W Siemiatyczach nie spotkamy już Krzysztofa Czesuły, znanego prawie każdemu „Cymy”. Pomimo swoich ułomności, przez większość mieszkańców był akceptowany. Wyjechał i choć tęskni, to raczej już do nas nie powróci.
W tym roku zmarła jego matka i powstało pytanie: kto dalej będzie się opiekował Krzysztofem i jego bratem Tadeuszem? Ich siostra przez kilka miesięcy starała się zastąpić im matkę i opiekować się chorymi braćmi. Jednak w pewnym momencie zabrakło jej sił. Obaj wymagają szczególnej opieki. - Siostra poinformowała nas, że dłużej już nie da rady zajmować się braćmi. Jest to dla nas zrozumiałe, gdyż obaj bracia są intelektualnie upośledzeni. Taka opieka wymaga niezwykle dużo energii i niezwykłego poświęcenia. Osoby, które nie miały z takim czymś do czynienia nie wiedzą z jakimi problemami w takich przypadkach trzeba się borykać - mówi Ewa Romaniuk, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siemiatyczach. - Dlatego zwróciliśmy się do sądu rodzinnego o wydanie decyzji dotyczącej przymusowego umieszczenia ich w domu pomocy społecznej. Sąd przychylił się do naszego wniosku. Taki specjalny dom został dla nich znaleziony. Krzysztof i Tadeusz od 28 października przebywają w Domu Pomocy Społecznej w Kozuli w okolicach Białej Podlaskiej. Jest to dom pomocy społecznej dla osób intelektualnie niepełnosprawnych. Chcieliśmy przynajmniej jednego z nich umiejscowić w siemiatyckim domu pomocy społecznej, ale dyrektor odmówił przyjęcia. Spodziewaliśmy się tego, że szczególnie Krzysztof będzie bardzo tęsknił za miastem i ludźmi. Tutaj czuł się potrzebny i miał swoje zajęcia. Niestety musieliśmy podjąć pewne działania, gdyż problem opieki nad nimi stawał się coraz bardziej poważniejszy. Nie była to dla nas łatwa decyzja. Na pewno żaden dom pomocy społecznej nie zastąpi rodzinnego ciepła. Cały czas utrzymujemy kontakt z dyrekcją domu w Kozulach, by wiedzieć co się z nimi dzieje. Niestety prawdopodobnie będą musieli tam pozostać do końca życia. Ich pobyt opłacany jest po części z renty, ale też miasto będzie na ten cel wykładało własne środki finansowe.
- Nie mamy żadnych większych problemów z panem Krzysztofem i Tadeuszem. Pierwsze dni były dla nich bardzo trudne. Pan Krzysztof często mówi: „ja tutaj nie będę i chcę do domu”. Pyta się tylko, czy go jeszcze puścimy do Siemiatycz. Bez wątpienia bardzo tęskni. Zresztą jest to normalna ludzka reakcja po przeniesieniu w zupełnie inne środowisko - mówi Krystyna Czyżewska, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Kozuli. - Obaj przebywają w części dla osób przewlekle somatycznie chorych. Nie są w żadnym zakładzie zamkniętym. Korzystają z wszystkiego tak jak każdy mieszkaniec naszego domu. Myślę, że z czasem zaakceptują fakt, że będą tutaj mieszkali. Na pewno obaj wymagają całodobowej opieki i korzystania z zajęć terapeutycznych. Za pewien czas jak trochę się przyzwyczają, to będzie można ich odwiedzać. Nie jest powiedziane, że będą do końca życia w naszym ośrodku. Jeśli znajdą się osoby lub instytucje, która będą chciały się nimi opiekować, to w każdej chwili będą mogli być przeniesieni w inne miejsce lub powrócić do Siemiatycz. Są to normalni ludzie o różnym stopniu upośledzenia, których trzeba umieć słuchać i poświęcić dużo czasu. Osobiście nie mogę zrozumieć, dlaczego w naszym miejscowym domu pomocy społecznej nie można było przynajmniej spróbować na pewien czas umieścić Krzysztofa Czesuły, który być może mógłby nadal przebywać w naszej społeczności. Jeśli Krzysztof sprawiałby poważne problemy, to można byłoby go w każdej chwili przenieść do ośrodka specjalistycznego. Czy wywiezienie Krzysztofa za Bug to tak naprawdę rozwiązanie, czy raczej pewnego rodzaju pozbycie się problemu-człowieka? Co państwo myślicie na ten temat?
Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze