Reklama

Drohiczyn w Treblince

14 czerwca na terenie Muzeum w Treblince odsłonięto kamień - pomnik z napisem "Drohiczyn". Tego dnia do Treblinki przyjechało kilkanaście osób z Drohiczyna i okolic. Milena i Zbigniew Kosińscy z Drohiczyna w poruszający sposób przedstawili opowieść - wspomnienia ocalałej z zagłady Sary Mężyńskiej. Jak doszło do powstania pomnika i o historii drohiczyńskich Żydów dowiemy się z przemówienia, jakie w czasie uroczystości wygłosił drohiczynianin Robert Maciej Krakowiak.

        "Szanowni - Panie i Panowie.

        Witam was w Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Niemiec-kich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady na terenie obozu Treblinka. Dzisiaj, po 80 latach, nastąpi odsłonięcie kamienia pamięci Drohiczyn, który na zawsze będzie upamiętniał mieszkańców Drohiczyna po-chodzenia żydowskiego, którzy tu zginęli w czasie drugiej wojny światowej, podczas Holocaustu.

        Nazywam się Robert Maciej Krakowiak. Jestem mieszkańcem Drohiczyna, a moja rodzina ze strony mamy od pokoleń mieszkała w tym mieście. Nadmienię, że mój pradziadek, Wacław Ambrożewski, w latach 1919 - 1923 pełnił funkcję burmistrza Drohiczyna.

Reklama

        Szczególnie gorąco witam obecnych wśród nas gości z Izraela, potomków Biny i Michała Mężyńskich, drohiczyniaków pochodzenia żydowskiego, którzy zginęli podczas Holocaustu: a więc wnuczkę Binę Yabkovitch, jej synów Michaela i Roya wraz z żoną Neriyą.

        Drohiczyn, niegdyś, z nadania króla Zygmunta Starego i królowej Bony, pierwsza stolica województwa podlaskiego (od 1520 do 1755 roku), to dzisiaj małe miasteczko. Jego ponad 1000-letnia historia wpleciona jest we wzloty i upadki naszej ojczyzny Polski. Na jego rozwój przez lata wpływali jego mieszkańcy żyjący razem obok siebie: katolicy, prawosławni i Żydzi.

Reklama

        Żydzi pojawili się w Drohiczynie już na przełomie XIII i XIV wieku. Pierwsza źródłowa wzmianka o Żydach w Drohiczynie pochodzi z 1487 roku, ale gmina żydowska powstała dopiero na początku XVI wieku. Żydzi ziemi drohickiej byli objęci specjalnym przywilejem Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda z 1388 roku. Jak pisał Feliks Zygmunt Weremiej w swojej książce "Stolica Jaćwieży" - "Drohiczyn był wtedy przepełniony ludnością żydowską."

        Ale wróćmy do czasów nowszych. Wiadomym jest, że w 1931 roku po obu stronach rzeki mieszkało 711 Żydów, co stanowiło 29 proc. mieszkańców. Ciekawy opis Drohiczyna przekazuje nam pan Abramczyk, który w 1937 roku był w mieście przejazdem: "Przeżyłem szok i niedowierzanie, gdyż mimo wielkich i pięknych trzech kościołów katolickich, kilku cerkwi prawosławnych, większość mieszkańców stanowią Żydzi".

Reklama

        Największe skupisko domów i placów żydowskich znajdowało się wokół rynku oraz wzdłuż głównej ulicy miasta, ulicy Piłsudskiego (obecnie Kraszewskiego). Żydzi mieszkali także w sąsiedztwie centrum religijnego, które stanowiła synagoga przy ulicy Piłsudskiego. Tuż za nią była szkoła żydowska oraz łaźnia (mykwa) od ulicy Ciechanowieckiej. Żydzi mieszkali przy niewielkich uliczkach tej części miasta: Szkolnej, Zaułkowej i Bożniczej. Przy ulicy Farnej znajdował się cheder, czyli elementarna szkoła żydowska o charakterze religijnym. Cmentarz żydowski znajdował i nadal znajduje się, choć w bardzo zrujnowanym stanie, około dwóch kilometrów od miasta, niedaleko rzeki Bug.

        Rabinami Drohiczyna byli Meier Polakiewicz i Mordechaj Isaac Israel Turnowski. Jak już wspomniałem, główna synagoga znajdowała się przy ulicy Piłsudskiego. Był to budynek drewniany, częściowo obmurowany od strony frontalnej o wymiarach około 12 na 15 metrów. Obok wejścia dla mężczyzn znajdowało się niewielkie wejście na galerię dla kobiet. Synagoga ta spłonęła 22 czerwca 1941 roku, w pierwszym dniu agresji Niemców na Związek Radziecki.

Reklama

        Cofnijmy się jednak nieco w czasie. W 1899 roku powstaje w Drohiczynie straż ogniowa, a przy niej orkiestra dęta. W ich szeregi wstępują również Żydzi. W 1919 roku powstaje szkoła powszechna i gimnazjum państwowe im. Jana Ignacego Kraszewskiego. Jednym z nauczycieli zostaje Żyd z Drohiczyna, Israel Dragicki, stryj mieszkającej w Izraelu, a niestety nieobecnej dziś z nami, pani Leny Dragicky, pomysłodawczyni i fundatorki tablicy pamięci na drohiczyńskim cmentarzu żydowskim. Izrael Dragicki uczył geografii, jest jedną z ofiar Holokaustu. W drohiczyńskim gimnazjum uczyła się również młodzież pochodzenia żydowskiego, czego świadectwem jest ocalałe pisemne podziękowanie dla dyrekcji szkoły od Żyda z Brańska za przyjęcie jego syna do szkoły. Do innych szkół w pobliżu nie chciano go przyjąć ze względu na pochodzenie. Młodzież żydowska brała udział w obchodach polskich świąt państwowych, takich jak Święto 3 Maja czy 11 Listopada.

        Po odzyskaniu niepodległości Polski w 1918 roku oraz po wojnie z Rosją Radziecką w 1920 roku mieszkańcy Drohiczyna przystąpili do odbudowy miasta. Żydzi, stanowiący integralną część społeczeństwa, również się włączyli w odbudowę. Z opowieści Ezawa Kramera, Żyda z Siemiatycz, wiemy, że jako młody chłopak z ojcem stolarzem wstawiał okna do kościoła pofranciszkańskiego i kompleksu budynków przykościelnych, w których później mieściła się szkoła powszechna i gimnazjum. Wraz z odbudową miasta, rozwijało się wspólne życie mieszkańców.

Reklama

        25 lipca 1938 roku do Drohiczyna przyjeżdża z nuncjusz apostolski, przedstawiciel Watykanu i Papieża, arcybiskup Filippo Cortesi. Drohiczyńska społeczność żydowska na ulicy Piłsudskiego, na wysokości synagogi buduje bramę powitalną. Rabin Mordechaj Isaac Israel Turnowski wraz Radą Gminy, chlebem i solą wita dostojnego gościa, a ten udziela błogosławieństwa.

        To wspólne życie mieszkańców Drohiczyna brutalnie zostało zniszczone 1 września 1939 roku, w chwili wybuchu II wojny światowej.

Reklama

        Polskie przysłowie mówi: "Mowa jest srebrem, a milczenie złotem". Traci ono jednak swoje znaczenie, gdy wspominamy II wojnę światową, a zwłaszcza Holokaust. Nie można o tym milczeć, trzeba głośno krzyczeć, tym bardziej tutaj, na terenie niemieckiego nazistowskiego obozu śmierci Treblinka.

        Dzień 2 listopada to dla Drohiczyna dzień szczególny. Tego dnia 1942 roku zostało zlikwidowane drohiczyńskie getto.

        Czym było getto? To obszar miasta wydzielony dla Żydów. Nazwa pochodzi od włoskiego określenia odlewni żelaza. Po raz pierwszy użyto jej w odniesieniu do położonej blisko odlewni żelaza dzielnicy Wenecji, poza to którą dzielnicą nie wolno było osiedlać się Żydom, a po 1556 roku zakazano im wychodzenia poza granice getta. W okresie II wojny światowej Niemcy spędzali Żydów do gett, które stanowiły ostatni etap przed wywózką do obozów zagłady. Największym gettem w okupowanej Polsce było getto warszawskie, zrównane z ziemią po powstaniu w 1943 roku.

Reklama

        Getto w Drohiczynie powstało wiosną 1942 roku. Zlokalizowane było w północno - wschodniej części miasta. Jego granice wyznaczały ulice (nazwy współczesne) Kopernika, Warszawska, Wielkiego Księcia Witolda i Wojska Polskiego. Główna brama znajdowała się na skrzyżowaniu ulic Kopernika i Biskupa Jędruszuka. Teren getta ogrodzony był wysokim płotem z drutu kolczastego. Teren ten został wybrany nieprzypadkowo. Otóż Niemcom bardzo pomogła wcześniejsza okupacja radziecka. Po agresji Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku, na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow, rzeka Bug stała się rzeką graniczną pomiędzy Generalną Gubernią a Zachodnią Białorusią, w skład której wszedł prawobrzeżny Drohiczyn. Władze sowieckie zaczęły od razu tworzyć infrastrukturę graniczną. Zaczęto budować schrony, tzw. toczki i powstała tzw. wosiemsotka, czyli ok. 800-metrowy pas graniczny (od brzegu rzeki). Wszystko, co tam się znajdowało, zostało rozebrane i przeniesione. Dotyczyło to w głównej mierze domostw żydowskich. Zostały tylko świątynie i domy murowane, które zostały zajęte przez sowieckich pograniczników. Obecna ulica Hołdu Pruskiego, na której postawiono ogrodzenie z drutu kolczastego, stanowiła granicę wosiemsotki, przez co miasto zostało podzielone na pół. Domy, w tym żydowskie, przeniesiono w północno - wschodnią część miasta, która potem stała się gettem.

        22 czerwca 1941 roku nastąpił atak Niemiec na Związek Radziecki. Na linii Bugu, pomimo sieci schronów tzw. Linii Mołotowa, praktycznie nie było żadnej obrony i wojska niemieckie szybko parły na wschód. Bardzo też szybko, bo już w lipcu 1941 roku zainstalowała się w Drohiczynie niemiecka administracja. Posterunek żandarmerii mieścił się w domu przy rynku (obecnie dom śp. doktora Mańko, którego całą rodzinę wywieziono na Syberię). Żandarmów było pięciu, byli to Niemcy, Austriacy i Ślązacy. Policja granatowa rekrutowała się z ludności miejscowej. Getto drohiczyńskie dniem i nocą było pilnowane przez żandarmów. Mimo to zdarzały się ucieczki. Uciekinierzy kierowali się na północ i wschód, w kierunku wsi Sieniewice, Koczery, Sytki i Bujaki. Kierunek południowy i zachodni ograniczała rzeka Bug. Większość ucieczek kończyła się tragicznie, Niemcy bowiem wyłapywali uciekinierów. Ucieczki nasiliły się, kiedy dotarły do Żydów informacje o likwidacji getta.

Reklama

        Wśród uciekinierów była Bina Mężyńska z bratem Józefem Feferkrancem i dwiema córeczkami: Sarą (urodzoną w 1937 roku) i Esterką (urodzoną w 1939 roku). Mąż Biny Mężyńskiej, Michał, w pierwszych dniach okupacji niemieckiej znalazł się w grupie 30 mężczyzn wywiezionych do pracy i wszelki słuch po nim zaginął. Dalsze losy Biny i Józefa nie są znane. Trzyletnia Esterka dostała schronienie we wsi Sytki, ale tam wyśledzili ją żandarmi. Została zabita przez wice komendanta żandarmerii Johann Moczko. Jej grób znajduje się na miejscu zbrodni w Sytkach.

        Getto drohiczyńskie zostało zlikwidowane 2 listopada 1942 roku. Tego dnia, pod karą śmierci, zebrano okolicznych gospodarzy i na furmankach wywieziono Żydów do Siemiatycz na stację kolejową. Tegoż dnia, zaczęto również likwidować getto w Siemiatyczach. Po załadowaniu do bydlęcych wagonów, mieszkańców Drohiczyna pochodzenia żydowskiego przywieziono tutaj, do niemieckiego nazistowskiego obozu śmierci Treblinka i zgładzono.

Reklama

        W ten sposób przestała istnieć trzecia część społeczeństwa Drohiczyn. Próżno dziś szukać rodzin o nazwisku Rosenbaum, Epstein, Puterman, Dragicki, Lewin, Warszawski, Feferkranc, Mężyński, Bloch, Gruda etc… Pamiątką po nich jest cmentarz żydowski i tablica, ufundowana przez Lenę Dragicky, wnuczkę szewca Berka Dragickiego. Lena mieszka w Izraelu. Nigdy nie zapomniała o pochodzeniu swojej rodziny…

        W tym miejscu pozwolę sobie na osobistą refleksję. Kochani, warto mieć marzenia, one się spełniają. Moje, właśnie teraz. Wiele razy odwiedzałem to miejsce, niemiecki nazistowski obóz śmierci Treblinka. Spacerując między kamieniami - pomnikami, symbolizującymi miasta, z których przywożono tutaj ludzi na śmierć, zawsze brakowało mi kamienia z napisem Drohiczyn. I tak 2 sierpnia 2023 roku, podczas 80 rocznicy buntu i likwidacji obozu, spotkałem się w końcu z Marią Aleksandrą Kuriatą i jej bratem Adamem Dudzińskim, których znałem tylko z rozmów telefonicznych.

Reklama

        Ola z mężem Romanem i Adam z żoną Grażyną wybierali się na obchody rocznico-we. Powstało pytanie, gdzie się spotkamy. Spotkaliśmy się przy kamieniu "Siemiatycze". My, związani z Drohiczynem, przy kamieniu Siemiatycze. Wtedy właśnie powstał pewien pomysł, a Ola z Adamem zaczęli działać. Do pomocy włączyły się też Lena i Bina (tutaj obecna) z Izraela.

        Olu, Adasiu, Leno i Bino, dziękuję…

        Również wielkie podziękowanie płynące z serca składam dla wszystkich pracowników Muzeum Obozu Treblinka, z panem dyrektorem Edwardem Kopówką na czele, którzy od razu pozytywnie zareagowali na nasz pomysł. Widzę tutaj znajome twarze mieszkańców, władze duchowne i świeckie oraz przyjaciół mojego kochanego Drohiczyna. Poznajcie proszę to miejsce. To tutaj zginęli nasi współmieszkańcy pochodzenia żydowskiego. Oni, kiedyś, tak jak my mówili: "Jestem z Drohiczyna", tak jak my patrzyli z Góry Zamkowej na rzekę Bug, na Topolinę, na Kozie Rowy, na błonia nadbużańskie, na wyspę Sowę. Oni żyli z naszymi przodkami, łączyły ich przyjaźnie, czasem miłość, prowadzili spory i kłótnie, jak na dobrych sąsiadów przystało. Sobotnie śpiewy i modlitwy w synagodze i niedzielne dzwony w kościołach i cerkwiach, wzajemnie się uzupełniały, tworzyły klimat Drohiczyna, którego… już nie ma.

        Pragnę też wspomnieć o heroicznej postawie księży Diecezji Pińskiej, której spadkobiercą jest Diecezja Drohiczyńska. Wielu z nich udzielało pomocy Żydom, często ginąc razem z nimi. Przykładem są: ks. Władysław Grobelny i ks. Jan Wolski z Kobrynia. W piwnicy kościoła ukrywali około 50 Żydów i po donosie do Niemców zostali zgładzeni wraz z prześladowanymi w dołach śmierci; Również ks. Zygmunt Miłkowski urodzony w Koczerach gm. Drohiczyn i ks. Antoni Udalski z Archidiecezji Wileńskiej, obaj zgładzeni w Wołożynie lub w Starej Wilejce. Wspomnę także bł. ks. Michała Sopoćko, który podczas wojny przyczynił się do uratowania ponad 100 Żydów z getta w Wilnie, dostarczając wykonane własnoręcznie metryki chrztu. Nie sposób wymienić wszystkich księży, lecz należy pamiętać o ich poświęceniu i ofierze krwi w ratowaniu Żydów.

        Kochani, aby dopełnić tematu, chcę powiedzieć jeszcze jedno. Jest tak wiele wspomnień Żydów, którzy przeżyli niemiecki nazistowski obóz śmierci Treblinka. Opisali oni to, co tutaj, na tej ziemi, człowiek zrobił drugiemu człowiekowi. Dla przykładu: wspomnienia siemiatyckiego Żyda Saula Kuprehanda "Cienie Treblinki" oraz Oscara Strawczyńskiego "Ucieczka z piekła Treblinki", czy też wydana rok temu przez Żydowski Instytut Historyczny "Treblinka - relacje więźniów". Zapoznajcie się z tym proszę…

        Wielki poeta polski Adam Asnyk w swoim wierszu "Do Młodych" powiedział: "Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć macie sami doskonalsze wznieść: na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży, i wy winniście im cześć…"

 

        Niech podsumowaniem będą słowa Mileny i Zbigniewa Kosińskich z Drohiczyna:

        "Tych ludzi było wielu! Oni byli! Żyli! Mieszkali w Drohiczynie i okolicy. Wielu z nas mieszka w miejscach gdzie kiedyś stały ich domy. Nie wolno nam o nich zapomnieć! Są częścią naszej miejscowości, naszej historii. Wśród nas żyje wielu potomków tych ludzi. Czujemy z nimi społeczną więź. Dlatego nie zapomnijmy o ich przodkach, jak np. Sarze - Zosi Mężyńskiej - Gold, której potomkowie są tu dziś z nami. Sara cudem uniknęła krematoryjnego pieca, cudem, którego iskierką była rodzina Miłkowskich. Jesteśmy ich potomkami w bliższej i dalszej linii, lecz wszyscy czujemy dumę z lekcji, jaką nam dali. Lekcji trudnej, ale ważnej, której refleksją jest pytanie: dlaczego? Dlaczego ludzie ludziom zgotowali taki los?

        Jednocześnie dziękujemy Bogu za Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

        My, drohiczyńska młodzież, wzywamy wszystkich - uczcijmy pamięć drohiczyńskiej ludności żydowskiej. Pochylmy głowy nad ich losem, wsłuchajmy się w głos historii.

        Zebrani odsłuchali krótkiego słuchowiska przygotowanego przez Zbigniewa Kosińskiego i Kacpra Radziszewskiego w ramach konkursu IPN "Ocalić od zapomnienia".

        Niech wspomnienie drohiczynianki Sary - Zosi Mężyńskiej - Gold będzie hołdem dla wszystkich innych historii życia, które uświadamiają nam kamienie pamięci tutejszego muzeum.

        Przedstawiono też projekt tablicy pamiątkowej upamiętniającej miejsce Holocaustu Żydów drohiczyńskich.

        Projekt ten był drugim elementem konkursu IPN. Tablica została zaprojektowana z wykorzystaniem zdjęć udostępnionych przez rodzinę Miłkowskich, a otrzymanych od uratowanych z Holocaustu Żydów drohiczyńskich. Zamysłem autorów było nadanie jej osobliwego ducha tych, którzy kiedyś przemierzali ulicami Drohiczyna, a których los tak okrutnie potraktował.

        Tablica miała mówić - byli i nadal są!"

        jsw, fot. Marek Krasowski - Drohiczyn.info

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/06/2024 14:24
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama