Jeszcze niedawno hala sportowa MOSiR w Siemiatyczach pełna była kibiców. Swoje mecze ligowe w piłce ręcznej rozgrywała drużyna TS Siemiatycze. Była walka, sportowa atmosfera i wygrane mecze i były fundusze na działalność. Na boisku zawodnicy z Siemiatycz i on. Trener Krzysztof Wieczorek, także prezes Podlaskiego Okręgowego Związku Piłki Ręcznej.
Jednym z zawodników był Norbert Marks. Krzysztofa już nie ma, cześć jego pamięci. Teraz czas na trenera, prezesa Marksa, który mówi co jest teraz w tym sportowym temacie w Siemiatyczach.
Kim jest dziś Norbert Marks?
Przede wszystkim trenerem. Od roku prowadzę zawodniczki z rocznika 2016 w UKS Kangur Siemiatycze. To intensywny, ale bardzo satysfakcjonujący czas. Dziewczęta robią postępy, uczą się systematyczności i współpracy, a ja widzę, jak z treningu na trening buduje się zespół. Po feriach zimowych uruchomiliśmy nabór dla rocznika 2018 i rozpoczęliśmy treningi z najmłodszą grupą. To naturalny krok – jeśli chcemy rozwijać piłkę ręczną wśród dziewcząt, musimy systematycznie budować kolejne roczniki i zapewnić ciągłość szkolenia. Wspólnie z Jurkiem Roszczenko i Januszem Łopuskim podejmujemy działania, aby reaktywować i rozwijać piłkę ręczną dziewcząt w regionie.
To proces wymagający cierpliwości i konsekwencji, ale wierzę, że małymi krokami możemy stworzyć solidne fundamenty pod przyszłe sukcesy. Pełnię również funkcję Prezesa Podlaskiego Okręgowego Związku Piłki Ręcznej, co daje mi możliwość realnego wpływu na rozwój dyscypliny w województwie. Na co dzień pracuję jako nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 3. Sport jest dla mnie nie tylko pracą, ale przede wszystkim pasją i sposobem na życie.
Obecny stan piłki ręcznej w Siemiatyczach. Pamiętam ligowe mecze mężczyzn i pełne trybuny. To już przeszłość?
To na pewno ważny rozdział w historii siemiatyckiej piłki ręcznej. Były ligowe mecze mężczyzn, była atmosfera i liczna publiczność. Dziś jesteśmy w innym miejscu, ale nie traktuję tego jako końca, raczej jako moment przejściowy. Obecnie skupiamy się na odbudowie dyscypliny od podstaw. Stawiamy na szkolenie dziewcząt i systematyczne budowanie kolejnych roczników. Najstarsza grupa jest dziś w klasie siódmej, więc przed nami jeszcze kilka lat pracy. Realnie patrząc, potrzeba czterech–pięciu lat konsekwentnego szkolenia, aby myśleć o rywalizacji na szczeblu centralnym. To proces wymagający cierpliwości, ale wierzę, że przy odpowiednim zaangażowaniu zawodniczek, trenerów i środowiska sportowego możemy wrócić do poważnego grania. Piłka ręczna w Siemiatyczach nie jest przeszłością. Jest w trakcie budowy.
Uda się?
Chciałbym powiedzieć, że tak — i wierzę, że to możliwe. Ale dziś trudno składać jednoznaczne deklaracje. Czasy bardzo się zmieniły. Młodzież jest dużo bardziej mobilna niż kiedyś. Ósma klasa to moment, w którym wiele zawodniczek podejmuje decyzje o dalszej edukacji i coraz częściej nie wybierają już tylko lokalnych szkół średnich. Wyjazd do Białegostoku, Siedlec czy nawet Warszawy nie jest dziś niczym nadzwyczajnym. Telefony, stały kontakt z rodzicami, większa samodzielność — to wszystko sprawia, że granice się przesuwają. Dla młodych ludzi świat po prostu się powiększył. Dlatego budując drużynę i planując przyszłość, musimy brać pod uwagę tę rzeczywistość.
Oczywiście chcielibyśmy utrzymać jak najwięcej zawodniczek na miejscu, ale trzeba być świadomym, że część z nich będzie szukała dalszego rozwoju poza Siemiatyczami. Naszym zadaniem jest stworzyć im jak najlepsze warunki tu i teraz — tak, żeby niezależnie od tego, gdzie trafią w przyszłości, były dobrze przygotowane sportowo i mentalnie.
Mamy w powiecie trzy szkoły średnie. Nie ma z tych placówek zawodniczek?
Trzeba jasno powiedzieć, że to UKS Kangur szkoli zawodniczki od podstaw. To my budujemy fundament, pracujemy z nimi przez lata i przygotowujemy je sportowo. Naturalne jest więc to, że to klub dostarcza zawodniczki do szkół średnich, a nie odwrotnie. Naszym celem jest, aby w Siemiatyczach powstał silny, stabilny ośrodek piłki ręcznej dziewcząt. Taki, który będzie współpracował ze szkołami średnimi, ale będzie miał własne zaplecze szkoleniowe i jasno określony kierunek rozwoju. Chcemy budować system, a nie opierać się wyłącznie na deklaracjach.
Czyli ze szkół średnich nikogo nie ma? Czy wśród obecnie trenujących są zawodniczki o odpowiednim poziomie umiejętności?
Na dziś zawodniczek ze szkół średnich w zasadzie nie ma. Natomiast jeśli chodzi o poziom sportowy, trudno jednoznacznie oceniać potencjał dziewcząt będących w siódmej klasie. W tym wieku rozwój jest bardzo dynamiczny. Dziś jedna zawodniczka może się wyróżniać, a za dwa czy trzy lata liderką zespołu może być zupełnie inna.Celem naszego szkolenia nie jest „wyprodukowanie” dobrej zawodniczki w siódmej klasie. Naszym celem jest wychowanie dobrej seniorki. To długofalowy proces, który wymaga cierpliwości, systematyczności i konsekwencji. Od Janusza Łopuskiego mamy już dwie zawodniczki z rocznika 2012 powołane do kadry województwa rocznika 2011, co pokazuje, że kierunek pracy jest właściwy. My regularnie trenujemy i rywalizujemy. Zajęliśmy trzecie miejsce w województwie w kategorii młodziczki, grając przeciwko starszym zespołom – w stawce sześciu drużyn. To dla nas sygnał, że jest progres.Na tym etapie wyniki i poziom umiejętności „tu i teraz” nie są najważniejsze. Najważniejszy jest rozwój. Jeśli fundament będzie solidny, efekt sportowy przyjdzie w odpowiednim czasie.
Ile zawodniczek uczęszcza na treningi?
Obecnie szkolimy cztery grupy. Najstarsza liczy 17 zawodniczek, kolejne roczniki to 24 i 21 dziewcząt, a najmłodsza grupa – 19. Jak na warunki lokalne to naprawdę solidna liczba. Patrząc jednak szerzej, widzimy jeszcze duży potencjał. W samym roczniku 2018 w naszej szkole jest 41 dziewczynek. W tej chwili w najmłodszej grupie trenują wyłącznie uczennice naszej placówki. Nie mam dokładnych danych, jak wygląda sytuacja w Szkole Podstawowej nr 1, ale z tego co wiem, dotąd nie było tam dziewczynek uczestniczących w naszych zajęciach. Drzwi są otwarte. Zapraszamy wszystkie chętne zawodniczki — również ze Szkoły Podstawowej nr Im wcześniej zaczniemy wspólne szkolenie, tym większe szanse na zbudowanie silnego ośrodka piłki ręcznej w Siemiatyczach.
Ze strony dyrekcji macie wsparcie?
Uczniowski Klub Sportowy funkcjonuje jako stowarzyszenie i nie jest finansowany bezpośrednio przez dyrekcję szkoły. Nasza działalność opiera się na dotacjach z Urzędu Miasta i Starostwa Powiatowego oraz na składkach członkowskich. To dziś standardowy model funkcjonowania klubów. Dzięki składkom dzieci mogą wyjeżdżać na mecze, uczestniczyć w turniejach i normalnie rywalizować.
Oczywiście składamy projekty do samorządów, wnioskując o większe środki. Ostatecznie otrzymujemy takie wsparcie, jakie jest możliwe. Na tę chwilę sytuacja finansowa jest stabilna i pozwala nam spokojnie realizować założenia szkoleniowe. Jeśli chodzi o wsparcie organizacyjne, Pani dyrektor Joanna Gołubkiewicz jest nam przychylna i wspiera działania klubu. Mamy zapewniony dostęp do hali sportowej MOSiR, co jest dla nas bardzo istotne w kontekście pracy z czterema grupami treningowymi. Obecnie trenujemy cztery zespoły. Dwie najstarsze drużyny rywalizują w rozgrywkach organizowanych przez Podlaski Wojewódzki Związek Piłki Ręcznej, uczestniczymy również w rozgrywkach szkolnych oraz w turniejach ogólnopolskich. To daje dziewczętom możliwość regularnej rywalizacji i zdobywania doświadczenia na różnych poziomach.
Jest jakaś pomoc z województwa?
Tak, mamy możliwość korzystania ze wsparcia na poziomie wojewódzkim. Przede wszystkim są to dofinansowania do organizacji turniejów oraz wsparcie celowych działań szkoleniowych i promocyjnych. To nie są środki, które finansują całość funkcjonowania klubu, ale realnie pomagają przy konkretnych przedsięwzięciach — zwłaszcza przy organizacji wydarzeń sportowych czy wyjazdach. Każde takie wsparcie ma znaczenie, bo przy pracy z czterema grupami treningowymi i udziale w rozgrywkach ligowych oraz turniejach ogólnopolskich koszty są stałym elementem działalności. Dlatego staramy się korzystać z każdej dostępnej możliwości, która wspiera rozwój piłki ręcznej dziewcząt w regionie.
Jakie jest obecnie spojrzenie dzieci i młodzieży na sport?
Myślę, że w naszym przypadku możemy mówić pozytywnie. Oczywiście trzeba pamiętać, że dzieci dorastają, zmieniają się ich zainteresowania, pojawiają się inne obowiązki i czasem ktoś rezygnuje — to naturalny proces. Natomiast w naszych grupach nie ma problemu z frekwencją czy brakiem chęci do treningów. Dziewczęta przychodzą regularnie, pracują i tworzą solidne zespoły. To pokazuje, że jeśli stworzy się dobrą atmosferę i jasno określony cel, młodzież nadal chce uprawiać sport. Mówię tu oczywiście o naszych zawodniczkach. Widzimy zaangażowanie, systematyczność i chęć rozwoju — a to jest najlepszy fundament do dalszej pracy.
A co z chłopcami? Męską piłką ręczną?
Nie jest tajemnicą, że dziś wielu chłopców wybiera piłkę nożną. Każdy chce być Lewandowskim — to naturalne, bo futbol jest najbardziej medialny i najbardziej widoczny. Natomiast trochę niepokoi mnie podejście polegające na stawianiu przez rodziców wyłącznie na jedną dyscyplinę już w bardzo młodym wieku. Zamykanie dziecka w jednym sporcie w wieku 10–12 lat bywa ryzykowne.
Zdarza się, że dwunastolatek po kilku latach słyszy lub sam dochodzi do wniosku, że „nie nadaje się” do gry w piłkę nożną. I wtedy często okazuje się, że nie ma już alternatywy. Tymczasem badania i praktyka szkoleniowa jasno pokazują, że wszechstronny rozwój sportowy do około 15–16 roku życia daje dużo lepsze efekty w dłuższej perspektywie. Różne dyscypliny rozwijają inne zdolności motoryczne, koordynację, myślenie taktyczne. Dopiero później przychodzi moment na świadomy wybór specjalizacji. Sport powinien dawać dziecku możliwości, a nie je ograniczać.
Piłka nożna dziewcząt, konkretnie Orzeł Siemiatycze, nie podbiera wam zawodniczek?
Nie mamy problemu z naborem do piłki ręcznej. Dziewczęta przychodzą na treningi i grupy są stabilne. Oczywiście w mieście funkcjonują różne dyscypliny — oprócz piłki nożnej jest jeszcze choćby piłka siatkowa — i to naturalne, że dzieci wybierają różne ścieżki sportowe. Nie traktujemy tego w kategoriach „podbierania”. Każda dyscyplina ma swoją specyfikę i swoją grupę odbiorców. Najważniejsze jest to, żeby dzieci w ogóle uprawiały sport. Jeśli ktoś wybiera piłkę ręczną, to znaczy, że znajduje w niej coś dla siebie — dynamikę, kontakt, zespołowość. Dla nas kluczowe jest to, że zainteresowanie treningami jest i możemy spokojnie pracować nad rozwojem kolejnych roczników.
Czym wyróżnia się dobra piłkarka ręczna? Technika, siła czy…?
Piłka ręczna jest taką dyscypliną, w której naprawdę każdy może znaleźć swoje miejsce. Nie ma jednego „idealnego” profilu zawodniczki. Może grać zarówno ktoś wysoki, jak i niższy, silniejszy czy drobniejszy. Każda pozycja ma swoją specyfikę ruchu i swoje wymagania — inne cechy są potrzebne na skrzydle, inne na rozegraniu, jeszcze inne na kole czy w bramce. Oczywiście technika i przygotowanie motoryczne są ważne, ale równie istotne są odwaga, decyzyjność i umiejętność gry zespołowej. Piłka ręczna łączy wszystkie naturalne formy ruchu: bieg, skok, rzut, zmianę kierunku, kontakt z przeciwnikiem. To sport bardzo wszechstronny. Dlatego nie szukamy „idealnej zawodniczki”. Szukamy potencjału i charakteru. Resztę można wypracować.
Wracamy do przeszłości. Pamiętam Norberta Marksa jako zawodnika Cresovii.
Moja sportowa droga zaczęła się w Szkole Podstawowej nr 1, gdzie razem z panem Bogdanem Oreszczukiem stawiałem pierwsze kroki w piłce ręcznej. To tam złapałem bakcyla do sportu zespołowego. Później była Cresovia Siemiatycze, czyli piłka nożna. Ten okres również bardzo dobrze wspominam. W tamtym czasie równolegle uprawiałem piłkę nożną i piłkę ręczną. To były lata intensywnego sportowego rozwoju i ważnych doświadczeń. Szczególnie ciepło wspominam Krzysztofa Wieczorka, który był moim trenerem w piłce ręcznej. Miał duży wpływ na moje spojrzenie na tę dyscyplinę i na późniejsze wybory zawodowe. W 2001 roku rozpocząłem pracę w Szkole Podstawowej nr 3 i z czasem coraz wyraźniej czułem, że bliżej mi do roli trenera piłki ręcznej niż czynnego zawodnika. I tak już zostało.
No i ta drużyna, na której meczach hala była pełna kibiców.
To był wyjątkowy czas. Hala naprawdę żyła piłką ręczną. Na naszych meczach pojawiało się wielu kibiców, była atmosfera, emocje i poczucie, że tworzymy coś ważnego dla miasta. Duża w tym zasługa Krzysztofa Wieczorka. To on zaczął budować tę drużynę i nadawać jej kierunek. Graliśmy w III lidze i jak na nasze warunki był to naprawdę solidny poziom sportowy. Ale poza poziomem liczyła się też wspólnota — zespół, trener, kibice. To był piękny czas, który do dziś wspominam z sentymentem. I może właśnie dlatego dziś tak bardzo zależy mi, żeby piłka ręczna w Siemiatyczach znów miała swoje miejsce i swoją publiczność.
A potem Norbert Marks odnajduje się w Nowych Piekutach. Zawodnik i trener. A w Siemiatyczach hala zrobiła się pusta…
To nie była jedna decyzja czy jeden moment. Po prostu zawodnicy zaczęli odchodzić — studia, praca, życie. W małym środowisku, jeśli kilku kluczowych graczy się rozjedzie, bardzo trudno utrzymać poziom i ciągłość drużyny. W pewnym momencie zostałem praktycznie jedynym trenerem chłopców w Siemiatyczach. Samemu nie byłem w stanie „pociągnąć” całego szkolenia i jednocześnie utrzymać zespołu seniorskiego. Przy braku odpowiedniej liczby zawodników naturalną konsekwencją było to, że drużyna przestała funkcjonować. Później zostałem trenerem seniorów w Nowych Piekutach — to był nowy etap, nowe doświadczenie, inne środowisko. Mała miejscowość, ale duże zaangażowanie ludzi. Czasem właśnie tam łatwiej o stabilność, bo jest konkretna grupa, która chce coś wspólnie budować. A w Siemiatyczach? Hala rzeczywiście na jakiś czas opustoszała. Ale sport w takich miejscach działa falami. Dziś znów próbujemy budować od podstaw — może inaczej, może spokojniej, ale z większą świadomością, jak kruche potrafią być struktury oparte tylko na jednym pokoleniu zawodników.
A następcy?
Nie było naturalnej ciągłości. Po rocznikach 2000 i 2001 przez kilka lat pojawiła się luka. Kolejny liczniejszy rocznik to dopiero 2008. Przy takiej przerwie trudno było stworzyć drużynę z prawdziwego zdarzenia i utrzymać szkolenie na odpowiednim poziomie. W sporcie młodzieżowym ciągłość jest kluczowa. Jeśli między rocznikami pojawia się kilkuletnia luka, system po prostu przestaje działać. Do tego wielu chłopaków wybierało piłkę nożną, która w tamtym czasie była bardziej oczywistym kierunkiem. Można powiedzieć, że w pewnym momencie potencjał ludzki się wyczerpał. A bez odpowiedniej liczby zawodników nawet najlepsze chęci i zaangażowanie trenera nie wystarczą, żeby utrzymać drużynę.
Na dzień dzisiejszy z dawnej drużyny w Siemiatyczach widzę Norberta Marksa, Kubę Bartosiaka…
Był jeszcze Arek Gumieniak. Czasem ktoś przyjedzie, odwiedzi Siemiatycze, powspomina. Ale prawda jest taka, że niewielu z tamtej drużyny zostało na miejscu. Większość rozjechała się za pracą, rodziną, swoim życiem. Dlatego trudno dziś mówić o odbudowie zespołu w oparciu o „weteranów”. Ten rozdział był ważny i piękny, ale się zamknął. Teraz trzeba budować od nowa — w oparciu o młodzież, system szkolenia i cierpliwą pracę. W sporcie sentyment jest ważny, ale przyszłość buduje się nie wspomnieniami, tylko kolejnym pokoleniem.
Przyszłość piłki ręcznej w Siemiatyczach. Jak widzi Pan rok 2030?
Chciałbym, aby w 2030 roku nasze zespoły rywalizowały już na szczeblu centralnym. Nie mówię tu koniecznie o drużynie seniorskiej, ale o udziale w rozgrywkach centralnych w kategoriach młodzieżowych — o walce o Mistrzostwo Polski. To jest realny horyzont czasowy. Jeśli dziś szkolimy dziewczęta w siódmej klasie i młodsze roczniki, to za kilka lat będą w wieku, w którym można myśleć o poważnej rywalizacji. Oczywiście pod warunkiem, że zachowamy ciągłość pracy i systematyczność. Chciałbym, żeby w 2030 roku mówiło się o Siemiatyczach jako o silnym ośrodku szkolenia młodzieży w piłce ręcznej. Nie jednorazowym sukcesie, ale stabilnym, rozpoznawalnym miejscu na mapie krajowej piłki ręcznej. To cel ambitny, ale osiągalny — jeśli będziemy konsekwentni.
A co z piłką ręczna w województwie podlaskim?
Obecnie najwyżej notowanym zespołem w regionie jest żeńska drużyna KS Handball Łomża, występująca na poziomie I ligi. To ważny punkt odniesienia dla całego województwa i przykład, że w Podlaskiem można budować zespół rywalizujący na szczeblu centralnym. Z kolei w męskiej piłce ręcznej bardzo dobrze prezentuje się SBR Podlasie Nowe Piekuty, który w obecnym sezonie znakomicie radzi sobie w swojej grupie ligowej. To pokazuje, że nawet mniejsze miejscowości mogą stworzyć stabilne i ambitne środowisko sportowe. Podlaskie nie należy dziś do najsilniejszych regionów w kraju, ale ma swoje solidne ośrodki i ludzi, którzy konsekwentnie pracują. A wszystko — jak zawsze — zaczyna się od szkolenia młodzieży i budowania ciągłości pokoleniowej.
Czy w najbliższym czasie w Siemiatyczach jest przewidziana jakaś impreza piłki ręcznej?
Tak. 8 marca planujemy organizację Turnieju Mini Piłki Ręcznej dla dziewcząt z rocznika 2016. To wydarzenie skierowane do najmłodszych zawodniczek, które dopiero zaczynają swoją przygodę z rywalizacją sportową. Natomiast w maju odbędzie się Podlaski Festiwal Piłki Ręcznej im. Krzysztofa Wieczorka — memoriał dedykowany dziewczętom z roczników 2012 i 2014. To większe wydarzenie, które ma łączyć sportową rywalizację z upamiętnieniem osoby, która miała ogromny wpływ na rozwój piłki ręcznej w Siemiatyczach. Chcemy, aby te turnieje na stałe wpisały się w kalendarz sportowy miasta i były nie tylko wydarzeniem sportowym, ale też spotkaniem środowiska piłki ręcznej w regionie.
Jacek Piotrowski, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze