Reklama

Perlejewo - Miał wtedy 17 lat

24/03/2013 16:04

"Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku rozpoznawszy sprawę Jana Romanowskiego, urodzonego 1 stycznia 1929 r., Polaka, ucznia klasy trzeciej gimnazjum, kawalera, bez majątku, nie służącego w wojsku, bezpartyjnego, ostatnio zamieszkałego w Drohiczynie, oskarżonego o przestępstwo z art. 86 par. 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego orzeka uznać winnym za to, że usiłował zmienić przemocą ustrój Państwa Polskiego, gdyż w miesiącu II/1946 r. wstąpił do nielegalnej bandy WIN operującej na terenie powiatu Bielsko Podlaskie i mającej na celu zmianę ustroju Państwa Polskiego.

Używał pseudonimu Jawor i podporządkował się dyspozycjom Śmiałowskiego - dowódcy drużyny WIN. Oskarżony był pomocny przy magazynowaniu nieustalonej ilości karabinów i automatów z amunicją na chórze nieczynnego kościoła w Drohiczynie i wiedział o tym, że broń jest przeznaczona do walki nielegalnej z obecnym ustrojem Państwa Polskiego (...) Romanowski pozostawał na usługach WIN do chwili aresztowania w dniu 16.X.1946 r. Sąd postanawia skazać oskarżonego na 15 lat więzienia i orzec utratę praw publicznych na 5 lat" - to treść wyroku białostockiego Wojskowego Sądu Rejonowego, który zapadł 21 grudnia 1946 r.

Reklama

Skazany Jan Romanowski to dziś 84-letni mieszkaniec Kobyli w gm. Perlejewo. Doskonale pamięta tamte czasy, często do nich wraca w rozmyślaniach i rozmowach. Mówi, że nie zmieniłby zdania i gdyby jeszcze raz miał wybierać, postąpiłby podobnie. Też mimo młodego wieku działałby w konspiracji. Teraz mówi o sobie - żołnierz wyklęty.

Pan Romanowski tak wspomina 1946 r. Miał wtedy 17 lat: - Podziemna organizacja WIN skupiała wiele osób, młodych jak ja i starszych ode mnie. Pamiętam, że za dnia uczyliśmy się w szkole, a w nocy patrolowaliśmy okolicę. Byliśmy uzbrojeni. Cel przynależności, przynajmniej ja, jako patriota miałem jeden - mimo młodego wieku wiedziałem, że w nowej Polsce nie jest dobrze, że długo oczekiwane wyzwolenie nie przyszło. W okolicy było dużo bandytyzmu i złodziejstwa. Byłem w tej grupie z bratem Jerzym. Ale służba bezpieczeństwa aresztowała nas. Wydali mnie koledzy, którzy poszli na współpracę z państwem. Chciano pokazać, że nie ma pobłażliwości dla takich jak my, organizując pokazowe aresztowanie i sąd, bo byliśmy wrogiem dla kraju ludowego. A tak oficjalnie, to chyba za to, że znaleziono u nas w domu broń i amunicję. Oczywiście podrzuconą.

Reklama

Mieszkałem wtedy w Drohiczynie. Zakuli mnie i brata Jerzego w kajdanki i załadowali na samochód. Brat próbował coś wskórać, żeby mnie zostawili, że jestem niewinny i że to tylko on ma coś wspólnego ze znalezioną bronią. Na próżno. Powieźli nas do Siedlec. Po drodze dołączyli inni aresztowani. Rozmieścili w celach. Brata od razu wzięli na przesłuchanie. Zaczęli go bić. Bili nie zadając pytań. Po około miesiącu przenieśli nas do Bielska Podlaskiego, a potem do aresztu przy Mickiewicza w Białymstoku. Rozprawa czy jak to zwać, była przed wigilią - 21 grudnia w szkole w Drohiczynie. Był na niej brat i kilku chłopaków ze szkoły. Brat dostał odsiadkę, chłopaki karę śmierci. Mnie zostawili w więzieniu i sądzili zaocznie. Dostałem prezent bożonarodzeniowy. Było nim 15 lat więzienia.

W marcu 1947 r. w sprawie pana Romanowskiego zapadła kolejna decyzja: "Wojskowy Prokurator Rejonowy w Białymstoku, po rozpatrzeniu sprawy za przestępstwo z art. 86 par. 2 K.K.W.P. na karę więzienia przez 15 lat i osadzonego w więzieniu w Białymstoku ustalił, że orzeczona kara ulega złagodzeniu o jedną trzecią, tj. do 10 lat".

Reklama

W styczniu 1953 r. Wojskowy Prokuratur Rejonowy w Białymstoku postanowił ponownie złagodzić karę z 10 lat więzienia do 5 lat. "(...) przestępstwo zostało popełnione przed 20 listopada 1052 r., skazany nie jest osobą, co do której stosuje się przepisy starej ustawy, dlatego należy niezwłocznie wypuścić skazanego na wolność". Pan Romanowski przebywał wtedy w obozie pracy w Mielęcinie niedaleko Włocławka.

- Z 15 lat dali mi 10, a potem 5 lat więzienia, by natychmiastowo ułaskawić. Ale i tak mogło być gorzej, bo nie wszyscy koledzy z Drohiczyna przeżyli. Ja przeżyłem, mimo strasznych warunków w więzieniach. Długo przebywałem w izolatce. Zawsze będę pamiętał napis, który widniał nad bramą więzienną: "Wchodzisz przestępcą, wychodzisz obywatelem". Jak wychodziłem na spacerniak, co zdarzało się bardzo rzadko, to ręce trzeba było trzymać z tyłu. Raz na miesiąc byliśmy prowadzeni do łaźni i zmienialiśmy bieliznę. Raz na dwa miesiące można było napisać list do rodziny. Można też było słać paczki do więźniów, ale rzadko te paczki do nas docierały. Jak dotarły, to niewiele w nich było. Jak przetrwałem? Po jakimś czasie zaczęły wreszcie docierać paczki z domu. Rodzice przysyłali dużo czosnku i cebuli. Może to najbardziej dodawało mi sił? No i wiara, że kiedyś wyjdę. Byłem też młody, dosyć silny. Ostatecznie więziono mnie ponad 6 lat. Ale jaka była ta wolność? Byłem w domu, ale nie mogłem normalnie żyć. Przez 5 lat po wyjściu byłem pozbawiony praw obywatelskich, a przez 15 lat moje nazwisko znajdowało się w rejestrze skazanych. Mimo, że nie mogłem pracować, to po jakimś czasie udało mi się znaleźć zajęcie w rozlewni w Drohiczynie, przy myciu butelek. Po kilkunastu latach było już lżej. Byłem nawet księgowym.

Reklama

W sierpniu 1991 r. Sąd Wojewódzki w Białymstoku postanowił uznać za nieważny wyrok Wojewódzkiego Sądu Rejonowego w Białymstoku z 21 grudnia 1946 r. wydanego wobec Jana Romanowskiego. "Z uwagi na to, że czyn - wstąpienie do nielegalnej zbrojnej organizacji WIN mającej na celu zmianę ustroju państwa związany był z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, a wyrok skazujący został wydany z powodu takiej działalności, wniosek należało uwzględnić i wyrok skazujący unieważnić" - to fragment sądowego pisma z 1991 r.

- Po ponad 50 latach mogłem uznawać siebie jako osobę nie karaną, normalną i posiadającą pełne prawa. Po tylu latach. Musiał zmienić się w Polsce ustrój, by można było unieważnić takie wyroki jak mój. By tacy jak ja zostali docenieni. By nasza działalność naprawdę została uznana za patriotyzm. Bo ja całe życie uważam siebie za patriotę. Szkoda mi tylko tych kolegów, którzy zginęli zaraz po wojnie. No i tych, którzy poszli na współpracę ze służbami, a niektórzy zostali dyrektorami i kierownikami. Dawno im wybaczyłem - dodaje pan Romanowski.

Reklama

W 2009 r. podczas obchodów 90-lecia szkoły w Drohiczynie absolwenci tej placówki ufundowali tablicę pamiątkową z napisem: "Pamięci członków AK WIN Jana i Jerzego Romanowskich, uczniów gimnazjum w Drohiczynie, Ludwika Tararuja, Edmunda Markiewicza, Michała Lipińskiego, skazanych w 1946 r. w pokazowym procesie w szkole w Drohiczynie na długoletnie więzieni i karę śmierci".

Pan Jan Romanowski był przy odsłonięciu tablicy.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama