Reklama

PZPR traci lokum

31/10/2009 10:41
Wkrótce minie 20 lat, od kiedy podczas spontanicznej akcji społecznej, wszechwładna w PRL, partia PZPR straciła swój budynek w Siemiatyczach.

          Aby przypomnieć te wydarzenia, cytujemy artykuł, który ukazał się w „Tygodniku Solidarność” 28 (65) z 15 grudnia 1989 roku. Jego autorką jest Joanna Kluzik.
Młodszym Czytelnikom należy przypomnieć, że w budynku tym, po całkowitej przebudowie, mieści się obecnie urząd skarbowy.

          Interesy z partią
          Komitet Miejsko – Gminny PZPR w Siemiatyczach postanowił wydzierżawić salę konferencyjną zakładowi krawieckiemu. Zamiast Lenina – wieszaki.
          W miasteczku zakipiało. Lenin i tak był spisany na straty, ale ludzie – jeden z paru rozlatujących się budynków w mieście – chcieli zagospodarować po swojemu.
          Rada Miejska interesowała się pustymi pomieszczeniami od września. Utworzono specjalną komisję, w skład której weszły wszystkie grupy polityczne miasta. 14 listopada komisja ta miała się zebrać i zadecydować (między innymi) o tym, co urządzić w części budynku PZPR.
          Zebrali się wszyscy, prócz PZPR. Na kilka minut przed rozpoczęciem rozmów zatelefonowano do przewodniczącego Miejsko – Gminnej Rady Narodowej z informacją, że „na spotkanie PZPR nie przybędzie, dyskusją nie jest zainteresowana, a właśnie tak się składa, że w tej samej chwili podpisuje umowę z prywatną firmą”.
          W sobotę 18 listopada spotkał się Komitet Obywatelski i przedstawiciele innych ugrupowań politycznych miasta, z przewodniczącym zespołu partyjnych radnych włącznie. Utworzyli komitet protestacyjny i poszli rozmawiać z I sekretarzem Komitetu Miejskiego PZPR – Janem Grygorukiem.
          Wymieniliśmy kilka zdań – mówi Celina Nowicka, radna, dyrektorka miejscowej biblioteki. – Sekretarz stwierdził, że nic nie może zrobić, bo sprawą zajmuje się komitet wojewódzki. Nie wiedział nawet, z kim była zawierana umowa. Powiedzieliśmy – jeśli partia nie chce nas słuchać, to musimy ją do tego zmusić.
          W poniedziałek, 20 listopada, przed budynkiem partii w Siemiatyczach stanęła pikieta. I sekretarz zadzwonił do Białegostoku. Komitet wojewódzki zadecydował, że jeśli mieszkańcy mają sprawę – niech przyjadą.
          A my dokąd będziemy jechali – oburzyli się pikietujący. – Skończyły się czasy, kiedy ludzie gonili na skinienie palca. Ostatecznie ustalono, że pikieta zawieszona będzie do 11.30, do wtorku. O 12.00 mają zjawić się z komitetu wojewódzkiego na rozmowy.
          Emocje w mieście rosły, podsycane brakiem informacji, kto tę salę wydzierżawił. Ten ktoś – podobno – ma 16 innych zakładów w całej Polsce. Pikanterii dodawał fakt, że przez okno można było zobaczyć gotowe już stanowiska pracy, a nikt nie zauważył, kiedy je przygotowano. – Pewnie w nocy wnosili te maszyny.
          Wtorek, 21 listopada. Od 11.30 pikieta stoi przed budynkiem partii i czeka, czeka, czeka… Przyjechali:
          Kierownik wydziału gospodarki wewnątrzpartyjnej KW – Jan Malinowski i radca prawny – Tadeusz Bielas. Ale nie do komitetu, tylko do urzędu miasta, więc nikt z pikietujących ich nie zauważył.
          O 12.00 rozpoczynają się rozmowy. Przewodniczący Rady Narodowej, Stanisław Fleks przypomina sprawę. O głos prosi radca prawny: - Z wypowiedzi pana Fleksa wynika, że gmach będący własnością partii, tą własnością nie jest. No, nie wiem, czy środki partii są tak bardzo społeczne?
          - Skąd partia miała pieniądze na budowę tego obiektu – pytają uczestnicy spotkania: radni, przedstawiciele Solidarności, SD, ZSL.
          - Pieniądze partii, z KC, ze składek.
          - Ze składek – to znaczy czyje?
          Spór nie zostanie rozstrzygnięty. Dla partii pieniądze są, bez dyskusji, jej własnością, dla reszty – pieniądze te zostały wyrwane kiedyś społeczeństwu. Budynek jest więc prywatny czy społeczny? Leszek i Janusz Kochańscy – bo to oni chcą wydzierżawić salę – gotowi są odstąpić od umowy, jeśli miasto zaproponuje im inne pomieszczenie. Może taniej? Bo teraz muszą płacić 13 tys. za m.kw. Partia mówi: - Dobrze. To niech miasto wymyśli, co można w tej sali zrobić, a my się zastanowimy. Dajecie tyle samo pieniędzy, co bracia Kochańscy, dogadamy się. Musimy dbać o własne interesy, bo PZPR ma 44 mld. zł długu, a od stycznia nie będzie dotowana.
          Dyskusja jest burzliwa, ale efektów nie ma. Do momentu, kiedy zziębnięty i zirytowany tłum przechodzi spod budynku partii pod urząd.
          - Mam nadzieję, że słowo będzie dotrzymane i nikt nie wtargnie do środka – mówi przewodniczący rady. To jednak bardziej pobożne życzenie niż pewność.
          Do sali wpada ktoś z dołu, ze straży porządkowej i prosi, by w końcu się dogadać, bo „za chwilę już nikt nie zapanuje nad tłumem”. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza nie ma wyjścia, musi ustąpić.
          Finał wtorkowej rozmowy: umowa między KW PZPR i braćmi Kochańskimi zostaje zerwana. Komisja zgłosi propozycje i zapadnie decyzja „przeznaczenia części budynku na cele społeczne uzgodnione przez umawiające się strony”. Tłum pod oknem wcale nie uważa, że sprawa jest już załatwiona. Chce całego budynku, nie części.
          - Niech teraz oddają, co nie ich. ,Nikt nie może przewidzieć, co tłum zrobi, jeśli sam postanowi wymierzyć sprawiedliwość.
          Jest to pierwsza sprawa, która jednoczy podzielone narodowościowo miasto. W następnych dniach zaczynają się telefony z sąsiednich miejscowości : - Jak wam się udało ich wygonić ? Tego typu awantury skończą się prawdopodobnie dopiero wtedy, gdy wszystkie budynki partii zostaną przekazane społeczeństwu.
          A co na to bracia Kochańscy?
          Leszek:- Interes jest interesem, nie zajmuję się polityką.
          Janusz: - Kiedy brat załatwiał ten lokal, byłem za granicą. Wróciłem, dowiedziałem się i złapałem się za głowę: Jak się z Leninem wchodzi w interesy, to przecież nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi…

          (Na zdjęciu Krzysztof Maciejewski czepia na budynku komitetu transparent przygotowany przez Jerzego Nowickiego, fot. JN)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama