Reklama

Z dymisją nie mogłem czekać - Mielnik

11/03/2009 19:51
Dymisja prezesa klubu piłkarskiego MKS Mielnik zaskoczyła wielu. Jego rezygnację poruszano m.in. na sesji rady gminy Mielnik. Władze gminy zarzucały bowiem byłemu prezesowi kilka niekompetencji. Czy były prezes zgadza się z nimi? Rozmawiamy z Janem Zduniewiczem, byłym już prezesem.

          - Jaki był powód rezygnacji? Czy wyłącznie względy zdrowotne? Niektórzy doszukują się innych.
          - Przede wszystkim względy zdrowotne. W zasadzie już przed rozpoczęciem obecnego sezonu powinienem zrezygnować z angażowania się w klubie, ale odłożyłem rezygnację z racji tego, że nie było nikogo, kto odpowiednio poprowadziłby klub organizacyjnie w trzeciej lidze.
          - Podobno proponowano panu dokończenie sezonu w roli prezesa, by nie przerywać przygotowań i nie narażać klubu na zachwianie organizacyjne oraz ewentualną dymisję w czerwcu - po zakończeniu rozgrywek.
          - Z dymisją nie mogłem czekać.
          - Czy zastanawiał się pan nad decyzją o rezygnacji?
          - Zastanawiałem się latem, czy zakończyć to angażowanie się już po zakończeniu rozgrywek w czwartej lidze, czy jeszcze nie. Jednak uzyskaliśmy awans i postanowiłem to wszystko jeszcze pociągnąć.
          - Nie żal było zostawiać klubu?
          - Było żal i zdawałem sobie sprawę z tego, że czegoś będzie mi brakowało. Ale górę wzięło zdrowie. Trzeba było też zadbać o sprawy rodzinne, a nie nadal piłkę przedkładać nad wszystko.
          - W jakim stanie organizacyjnym i sportowym zostawił pan klub?
          - Pod względem organizacyjnym pozostawiłem klub na właściwym poziomie. Okres przygotowawczy został dobrze zaplanowany. Drużyna rozpoczęła przygotowania 13 stycznia, a jeden sparing został rozegrany jeszcze za mojej kadencji. Dodam, że sprawy organizacyjne były poukładane nie dlatego, że pomogli mi w tym pozostali członkowie zarządu.
          - A finanse i księgowość? Do tego zarząd i gmina mają najwięcej zastrzeżeń.
          - Jak to w klubach i przedsiębiorstwach bywa, każdego roku pozostawały jakieś zobowiązania, które przechodziły na rok następny. W naszym przypadku pod koniec 2008 roku zabrakło pieniędzy na: premie zawodnikom z pierwszej drużyny za ostatnie wygrane mecze jesienią, podatek od wynagrodzenia trenera i ryczałtów sędziów oraz za komplet strojów zakupiony w hurtowni Kaja, ale do dziś nie odebranych.
          - A rozliczenie ostatniej dotacji z gminy? Wójt twierdzi, że przedłużał termin, ale mimo wszystko rozliczenie wpłynęło po terminie.
          - Zastrzeżenia wójta do opóźnień w rozliczeniach ostatniej dotacji z gminy rozumiem, bo tak było. Ale trudno się pogodzić ze stwierdzeniami, że rozliczenie było chaotyczne i nierzetelne. Zostało przyjęte bez zastrzeżeń od strony formalnej i merytorycznej. Nie rozumiem z kolei decyzji wójta dotyczącej zwrotu przez klub sumy 10.300 zł do kasy gminy za opłacenie zobowiązań klubu w jeden dzień po terminie wskazanym w umowie.
          - Rocznie klub dostawał sto kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy taka suma nie wystarczała?
          - Dotacja w wysokości 160.000 w ubiegłym roku nie mogła pokryć wszystkich wydatków. To za mało na trzecią ligę.
          - Na ostatniej sesji rady gminy powiedział pan, że jak brakowało w klubie pieniędzy, to prezes musiał je znaleźć, sugerując w ten sposób, że wydawał pan na klub swoje prywatne pieniądze.
          - Zgadza się. Poza dotacjami i darowiznami od osób fizycznych i firm na rzecz klubu wiele wydatków na utrzymanie pierwszej drużyny sfinansowałem osobiście. Tak było od 1999 roku - od momentu, kiedy próbowałem stworzyć tutaj piłkę.
          - Jaka to kwota?
          - Ile swoich pieniędzy wydałem w Mielniku na piłkę - moim zdaniem - nie jest ważne i nie było dla mnie nigdy ważne, bo uważałem, że lepiej coś zrobić dla tego środowiska, niż siedzieć z założonymi rękami i czekać.
          - To pan piłkę nożną wymyślił i zapoczątkował w Mielniku. Kiedy to się zaczęło?
          - Kiedy w 1999 roku podjąłem próbę stworzenia drużyny z kilkoma młodymi zawodnikami z Mielnika i wystartowania w rozgrywkach, to nie przypuszczałem, że za to co zrobię, usłyszę gorzkie i nie zawsze prawdziwe oceny na forum rady gminy. Uważam, że warto było zacząć tworzyć tu piłkę na pewnym poziomie, a moja rezygnacja nastąpiła w momencie osiągnięcia wysokiego poziomu. Nie jest to dla mnie ujmą. Tylko przeciwnicy zauważają negatywne kwestie w poświęcaniu się na rzecz działalności społecznej.
          - Sukcesy i porażki - które zapamiętał pan najlepiej?
          - Sukcesy mielnickich drużyn były dla mnie dopingiem do jeszcze lepszego działania, a napotykanie przeciwności nie będę zaliczał do porażek. Wracając do działalności klubowej w 2006 r. za cel nadrzędny postawiono mi utrzymanie zespołu w piątej lidze. Dzięki ludziom takim jak Piotr Pawluczuk, dodając kilku moich przyjaciół, którzy mi pomagali oraz sukcesywnie tworzona drużyna z zawodników posiadających jakieś umiejętności dało największy sukces - awans do trzeciej ligi i wysokie miejsce po pierwszej rundzie obecnych rozgrywek. Kibice Warmii i Mazur, nie mówiąc o kibicach podlaskich, wiedzą teraz gdzie jest Mielnik. Mielnicki klub konkretnie zaistniał na piłkarskiej mapie kraju i uważam, że to jedno z największych osiągnięć w promocji naszej ziemi mielnickiej.
          - Jak udawało się panu ściągnąć do Mielnika najlepszych w województwie?
          - Warunkiem osiągnięcia sukcesu sportowego jest posiadanie odpowiedniego trenera, który będzie jednocześnie wychowawcą, a takim trenerem był i jest Piotr Pawluczuk. Za nim poszli m.in. zawodnicy z województwa, którzy mając spore umiejętności piłkarskie mogli z powodzeniem grać w innych drużynach. To osobowość Piotra Pawluczuka oraz stworzone warunki do treningu i gry spowodowały, że udało się stworzyć kadrę, która wywalczyła w trzeciej lidze jak na razie najlepsze miejsce spośród podlaskich drużyn.
          - Co chciałby pan przekazać trenerowi Pawluczukowi i obecnym zawodnikom?
          - Serdecznie dziękuję całemu zespołowi, trenerowi pierwszej drużyny oraz szkoleniowcom drużyn młodzieżowych - dla Damiana Sypka, Roberta Rokosza, Bartosza Charko, bo ich zaangażowanie też dało znaczące efekty w sportowych osiągnięciach młodzieży. Dziękuję tym, którzy jeśli nawet nie pomagali, to nie przeszkadzali. Mam nadzieję, że nie zawiodłem kibiców z Mielnika i wierzę, że będą dalej wspierać naszą drużynę. Drużynom życzę osiągnięcia jeszcze lepszych wyników w dalszych rozgrywkach. Działaczom klubowym życzę wiele satysfakcji oraz hojnych sponsorów. Działaczy samorządowych oraz wójta proszę o przychylność i wspieranie dalszej działalności klubu, bo uważam, że przyczyni się to do kontynuacji promocji gminy.
          - A będzie pan śledził wyniki MKS Mielnik?
          - W dalszym ciągu z dużym zainteresowaniem będę śledził wyniki, oglądał mecze, życzył jak najwięcej wygranych meczów. Mam nadzieję, że decydenci samorządowi stworzą odpowiednie warunki materialne dla zapaleńców uganiających się za piłką, bo moim zdaniem nie da się wymyślić lepszego teatru w Mielniku.
          - Dziękuję za rozmowę i życzę zdrowia.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama