Reklama

Ludzie Cresovii - Jan Kobus

21/08/2007 23:07
Kontynuujemy cykl materiałów pod hasłem "Ludzie Cresovii". W tym numerze Jan Kobus - obecny dyrektor ZSR w Ostrożanach.

          - Ile lat grał pan w piłkę?
          - Niech sięgnę pamięcią, to było chyba w sumie ze 30 lat. Była to Cresovia - tam zacząłem grać w latach 60-tych i Żubr Drohiczyn - w tym klubie pełniłem również funkcję grającego trenera, a było to pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych.
          - Jakie to były wówczas klasy rozgrywek?
          - Jeśli chodzi o Cresovię, to w tamtym układzie była to klasa okręgowa, ale porównując ówczesną strukturę rozgrywek, jest to dzisiejsza trzecia liga. Graliśmy w jednej grupie m.in. z Jagiellonią Białystok, Warmią Grajewo, Mazurem Ełk, Włókniarzem Białystok. Zaś w Żubrze występowaliśmy w niższych klasach.
          - Zacznijmy od Cresovii. Kto zaproponował grę w klubie?
          - Zaczynałem w drużynie juniorów w wieku 15 lat. Grę zaproponował mi ówczesny nauczyciel i trener Zdzisław Sawicki. W seniorach debiut zaliczyłem w wieku juniora - pamiętam, że w meczu z Wissą Szczuczyn. W tamtej drużynie grali m.in. Jerzy Badowiec, Tadeusz Kowalczuk. Dodam, że zakończyłem swoją przygodę z piłką mając 45 lat. Dziś może zabrzmieć to niewiarygodnie, ale tak było. Mając 45 lat wychodziłem jeszcze na mecze w składzie Żubra Drohiczyn.
          - Na jakiej pozycji pan grał?
          - Byłem typowym lewoskrzydłowym. Chociaż później - pod koniec mojego grania, będąc już w Żubrze, z racji wieku i doświadczenia występowałem w linii obrony.

          - Jakieś statystyki - ilość rozegranych meczów, strzelonych goli?
          - Niestety nie pamiętam. Wiem, że to były setki meczy i sporo goli. Myślę, że w Cresovii zdobyłem kilkadziesiąt goli.
          - Kto, oprócz pana, stanowił o obliczu drużyny?
          - Nie jestem w stanie wymienić wszystkich lub chociaż większości tych zawodników, oczywiście z racji czasu, który upłynął od tamtych lat. Na pewno takich graczy było dużo. Pokuszę się tylko o takie nazwiska: Tadeusz Kowalczuk, Ryszard Orzepowski, Zygmunt Murawski, Henryk Kudelski, Ryszard Jabczyk, Czesław Zdrojewski, Mirosław Mojsiuszko, Józef Malinowski, Leszek Godebski. Nie sposób nie wspomnieć o długoletnim działaczu, panu Kazimierzu Jodłowskim.
          - Sukcesy indywidualne?
          - Na pewno jakimś wyróżnieniem był dla mnie występ w kadrze ówczesnego województwa białostockiego. Graliśmy m.in. mecz z litewskim Kownem. Pamiętam to głównie dlatego, że w spotkaniu tym miałem dwie niezłe sytuacje do strzelenia goli. To były lata 70-te. Jeśli mnie pamięć nie myli, to przegraliśmy ten mecz 1:2. Z Siemiatycz, w tej kadrze, oprócz mnie, grał też Jerzy Mojsiuszko.
          - Mocne i słabe strony pana gry?
          - Byłem raczej dość szybkim zawodnikiem, nieco gorzej było u mnie z techniką. Za duży swój atut uważałem grę obiema nogami, nie miałem nogi dominującej. Jak po meczu ktoś zapytałby mnie, którą nogą w ferworze walki strzeliłem gola, to odpowiedziałbym, że nie wiem.
          - W jakich warunkach wtedy graliście? Czy bardzo różniły się od obecnych?
          - Było zupełnie inaczej niż teraz. Teraz są inne czasy, zawodnicy mają zdecydowanie lepsze warunki treningu i gry. Na przykład stroje musiały służyć nam długo, boiska były jak łąki, częściowo piaszczyste. Nie było też sponsoringu, z tego względu kluby funkcjonowały w oparciu o skromny budżet. Na przykład różnymi pojazdami jeździliśmy na mecze wyjazdowe - czasami był to autobus z PKS, czasami jakiś wóz z paką dla osób siedzących.
          - Czy to była wyłącznie społeczna działalność?
          - Owszem, jeśli były pieniądze, to za mecze otrzymywaliśmy skromną dietę, ale ogólnie było tak, że na wyjazdy trzeba było ze sobą brać kanapki.
          - Czy śledzi pan rozgrywki obecnej Cresovii?
          - Staram się śledzić.
          - Przejdźmy do innych wątków pana działalności, też sportowych. Przez lata był pan nauczycielem wf i trenerem młodzieży. Jakie były sukcesy na tym gruncie?
          - Z pewnością zaliczyłbym do tego dobre wyniki moich podopiecznych na ogólnopolskich igrzyskach szkół rolniczych w 1989 r. Moi wychowankowie zdobywali też medale na ogólnopolskich zawodach w lekkiej alteltyce. Na przykład doskonale pamiętam moją uczennicę Mirosławę Aleksiejuk. Osiągała wysokie wyniki w skoku w dal i w biegach.
          - Jest pan dyrektorem ZSR w Ostrożanach. Od niedawna szkoła posiada nową halę sportową. Czy w związku z tym pojawią się w szkole jakieś rozgrywki piłkarskie?
          - Do tej pory była siatkówka, ale w planach jest też piłka nożna.
          - Czy zamiłowanie do sportu, jak również jego uprawianie, pomogło w życiu?
          - Na pewno dodawało mi motywacji do życia. Poza tym, oprócz wygrywania, nauczyłem się też przegrywać.
          - Dziękuję za rozmowę.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK i arch. Jana Kobusa
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama