Reklama

Zalew w Siemiatyczach - 40 lat bez czyszczenia

Wiele zmieniło się w ciągu ostatnich kilku lat na terenie zalewu miejskiego. Najświeższą „nowinką” aktualnego sezonu jest Przystań Wschód, która zachwyciła internautów. Pod postem na fanpage’u „Piękny Wschód” zaroiło się od pozytywnych komentarzy:- To Siemiatycze?! Super, jestem pod wrażeniem!; - Czyżby w Siemiatyczach? I po co Grecja?

      I słusznie, bo infrastruktura turystyczna z roku na rok staje się coraz lepsza. Jednak jest jeden element, który nie zmienia się od początku istnienia dużego zalewu, czyli od 1982 r. – nigdy nie spuszczano z niego wody. Czy władze miasta zamierzają kiedykolwiek zająć się tą kwestią?

     - Absolutnie nie, bo czyszczenie zbiorników to są grube miliony złotych. Wyczyściliśmy go metodą biologiczną. To nie jest teren po dawnej żwirowni, gdzie był piasek. To teren gdzie płynęła rzeka i były łąki. Była żyzna, urodzajna ziemia. Natomiast udało mi się doprowadzić zalew do tego, że od kilku już lat jest czynny i to zasługa efektywnych mikroorganizmów. Przetestowaliśmy je w spółce komunalnej w oczyszczalni ścieków, gdzie postanowiliśmy popryskać nimi osady pościekowe. Efektywne mikroorganizmy zmniejszyły ich ilość o połowę. Niedawno dostaliśmy też dofinansowanie z WFOŚ na kolejne 2 lata i my te emy wlewamy do wody w płynie. Natomiast kule bokashi wrzucone do wody długo uwalniają mikroorganizmy i mineralizują grunt. Można nawet porozmawiać z wędkarzami. Teraz nawet ryba inaczej smakuje – mówi burmistrz, Piotr Siniakowicz.

Reklama

     O działanie tajemniczych tzw. EM-ów, czyli efektywnych mikroorganizmów oraz słynnych już w Siemiatyczach kul bokashi pytam dra Marcina Sitarka, ichtiologa, który na co dzień zajmuje się biologicznymi metodami oczyszczania stawów wodnych:

     - Preparaty na bazie efektywnych mikroorganizmów zostały wymyślone przez prof. Teuro Higę z Japonii, ja natomiast wymyśliłem jak je zastosować w jeziorze, żeby były jak najbardziej przydatne. Ich ideą jest skoncentrowanie różnych organizmów występujących w środowisku w jednym miejscu. Tak, aby współpracowały ze sobą. Muł to mieszanina piasku ze szczątkami roślinnymi, zwierzęcymi, odchodami rybimi oraz inną materią organiczną, która dostała się do zalewu.

Reklama

     Mikroorganizmy rozkładają te szczątki z dna na substancje przyswajalne przez inne żywe organizmy, tym samym oczyszczają środowisko, mułu jest coraz mniej i tworzy się przyjazne środowisko dla innych organizmów. Redukcja mułu trwa od roku do dwóch. Mniej więcej w ciągu roku znika od 30 do 50% jego ilości. Wszystko zależy od warunków pogodowych. Jeżeli mamy łagodną zimę, szybką wiosnę i gorące lato, to wtedy te procesy zachodzą szybciej.

     Kule bokashi to glina z dodatkiem mikroorganizmów. To dobra metoda, ale dość powolna w porównaniu z tą, którą stosowaliśmy w tym roku i w latach ubiegłych na zalewie w Siemiatyczach. W przypadku mojej metody wykonuje się też napowietrzanie wody, a jej ruch wspomaga wszystkie procesy oczyszczania.

Reklama

     Marcin Sitarek oczyszczaniem zalewu w Siemiatyczach zajmuje się od początku tej inicjatywy. Każdego roku przyjeżdża i obserwuje zmiany zachodzące w zbiorniku: - Przed rozpoczęciem oczyszczania było blisko tragedii. Zbiornik był zanieczyszczony. Obecnie stan wody jest coraz lepszy. Docierają do mnie informacje od ludzi, którzy wędkowali czy nurkowali, że na początku widzieli rybę w odległości pół metra od siebie, teraz widzą w odległości do 6 m od siebie.

     Z perspektywy płetwonurka

     Na temat warunków, które panują na dnie zalewu rozmawiam z Sebastianem, który nurkuje tam nawet kilka razy w miesiącu.

Reklama

     - W tej chwili, latem widoczność sięga do metra. Woda kwitnie, glony wzbijają się z dna. Dno zalewu jest bardzo muliste. Można powiedzieć, że głębokość maksymalna to 4 m w korycie starych rzek, które tamtędy płynęły, a tak ogólnie średnia głębokość zalewu to 2 metry. W tej chwili głębokość mułu sięga spokojnie 30-40 cm, do 0,5 m, ale bywają takie dni w roku, że ta widoczność jest o wiele gorsza lub lepsza. Wkładam rękę do łokcia nurkując i ciągle jest miękkie muliste dno. Zalew jest bardzo zamulony. Przez lata tyle tego nazbierało się, że naprawdę jest ciężko – opowiada Sebastian.

     Muł? Przecież miasto stara się oczyszczać zalew biologicznie? Pytam o to Sebastiana: - No to ja nie wiem, jak to tam dokładnie działa, czy to się sprawdza czy nie. Ale żeby ta woda była tak czysta, jak jest wczesną wiosną czy późną jesienią… Kiedy temperatura wody spada, widać wszystko. Widoczność wody spokojnie zwiększa się do 2 m.

Reklama

     Burmistrz dba o to, żeby tę wodę jakoś oczyszczać, ale ona jest jaka jest, każdy widzi. Ostatnio był tam wpuszczany siarczan miedzi i zaczęły wzbijać się glony i płaty mułu. Wszystko idzie do góry, odrywa się od dna, pływa jakiś czas, potem znowu tonie. Nie ma tutaj nurtu, który porwałby to wszystko „w świat”. Wszystko zostaje na miejscu. Na pewno mniej mułu jest na terenie kąpieliska, bo wszystko jest rozbiegane, ludzie pływają. Ilość mułu się zwiększa im dalej od linii brzegowej – mówi Sebastian.

     Dlaczego woda nie jest przejrzysta? Po pierwsze, bo mogą być glony, po drugie jest ciemne dno – tłumaczy mi burmistrz Siniakowicz. - Inaczej jest kiedy mamy jasne dno i piasek, a inaczej kiedy dno jest ciemne i go nie widzimy. Tam zawsze będzie muł, bo od zawsze była rzeka. Zbiornik będzie czysty tam, gdzie nie ma życia – puentuje.

Reklama

     Czysta woda a jej przejrzystość

     Pytam burmistrza o stan sitowia na terenie zalewu, czy nie jest go zbyt mało? Zwłaszcza kiedy zalew nr 2 przeszedł znaczną metamorfozę w ostatnich latach.

     - Sitowie było może w dwóch czy trzech miejscach, natomiast proszę zobaczyć co dzieje się na zalewie nr 3, który koniecznie trzeba przeczyścić. Tam już jeden brzeg styka się z drugim, natomiast kiedy sitowie się podczyści, to ono po roku czy dwóch wraca – odpowiada Piotr Siniakowicz.

     Płaty z dna odrywają się i zaczynają wypływać na powierzchnię, dlaczego?

Reklama

     - Kiedy mikroorganizmy zaczynają konsumować muł, traci on swoją spoistość, jest mniej ze sobą związany i ta część mniej związana wypływa na wierzch. Nie można przewidzieć czy taki efekt pojawi się czy nie. Pierwsze efekty po zastosowaniu efektywnych mikroorganizmów są widoczne po okresie 4 do 6 tygodni. I w tym okresie czasami uwalnia się też trochę substancji, które są pożywką dla glonów, powodując wzrost zakwitu wody. Tego zjawiska również nie da się przewidzieć a przeciwdziałać trzeba tradycyjnymi sposobami, czyli np. stosując związki zawierające miedź, które blokują glony – wyjaśnia dr Marcin Sitarek.

     Koszty nie tylko finansowe

Reklama

     O to czy warto i jakie konsekwencje może mieć brak czyszczenia dna zbiornika pytam też dr Małgorzatę Strzałek z Instytutu Biologii na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach.

     - Zaleganie na dnie zalewu osadu i oczyszczanie go to rzecz naturalna. Natomiast proces zwiększania ilości osadu dennego może być przyspieszony, kiedy ingeruje człowiek, np. poprzez wpuszczanie ryb, które żywią się organizmami żyjącymi na dnie. Wszystkie ryby na początku kiedy są narybkiem, żywią się zooplanktonem. To grupa małych skorupiaków, organizmów, które unoszą się w wodzie i pełnią rolę czyścicieli. Czyścicieli w sensie ludzkim, tzn. pozbywania się nadmiaru glonów planktonowych, które powodują, że woda jest mało przezroczysta.

Reklama

     Natomiast w osadzie dennym będą znajdowały się również przetrwalniki sinic, ale każdy kij ma dwa końce, są tam też jaja zooplanktonu i małże, które w bardzo krótkim czasie są w stanie przefiltrować całą objętość zbiornika. Tyle tylko, że usuwanie osadu dennego zbiornika to potężne przedsięwzięcie i bardzo duże koszty, a także bardzo duże zniszczenie.

     Prawdopodobnie trzeba byłoby spuścić wodę i automatycznie pozbywamy się wszystkich organizmów, które tam żyją. Nie wiem czy dałoby się usunąć całą porcję tego mułu i wtedy mamy taki zbiornik, który będzie znowu napełniony wodą. Pytanie skąd ta woda będzie pochodzić? To problem właściwie wszystkich zbiorników sztucznych, które są zarybiane, gdzie nie dba się o prawidłową ilość tzw. makrofitów wynurzonych, czyli organizmów, które funkcjonują jako całkowicie zanurzone, ewentualnie mogą tworzyć jakieś liście pływające na powierzchni czy rośliny wystające ponad poziom wody. Same szuwary, czyli ta roślina, która jest częściowo wynurzona i zazwyczaj obrasta pasem dookoła zbiornik, nie poradzi sobie z pozbyciem się biogenu. A jak się usunie tę roślinność, to będzie jeszcze gorzej. Tutaj problem jest od góry - z rybami, z wędkarzami.

Reklama

     Żeby faktycznie powiedzieć coś o stanie tego zbiornika, należałoby wiedzieć jakie ryby są do niego wpuszczane, jakie organizmy tam żyją, czy obsada ryb odpowiada ilości odłowionej? Np. karp, żerując na dnie, mocno miesza osad denny. Zazwyczaj jak chce się poprawić poziom jakości wody, to odławia się ryby planktonożerne, czyli te, które zjadają zooplankton i wprowadza się rybę drapieżną, która jest w stanie wyjeść znaczną część obsady ryb planktonożernych. To działanie odgórne, na całą sieć troficzną takiego zbiornika – tłumaczy dr Małgorzata Strzałek.

     Wędkarze, ryby i wczasowicze

     - Woda jest dla wszystkich. A turystyka wędkarska? Cały cypel okupowany jest przez wędkarzy nie z Siemiatycz: Siedlce, Łosice, Bielsk Podlaski. A wędkarsko jesteśmy naprawdę dobrze usytuowani – komentuje burmistrz. - Mamy Bug, mamy okoliczne rzeki, 35 ha wód zalewu. Dla każdego wystarczy miejsca i do konfliktu na pewno nie dojdziemy. Nasze koło wędkarskie liczy ponad 500 wędkarzy, a nad zalewem łowi może z 50. Niedawno rozmawiałem z wędkarzami. Jak dobrze pójdzie, będą robić nowy operat wodnoprawny, bo tych ryb jest za mało. Biolodzy nie wierzą w działanie EM-ów, ale mam badania z Zakładu Gospodarki Komunalnej Wody, które potwierdzają ich działanie – mówi Piotr Siniakowicz.

     - Ryby nie zjedzą całego pokarmu, który jest tam wpuszczany, a to też tworzy tę powłokę na dnie, rozkłada się i ma wpływ na czystość tej wody. Moim zdaniem żeby poprawić widoczność w zlewie, jedynym wyjściem jest spuścić tę wodę przynajmniej do połowy, wjechać ciężkim sprzętem i zebrać cały ten muł, wysypać żwirkiem – twierdzi płetwonurek Sebastian.

     Jednak usunięcie mułu z dna nie jest ani proste, ani szybkie, ani tanie. Zdaniem Tomasza Kozłowskiego, pracującego w jednej z firm, zajmujących się czyszczeniem zbiorników retencyjnych, bardzo trudno ocenić koszt takiego przedsięwzięcia. Jest on uzależniony od ilości zalegającego na dnie mułu oraz odległości, na jaką trzeba byłoby go wywieźć. Okazuje się jednak, że nie tylko ryby mają wpływ na zanieczyszczenie zalewu. Mamy go również my – wczasowicze.

     - Nie oszukujmy się, korzystając ze zbiornika, pływając, sika się do wody albo tuż przy wodzie gdzieś w krzakach. Nasz mocz to związki azotowe, a azot to podstawowy pierwiastek potrzebny fitoplanktonowi do rozwoju. Jeśli załatwiamy swoje potrzeby gdzieś w krzaczkach dookoła zbiornika, to materia organiczna zawarta w obu rodzajach odchodów będzie np. po deszczach spłukiwana do wody lub z gleby również trafi do zbiornika. Samo usunięcie osadu to drobiazg, a zniszczenie biocenozy spore. Osadzanie się mułu to rzecz naturalna. Jeśli działają tam mikroorganizmy, to ten muł wcześniej czy później zostanie rozłożony. Jeśli jednak będziemy tam jeszcze dokładać ryby, które w tym mule grzebią i produkują dużo odchodów, a jeśli np. są tam wpuszczone amur lub tołpyga – dwa gatunki olbrzymich ryb, które produkują bardzo dużo fekaliów, to szkoda pieniędzy na inwestycję, która pochłania dużo finansów, a efekt będzie krótkotrwały – tłumaczy dr Małgorzata Strzałek.

     - Pamiętam jak byłem dzieciakiem w wieku 10-15 lat, jak przychodziliśmy na siemiatycki zlew. Był jeszcze wtedy taki dziki, ale jak stało się na tym pierwszym molo, które kiedyś było tam zbudowane, to spokojnie było widać dno. Człowiek był zanurzony po szyję i widział swoje własne stopy. A było to w pełnym sezonie – wspomina Sebastian.

     Wygląda na to, że póki co nie możemy liczyć na zmianę aktualnej sytuacji. Nawet, jeśli przyjąć, że metoda biologiczna jest skuteczna, na w pełni zadowalające efekty przyjdzie nam poczekać lata. Z uwagi na wielofunkcyjność zalewu turyści korzystający z kąpieliska muszą liczyć się z obecnością wędkarzy i na odwrót. I czy to się komuś podoba czy nie, zawsze był i będzie to konflikt interesów. Czas rozstrzygnie, która z grup turystycznych okaże się bardziej pożyteczna dla miasta. A co my możemy? Nic. Chyba że pamiętać, że nie należy sikać do wody ani obok niej i pilnować małych dzieci. A te ostatnie często biegają po siemiatyckiej plaży bez bielizny.

     Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz , fot JSW

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama