Wspomina Jan Borzym z Jaszczołt w gm. Grodzisk. Służył w latach 1968 - 1970. Zaczął służbę, kiedy Ministrem Obrony Narodowej był marszałek Spychalski, zakończył za gen. Jaruzelskiego.
Na komisję wojskową zostałem wezwany po raz pierwszy w październiku 1968 r. Komisja odbywała się w budynku przy ul. gen. Świerczewskiego w Siemiatyczach, obecnej Pałacowej, gdzie dziś ma siedzibę KRUS.
Krótkie badanie lekarskie - dostałem kategorię A - i zostałem zapytany, czy chcę iść do wojska. Odpowiedziałem, że chcę służyć w saperach (taka jednostka stacjonowała gdzieś nad Odrą), by poznać trochę świata. Przewodniczył tej komisji oficer w stopniu majora. Pamiętam, jak na te komisje przyszła mama z synem, gdzieś z okolic Żurobic. Na korytarzu, napotkawszy tegoż majora, zaczęła go usilnie prosić, aby jej syn służył w Nurcu, bo to blisko, pomoże przy żniwach itd. Major odpowiedział "Zobaczymy".
Oddaliśmy po 200 ml krwi i czekaliśmy na wyniki. Po jakimś czasie wyszedł major i odczytał, co postanowiła komisja. Kilku dostało odroczenia, mnie wręczono kartę powołania do Nurca Stacji na koniec października.
Poborowemu, którego mama chciała do Nurca, wręczono kartę powołania do jednostki gdzieś pod Wrocławiem. Kobieta głośno lamentowała: "Jak tak można?!" Wtedy gromkim głosem przemówił major: "To jest wojsko! W wojsku obowiązuje rozkaz, a nie, że ja tak chcę". Więc i ja pogodziłem się ze swoim przydziałem.
Zostałem więc żołnierzem JW 3748 w Nurcu Stacji, o której mówiono: hektar nieba a reszta las. Październikowy pobór był głównym poborem. Żołnierzy powoływano z różnych stron Polski. Byli miejscowi - z okolic Siemiatycz, byli z Mazowsza - gdzieś od Przasnysza, Makowa Mazowieckiego, Ciechanowa, również z kieleckiego - od Skarżyska. Byli "górale", czyli chłopaki spod Krakowa, Bochni, Wieliczki i okolic Oświęcimia - ci byli najbardziej zżyci i koleżeńscy.
"Przepióreczki" z Kielecczyzny to kapusie, niezbyt lubiani przez brać żołnierską. Kaszubi - równe chłopy, tylko mieli taką śpiewną mowę i trochę się w tego nabijaliśmy. Z naszymi "śledzikami" to różnie było. Chłopy ze wsi to się trzymali kupy i byli zżyci. Gorzej z miasta, z Siemiatycz. A było ich sporo. Służyli ze mną: Jurek Stosiak - syn słynnego fryzjera, Szczepan Charko - był na izbie chorych jakimś pielęgniarzem, Lucjan Marks - był trochę pisarzem, dekoratorem, Jurek Peretko - ps. Filozof, Drewulski, chyba Witek - był funkcyjnym, Zawadzki - jeździł końmi po jednostce, i jeszcze inni, których nazwisk już nie pamiętam.
Ci z Siemiatycz, ze względu na jakieś tam znajomości, byli przeważnie na plutonie funkcyjnym i nie byli zbyt lubiani przez kolegów, którzy pełnili służbę wartowniczą, czyli co drugi dzień warta 24 godz. Za mego poboru warty były takie: 2 godz. warty - 2 godz. czuwania na wartowni - 2 godz. odpoczynku, można spać. I tak 4 zmiany na dobę. Pod koniec służby zrobiono obchodzące patrole wokół terenu ścisłego, bo zaginął lekarz wojskowy i wprowadzono zmiany dla zmylenia przeciwnika.
Przed każdą wartą była odprawa - zaprzysiężenie, podanie hasła oraz sprawdzenie wyposażenia. Pewnego razu taka odprawę miał sierżant, nazwisko uciekło mi z pamięci, chyba Panasiuk. Pamiętam, jak go przezywano - ze względu na to, że był to tęgo chłop i mało ruchliwy - Stodoła. Podczas inspekcji podszedł do mnie i kazał rozłożyć zawartość plecaka. Gdy to zrobiłem, krzyknął: "W tym plecaku to bajzel jak u chłopa!", a mi się wyrwało: "... pod stodołą". Cała warta, ponad 30 chłopa, ryknęła śmiechem. Sierżant dostał furii, chciał mnie zczołgać, zbesztać, ale był już czas na zmianę, więc mnie sobie tylko zapamiętał. Do końca mojej służby, gdy tylko miał dyżurnego, to mnie wzywał i się wyżywał do woli.
Ale się przebrała miarka - już tej zemsty było za wiele. Zameldowałem się więc - oczywiście, drogą służbową - u dowódcy jednostki. Był nim płk Kunicki, przezywany Dziadkiem. Wyłożyłem sprawę na ławę. Zapytał mnie, czy idę na wartę, mówię, że tak jest. Wyłożył mi więc prelekcję, że - aby dobrze spełniać obowiązki wartownika - trzeba być wypoczętym i czujnym, a nie wyczerpanym czołganiem i bieganiem w masce p.gaz. Rozkazał mi odmaszerować. Jak się później dowiedziałem, Stodoła dostał 7 dni ZOK-u, zakazu opuszczania koszar. Później, na mój widok, zgrzytał zębami, ale już zemsty nie było.
Służba wartownicza była ciężka szczególnie zimą, a zima 1968/69 była bardzo śnieżna. Mrozy były tęgie. Dano nam kożuchy, bardzo ciężkie, obszyte brezentem, oraz filce skórzane. Może i ciepło trzymały, ale były bardzo śliskie. Przemarsz do wartowni, np. III, to co najmniej 3 km po ścieżce ubitej na głębokim śniegu. Jeżeli któryś z żołnierzy się pośliznął i spadł z tej ścieżki, to bez pomocy kolegów miał niemały kłopot, jak się z tego śniegu wydostać. Trzeba dodać, że pełne uposażenie, jakie dźwigał żołnierz, to ok. 40 kg.
Latem warta przebiegała łatwiej. Noc krótka, ciepło, ale duże znużenie i senność. Wartownika śpiącego na stojąco spotykano raz po raz. Chociaż groziła za to kara, to raczej przymykano oczy i kończyło się tylko grubym opieprzem. Najgorzej było na niżej położonych posterunkach, gdzie dokuczliwie cięły komary. Chociaż na warcie palenie papierosów było zabronione, to jednak, aby się bronić, dymili ci co palili i ci co nie palili.
Służba wartownicza wyrabiała mocną wrażliwość na otoczenie - w jakie chwili reagować na zaistniałą sytuację, kiedy użyć broni i nie ulec panice. A różne były podchody podczas inspekcji niektórych przełożonych, celem sprawdzania czujności. Jednym słowem - hart ducha.
Jan Borzym, fot. ze zbiorów autora
Więcej o jednostce wojskowej piszemy tutaj
i tutaj.....https://kurierpodlaski.pl/artykul/kolejne-wspomnienie-1975-1976/1144444
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Darek Komar rocznik 73/75, Nurzec 74/75, pobór jesienny.. Do J.W. 3748 przyjechaliśmy z macierzystej J.W. 1991 P..Tam szykowali zespół muzyczny, Roman, Sławek i jeden grał na guzikówce akordeonie i jeden na saksie i trąbce, imion ich nie pamiętam.. Załapałem się i ja.. Była zgrana paczka pod opieką sierżanta Gerszona.. Zabawy, na które przyjeżdżały dziewczyny z Siemiatycz, bale myśliwskie, nawet wesele.. Jedną zabawę zapamiętałem.. Sierżant Gerszon opiekował się naszym sprzętem, Telos lampowy, do którego nie było zapasowych lamp i MV.. Na zabawie miał dyżur do północy i prosił by robić większe przerwy w graniu.. Po północy przyszedł kapitan i jak podpił to chciał się bez przerwy bawić.. Wytłumaczyłem mu zalecenie Gerszona a on do mnie, że jestem pijany.. To ja mu na to, kapitan sam nam przyniósł flaszki.. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem go, który z nas jest bardziej pijany.. Wziął mnie ze sobą do telefonu i przyszedł dowódca warty z dwoma wartownikami pod bronią i zabrali mnie na 24.. No cóż, ja szeregowy a on kapitan.. Z nami była córka sierżanta Gerszona, Joanna, miła blondyneczka.. Szefem mojej kompanii był wtedy starszy sierżant sztabowy Kruszewski, taki nie duży, "szefuncio".. Zaliczyłem trochę wart na obwodnicy, raz konwój do Stawów.. Ogólnie miło wspominam ten pobyt.. Powiem jedno, to co nam mówili dowódcy na zakończenie służby to była prawda.. Powiedzieli, że wojsko to pryszcz na przeciw tego co nas czeka w życiu, poganiali, człowiek o nic nie martwił się.. Miałem wtedy 22, 23 lata to co to był za wiek.. Dziś płaczą bo muszą iść na 9 miesięcy wakacji.. Każdy z nas pobyt wspomina inaczej, inny typ jednostki, w jednej było lekko a w drugiej ciężko ale dało wytrzymać się.. Mało kto już żyje z naszego rocznika.. W tamtym roku zajechałem samochodem pod koniec lata w odwiedziny do dawnej jednostki.. Pusto wszędzie, magazyny rozwalone ale na maszcie, na placu alarmowym wisi flaga biało czerwona.. 2 maja organizują święto flagi, przybądźmy wszyscy.. Pozdrawiam z Siedlec..
Witam.. Pierwsza moja warta była w mojej macierzystej jednostce 1991 P, Chełm Lubelski.. Zima, śnieg, piękna pogoda.. Dowódcą warty był jakiś chorąży, szef uzbrojenia i wymagał bezwzględnej dyscypliny na warcie.. Stałem w dzień pod grzybkiem, broń KBKAKm na pas, jak przystało.. Stałem tak i nie wiadomo kiedy usnąłem, miałem oczy podobno otwarte, jak zając.. Dowódca warty przeszedł z dwoma wartownikami obok mnie i wtedy przebudziłem się.. Myślę, że będzie chryja.. Na apelu po powrocie do jednostki z warty szef baterii czyta: za wzorowe pełnienie służby wartowniczej dla mnie 3 dni przepustki nagrodowej.. Zdębiałem.. Żeby on, dowódca warty wiedział.. Ale wczesnym latem to już było inaczej na tej samej wartowni z tym samym chorążym.. Była noc.. Deszcz pada, ja stoję pod grzybkiem i nagle zauważyłem sylwetki jakiś osób idących w moją stronę.. Krzyknąłem, stój kto idzie?!. Ale szli dalej.. Więc ja odbezpieczyłem kałacha, przeładowałem i krzyknąłem, stój bo będę strzelał.. Dowódca warty, usłyszałem.. Dowódca warty podejść do rozpoznania!.. Podszedł i zapytał czy załadowałem broń?, tak, odpowiedziałem.. Rozładuj broń!.. Gdy było już bezpiecznie to zapytał się mnie, czy ty myślisz, że ja się ciebie bałem?.. No ja mówię, szkoda mi by było tych dwóch chłopaków, wartowników, którzy razem szli..
Witam.. Na chwilę w 1974, wiosną, skierowali naszą grupę do J.W. 1954 w Ostródzie, gdy wiosenny pobór był przed przysięgą w tej jednostce i pełniliśmy tam służbę wartowniczą.. Byliśmy na słynnej kompanii zaopatrzenia pod dowództwem chorążego Małeckiego.. Co tam się działo, to trudno to opisać, trzeba było samemu przeżyć na własnej skórze!.. Pozdrawiam..
Pobyt w wojsku najmilej wspominam z Nurca Stacji J.W. 3748.. Oprócz kilku incydentów reszta była normalna, przyjemna i wesoła.. Służył tam mój kolega z konwoju, Wacek w stopniu kaprala.. Był dowódcą konwoju.. Po moim już odejściu do cywila odwiedziłem w zimę 75/76 kolegów w jednostce, jego już nie było, podobno zginął, tak mi powiedzieli.. Nazwiska nie znałem..
Ja również służyłem w latach 75-77.Kapral Stanisław Wójcik 1-kompania.Ztych czasów pamiętam sierżanta Szlamke.i wielu innych nie mogę przypomnieć nazwiska Proszę o kontakt tel 509916106.Do Nurca trafiłem z Skierniewice ze szkółki. Dużo szkoliłem młodego rocznika.Czy dalej odbywają się dni flagi 2.05 w Nurcu.Chetnie bym pojechał zobaczyć choćby ruiny. Mam wiele wspomnień. Proszę okontakt jestem z Kielce. Pozdrawiam.
Mam prośbę do czytających. Proszę o jakiekolwiek informacje, wspomnienia, czy historie dotyczące lekarza wojskowego, kapitana Władysława Jastrzębskiego, który pracował w jednostce wojskowej 3748 Nurzec Stacja w latach sześćdziesiątych i zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach w lipcu 1969 roku. Jestem również ciekaw dalszych losów sanitariusza Marka Szmita (czy Szmidta) z Radomia, dowódcy jednostki p. Kunickiego, p. Mokrzyckiego, oraz innych oficerów, podoficerów z tego okresu. Dziękuję.
na Facebooku grupa JW 3748 - Wspomnienia Zajrzyj.
Witam jestem synem pplk Morzyckiego mieszkalem w jednostce wlatach 1965 -1978 czas ucieka pamiec coraz slabsza coraz mniej swiadkow tamtych lat . Moze warto powspominac. Poogladac zdjecia , przypomniec to co juz nie wroci .Pozdrawiam
Dowódca Stanisław Kunicki to mój dziadek podaje tel 731114688
Witam pana Mokrzyckiego i pana Kunickiego. Dziękuję za odpowiedź i zapraszam do kontaktu. Mój e-mail: [email protected].
Witam serdecznie,jestem synem ofocera z JW 3748 znałem Panów Kunickiego ,Jastrzebskiego, Mokrzyckiego (synów Marka i Leszka ) oraz wielu innych oficerów zJW ponieważ mieszkałem w jw od 1955 do1968 wiec pamiętam dużo z tego okresu ojciec mój był jednym z pierwszych którzy zakładali i budowali JW 3748.Pozdarawiam wszystkich przyjaciół i znajomych wspólnych chwil przeżycia w tak pięknym miejscu jakim była jw.Kontak Zbigniew Derda tel.660772513,e-mail [email protected]. do usłyszenia.
Mieszkałam w JW 3748, chyba 1961 - 1965. Mój tata tutaj służył. Pamiętam Genię Pawluczuk, Hanię Posyniak - moje koleżanki z klasy. mecze piłki nożnej, lody w wafelkach, telewizję w klubie wojskowym - wszystkie dzieciaki zbierały się tu by oglądać filmy.
Witam serdecznie,jestem synem ofocera z JW 3748 znałem Panów Kunickiego ,Jastrzebskiego, Mokrzyckiego (synów Marka i Leszka ) oraz wielu innych oficerów zJW ponieważ mieszkałem w jw od 1955 do1968 wiec pamiętam dużo z tego okresu ojciec mój był jednym z pierwszych którzy zakładali i budowali JW 3748.Pozdarawiam wszystkich przyjaciół i znajomych wspólnych chwil przeżycia w tak pięknym miejscu jakim była jw.Kontak Zbigniew Derda tel.660772513,e-mail [email protected]. do usłyszenia.
Mieszkałam w JW w Nurcu w latach 1955- 1967. Wielu z Was, autorów komentarzy, pamiętam. To były piękne lata , a dziś piękne wspomnienia. Pozdrawiam wszystkich, Hania Posyniak.
Darek Komar rocznik 73/75, Nurzec 74/75, pobór jesienny.. Do J.W. 3748 przyjechaliśmy z macierzystej J.W. 1991 P..Tam szykowali zespół muzyczny, Roman, Sławek i jeden grał na guzikówce akordeonie i jeden na saksie i trąbce, imion ich nie pamiętam.. Załapałem się i ja.. Była zgrana paczka pod opieką sierżanta Gerszona.. Zabawy, na które przyjeżdżały dziewczyny z Siemiatycz, bale myśliwskie, nawet wesele.. Jedną zabawę zapamiętałem.. Sierżant Gerszon opiekował się naszym sprzętem, Telos lampowy, do którego nie było zapasowych lamp i MV.. Na zabawie miał dyżur do północy i prosił by robić większe przerwy w graniu.. Po północy przyszedł kapitan i jak podpił to chciał się bez przerwy bawić.. Wytłumaczyłem mu zalecenie Gerszona a on do mnie, że jestem pijany.. To ja mu na to, kapitan sam nam przyniósł flaszki.. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem go, który z nas jest bardziej pijany.. Wziął mnie ze sobą do telefonu i przyszedł dowódca warty z dwoma wartownikami pod bronią i zabrali mnie na 24.. No cóż, ja szeregowy a on kapitan.. Z nami była córka sierżanta Gerszona, Joanna, miła blondyneczka.. Szefem mojej kompanii był wtedy starszy sierżant sztabowy Kruszewski, taki nie duży, "szefuncio".. Zaliczyłem trochę wart na obwodnicy, raz konwój do Stawów.. Ogólnie miło wspominam ten pobyt.. Powiem jedno, to co nam mówili dowódcy na zakończenie służby to była prawda.. Powiedzieli, że wojsko to pryszcz na przeciw tego co nas czeka w życiu, poganiali, człowiek o nic nie martwił się.. Miałem wtedy 22, 23 lata to co to był za wiek.. Dziś płaczą bo muszą iść na 9 miesięcy wakacji.. Każdy z nas pobyt wspomina inaczej, inny typ jednostki, w jednej było lekko a w drugiej ciężko ale dało wytrzymać się.. Mało kto już żyje z naszego rocznika.. W tamtym roku zajechałem samochodem pod koniec lata w odwiedziny do dawnej jednostki.. Pusto wszędzie, magazyny rozwalone ale na maszcie, na placu alarmowym wisi flaga biało czerwona.. 2 maja organizują święto flagi, przybądźmy wszyscy.. Pozdrawiam z Siedlec..
Witam.. Pierwsza moja warta była w mojej macierzystej jednostce 1991 P, Chełm Lubelski.. Zima, śnieg, piękna pogoda.. Dowódcą warty był jakiś chorąży, szef uzbrojenia i wymagał bezwzględnej dyscypliny na warcie.. Stałem w dzień pod grzybkiem, broń KBKAKm na pas, jak przystało.. Stałem tak i nie wiadomo kiedy usnąłem, miałem oczy podobno otwarte, jak zając.. Dowódca warty przeszedł z dwoma wartownikami obok mnie i wtedy przebudziłem się.. Myślę, że będzie chryja.. Na apelu po powrocie do jednostki z warty szef baterii czyta: za wzorowe pełnienie służby wartowniczej dla mnie 3 dni przepustki nagrodowej.. Zdębiałem.. Żeby on, dowódca warty wiedział.. Ale wczesnym latem to już było inaczej na tej samej wartowni z tym samym chorążym.. Była noc.. Deszcz pada, ja stoję pod grzybkiem i nagle zauważyłem sylwetki jakiś osób idących w moją stronę.. Krzyknąłem, stój kto idzie?!. Ale szli dalej.. Więc ja odbezpieczyłem kałacha, przeładowałem i krzyknąłem, stój bo będę strzelał.. Dowódca warty, usłyszałem.. Dowódca warty podejść do rozpoznania!.. Podszedł i zapytał czy załadowałem broń?, tak, odpowiedziałem.. Rozładuj broń!.. Gdy było już bezpiecznie to zapytał się mnie, czy ty myślisz, że ja się ciebie bałem?.. No ja mówię, szkoda mi by było tych dwóch chłopaków, wartowników, którzy razem szli..
Witam.. Na chwilę w 1974, wiosną, skierowali naszą grupę do J.W. 1954 w Ostródzie, gdy wiosenny pobór był przed przysięgą w tej jednostce i pełniliśmy tam służbę wartowniczą.. Byliśmy na słynnej kompanii zaopatrzenia pod dowództwem chorążego Małeckiego.. Co tam się działo, to trudno to opisać, trzeba było samemu przeżyć na własnej skórze!.. Pozdrawiam..