsce  urządzono odpowiednio celowi; publika jednak, raz zrażona, z trudnością wstępowała i do tego szpitala. Jednak na 4 chorych ciężkich wszyscy wyzdrowieli."  

Reklama

     Marek Antoni Nowicki

     (Zdjęcie główne przedstawia widok na siemiatycki rynek z roku ok 1914-1915, czyli ok 20 lat po opisywanych wydarzeniach (domena publiczna Wikimedia Commons)

    Infografika poniżej aut.  Eleni Kryńska

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama