Daniel Cwalina, mieszkaniec gminy Dziadkowice, od ponad 2 lat jest sędzią piłkarskim. Jak mówią przedstawiciele PZPN jest bardzo obiecującym arbitrem.
Z Danielem rozmawiamy o sędziowaniu i o tym, czy zdarza mu się usłyszeć "sędzia kalosz!". - Jaki szczebel rozgrywek sędziujesz? - Większość rozrywek w naszym województwie, począwszy od spotkań zespołów młodzieżowych, po seniorskie w czwartej lidze, okręgówce i niższych klasach. W czwartej lidze na razie uczestniczyłem jako sędzia liniowy. - Skąd wzięło się u ciebie zamiłowanie do tej profesji? - Wprawdzie w piłkę nożną nie grałem, bo wolałem inne dyscypliny, ale piłka nie była mi obca. Zaczęło się od tego, kiedy dowiedziałem się, że sędzią piłkarskim jest mój znajomy. Zainteresowałem się tym, następnie zasięgnąłem informacji, gdzie należy się zgłosić, by ukończyć kurs. - Ile meczów sędziowałeś? - Przez dwa i pół roku około stu. Jeśli chodzi o proporcje - ile w rozgrywkach młodzieżowych, a ile w dorosłych, to powiedziałbym, że pół na pół. - Jakie są różnice w sędziowaniu meczów drużyn młodzieżowych i zawodników starszych? - Więcej zaangażowania w grę jest w piłce młodzieżowej. Poza tym piłkę seniorską od młodzieżowej odróżnia jeszcze to, że w seniorskiej można trochę nasłuchać się na swój temat. - Jak znieść czasami epitety pod swoim adresem? - Zgadza się. Psychikę trzeba mieć nieprzeciętną, bo podczas jednego meczu można nasłuchać się sporo niecenzuralnych słów. Cóż, można powiedzieć, że to taka profesja. Naszą postawę często na trybunach krytykuje się, nie zawsze jednak jest to uzasadnione. A jak znieść takie epitety? Przede wszystkim nie można zrazić się na początku i dalej robić swoje. Nie reagować na zaczepki widzów. - Chyba coraz rzadziej słyszy się na boiskach delikatne powiedzenie "sędzia kalosz"? - Teraz - jak to się mówi - kibice wyłącznie "rzucają mięsem". - Czy tak jest wszędzie? - Musi być mało ludzi na meczu - wtedy można nic nie usłyszeć na swój temat lub na temat sędziowania. Najgorzej jest w małych miejscowościach, gdzie na trybuny przychodzą panowie często w stanie mocno wskazującym na spożycie alkoholu. Nierzadko piją na trybunach i przy okazji "rzucają mięsem". - Ciekawe zdarzenia z boiska? - Na pewno nieczęsto ogląda się łzy na boisku, a tak bywa w przypadku meczów tych najmłodszych - trampkarzy lub żaków. Oczywiście są to łzy z powodu przegranego meczu lub straconej bramki. Czasami zdarza się sytuacja, w której na boisku pojawia się pies. Jeśli trwa to dłużej, trzeba przerwać zawody. Raz sędziowałem na boisku, koło którego znajdowało się gospodarstwo ze strusiami. Wpadła tam piłka i nikt nie chciał po nią iść. - Jak zostać sędzią piłkarskim? - Trzeba zgłosić się okręgowego związku piłkarskiego, w naszym przypadku do podlaskiego w Białymstoku i dowiedzieć się, kiedy prowadzony będzie nabór na kurs sędziów. Prawdopodobnie teraz takie kursy organizowane są co dwa lata i chyba już nieco kosztują, ale później, podczas sędziowania, te koszty szybko się zwracają. Aby zostać dopuszczonym do gwizdania, trzeba zdać egzaminy sprawnościowe i z przepisów. - Czy Twoje aspiracje sięgają do sędziowania mistrzowskich meczów w trzeciej lidze? - Owszem. Co pół roku każdy sędzia musi przejść wewnętrzne testy sprawnościowe i z przepisów. Do tego dochodzi obserwacja sędziowania przez przedstawicieli związku piłkarskiego. Jeśli wyniki są dobre, arbiter w następnym roku kwalifikowany jest do sędziowana zawodów wyższej rangi. Mi udaje się co roku kwalifikować do grupy tych, którzy mają sędziować w wyższych klasach. - Dziękuję za rozmowę.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze