Około kilometra na północ od Żurobic, pod lasem na łąkach, rośnie olszyna. Widok jakich wiele, nie tylko w tej okolicy. Jednak nieco starsi mieszkańcy o tym miejscu opowiadają dziwy - to, co usłyszeli od swoich przodków.
Otóż według krążącej po Żurobicach i okolicy legendy w miejscu, gdzie rośnie olszyna wybijało źródełko. Ten fakt jest niepodważalny, bo są po tym pozostałości i wiarygodnie mówią o tym okoliczni mieszkańcy. Według legendy woda z tego źródełka posiadała uzdrawiające właściwości. To też potwierdzają okoliczni ludzie. Kolejna część tej legendy związana jest z genezą powstania tego źródełka, czyli objawieniem w tym miejscu Matki Bożej.
Pozostał postument
W tej części łąki można znaleźć fragment krzyża lub postumentu z napisem w języku rosyjskim. Data pod napisem wskazuje, że wykonano go w 1915 r. Napis, w tłumaczeniu, jest następujący: "Natchnij nas Panie, siłą krzyża czystego i dającego życie. Uchroń nas mocą twoją od wszelakiego zła. Ofiarowały kobiety wsi Żurobice w 1915 roku".
Fragment tego betonowego postumentu, mimo że liczy prawie 100 lat, zachowany jest w dobrym stanie. Obok znajduje się kolejny betonowy fragment płyty, dokładnie w miejscu, gdzie była studzienka. Jak mówią okoliczni mieszkańcy były to niewielkie drewniane kręgi. Zapewne ich pozostałości są w ziemi. Wody i źródełka też już nie ma, ale jakby głęboko pokopać, to z pewnością pojawiłaby się, podobnie jak na przestrzeni kilkuset metrów dalej - w każdą stronę, bo teren jest podmokły. Ale jak mówią ludzie, to w tym miejscu było źródełko i tylko z tego miejsca woda może mieć cudowne właściwości.
Zwierzęta przestały padać
Jedną z osób, która zna część legendy jest pani Maria Guc.
- Zamieszkałam w Żurobicach w latach 60-tych. Jedną z pierwszych rzeczy, o której się dowiedziałam, była ta legenda. A legenda głosiła, że woda z tego źródełka ma cudowną moc, bo wcześniej w tym miejscu objawiła się Matka Boża - mówi pani Maria.
Kiedy dokładnie miałoby dojść do objawienia? Tego nikt nie wie. Dziś pozostają więc tylko opowieści tych, którzy usłyszeli o tym od swoich przodków.
- W mojej rodzinie doznano łaski od wody z tego źródełka. W latach 60-tych, nie wiadomo z jakiego powodu, zaczęły padać zwierzęta. Nie było dla nich ratunku. Wyświęcono więc tą wodą całe obejście. Od tamtego momentu zwierzęta przestały zdychać. Skąd moc tej wody? - dodaje pani Maria.
Wodą obmyła rodzinę
Wiera Dmitruk, też mieszkanka Żurobic, potwierdza słowa pani Marii. Mówi, że o źródełku i objawieniu usłyszała od razu, od kiedy zamieszkała w Żurobicach.
- Jestem tutaj od 1943 roku. Jak zamieszkałam, to procesje tam już nie chodziły. Ale kobiety ze wsi mówiły, że tam za wsią jest cudowne miejsce. W tym miejscu podobno miała stanąć cerkiew. Ale nie dało z tym rady, bo było tam grzęzawisko - mówi. Pani Wiera dodaje, że pielgrzymki i procesje chodziły pod olszynę nie tylko 19 stycznia - w Święto Jordanu, ale i w czerwcu - na Onufrego.
Jak to miejsce wyglądało?
- W oczy od razu rzucała się mała studzienka. W niej była woda. Obok stał duży krzyż. Ale najbardziej to chodziło o tę wodę. Ona miała cudowne możliwości. Tak każdy mówił.
Pani Wiera twierdzi, że sama doznała uzdrowienia w latach 40-tych. Wiosną we wsi chorowali ludzie, dużo osób umarło. Z tego powodu ludzie w różny sposób próbowali się ratować. M.in. jako ofiarę błagalną postanowili ufundować duży krzyż. Mężczyźni zbudowali go w ciągu jednej nocy, a kobiety utkały płótno do jego przyozdobienia. Krzyż postawiono na placu cerkiewnym w Żurobicach. Podobno niektórzy po tym już nie chorowali. Ale rodzina pani Wiery zapadła na szerzącą się po okolicy chorobę skóry, przypominającą świerzb.
- Nogi i ręce odejmowała ta choroba. To było straszne pieczenie skóry. Słysząc o uzdrowieniach postanowiłam poczekać do Wielkiego Czwartku. Czekałam tego dnia jak zbawienia. Jak ten czwartek nastał, raniutko poszłam z wiadrem do źródełka. Szaro jeszcze na dworze było. Najpierw to uklękłam na kolana i zaczęłam się modlić. Nie wiem, ile to mi zajęło. Aż w końcu nabrałam tej wody w wiadro i zaszłam do domu. Po kolei wszystkich obmyłam, nawet tych, którzy nie chorowali. Najgorzej było mego ojca do tego namówić, bo stary był i kaleka, ale jakoś udało się. Na koniec tę wodę zebrałam do wiadra i z powrotem zaniosłam w to samo miejsce i do rowu wylałam. Już nazajutrz wszystkim polepszyło się. Po kilku dniach nie było znaku po żadnej chorobie.
Pani Wiera podważa teorię, że do objawienia doszło na obecnej olszynie.
- Ta olszyna to już druga, która wyrosła w tym miejscu. Objawienie było na poprzednim drzewie, dokładnie w tym samym miejscu. Tak ludzie mówili - mówi.
Matka Boża Rudniańska
W cerkwi żurobickiej znajduje się szczególnie czczona kopia Rudniańskiej Ikony Matki Bożej.
Pierwsza cerkiew w Żurobicach była usytuowana na południe od wsi. Jedne źródła podają, że zbudowano ją w 1809 r., na obecne miejsce została przeniesiona po pożarze w 1845 r., a w 1864 r. odremontowana. Inne z kolei, że przeniesiono ją na obecne miejscu już w roku 1805.
Jeśli sądzić, że ikona w tej cerkwi pojawiła się tuż po powstaniu źródełka, to jest to wiek XIX. Można zatem przyjąć, że w tym wieku historia ta powstała.
Coś w tym jest
Żurobice należą do parafii w Żerczycach. Proboszcz tej parafii, ksiądz Wiaczesław Domaracki, przyznaje, że historię o źródełku i objawieniu słyszał niejednokrotnie. Jednak nie spotkał się z jakimikolwiek innymi źródłami tej legendy, niż opowieści najstarszych mieszkańców Żurobic.
- Niewątpliwie coś tam było. Ludzie mówili, że woda ta miała uzdrawiające właściwości. Być może w taki sposób objawiła się tam siła boża - mówi proboszcz.
Jak ręką odjął
Na koniec jeszcze jeden dowód na to, że źródełko spod Żurobic było bardzo często odwiedzane, i to jeszcze niedawno.
- Woda była tam jeszcze kilkanaście lat temu. O legendzie z uzdrawiającą mocą tej wody też słyszałem. Moja żona dostała jakiejś wysypki. Poszła tam, wody już nie było, ale było w tym miejscu błoto. Obmyła tym błotem miejsce wysypki. I jak ręką odjął - przeszło. Niesamowite - potwierdza jeden z mieszkańców Żurobic.
Mieszkańcy Żurobic chcą, aby ponownie z tego miejsca wypłynęła woda. Jak mówią, to tylko kwestia przebicia się metr lub dwa w ziemię i woda wypłynie. Wtedy postawią w tym miejscu nową studzienkę, obok fragment tego starego postumentu, nowy krzyż, całość chcą ogrodzić. Dzięki temu legenda nabierze większego blasku.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze