Polegli lotnicy z września 1939 roku, pochowani na siemiatyckim cmentarzu należeli do 51 Eskadry Rozpoznawczej
Bezimienne groby żołnierzy polskich z września 1939 roku na siemiatyckim cmentarzu katolickim wrosły w pejzaż miasta
Otoczone opieką władz miasta (utrzymanie i renowacje), zadbane staraniem młodzieży szkół średnich, stały się miejscem uroczystości rocznicowych, związanych z wybuchem II wojny światowej. Przyzwyczailiśmy się do ich istnienia i przyzwyczailiśmy się także do anonimowości pochowanych tam żołnierzy. Upływające lata zmniejszały szanse na jakąkolwiek zmianę tego stanu rzeczy.
Zdarzają się jednak sytuacje niemożliwe – wszystko wskazuje na to, że jednemu z poległych skreślimy przypisane mu od 81 lat literki NN.
Nagły zwrot akcji nastąpił niedawno, kilka tygodni temu, gdy Wojtek Zmyślony (jakiś ułamek beczułki soli razem zjedliśmy) na swojej stronie internetowej www.polishairforce.pl zamieścił informację o poległych lotnikach Września, pochowanych na siemiatyckim cmentarzu (to w ramach cyklu prezentacji nekropolii z grobami polskich lotników poległych na różnych frontach II wojny światowej). Dwaj z pochowanych wymienieni są tam z imienia i nazwiska: kapral Mieczysław Bień (wdzięczny będę za jakiekolwiek o nim informacje), oraz Mamert Nowicki (bez stopnia wojskowego).
Poszukiwania świadków historii 35 lat temu
Skąd informacja o lotniku Nowickim? Tu należy cofnąć się w czasie o jakieś 35 lat. Wtedy wokół tej sprawy „chodził” Mirek Leszczak – nauczyciel historii i jej pasjonat. Gdy okazało się, że wśród poległych są też lotnicy, to zaprosił mnie do współpracy. Niewiele wówczas mogłem pomóc. Miałem tylko jedną relację podporucznika Zygmunta Zbuckiego (pochodził ze Zbuczyna k/Siedlec). Relacja i zapiski z prowadzonego na bieżąco kalendarzyka są bardzo lakoniczne. Pod datą 11 września można znaleźć: „Siemiatycze. Dołączamy do rzutu kołowego 51. Ostrzelani przez czołgi niemieckie uciekamy do lasu. Przeprawa przez Bug”. Tu wyjaśnienie - ppor. Zbucki był dowódcą trzyosobowej załogi samolotu rozpoznawczo bombowego typu „Karaś” z 51 Eskadry Rozpoznawczej, wywodzącej się z 5 Pułku Lotniczego w Lidzie (ówczesne województwo nowogródzkie). Pięć dni wcześniej został zestrzelony i swoją jednostkę odnalazł dopiero w Siemiatyczach.
Na podstawie relacji siemiatyczan (różny był poziom ich zgodności) ustaliliśmy obydwaj, że: do strzelaniny doszło rano 11 września 1939 r, wydarzyła się ona między tzw. krzyżówką (skrzyżowanie obok zajazdu „U Kmicica”) a zabudowaniami dawnej wioseczki Walendziuki. Sprawcą tragedii był niemiecki samochód pancerny, który szybko wycofał się. Zwarte oddziały niemieckie wkroczyły do Siemiatycz tego samego dnia ale dużo później. Wśród kilku poległych było trzech lotników. Byli łatwi do odróżnienia, gdyż nosili podobne do obecnych stalowo szare mundury i okrągłe czapki z daszkiem (w innych rodzajach wojska królowały mundury oliwkowo-zielone i rogatywki).
Przyjęliśmy wówczas, że polegli lotnicy należeli do 51 Eskadry Rozpoznawczej (dopiero wiele lat później natrafiłem na sprawozdanie dowódcy 13 Eskadry Obserwacyjnej z Warszawy, z którego wynikało, że w tym czasie eskadra ta stacjonowała w Pobikrach i lotników warszawskich także należy brać pod uwagę).
Wtedy któregoś dnia (ciągle tkwimy w okolicach roku 1985) spotkaliśmy się ze znanym siemiatyckim fotografem i pasjonatem historii lokalnej, Antonim Nowickim i jego opowieść (jak się teraz okazało) była najważniejsza. Od niego jest informacja, że przy pochówku lotników asystował ks. Stanisław Paczkowski, z siemiatycką parafią związany przez wiele lat. Ciekawa była też historia o postawieniu przez żołnierzy siemiatyckiej placówki AK okazałego dębowego krzyża na mogile poległych. I w końcu informacja najbardziej konkretna:
- wszyscy trzej lotnicy byli szeregowcami
- jeden z nich nazywał się Mamert Nowicki (!). Pan Antoni nazwisko lotnika zapamiętał z wiadomych względów, a imię dlatego, że nigdy wcześniej takiego imienia nie słyszał.
W tamtym momencie te informacje nie posunęły sprawy rozwikłania zagadki ani o krok. Ale już rok albo dwa lata później miałem spis całego personelu 51 Eskadry Rozpoznawczej. Nie był to żaden dokument wojskowy ale siedem stron odręcznego pisma, gdzie podano imię i nazwisko każdego lotnika, jego stopień wojskowy i specjalność. I w spisie tym, w grupie mechaników samolotowych wymieniony został szeregowiec Mateusz Nowicki. Szybko z tym spisem udałem się do pana Antoniego i usiłowałem wmówić mu, że ten zapamiętany przez niego lotnik miał jednak na imię Mateusz. Nic nie wskórałem.
I w tym momencie mogłem tylko bezradnie rozłożyć ręce. Wszystko utknęło na ponad 30 lat. Znikąd nie zdobyłem ani śladu informacji ani o Mamercie Nowickim, ani o Mateuszu Nowickim.
Kiedy więc Wojtek Zmyślony postanowił napisać o poległych z siemiatyckiego cmentarza, podałem mu wzmiankę o Mamercie Nowickim. Wojtek ją zamieścił 8 sierpnia tego roku.
Dokładnie miesiąc później nadszedł list od… rodziny Mamerta Nowickiego ze Szwajcarii! Potem następne listy z informacjami, że przed wojną służył on w 5 Pułku Lotniczym w Lidzie. I o tym, że od początku wojny rodzina nie miała już o nim żadnych wiadomości, mimo poszukiwań po całym świecie.
Żyje 93 letnia siostra lotnika, dla której ta smutna wiadomość stała się ogromnym przeżyciem i ulgą jednocześnie. Po 81 latach miejsce śmierci i pochówku jej brata zostało odnalezione.
Cała ta historia jest świeża i dynamiczna. Rodzina nadesłała nam już zdjęcie lotnika (które publikujemy) i uzyskała od nas zdjęcie jego mogiły z informacjami o opiece nad nią.

Wiele wydarzy się jeszcze w związku z tą sprawą. W pierwszej kolejności trzeba odtworzyć biografię ś.p. Mamerta Nowickiego. W tej chwili nie wydaje się to łatwe.
Zbigniew Charytoniuk
PS: Już w 1990 roku w jednym z pierwszych numerów Głosu Siemiatycz, wspominaliśmy to nazwisko, jednak nie było wtedy możliwości weryfikacji i ustalenia szczegółów. Udało się to kilkadziesiąt lat później, dzięki internetowi, a zwłaszcza dzięki takim pasjonatom jak autor tego artykułu. Do tematu jeszcze wrócimy. Wydaje się, że po ustaleniu wszelkich danych będzie potrzeba umieszczenia nazwiska przynajmniej tego jednego, znanego już nam żołnierza na grobie dotychczas anonimowych poległych w Kampanii Wrześniowej 1939. – Jerzy Nowicki

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze