Reklama

XII Festyn Archeologiczny

27/09/2015 11:50

Festyn Archeologiczny w Zbuczu to jedyna tego typu impreza w powiecie hajnowskim. Na chwilę można się tu przenieść do wczesnego średniowiecza. Kupić pierścień uwity z drutu, zjeść podpłomyk, strzelić z łuku, wypić piwo z rogu, a przede wszystkim popatrzeć na wojów, mężczyzn silnych i sprawnych. Jakby w tle tej wycieczki do minionego świata sprzed tysiąca lat można było obejrzeć zespoły śpiewające, zobaczyć polityka, spotkać znajomych. Bo to festyn. Trochę historyczny, trochę ludowy.

Wszystko zaczęło się od wykopalisk archeologicznych. Od 2004 r. prowadził je Dariusz Krasnodębski z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk. Okazało się, że grodzisko w Zbuczu to jeden z najstarszych obiektów słowiańskich w tej części Polski. Zbudowane pod koniec IX wieku, miało około stu metrów średnicy i było otoczone wałami, których wysokość dochodziła do 3,5 metra. Bardzo prawdopodobne, że grodzisko pełniło nie tylko funkcje obronne, ale również ceremonialno-kultowe. Przypuszcza się, że zostało zniszczone przed 1041 r. Eksponaty z wykopalisk w Zbuczu, można oglądać w Muzeum Podlaskim w Białymstoku.

Reklama

Po tychże odkryciach wiele razy słyszałam obietnice rekonstrukcji grodziska, chociaż jego fragmentu. Lech Nowacki z Białowieży zrobił nawet makietę grodziska. Minęły lata, a budowli nie ma. Ale festyn jest i odbywa się w ramach Dni Dziedzictwa Narodowego.

Nie ma rekonstrukcji grodziska, ale jest piasek, patyczki. Grodzisko w Zbuczu mogło tak wyglądać?

- Troszeczkę inaczej, ale generalnie konstrukcja większości grodzisk była podobna. Skrzynie drewniane robione z pali, wypełnione kamieniami, ziemią – tłumaczy Michał Hrynczyszyn, archeolog z Warszawy, ze Stowarzyszenia Starożytników. - Jestem tu już trzeci raz. W tym roku wpadliśmy na pomysł zrobienia makiety rekonstrukcji grodziska. Piasek dostaliśmy od organizatorów. Większość tej budowli robiły dzieci. Pokazywaliśmy tylko jak, technikę.

Reklama

Na stoisku obok mężczyzna skrobie kawałek drutu. Robi igłę?

- To nie będzie igła. To będzie pierścionek – powiada Michał Sekuła ze Stowarzyszenia Starożytników. - Drucik musi być ścieniony, żeby łatwiej wyplatać. Pierścionki robiono ze srebra, z brązu, z mosiądzu. Najczęściej ze stopów miedzi, bo to był najtańszy metal, najłatwiej dostępny. Te, które sprzedaję na stoisku, są ze srebra. Każdy robi się misternie, ręcznie, chociaż przy użyciu współczesnych metod. Prezentuję etapy tego wytwórstwa, opowiadam, bo wszystkiego nie da się pokazać. Robię to od dawna, już ze 20 lat.

Reklama

Najbardziej widowiskowe są walki drużyn wojów wczesnośredniowiecznych. Tę jakże malowniczą i dynamiczną atrakcję festynu w Zbuczu od pięciu lat prowadzi nie byle kto, ale sam Igor Górewicz.

Igor Górewicz to Wojewoda Drużyny Grodu Trzygłowa, szczecińskich wojów odtwarzających czasy wczesnego średniowiecza. Jest także właścicielem wydawnictwa historycznego „Triglav” i firmy „Trzygłów – pokazy historyczne”. Występował na planie „Starej Baśni” Jerzego Hoffmana i jest koproducentem kręconego w Szczecinie filmu „Viking Riders: The Raven and the Cross”.

Reklama

Przyjechał pan aż ze Szczecina…

- Dla nas wizyta na Podlasiu, we wrześniu, jest obowiązkowa. Odległość nie jest żadną przeszkodą. My tak żyjemy, bardzo dużo podróżujemy.

Ile drużyn wojów w tym roku w Zbuczu?

- Trzy drużyny z Białegostoku, jedna z Suraża i moja z Warszawy i Szczecina, czyli pięć ekip. Mamy też średniowiecznych rzemieślników niezależnych.

Za każdym razem wasz pokaz jest inny. Tym razem po raz pierwszy z ogniem…

- Trochę tu ciasno, bo byśmy lepiej spalili, ale wiatr, troszkę niebezpiecznie.

Reklama

Bitwa na wale. Ciekawie

- Inaczej. Dobrze, że wyszło. Atakowaliśmy z drugiej strony, wyciągnęliśmy trochę ten pokaz na zewnątrz. Konnica też zrobiła na zewnątrz.

Pokazy to sport kontaktowy, niebezpieczny. Najtrudniej chyba zapanować nad dziećmi?

- Dzieci zdyscyplinowane, publiczność dorosła także, jest bezpiecznie. Nikt nie włazi nam na scenę, mamy dużo miejsca. Możemy się rozwinąć, możemy robić swoje. Nie mogę narzekać.

Czy do pokazów walki wojów to gmina Czyże pana szuka, czy pan gminy?

- Kiedyś zostałem ściągnięty, żeby to poprowadzić i oni się odzywają sukcesywnie. Przede wszystkim ściąga mnie urząd marszałkowski w Białymstoku. Oni kontaktują się ze mną, dogrywają. Liczy się. Dla nas, wśród moich chłopaków to obowiązkowa impreza. Żałuję, że ze Szczecina tak mało przyjechało, ale występujemy od kwietnia co tydzień, od Norwegii, Francji, po całej Polsce, więc we wrześniu już są trochę wystrzelani z energii i możliwości.

Reklama

Potrzeby są chyba coraz większe…

- Tak, tendencja ewidentnie zwyżkowa. Jest coraz więcej grup, a na drużyny, które lepiej to pokazują, zapotrzebowanie ogromne.

Tu, w okolicach Zbucza nie powstała żadna grupa wojów.

- W samym Zbuczu nie, ale na Podlasiu są. W Białymstoku, w Surażu. To nie jest łatwe, bo drużyna musi mieć zaplecze. Do grupy przychodzi mnóstwo ludzi, a zostaje 10, maksymalnie 20 osób. Zaangażowanie finansowe, czasowe. Trzeba też trenować, zdobywać wiedzę. To nie jest takie łatwe.

W Białowieży coś próbowało się tworzyć, ale nie przetrwało.

Reklama

- Bardzo dużo inicjatyw w małych miastach bardzo często nie przeżywa próby czasu. Bo to jest skomplikowane, a ludzie mają swoje życie, najczęściej rozjeżdżają się. Na szczęście nas jest dużo. Nie bazujemy na małolatach, do nas przychodzą po trzydziestce. Spośród drużyn mamy chyba najwyższą średnią wieku. Niektórzy nawet po pięćdziesiątce.

W Szczecinie ilu was jest?

- Około 50.

Czytałam o panu w internecie. Czapki z głów. I te książki dla dzieci.

- Trzeba coś robić.

Czytałam też o synu Czciborze. Kontynuuje pana pasję historyczną.

Reklama

- On bardzo lubi. Nasi synowie spotykają się, budują swoją drużynę. Przygotowują się, żeby nas zastąpić. Większość z nas całymi rodzinami się tym zajmuje. Moja żona Katarzyna także jest z nami, chociaż dzisiaj nie mogła przyjechać.

Dziękuję bardzo, powodzenia.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama