Klęska siemiatycka miała fatalne następstwa. Wprawdzie straty w zabitych i rannych nie były zbyt wysokie w porównaniu z ogólną liczbą powstańców, ale należy wziąć pod uwagę, że Maniukin nie zorganizował pościgu, a zatrzymał się w Siemiatyczach, które spalił i ograbił.
Z okazji 160 rocznicy bitwy publikujemy fragmenty artykułu naukowego dr Tadeusza Mencela („Walenty Lewandowski i początki powstania styczniowego na Podlasiu") opublikowanego przed laty, w 1963r., w Roczniku Lubelskim (nr 6, str. 82 – 86) na temat przebiegu bitwy a przede wszystkim głównych przyczyn klęski wojsk powstańczych.
„Koncentrację oddziałów powstańczych w Siemiatyczach za Bugiem rozpoczął oddział Władysława Cichorskiego — Zameczka, który przeszedł tam z Łomżyńskiego. Za Bug 4 lutego przeprawił się także Rogiński, który ścigany przez płk. Nostitza postanowił przenieść walkę powstańczą na tereny Litwy i Białorusi. Za nim podążyły mniejsze grupy Czarkowskiego i Mystkowskiego, a oddziały Jabłonowskiego i Matlińskiego po porażce pod Węgrowem (3 II) przeprawiły się przez Bug, aby tam wypocząć i zorganizować się.
Lewandowski po przejściu przez Bug dotarł wieczorem 6 lutego do Siemiatycz, gdzie duże zgrupowanie powstańcze ściągnęło atak oddziałów rosyjskich z Bielska, pod dowództwem gen. Zachara Maniukina, w sile 7 rot piechoty, oddziału kozaków i 4 dział.
Maniukin 6 lutego po południu wkroczył do miasta. Silny kontratak zaskoczonego oddziału Zameczka zakończył się po dłuższej strzelaninie atakiem kosynierów przeprowadzonym już w nocy. Zmuszono Maniukina do odwrotu ze stratą 20 zabitych i 70 rannych do wsi Czartajewo na szosie do Ciechanowca o 4 wiorsty od miasta
7 lutego rano dowództwo nad oddziałami polskimi objął Lewandowski. W samych Siemiatyczach znajdował się w tym czasie oddział Zameczka w sile ok. 2000 ludzi, wśród nich oddziały Bronisława Rylskiego z Bielska i Sągina z okolic Siemiatycz. Oddział dowodzony bezpośrednio przez Lewandowskiego obejmował ok. 400 ludzi. Rogiński z ok. 950 ludźmi 6 lutego wieczorem znajdował się w Wyczółkach w odległości ok. 10 wiorst od Siemiatycz.
Rano 7 lutego przybył pod miasto, stanął po drugiej stronie rzeczki Kamionki w odległości pół wiorsty od miasta i zajął baraki lazaretu przed mostem. Jednocześnie od strony Drohiczyna ciągnęły w sile 900 ludzi oddziały Matlińskiego i Jabłonowskiego, które zatrzymały się w odległości 1 mili na południe od Siemiatycz. Łącznie oddziały powstańcze obejmowały ponad 3000 ludzi dość licho uzbrojonych w kosy i strzelby myśliwskie. Lepiej uzbrojone były tylko niektóre oddziały u Rogińskiego i Czarkowskiego — w zdobyczne karabiny rosyjskie. Przewaga liczebna była więc po stronie polskiej, gdyż siły rosyjskie wynosiły ok. 2000 piechoty, 200 kozaków i 4 działa, ale był to żołnierz regularny i dobrze wyszkolony.
Siemiatycze, wówczas własność Fenshavów, położone są nad rzeczką Kamionką o błotnistych brzegach, osłaniającą miasto od wschodu. Przez rzeczkę do miasta prowadził jeden most, idący wprost na rynek. Dlatego Lewandowski, spodziewając się ponownego ataku Maniukina od północy i zachodu, obsadził cmentarze w północnej części miasta oddziałami Zameczka. Sam zajął pozycję w rynku. Lewe skrzydło polskie na południe od rynku, gdzie na końcu topolowej alei znajdował się dawny pałac Jabłonowskich, miał zająć Rogiński z obowiązkiem osłony alei, folwarku i pałacu. Odwód stanowiły oddziały Jabłonowskiego i Matlińskiego, które miały uderzyć na skrzydło wojska rosyjskiego. Oddziały powstańcze dopiero zaczęły się koncentrować i obsadzać wyznaczone pozycje, kiedy doszło do starcia z Rosjanami. Rozpoczęli oni atak na Siemiatycze ok. 11 rano, starając się oskrzydlić miasto od zachodu i południa.
Pierwsze natarcie rosyjskie na cmentarze okazało się skuteczne, gdyż oddziały Zameczka nie wytrzymały ognia karabinów, na który nie mogły odpowiedzieć odpowiednio dalekim ogniem ze strzelb myśliwskich. Dlatego Zameczek wycofał się za rzekę z dużymi stratami przy przeprawie przez błota. Akcja ta odsłoniła prawą flankę polską — oddział Lewandowskiego broniący środka miasta. Jeszcze gorzej rozwinęła się sytuacja na lewym Skrzydle. Rogiński opóźnił zajęcie wyznaczonej pozycji i przeprawił się w bród przez rzekę, kierując się na pałac, silnie ostrzeliwany przez artylerię rosyjską. „Przeszedłem przez rzeczkę w bród — podaje w zeznaniach Rogiński w niedługi czas po wypadkach — i kiedy byłem pod samym pałacem, był on już zajęty (przez Rosjan — przyp. T. M.), wskutek czego usunąłem się z oddziałem przez rzekę. Jednak Lewandowski trzymał się przez jakiś czas w miasteczku, mając zamiar atakować pałac, ale wkrótce został zmuszony do odstąpienia". Świadectwo to pochodzące z marca 1863 r., a więc bardzo bliskie rozgrywanym wypadkom, pozwala odtworzyć przynajmniej w pewnym stopniu przebieg bitwy, niejasny dotychczas w opracowaniach Przyborowskiego, Zielińskiego, i wyjaśnia jednocześnie przyczynę klęski siemiatyckiej.
Lewandowski otoczony z trzech stron przez oddziały rosyjskie musiał się wycofać jako ostatni przez most na Kamionce. Jabłonowski mimo rozkazu nie przybył na czas do Siemiatycz. Lewandowski dopiero wieczorem dotarł z resztkami sił do wsi odległej o 10 wiorst na wschód od miasta, gdzie znajdował się już Rogiński.
Za Lewandowskim nadciągnęły z Siemiatycz oddziały Sągina i Bronisława Rylskiego ze zgrupowania Zameczka. Rosjanie nie ścigali powstańców, a Maniukin ograniczył się do spalenia i zrabowania miasta i pałacu. Po stronie polskiej było ponad 100 zabitych i duża ilość rannych. Nie wiemy jakie straty ponieśli Rosjanie.
Opinie współczesnych o klęsce siemiatyckiej na ogół krytycznie oceniają dowództwo polskie i stanowiska poszczególnych dowódców oddziałów. Jeden z uczestników bitwy Roman Rogiński stwierdza w pamiętniku: „Dowódcy tylko właściwie nie było. Każdy z nas musiał działać na własną rękę, co w większej bitwie jest błędem strasznym, lecz tu czasu nie było myśleć o taktyce wojennej i trzeba było stawać do boju".
Według. A. Gillera przyczyną klęski siemiatyckiej „był brak dzielnego zorganizowania dowództwa. Jak pod Węgrowem, tak pod Siemiatyczami nikt nie dowodził. Pułkownik Walenty Lewandowski przy końcu wziął komendę, lecz nie mógł był słuchanym i siły podlaskie uległy rozsypce".
J. K. Janowski twierdzi w pamiętnikach, że Lewandowski objął dowództwo „z prawa — ale nie miał tyle woli i energii, żeby objąwszy władzę, umiał w ręku utrzymać". Każdy z dowódców miał własne zamiary i to było przyczyną przegranej.
„Wiadomości z pola bitwy" (nr 3) z 26 lutego podkreśliły słabe strony bitwy siemiatyckiej, a zwłaszcza bezładny odwrót oddziałów powstańczych. „Odwrót w porządku dokonany — mówiła wzmianka w „Wiadomościach" — nieraz zabliźnia rany przegranej, a w partyzanckiej wojnie równa się zwycięstwu. Dlatego to dowódcy starać się zawsze powinni o odwrót w porządku, a żołnierze nigdy nie powinni oddawać się popłochowi i rozsypywać się w nieładzie". Był to wyraźny zarzut pod adresem Zameczka.
Analiza sytuacji przed bitwą wykazuje, że Zameczek, po starciu z oddziałami Maniukina, 6 lutego wieczorem przygotowywał się już do wycofania się z Siemiatycz do województwa łomżyńskiego. Dlatego 7 lutego przed świtem wysłał traktem na Drohiczyn cały tabor i wozy z amunicją oraz kawalerię w sile 900 ludzi pod dowództwem Plucińskiego. Być może na podjęcie takiej decyzji wpłynęły trudności w nawiązaniu współdziałania z Rogińskim, do którego zwrócił się już 5 lutego. „Pożądanym jest dla nas — pisał Zameczek do Rogińskiego — łączenie się razem, niekoniecznie masowanie sił naszych, lecz przynajmniej wspólność działania i zaprowadzenie jednostajnej organizacji". Rogiński jednak maszerował tak wolno, że nie zdołał dać Zameczkowi pomocy 6 lutego, co można tłumaczyć niechęcią do wspólnego działania.
W związku z przygotowaniami do wycofania się i brakiem zapasów amunicji Zameczek nie mógł skutecznie bronić obydwóch cmentarzy na prawym skrzydle zgrupowania powstańczego. Oddział Rogińskiego, liczący ponad 900 ludzi, po prostu nie zdążył na wyznaczone stanowisko przy pałacu i dlatego atak Rosjan na ten punkt, poparty ogniem artylerii, okazał się skuteczny, a Rogiński musiał cofać się przez błota i rzekę.
Jedynym oddziałem, który spełnił w bitwie swoje zadanie było zgrupowanie Lewandowskiego, który do końca bił się, próbował nawet odbić pałac i ostatni wycofał się z Siemiatycz. Jako dowódca oddziału Lewandowski teraz niewątpliwie zdał egzamin bojowy. Bitwa siemiatycka wykazała całkowitą samowolność działania zarówno Zameczka, jak Rogińskiego, a Lewandowski jako dowódca całości sił powstańczych nie miał żadnych możliwości skoordynowania ich poczynań, ponieważ poszczególne oddziały realizowały zamiary swoich dowódców, a - nie ogólny plan bitwy wytyczony przez niego. On sam czuwał przede wszystkim nad swoim oddziałem, co odbierało możliwość kierowania całością. Jego czynności naczelnego dowódcy hamował również fakt, że objął funkcję tuż przed bitwą. Być może zawiniły również jego cechy charakteru, brak osobistego autorytetu u pozostałych dowódców, tak istotnego czynnika w improwizowanych oddziałach powstańczych. Natomiast dowodząc oddziałem wykazał Lewandowski nieustępliwość wobec przewagi nieprzyjaciela i zdolność do działania zaczepnego, mimo braku poparcia. Nie wziął też chyba i później pełnej odpowiedzialności za bitwę siemiatycką, o czym świadczyłby również fakt, że nie złożył o niej raportu Rządowi Narodowemu.
Pierwsze wiadomości o tym wydarzeniu dotarły do Warszawy po tygodniu, a wzmianka w „Wiadomościach z pola bitwy" ukazała się dopiero 26 lutego. Klęska siemiatycka miała fatalne następstwa. Wprawdzie straty w zabitych i rannych nie były zbyt wysokie w porównaniu z ogólną liczbą powstańców , ale należy wziąć pod uwagę, że Maniukin nie zorganizował pościgu, a zatrzymał się w Siemiatyczach, które spalił i ograbił, podobnie zresztą jak całą najbliższą okolicę.
Ogromne spustoszenie przyniósł dopiero bezładny odwrót. Z oddziału Zameczka, który przed bitwą skupiał ok. 2000 ludzi, na miejsce jego nowej koncentracji w Jaszczułtach w województwie łomżyńskim stawiło się ok. 700 powstańców. Opuściły go oddziały Sągina i Rylskiego, łącząc się po bitwie z Rogińskim, być może dlatego, że chciały zostać w Grodzieńskiem. Za Zameczkiem poszedł Mystkowski. Duże straty poniósł również Rogiński, od którego, zapewne w czasie odwrotu, odłączyli się Adam Radowicki, Karol Nowakowski i Kazimierz Bogusławski, a oddział obejmujący przed bitwą ok. 900 ludzi w dniu 10 lutego zmniejszył się do zaledwie 300, wliczając powstańców Rylskiego oraz Sągina. Można przypuszczać, że w trakcie wycofywania się z rynku siemiatyckiego przy Lewandowskim był Aleksander Szaniawski, dotychczasowy dowódca strzelców Rogińskiego, broniący w czasie bitwy miasta od strony pałacu. Prawdopodobnie towarzyszyły im tylko resztki oddziału Czarkowskiego. Tak więc rozproszenie się grup powstańczych oraz masowa dezercja przyczyniły się do zmniejszenia liczebności oddziałów zgrupowanych w Siemiatyczach.
Drugą poważną konsekwencją Siemiatycz było rozbicie chwilowej koncentracji powstańczej na cztery województwa — grodzieńskie, łomżyńskie, płockie, podlaskie, a nawet mazowieckie, gdzie również spotykamy później dowódców poszczególnych partii spod Siemiatycz. Takiego zgrupowania oddziałów podlaskich jak pod Siemiatyczami nie spotykamy już do końca powstania".
Opr. MAN, fot jsw
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze