Latem 1944r. kończył się trzeci rok niemieckiej okupacji, która w Siemiatyczach i okolicach zaczęła się wraz z wkroczeniem 22 czerwca 1941r. do miasta wojsk III Rzeszy.. Front sowiecki zbliżał się bardzo szybko. Rejon Siemiatycz był w lipcu terenem działań wojennych operacji brzesko – lubelskiej Armii Czerwonej.
Miała doprowadzić do zniszczenia wojsk niemieckich w środkowej i wschodniej Polsce. W dniach 21 – 22 lipca żołnierze 65 Armii 2 Frontu Białoruskiego, kierując się z rejonu Białowieży na Drohiczyn po intensywnych walkach z niemieckim 23 Korpusem Strzeleckim zajęli Siemiatycze.
„Za drugiego Sowieta”
Na wieść o zbliżającym się od wschodu froncie część mieszkańców miasta ukryła się w okolicznych wsiach, Krupicach, Krasewicach, itd. Niektórzy, jak wynika ze wspomnień, uciekali bezpośrednio pod ostrzałem niemieckich samolotów. Miasto zapełniło się sowieckim wojskiem. Zainstalowała się sowiecka administracja wojskowa. Większość mieszkańców odbierała to „wyzwolenie” jako powrót okupantów przegnanych stąd przez Niemców w czerwcu 1941r. Rozpoczęła się epoka nazywana później „za drugiego Sowieta”. Myślenie to było o tyle uzasadnione, że władze sowieckie uznawały początkowo pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 r. za obowiązujący i rozpoczęły przygotowania własnych struktur administracyjnych, uważając, że tereny te staną się częścią Republiki Białorusi w Związku Sowieckim.
Dopiero na podstawie tajnej umowy polsko – sowieckiej z 27 lipca 1944 r. tereny te zostały przyznane Polsce. Poza tym, inna z tych umów przewidywała, że „w strefie działań wojennych na terytorium Polski po wkroczeniu wojsk sowieckich władza najwyższa i odpowiedzialność we wszystkich sprawach dotyczących prowadzenia wojny w okresie czasu niezbędnego dla przeprowadzenia operacji wojennych, koncentruje się w ręku wodza naczelnego wojska sowieckiego”, czyli Józefa Stalina.
Przede wszystkim jednak rodziny dobrze pamiętały represje sprzed kilku lat, nadal opłakiwały swoich zamordowanych bliskich albo czekały na ich powrót z Syberii, jeśli nadal żyli. Często nic nie wiedzieli o ich losie. Wyzwolenie nabierało w tych okolicznościach przewrotnego znaczenia i raczej sugerowało perspektywę kolejnej brutalnej okupacji.
Miasteczko w ruinie
Z przedwojennych Siemiatycz niewiele pozostało. Przyjmuje się, że w rezultacie działań wojennych od września 1939r. miasto zostało zniszczone w ok. 60 proc., w tym ok. 50 proc. budynków użyteczności publicznej oraz zakładów przemysłowych i elektrowni. Symbolem tych zniszczeń był kompleks budynków „ratusza”, który spłonął doszczętnie i zamienił się w ruinę w pierwszym dniu napaści Niemiec na Związek Sowiecki. Przypomnijmy, że Siemiatycze było miastem w strefie granicznej, więc stało się jednym z pierwszych obiektów potężnych ataków z powietrza oraz masowego ostrzału artyleryjskiego o świcie 22 czerwca 1941r. Zniszczenia miasta pochodziły głównie z tego czasu (poza tymi z września 1939r. – np. spalona ul. Czartajewska. W 1942r. ruiny ratusza zostały rozebrane rękami gnanych do niewolniczej pracy Żydów z getta. Cudem ocalały kościół i klasztor, cerkiew i synagoga (zamieniona przez Niemców na magazyn, dodatkowo mocno zdewastowana podczas walk w lipcu 1944r.).
Wymowny jest odnaleziony w rodzinnych archiwach list Aleksandry i Konstantego Kochańskich z dziećmi z 4 stycznia 1945r. do siostry Aleksandry – Władysławy - przebywającej wtedy - po wywózce w czerwcu 1941r. na Syberię - w obozie pod Woroneżem (pisownia oryginalna): „Miasto zrujnowane mocno. Ratusza nie ma znaku. Cała Polska ulica do Łupki (ogrodów na wysokości obecnej „Biedronki” – przyp. MAN) nie ma nic. Pół Drohiczyńskiej, lewa strona, nie ma nic. Całe Zaszkole nie ma znaku, i wiele innych domów pojedyńczych nie ma. Niemcy porozbierali. Kościół ocalał. Tak że z Siemiatycz została tylko połowa”.
Partyzantka
W okolicznych lasach i miejscowościach od dawna działały silne oddziały Armii Krajowej (AK) i Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ). W działaniach ruchu partyzanckiego licznie (czasami całe wsie) brała aktywny udział lub współpracowała w rozmaity sposób miejscowa ludność. Wystarczy wspomnieć, że w obwodzie bielsko podlaskim było w owym czasie 2474 zaprzysiężonych członków AK i 903 członków NSZ. W 1944r. oddziały AK wzięły udział w akcji „Burza”, tocząc liczne walki z Niemcami m.in. z jednostką SS nad Bugiem, niektóre z nich w koordynacji z wojskami sowieckimi. Skoncentrowane oddziały atakowały tylne straże wojsk niemieckich i przerywały ich drogi odwrotu. 30 Dywizja Piechoty AK zgrupowana w okolicach Siemiatycz i z udziałem wielu siemiatyczan, podjęła nawet próbę marszu na odsiecz Powstaniu Warszawskiemu. Marsz skończył się 15 sierpnia na przedpolach Warszawy. Rozbrojonych żołnierzy wywieziono na Majdanek k. Lublina, a oficerów do Związku Sowieckiego. Podobny los spotkał dowództwo obwodu AK z komendantem por. Ludgardem Minakowskim (ps."Kmicic", przebywający w Siemiatyczach jako drogomistrz), i innych oficerów komendy obwodu, których potem przetrzymywano w łagrach na terenie Związku Sowieckiego ( L. Minakowski był więźniem specłagru NKWD nr 178/179 Riazań-Diagilewo). Potem kolejne oddziały były rozbrajane przez wojska sowieckie. Inne demobilizowały się samorzutnie, przechodząc do konspiracji z zamiarem dalszej walki. Struktury NSZ zachowały się w większym stopniu, bowiem w odróżnieniu od AK nie ujawniły się Sowietom.
Od lata 1944r. przez kolejne miesiące z Wileńszczyzny przez Puszczę Grodzieńską, podzieleni na mniejsze grupy, chroniąc się przed prącymi na zachód wojskami sowieckimi, przebijały się na Podlasie, w tym w okolice Bielska Podlaskiego i Siemiatycz, resztki 5 Wileńskiej Brygady AK pod dowództwem mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Tu podporządkowali się Komendzie Okręgu AK Białystok. W kolejnych miesiącach do stacjonującej w lasach w tych okolicach grupy „Łupaszki” dołączali partyzanci z innych rozbitych oddziałów AK z okręgów wileńskiego i nowogródzkiego oraz miejscowych jednostek.
Od pierwszych dni Armia Czerwona rozpoczęła oczyszczanie swoich tyłów na tych terenach z „niebezpiecznych i niepewnych elementów” przez fizyczną „likwidację” i aresztowania na dużą skalę prowadzone przez jednostki specjalne NKWD i sowiecki kontrwywiad wojskowy na podstawie wyraźnie wcześniej przygotowanych list. Jak donosił jeden z raportów Komendy Okręgu Białystok AK aresztowania w byłym powiecie Bielsk Podlaski, w tym w Siemiatyczach, tylko jesienią 1944r. objęły w kolejnych akcjach kilkaset osób uznanych za mogących zagrażać nowym porządkom. Np. aresztowana na przełomie października i listopada grupa m.in. z Siemiatycz była objęta najpierw śledztwem NKWD w Wyszkowie, potem znaleźli się w zbiorczym obozie przejściowym w Sokołowie Podlaskim, po czym większość z nich została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Borowiczach w Związku Sowieckim pod granicą sowiecko – fińską (zob. w „Kurierze” art. A. Olędzkiego „ Historia. Siemiatyczanie w obozie koncentracyjnym NKWD w Borowiczach”).
Niechciani Żydzi
Równocześnie, po wycofaniu się sił i administracji niemieckiej, kryjówki u gospodarzy we wsiach wokół Siemiatycz opuszczali ukrywający się w nich ocalali z getta Żydzi. Było ich, z Siemiatycz, Drohiczyna i pobliskich miejscowości, garstka. Jedni wrócili o własnych siłach, innych przywieźli do miasta żołnierze sowieccy, którzy również pomagali im się zakwaterować. Ocalali Żydzi mieli poczucie autentycznego, długo oczekiwanego wyzwolenia, niosącego przede wszystkim, mimo niepewnej przyszłości, potwierdzenie, że udało się im dzięki okazanej pomocy, zachować życie.
Wracali z nadzieją powrotu do swoich domów, które musieli opuścić latem 1942r. i przenieść się do getta. Na miejscu okazało się jednak, że żydowskie domy są albo spalone, albo zajęli je polscy mieszkańcy miasta. Jedni dlatego, że wojna odebrała im dach nad głową, inni – i tych zapewne było sporo - z zamiarem skorzystania z okazji do grabieży działek i budynków, przypuszczając, że Żydzi już tu nigdy nie wrócą, wywiezieni w listopadzie 1942r. do obozu zagłady w Treblince.
Wszelkie bardziej wartościowe mienie żydowskie zostało już dawno zarekwirowane przez Niemców i wywiezione, część natomiast sprzedana na miejscu zimą 1943 r. chętnym (lub potrzebującym). Reszta została rozgrabiona. Z zachowanych relacji żydowskich wynika, że wielu mieszkańców przyjęło ocalonych Żydów z niechęcią lub nienawiścią. W jednej z nich czytamy: „Powrót ocalałych Żydów siemiatyckich odbywał się bardzo stopniowo. Dołączali do nas również ocaleni z pobliskich miasteczek i wsi. Nie chcieli pozostawać w małych, izolowanych miejscach czując, że będą bezpieczniejsi wśród swoich pobratymców. Wszystkich ocalonych z Siemiatycz, Drohiczyna i innych małych miasteczek i wsi w tym rejonie było mniej niż stu.(…) Wróciliśmy do Siemiatycz po prawie dwóch latach ukrywania się, niektórzy nas na fałszywych papierach jako chrześcijanie, niektórzy z lasów, a inni z podziemnych bunkrów. Psychologicznie jednak wszyscy nadal się ukrywaliśmy. Byliśmy wolni, w Siemiatyczach nie było jednak pokoju dla ocalonych. Zajęliśmy kilka domów blisko siebie, aby żyć w większych grupach. Nocą pozostawaliśmy w domach. Jeśli ktoś musiał przejść z jednego domu do drugiego, inny z bronią go eskortował. (…) W istocie, było to naprawdę niebezpieczne. Polacy, którzy znali moich rodziców i innych Żydów rutynowo bezdusznie ich witali zwrotem: „To ty nadal żyjesz?”. (…) Po powrocie do Siemiatycz nie odnowiliśmy znajomości z mieszkańcami. Oni też z pewnością nie witali nas z powrotem z otwartymi rękami. Wróciliśmy, aby odzyskać to, co do nas należało. Oni jednak nie chcieli nam niczego zwrócić. Jedyne bliskie relacje, jakie mieliśmy z lokalnymi chrześcijanami, były z rodzinami, które pomogły nam przeżyć. Ale te musiały być utrzymywane w tajemnicy”.
Reaktywacja szkoły
Zaraz po wycofaniu się Niemców, latem 1944r. siemiatyccy rodzice i nauczyciele podjęli, przerwane wojną, wysiłki mające doprowadzić do reaktywacji szkoły powszechnej i powstania szkoły średniej. W okresie okupacji niemieckiej duży i piękny budynek szkolny wzniesiony w tym celu przed wojną przy ul. Koszarowej służył potrzebom Granicznej Kontroli Celnej. Niemcy, ewakuując się, mieli zamiar wysadzić budynek w powietrze. Cudem ocalał, dzięki odwadze i umiejętnościom rodzin mieszkających w pobliżu, którzy przecięli druty prowadzące do umieszczonych w piwnicach materiałów wybuchowych. Potem przez kilka tygodni w budynku mieścił się sowiecki szpital polowy. W trakcie ewakuacji szpitala rodzice i nauczyciele przejęli budynek. Dzięki usilnym staraniom działające już tymczasowe władze oświatowe w Białymstoku wyraziły zgodę na powstanie sześcioletniej szkoły średniej (cztery lata gimnazjum i dwa lata liceum) pod nazwą Państwowe Gimnazjum i Liceum w Siemiatyczach. Kadrę nauczycielską stanowiła grupa miejscowych przedwojennych nauczycieli i innych, którzy trafili tu w rezultacie wojny i kolejnych okupacji, w tym zza tzw. Linii Curzona - Wileńszczyzny i Polesia. Szkoła miała do dyspozycji drugie piętro budynku, na parterze i pierwszym piętrze rozpoczęła działalność szkoła powszechna.
Nowy rok szkolny rozpoczął się 1 października 1944r. Część starszych uczniów była równocześnie zaangażowana w ruch partyzancki. W dniu 28 maja 1945r. pierwsi uczniowie przystąpili do matury, którą otrzymało 18 uczniów.
Pierwszym dyrektorem został Sylweriusz Treugutt, bezpośrednio przed wojną dyrektor gimnazjum w Drohiczynie. W listopadzie 1944r. został on aresztowany i był w grupie, o której mowa wyżej, wywiezionej do obozu w Borowiczach.
Nowa władza i mieszkańcy
Z nadania Sowietów (formalnie – tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego) we wrześniu 1944r. został powołany rodzaj magistratu w postaci miejskiej rady narodowej, wzorowanej na radach typu sowieckiego, złożonej z osób uznanych za wspierających nowe porządki „drugiego Sowieta”). Wójtem gminy Siemiatycze został natomiast związany z konspiracją Jan Olędzki. Faktyczne rządy sprawowały jednak jeszcze przez jakiś czas sowieckie władze wojskowe i NKWD.
Liczba ludności w mieście drastycznie zmniejszyła się w stosunku do stanu sprzed wojny, głównie za sprawą zagłady społeczności żydowskiej, która w przedwojennych Siemiatyczach stanowiła większość. Tuż po „wyzwoleniu” szacowano ludność miasta na ok. 3000 osób (40 proc. stanu z 1939r. – 7850 osób). Wielu mieszkańców zostało wywiezionych na Syberię i ci, którzy przeżyli nadal pozostawali w Związku Sowieckim albo – po wydostaniu się z łagrów - znaleźli się z Armią Andersa na Bliskim Wschodzie a potem, w 1944r., oswabadzali Włochy, walcząc m.in. pod Monte Cassino. Inni z kolei znaleźli się sformowanej przez Sowietów dywizji im. T. Kościuszki i w 1944r. i, jeśli do tego czasu nie zginęli na froncie, szli z Armią Czerwoną na zachód. Tu na miejscu wiele osób straciło życie z rąk kolejnych okupantów albo było wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec. Na terenach zajętych już przez Sowietów trwał pobór rekrutów. Równocześnie do Siemiatycz zaczęli napływać, chociaż w stosunkowo niewielkiej liczbie, Polacy z bliskich Kresów.
W mieście i w okolicach przeważała niepewność i strach. Panowało bezprawie i bandytyzm. Obecność wojsk sowieckich rodziła poważne pytania o przyszłość. Trudno nawet było o jakiekolwiek przypuszczenia. Niektórym udawało się na prymitywnych odbiornikach radiowych (również własnej roboty) znaleźć w eterze jakieś strzępy wiadomości z Zachodu.
Stamtąd też jednak nie było jasnego przekazu. Do końca wojny, który nastąpił – jak wiemy - w maju 1945r., było jeszcze daleko. Latem 1944r. wojska sowieckie dotarły dopiero pod Warszawę, na Zachodzie do końca sierpnia trwała bitwa o Normandię.
Marek Antoni Nowicki
(artykuł z wykorzystaniem m.in. wcześniejszych publikacji w „Kurierze” A. Olędzkiego)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze