Mijają 3 miesiące, a odnalezione w lutym macewy wciąż leżą w miejscu ich wykopania
17 lutego tego roku, podczas prac przygotowujących działkę pod budowę farmy fotowoltaicznej, w Milejczycach dokonano niezwykłego odkrycia. Ekipa pracowników demontująca pozostałości budynku po dawnej niemieckiej stajni wykopała ponad 50 różnej wielkości fragmentów żydowskich płyt nagrobnych, tzw. macew. Prace na działce wstrzymano, a o sprawie powiadomiono Fundację Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego oraz Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Następnego dnia na miejscu znaleziska pojawił się Piotr Puchta, dyrektor FODŻ, który powiedział, że jego zdaniem macewy te najlepiej byłoby przenieść na teren miejscowego cmentarza żydowskiego, ale oczywiście niezbędna będzie decyzja konserwatora zabytków, ponieważ milejczycki kirkut wpisany jest do rejestry zabytków nieruchomych województwa podlaskiego. Tego samego dnia znalezisko obejrzał również pracownik Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Białymstoku. Sporządzony został protokół, macewy obfotografowano. Wkrótce po tym konserwator zabytków wydał decyzję, zgodnie z którą odpowiedzialność za przeniesienie wykopanych macew na kirkut spoczywa na właścicielu działki, Tomaszu Sielamowiczu.
Lada dzień miną 3 miesiące od momentu wykopania macew, a żydowskie płyty nagrobne wciąż leżą na działce, na której zostały odkryte. Złożono je wprawdzie w jedno miejsce, działkę ogrodzono, więc w jakimś minimalnym sensie zostały zabezpieczone. Skontaktowaliśmy się z właścicielem działki, Tomaszem Sielamowiczem.

- Tak naprawdę z tą sprawą nie mam już nic wspólnego, ponieważ działka, na której znaleziono macewy została sprzedana. Na chwilę obecną mogę powiedzieć tylko tyle, że przez cały ten czas trwały konsultacje z Fundacją Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, która miała nam określić wytyczne gdzie, jak i w jaki sposób te macewy mają być przewiezione i ułożone, bo z tego co wiem, to nie wolno ich ot tak sobie przypadkowo poukładać. To jest nasze dziedzictwo narodowe i nikt tutaj nie kwestionował konieczności zabezpieczenia tych nagrobków. Nowy właściciel działki wie o sprawie, ale ponieważ nie nastąpiła jeszcze aktualizacja w KRS, to nie mogę pani poinformować, kto nim jest – mówił w rozmowie telefonicznej Tomasz Sielamowicz.
Udało nam się dotrzeć do nowego właściciela, który nie robił ze sprawy tajemnicy. Krzysztof Jedliński (wraz ze wspólnikiem Mirosławem Siedleckim reprezentujący Podlaską Grupę Energetyczną SP. z o.o z Białegostoku), podczas rozmowy telefonicznej w poniedziałek, 11 maja, powiedział: - Akt notarialny nabycia tej działki podpisaliśmy niespełna 2 tygodnie temu, więc jest to dla nas świeża sprawa. Ale znamy ją i absolutnie nie wzbraniamy się przed odpowiedzialnością. Ja też nie chciałbym, żeby kiedyś w przyszłości ktoś deptał po moim nagrobku. Dlatego jak tylko doprowadzimy do końca wszelkie zawirowania z dokumentami, sprowadzimy do Milejczyc odpowiedni sprzęt i przewieziemy macewy na kirkut. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to możliwe, że już pod koniec maja, na przełomie czerwca uda nam się rozpocząć przenoszenie.
We wtorek, 12 maja, kiedy robiliśmy aktualne zdjęcia milejczyckiemu znalezisku, jeden z sąsiadów tej działki, na której się ono znajduje, poinformował, że sporo tych macew, wraz z pierwszymi transportami gruzu porozbiórkowego, zanim jeszcze pracownicy budowlani zostali poinformowani o tym, że są to żydowskie płyty nagrobne, wywieziono do Pokaniewa, gdzie miały trafić do kruszarki.
- Tak, to prawda – potwierdza Monika Bałut, dyrektor GOK w Milejczycach, która od pierwszego sygnału o wykopalisku nadzorowała już do końca prace załogi koparki. - Na szczęście w porę udało nam się zainterweniować i te macewy zostały tam, w Pokaniewie, odłożone. Również czekają na przewiezienie ich na teren żydowskiego cmentarza.
Oby stało się to jak najszybciej.
Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze