Reklama

Siemiatycze 1945. Notatnik Historyczny

Przyniesione na sowieckich bagnetach „wyzwolenie" i idąca za nim nowa rzeczywistość , która gdzie indziej na terenach polskich była szokującym doświadczeniem, tutaj nie była zaskoczeniem. Miejscowa ludność wiedziała, czego może się spodziewać po wprowadzanych przez komunistów i sowiecki NKWD ( Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) porządkach i nie miała złudzeń.

     Opisywane tu miesiące były dla mieszkańców trudną walką o fizyczne, egzystencjalne przetrwanie. Tym, którzy mieli jakiś spłachetek ziemi czy ogród przy domu było nieco łatwiej się wyżywić, mając swoje kartofle, kury czy jajka. Inni, aby przeżyć, musieli to kupić na czwartkowym targu, nie mając za bardzo za co, często w handlu wymiennym. Bieda, po pięciu latach okupacji, była ogromna i  powszechna. Zakłady produkcyjne, w tym znane przed wojną kaflarnie (przed wybuchem wojny w 1939r. sześć – pięć żydowskich i jedna polska), były przeważnie w ruinie po okresie obu okupacji i minęło trochę czasu zanim możliwe stało się, po ich przejęciu przez państwo, rozpoczęcie w nich jakiejkolwiek produkcji.

    Problem z żywnością

Reklama

    Podobnie było np. z mleczarnią (zbudowaną przed wojną przez miejscową spółdzielnię mleczarską, zniszczoną po opuszczeniu jej przez okupacyjnego niemieckiego „właściciela"), która po wielu wysiłkach rozpoczęła pracę dopiero w 1947r.

     Okolicznych gospodarzy dotykały dostawy obowiązkowe wprowadzone dekretem PKWN w 1944r. jako wojenne świadczenia rzeczowe obejmujące w praktyce wszystkie rodzaje płodów rolnych i zwierząt hodowlanych. Zniesiono je, w celach wyraźnie politycznych, jaki się później okazało, tylko na pewien czas (wróciły w 1951r.), w 1946r., przed kluczowym dla komunistów referendum ludowym i głosowaniem „3 x tak".  Przymus takich dostaw nie był niczym nowym, bowiem niemieccy okupanci również ich wymagali oraz dokonywali rekwizycji na wsi, a przedtem gospodarze doświadczyli tych samych niszczących praktyk od okupantów sowieckich.

Reklama

      W 1945r. na wsiach rozpoczęła się realizacja reformy rolnej na podstawie dekretu PKWN z 6 września 1944r. mająca prowadzić do parcelacji dużych gospodarstw rolnych (powyżej 50 ha). W założeniu miała likwidację „obszarnictwa" i usunięcia ziemian poza granice powiatu miejsca majątku ale także tzw. kułaków). Część ziemi przekazywano bezrolnym lub małorolnym chłopom, część przejmowało państwo. Na naszych terenach sytuacja była jednak specyficzna, bowiem większe majątki ale także wiele gospodarstw powyżej 15 ha w tej okolicy zostało przejętych już wcześniej, za Sowietów. Właściciele majątków byli wtedy aresztowani, wywożeni z rodzinami na Syberię (np. rodzina Wołków z Czartajewa, Narbuttów z Nurca; byli tacy, którym udało się uciec do Generalnej Guberni, jak Ciecierskim z Bacik). Ziemię rozdzielano wśród bezrolnych lub małorolnych chłopów okazujących lojalność wobec władzy sowieckiej. Na części tych majątków, z wykorzystaniem ich gruntów, zabudowań, sprzętu, itd. próbowano tworzyć kolektywne gospodarstwa (kołchozy). Od wiosny 1940r. powstało ich jednak tylko kilka, na więcej zabrakło być może czasu (okupacja trwała praktycznie ok. 1,5 roku). W majątku w Bacikach Sowieci zorganizowali szpital.  

    Pierwsza matura

Reklama

    W maju maturę w siemiatyckim liceum otrzymało 18 absolwentów.  W liceum przyśpieszonym  uczyła się grupa, z której w następnym roku - 1946r. - maturę zdały 22 osoby. Część z nich, trochę starsza, zdążyła uczyć się jeszcze przed wojną, inni – zdobywali podstawy wiedzy za Sowietów a jeśli za Niemców to na tajnych kompletach prowadzonych z narażeniem życia przez kilka miejscowych nauczycielek, często za kilka jajek albo chleb. Rodzice nie byli przeważnie na tyle wykształceni – jeśli w ogóle - aby sami mogli uczyć swoje dzieci w domu. Tu fragment wspomnień jednej z licealistek - Celiny Nowickiej z d. Kochańskiej, typowy dla tamtego pokolenia: „ (...) Do szkoły chodziłam w latach 1937-1939, później było różnie, za okupacji sowieckiej chodziłam parę miesięcy, trzeciej klasy nie skończyłam. Korzystałam z tzw. kompletów tajnych u pań Kosińskich. Uczyłam się polskiego i matematyki. Chodziliśmy przez pola, aby nas nikt nie widział. Lecz nie trwało to zbyt długo. Za lekcje ojciec płacił słoniną. Nie było zeszytów nie było książek, nie było na czym pisać i nie było czym pisać".

     Będziemy w Białoruskiej Republice Sowieckiej?

Reklama

      Wśród mieszkańców istniała niepewność i strach przed przyłączeniem naszych terenów do Związku Sowieckiego. Istniała co prawda umowa dot. granicy między Sowietami i PKWN (Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego) z lipca 1944r. wynikająca z osobistej decyzji Stalina, którą można było uznać za  przesądzającą przynależność Podlasia do powojennej Polski, była ona jednak tajna i nikt wśród ludności o niej nie wiedział.  Równocześnie w rzeczywistości wszystko wokół było w rękach Sowietów i tworzonych stopniowo komunistycznych struktur  nowej kontrolowanej przez nich władzy. Warto zaznaczyć, że latem 1944r. w Białymstoku istniały nawet równolegle przez pewien krótki okres struktury  władzy PKWN i białoruskich komunistów (zanim dowiedzieli się oni o  wspomnianej tajnej umowie dot. granicy)  przekonanych, że Białostocczyzna „wróci" do Białoruskiej Republiki Sowieckiej, jak za „pierwszego sowieta".  Wyjaśnił tę sytuację, jak się okazało ostatecznie, układ sowiecko – polski z 16 sierpnia 1945r., chociaż dokładny przebieg granicy został wytyczony przez specjalną komisję dopiero później.        

    Już jednak 9 września 1944r. została zawarta umowa o ewakuacji ludności białoruskiej i polskiej po obu stronach uzgadnianej granicy. Stosunkowo niewiele okolicznych rodzin białoruskich zdecydowało się przenieść na tereny, które miały po wojnie należeć do republiki białoruskiej Związku Sowieckiego.  Dla innych bowiem doświadczenia okresu „pierwszego sowieta" były jeszcze mniej zachęcające niż często niełatwe  życie i problemy w przedwojennej Polsce związane z przynależnością do mniejszości białoruskiej.  Ze wschodu na nasze tereny przeniosło się trochę rodzin polskich, głównie z najbliższego regionu a więc Polesia ale także Wileńszczyzny.   Cześć tych osób osiedliła się w Siemiatyczach, czasami na zawsze.

Reklama

     Represje nowej władzy

     W 1945r. kontynuowały na dużą skalę swoje represyjne działania sowieckie grupy operacyjne NKWD (z udziałem kontrwywiadu Smiersz) a także utworzone niedawno jednostki Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW - formacji wojskowej podporządkowanej Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego) a nawet regularne oddziały Ludowego Wojska Polskiego.

    Dysponowali na tych terenach danymi wywiadowczymi jeszcze z czasu okupacji 1939 – 41 oraz materiałami partyzantki sowieckiej aktywnej tutaj za Niemców. Mieli też świeże informacje od części miejscowej ludności sprzyjającej nowym porządkom (w Siemiatyczach i okolicach prawdopodobnie niewielu).

Reklama

    W ostatnich miesiącach 1944r. i na początku 1945r. z Białostocczyzny wywieziono do Związku Sowieckiego kilka tysięcy osób, część z naszej części Podlasia. Podstawą aresztowań przez organa sowieckie była tajna umowa podpisana przez PKWN 26 lipca 1944r., która poddała jurysdykcji sowieckiej polską ludność cywilną w strefie operacji wojennych, a za bezpieczeństwo tej strefy i porządek publiczny odpowiadało dowództwo frontu i struktury NKWD. Dyrektywy płynące z Moskwy nakazywały bowiem oczyścić te tereny z, jak często określano, „nacjonalistycznego podziemia antysowieckiego" , co obejmowało wszystkie organizacje zbrojne podporządkowane prawowitemu rządowi Rzeczypospolitej w Londynie. Mowa była również np. o „polskim podziemiu zbrojnym" albo „bojówkach rabunkowo – politycznych". Oficerowie byli przeważnie kierowani do obozów NKWD na terenie Związku Sowieckiego, chyba że poszli na współpracę a pozostali, w tym szeregowcy, byli wcielani przymusowo do I Armii Wojska Polskiego pod dowództwem sowieckim -  tzw. armii Berlinga a potem również II Armii, i wysyłani na front.

   Atak na posterunek KBW

Reklama

   Równocześnie jednak, mimo tych akcji i represji, nadal utrzymywały się stosunkowo silne oddziały partyzanckie, których struktury przeszły w 1945r. wiele istotnych przekształceń. Np. w lutym 1945r. Okręg AK Białystok został przekształcony w Armię Krajową Obywatelską (AKO), która następnie we wrześniu weszła w skład  konspiracyjnego Ruchu Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość" – (Zrzeszenie „ WiN"). 

     Codziennością  1945r. były ich akcje polegające  na atakowaniu urzędów gminnych, posterunków milicji i ich funkcjonariuszy oraz komórek PPR. Dochodziło do krwawych starć ze zgrupowaniami nowego komunistycznego wojska, Urzędu Bezpieczeństwa  lub grup operacyjnych NKWD jak choćby bitwa stoczona 18 sierpnia 1945r. w Miodusach Pokrzywnych.     

Reklama

    Jedną z ważnych akcji  podjętych przez partyzantów w walce z nowymi porządkami, która na długo zapisała się w pamięci i świadomości mieszkańców był bój o Siemiatycze - atak 11 maja 1945r. (dwa dni po oficjalnym zakończeniu II wojny światowej  - przyp.) na stacjonującą tu (głównie w kompleksie budynków przedwojennej szkoły żydowskiej i nieistniejącego już domu Peretków, ul. Drohiczyńska 31) jednostkę KBW.

    Akcja była odwetem za zwalczanie  przez nich wspólnie z NKWD partyzantki w okolicznych lasach i pacyfikacji współpracujących z nią wsi.  Akcję przeprowadził oddział AKO ppor. T. Śmiałowskiego „Szumnego" (zginął potem – 25 lipca – w obławie na łąkach nad brzegiem Bugu pod Drohiczynem – przyp.) w sile czterech plutonów, oraz oddział NSZ ppor. Z. Kryńskiego „Rekina" (zmarłego kilka miesięcy temu, pisaliśmy o tym w „Kurierze – przyp.). Podczas walki zginęło dwóch żołnierzy, a pięciu odniosło rany. Około 90 żołnierzy KBW, zgodnie z obietnicą puszczono wolno. Pozbawieni broni i mundurów, w samej bieliźnie, zostali triumfalnie przeprowadzeni przez miasto, po czym puszczeni wolno. Część z nich przyłączyła się do partyzantów.  O tym wydarzeniu często opowiadało się wśród zaufanych w starych siemiatyckich domach i opowieści te dawały w ciężkich późniejszych czasach dumę i nadzieję.

Reklama

   Niedługo później partyzanci pojawili się w mieście ponownie. Najpierw 1 czerwca 1945r. drużyna 1 szwadronu V Brygady Wileńskiej AK dowodzonego przez por. Zygmunta Błażejewicza, „Zygmunta" operującego z puszczy Białowieskiej dokonała wypadu do Siemiatycz. Akcję przeprowadzono wspólnie z grupą oddziału NSZ. Opanowano Zarząd Miejski i spółdzielnię, przeprowadzając rekwizycję pieniędzy i zaopatrzenia. W Zarządzie Miejskim zniszczono dokumentację, zwłaszcza kontyngentową i poborową. Pododdział KBW, posterunek sowiecki i posterunek MO bały się zareagować. Z informacji o wydarzeniach przekazanych staroście bielskiemu przez pierwszego powojennego burmistrza Siemiatycz Wróblewskiego wynikało m.in., że partyzanci zakazali urzędnikom przychodzenia do pracy, pod groźbą najsurowszej kary.   

    Rekwizycja i uprowadzenie komendanta

Reklama

    W następnym miesiącu, 10 lipca 1945r. partyzanci z tej samej formacji w dużej grupie znów opanowali miasto. Rozbroili i zdemolowali posterunek MO (został zabity przy tym uprowadzony na Słowiczyn zastępca komendanta). Zniszczono także akta w Zarządzie Miejskim i przeprowadzono rekwizycje w spółdzielni. Burmistrzowi zabrano kilka tysięcy złotych, pozostawiając pokwitowanie z pieczęcią okrągłą „5 Brygada Wileńska". Na drzwiach w Zarządzie Miejskim pozostawiono napis" „Za dalsze urzędowanie kara śmierci lub chłosty". 

   Z meldunków z tego okresu wynikało, że w rezultacie działań partyzanckich i braku w owym czasie jakiejkolwiek załogi wojskowej umożliwiającej ochronę urzędnicy i pracownicy biura Magistratu i MO bali się przychodzić do pracy. Były postulaty zamknięcia biura na pewien czas.

   Nowe władze komunistyczne i Sowieci traktowali od początku Kościół Katolicki na tych terenach tak samo, jak podziemie. Nic dziwnego, bowiem podziemie, próbujące zwalczać nowe sowieckie porządki, miało duże – chociaż ze względu na warunki przeważnie dyskretne - wsparcie  miejscowego katolickiego duchowieństwa. Księża utrzymywali duszpasterskie kontakty z oddziałami w lesie, często przechowywali broń lub archiwa, świadczyli posługi religijne, udzielali komunii, ślubów,  uczestniczyli w pogrzebach.  Niektórzy księża byli bezpośrednio zaangażowani w konspirację i byli członkami AK czy NSZ. Wśród nich był m.in. kapelan lokalnych oddziałów AK, odznaczony za odwagę, znany starszemu pokoleniu siemiatycki prefekt ks. Justyn Kruhliński, ps. Robak.  

    W dniu 2 sierpnia 1945r. została ogłoszona amnestia dla żołnierzy podziemia, która – jak się później okazało – była dla wielu z nich w praktyce pułapką prowadzącą do aresztowań lub zsyłki do Związku Sowieckiego. Część z nich, głównie z AK, stopniowo ujawniała się, inni decydowali się na dalsze trwanie i walkę w podlaskich lasach. Sytuację w terenie komplikował i pogarszał otwarty konflikt, czasami nawet zbrojny i z ofiarami, między AKO i Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym (NZW) – formacją partyzancką powstałą w tamtym okresie z organizacji zbrojnych związanych z ruchem narodowym tj. Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) i Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) oraz niektórych lokalnych grup  AK.

    NZW podejmowało akcje represyjne nie tylko wobec komórek nowej władzy ale również np. coraz bardziej aktywnych w terenie struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), próbującego wtedy znaleźć miejsce dla ruchu ludowego w życiu politycznym rodzącej się „demokracji ludowej". Przykładem były wydarzenia w dniu 29 listopada 1945r., kiedy PSL, mające wśród miejscowej ludności bardzo wielu sympatyków, chciało odbyć w Siemiatyczach publiczny wiec. Przed  nimi jednak przybyło do miasta czternastu uzbrojonych po zęby członków NZW, grożąc organizatorom i liderom zastrzeleniem. W rezultacie wiec nie odbył się.  

   Sytuacja ocalałych siemiatyckich Żydów

   W  tym stanie rzeczy szczególnie trudna stała się sytuacja ocalałej grupy (nieco ponad 100 osób) siemiatyckich Żydów, którzy przed kilkoma miesiącami wrócili do miasta, ale w 1945r. nie mogli już liczyć na podobną do wcześniejszej ochronę żołnierzy sowieckich, którzy w znacznej części powędrowali pod Warszawę a potem dalej, za Wisłę. Na tyłach Sowieci pozostawili głównie NKWD. W poczuciu zagrożenia ocalali Żydzi od początku byli skupieni w kilku należących do nich większych domach, które udało się im zająć, po zachodniej stronie Rynku i w kilku innych miejscach. W nocy pozostawali wewnątrz budynków z zamkniętymi okiennicami. Otrzymali do obrony trochę sowieckiego uzbrojenia.

   Generalny brak bezpieczeństwa, chaos i bandytyzm, zwykle głównie dotyka najsłabszych ale nie można zaprzeczyć istnieniu wtedy nastrojów antyżydowskich. Tym bardziej, że szukanie wcześniej przez ocalałych Żydów wsparcia u żołnierzy sowieckich potwierdzało tylko stereotyp o ich prosowieckości obecny przynajmniej od czasu pierwszej okupacji w 1939r. Wielu uważało ich za element niepewny, który – jeśli pozostanie – będzie wspierał sowieckie porządki, z którymi należy walczyć. Wspomniany wcześniej wątek obawy o zwrot zagrabionego mienia też musiał odgrywać pewną rolę. Cierpiały z tego powodu również dzieci żydowskie. Oto fragment wspomnień urodzonego w Siemiatyczach Sidney'a Żółtaka:

    „Na początku września, po otwarciu szkół publicznych, moja mama zapisała mnie do szkoły podstawowej (...). Chodziło do niej bardzo niewiele dzieci żydowskich (...)". Jego kuzynka została wypisana ze szkoły z powodu ciągłych dziecięcych wyzwisk. „Ja z kolei byłem uważany już za wystarczająco dużego, aby móc się samemu obronić. Mama była gorliwie przekonana o wartości edukacji, a poza tym nie wierzyła, że dzieci mogą być tak okrutne. Pobyt w szkole był wyzwaniem (...). Był to bardzo niełatwy okres, przychodziłem często do domu spłakany, atakowany antysemickimi obelgami a czasami nawet fizycznie pobity. Niektórzy nauczyciele, w reakcji na moje skargi, okazywali pewną sympatię, nie podejmowali jednak żadnych działań. Nie pamiętam, ile miesięcy chodziłem do szkoły, ale wiem, że to nie było długo. Nie dotyczyło to tylko mnie – żadne żydowskie dziecko nie czuło się bezpieczne". 

    Wielokrotnie dochodziło do rozmaitych mniej lub bardziej groźnych zbrojnych ataków na ocalałych Żydów. Tak pisał o tym przed laty  ś.p. siemiatycki historyk Mirosław Leszczak:  "Nocą przychodziły do miasta różne zbrojne grupy i niepokoiły Żydów. W nocy z 4 na 5 stycznia 1945 r. dokonano napadu rabunkowego na mieszkanie młynarza Beni Lwa na ul. Łojki, który został zabity. W podobnych okolicznościach zginął Arie Bluestein. 10 stycznia znów zabito 3 Żydów. W dniu 6 kwietnia 1945 r., gdy wojsko wyszło z miasta, dokonano napadu zbrojnego na dom żydowski Judy Blumberga, (tzw. mechaniczną piekarnię) przy ul. Berka Joselewicza, w którym mieszkało 28 Żydów. Walka trwała kilka godzin, przerwana została dopiero, gdy powróciło wojsko. W tej sytuacji pozostali Żydzi zdecydowali się opuścić miasto. Naoczny świadek naliczył 107 osób dorosłych i dzieci, którzy załadowali się na ciężarówkę i odjechali w kierunku Bielska Podlaskiego".

    Pytanie  po latach  skierowane do jednej z mieszkanek  o powód wyjazdu ocalałych. „Zaraz po wojnie, w 1944r. do Siemiatycz wróciło wielu miejscowych Żydów (...). Niedługo to trwało bo wykurzyli ich z miasta partyzanci z NSZ  Władysława Awramienki (który później zdradził, poszedł na aktywną współpracę z UBP; po ujawnieniu tego został zabity w 1951r przez jednego z partyzantów)".

 Marek Antoni Nowicki 

fot Antoni Nowicki 1945

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/07/2024 17:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama