W niedzielę, 23 lutego, ok. godz. 13.00 mieszkańcy Łosic zaalarmowali służby ochrony środowiska, że z kanału z mleczarni Laktopol do Tocznej płynie ciemna, śmierdząca maź. Płyn ewidentnie wyglądający na zrzut ścieków komunalnych.
Za chwilę na miejsce przyjechał Roman Kasprowicz, inspektor ds. obronnych, obrony cywilnej i zarządzania kryzysowego łosickiego starostwa, Tomasz Zienkiewicz, komendant Straży Miejskiej w Łosicach, policja. Wezwano strażaków, by zabezpieczyli wyciek.
- Z Laktopolu wypływała gęsta, czarna maź - mówi Roman Kasprowicz. - Podejrzewamy, że celowo robią to w weekendy, bo może myślą, albo i mają pewność, że nikt wtedy nie przyjedzie. Pomylili się, bo oprócz mnie był i komendant straży miejskiej, i policja. Tłumaczenie pracowników Laktopolu było takie, że to na skutek opadów deszczu, że z kanału burzowego coś wypłynęło. Popłynęło to wszystko w stronę Ruskowa, Zaborza, jeszcze na balach drewnianych, pozostałościach po starym młynie widać było siwą pianę, takie zastałe ścieki. Powiadomiliśmy też od razu, ok. godz. 14.00, inspektorów z delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Mińsku Mazowieckim. Ale że to była niedziela powiedzieli, że nie przyjadą. Po co jest w takim razie numer alarmowy? Potem powiedzieli, że najwcześniej będą o godz. 17. Ostatecznie przyjechali w poniedziałek, jak już wszystko spłynęło i posprzątane było.
Kasprowicz nie mógł być na poniedziałkowym (24 lutego) spotkaniu z inspektorami WIOŚ.
- Wiem, że na teren zakładu nie wpuszczono ani komendanta, ani policji (w niedzielę również - ak). Potem było spotkanie w starostwie, szczegółów oficjalnych też nie znam.
Inspektor Kasprowicz dodaje, że to nie pierwszy raz, kiedy Laktopol puszcza, prawdopodobnie, ścieki do rzeki:
- Wędkarze już kilka razy informowali nas, że coś z tego kanału płynie. Kiedyś takie coś białego płynęło. Były przypadki zatrutych ryb. Kilka lat temu też były i kary jakieś nakładane na mleczarnię. Była też sprawa w sądzie, ale umorzona czy przegrana, nie pamiętam w tej chwili. Rzeka była czysta. Toczna była zarybiana, ryby były jeszcze w rejonie Zaborza. Raki nawet były! A teraz nic. Pamiętam jak jeszcze kąpaliśmy się w rzece, jak obozy harcerskie robiliśmy. Szkoda - wspomina z rozrzewnieniem, - piękna rzeka i tereny piękne tak niszczone. A wracając do ścieku - co jakiś czas tak spuszczają. Teraz nie wiem, może osad z dna oczyszczalni zakładowej jakiś puścili, bo taki gęsty szlam. Ale to raczej szambo komunalne. Awaria w sieci burzowej? Przecież nie było opadów intensywnych, by to woda z kanału burzowego poszła. Trują nas kurniki, pieczarkarnie, teraz jeszcze mleczarnia.

Tomasz Zienkiewicz potwierdza słowa Kasprowicza:
- Od razu powiadomiliśmy wszystkie odpowiedzialne instytucje. WIOŚ odmówił przyjechania w niedzielę. Na miejscu byłem ja, inspektor ze starostwa, policja. Nie wpuszczono nas na teren zakładu, bo nie mamy badań, bo przepisy itd. itp. Pobraliśmy próbkę tego, co wypływało. W półtoralitrowej butelce po jakimś czasie w połowie oddzieliła się woda, a reszta szlam o zapachu - jeśli tak można powiedzieć - szamba. Teraz to, co płynie jest jaśniejsze, a w niedzielę było czarne jak atrament. Pracownicy Laktopolu twierdzili, że to na skutek opadów, że to deszczówka. Ale u nas w niedzielę nie było deszczu, padał grad.
Komendant mówi o poniedziałkowym spotkaniu:
- Inspektorzy WIOŚ przyjechali ok. godz. 12. Nie wiem, czy coś ustalili, czy podjęli jakieś czynności. Nie mamy żadnych informacji (podobnie mówi inspektor Kasprowicz - rozmawiamy we wtorek 25 lutego, do tego czasu WIOŚ nie poinformował starostwa o żadnych działaniach - ak). U pani starosty było spotkanie. Pokazaliśmy próbkę, która pobraliśmy dzień wcześniej, ten osad w butelce, ale inspektorzy powiedzieli, że tej próbki nie uznają, bo nie była pobrana w ich obecności, w obecności właściciela. A prosiliśmy, by pracownicy już w niedzielę poinformowali właścicieli. Wzywaliśmy też WIOŚ...
Zienkiewicz potwierdza też wcześniejsze sygnały o wypuszczanych ściekach:
- Tu są działki, około 200 ogródków, ludzie często tu chodzą. W poprzednim tygodniu zgłaszali, że coś białego ciekło. 2 lata temu też pobieraliśmy próbki zanieczyszczonego ścieku, ale przegraliśmy sprawę, bo adwokat Laktopolu zakwestionował właśnie to, że próbki nie były pobrane w ich obecności. Chcąc cokolwiek zrobić mamy związane ręce. Powiadamiamy służby, które nie reagują odpowiednio.
We wtorek 25 lutego poprosiliśmy dyrekcję Laktopolu o wyjaśnienie sytuacji. Chcąc poznać ich zdanie zapytaliśmy co się wydarzyło w niedzielę, co było powodem spływu tajemniczej cieczy. Zapytaliśmy też czy często miewają tego typu zdarzenia, powołując się na ubiegłotygodniowe zgłoszenie białego ścieku, wyglądającego na popłuczyny mleczne. Interesowała nas też wersja Laktopolu co do częstotliwości kontroli zakładu przez inspektorów WIOŚ czy inne służby ochrony środowiska.
Do czasu oddawania numeru do druku odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Podobnie jak z mazowieckiej delegatury WIOŚ, którą zapytaliśmy o to, co już ewentualnie ustalono w związku z interwencją. Zapytaliśmy czy inspektorzy weszli na teren zakładu, czy kontrolowali tam na przykład wewnętrzna oczyszczalnię, kanalizację deszczową (powołując się na tłumaczenie pracowników Laktopola, że "doszło do awarii na skutek deszczu" - którego de facto nie było). Interesowało nas ile WIOŚ otrzymał zgłoszeń dotyczących tego zakładu. Zadaliśmy też pytanie, dlaczego inspektorzy nie przyjechali na miejsce, kiedy spuszczano tajemniczy płyn.
Jak czytamy na stronie Laktopolu - "historia zakładu w Łosicach sięga aż do 1989 roku, w którym przetworzono pierwszy litr mleka. Na dzień dzisiejszy (...) podstawową działalnością jest produkcja masła oraz miksów tłuszczowych, które od wielu lat są cenione przez konsumentów. Zakład jest w stanie osiągnąć dzienną produkcję wielkości 80 ton masła i miksów tłuszczowych co pozycjonuje (zakład - ak) na czołowej pozycji w Polsce pod względem wydajności. (...) portfolio obejmuje zarówno produkty detaliczne, HORECA jak również przemysłowe - bloki, produkty do przemysłu cukierniczego i spożywczego (serwatka w proszku), bezwodny tłuszcz mleczny." I dalej "Cyklicznie wdrażamy nowe systemy, aby doskonalić się i zapewnić najlepszą jakość naszych wyrobów. Nasz zakład posiada wdrożony system HA CCP. Otrzymaliśmy Certyfikat Halal oraz IFS. Jesteśmy w pełni przygotowani na kolejne wyzwania."

Na stronie Laktopolu znaleźliśmy też dokument pt. "Polityka środowiskowa" w której czytamy m.in. że firma zobowiązuje się do: przestrzegania przepisów prawnych i innych dotyczących środowiska oraz wypełniania przyjętych zobowiązań środowiskowych; podnoszenia świadomości ekologicznej pracowników (...); ciągłego doskonalenia procesów i wdrażania nowych rozwiązań przyjaznych środowisku; minimalizowania zużycia nieodnawialnych źródeł energii oraz ilości emitowanych do środowiska pyłów i gazów; właściwego postępowania z odpadami; zapobiegania zanieczyszczenia środowiska poprzez: ciągłe monitorowanie znaczących aspektów środowiskowych, przestrzeganie procedur i instrukcji środowiskowych, identyfikacje i eliminacje zagrożeń środowiskowych w sytuacjach nadzwyczajnych". Dokument wystawiono 15 marca 2019 r., podpisano przez dyrektor Zakładów Mleczarskich "Laktopol - A" Sp. z o.o. w Łosicach Monikę Czapską Zych.
Znaleźliśmy też, w sumie stare, z lat 2006 - 2009, decyzje WIOŚ, m.in. wymierzające kary pieniężne dla Laktopolu "za wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi z naruszeniem warunków określonych w pozwoleniu wodnoprawnym z dnia 27.12.2001r. znak: O.S.L.6223/21/2001", "odraczające termin płatności kary pieniężnej za wprowadzanie ścieków do wód powierzchniowych z naruszeniem warunków pozwolenia wodnoprawnego ze względu na realizację przedsięwzięcia - modernizacja oczyszczalni ścieków", "odraczające karę pieniężna za przekroczenie dopuszczalnej emisji gazów do powietrza", nakładające "administracyjną karę pieniężną za przekroczenie dopuszczalnej emisji dwutlenku siarki i tlenków azotu z kotłów", określające "wymiar kary biegnącej za wielkość stwierdzonego przekroczenia w skali doby, za wprowadzanie ścieków do rzeki Toczna z przekroczeniem warunków określonych w pozwoleniu wodnoprawnym znak O.S.L.6223/21/2001 z dnia 21.12.2001r. we wskaźniku BZT5 (biochemicznym zapotrzebowaniu na tlen - ak)".
Zarząd Województwa Mazowieckiego w Programie Ochrony i Rozwoju Zasobów Wodnych Województwa Mazowieckiego w Zakresie Udrożnienia Rzek Dla Ryb Dwuśrodowiskowych z 2005 r. za jedno z głównych źródeł zanieczyszczeń Tocznej uznał "ścieki komunalne z Łosic i przemysłowe z Zakładów Mleczarskich "Laktopol-A" Sp. z o.o. w Łosicach". Czytamy w nim, że "badania wykonane w 2001 roku wskazują, że rzeka na odcinku do miasta Łosice prowadzi wody III klasy czystości ze względu na zanieczyszczenie bakteriologiczne. Poniżej Łosic stan czystości rzeki ulega wyraźnemu pogorszeniu. Oprócz zanieczyszczenia bakteriologicznego (100% badanych prób) stwierdzono częste przekroczenia w stężeniach fosforu ogólnego i fosforanów (10 razy w roku), a także w stężeniach azotu azotanowego oraz tlenu rozpuszczonego. Sporadycznie wystąpiły przekroczenia w BZT5, zawiesinie ogólnej i ołowiu.
Anna Kondraciuk, fot. Czytelnik i Roman Kasprowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mam pytanie ,dlaczego rury sciekowe z laktopolu są wyprowadzone do rzeki.sam fakt że taka rzecz ma miejsce powinno byc karane.laktopol zanieczyszczał,zanieczyszca i będzie to robił,a idwodnienie im tego będzie tródne
Pozatykac wszystkie rury ktore są wyprowadzone do rzeki.
Po pierwsze nasza władza jest za słaba żeby cokolwiek zmienić w laktopol. Po drugie ja odkąd pamiętam do laktopol leje ścieki do tocznych. Po trzecie dyrekcja czytam zarząd laktopol u niby ta pani Czapska Zych czy tam jak tam się ona nazywa to chyba jej mąż jest policjantem w Łosicach Tak czy tak to ta sprawa nie ruszy dalej za dużo ludzi siedzi jej w kieszeni o właścicielu laktopol już nie będę wspominał nawet. Kiedyś w tej wodzie były raki a teraz to jedynie można dostać raka jak się do niej wejdzie. A burmistrz kolega pani czapskiej co na to pewnie niezadowolony że afera
Do Mieszkaniec - niezalogowany. Czytałeś w ogóle artykuł? Rzeka jest własnością instytucji państwowej - Wody Polskie a nie Gminy. Burmistrz może co najwyżej Straż Miejską wysłać (która podlega pod burmistrza), co miało miejsce i teraz. Więc nie pisz bzdur, że burmistrz to kolega i niezadowolony. Straż miejska zawsze reaguje, próbki pobiera, zawiadamia wszystkie instytucje. To inspektorzy z WIOŚ mają sprawę w nosie. A pracują za nasze pieniądze.
Rzeka to własność Wód Polskich - instytucja państwowa, utrzymywana z naszych podatków zresztą. Skoro im nie przeszkadza to reszta może sobie ... pogadać.
Raki są. Zapytaj któregokolwiek wędkarza.
Nie wiem, czy warto wierzyc w ten artykul i ile w nim prawdy, bo nawet redaktor nie kwapil sie do sprawdzenia daty zgloszenia (3 luty nie jest niedziela)
A czy to nie ta mleczarnia była karana za sprzedaż fałszywego masła? Omijam ich produkty szerokim łukiem.
Mam 33 lata, około 20 lat temu, bardzo dużo czasu spędzałem nad Toczną i przy przylegających do niej terenach. Do tej pory pamiętam jak różnokolorowe, śmierdzące ścieki spływały do Tocznej z Laktopolu. Miałem nadzieję, że po tylu latach coś się zmieniło, ale widzę, że nic się nie zmieniło.
Mam pytanie ,dlaczego rury sciekowe z laktopolu są wyprowadzone do rzeki.sam fakt że taka rzecz ma miejsce powinno byc karane.laktopol zanieczyszczał,zanieczyszca i będzie to robił,a idwodnienie im tego będzie tródne
Pozatykac wszystkie rury ktore są wyprowadzone do rzeki.
Po pierwsze nasza władza jest za słaba żeby cokolwiek zmienić w laktopol. Po drugie ja odkąd pamiętam do laktopol leje ścieki do tocznych. Po trzecie dyrekcja czytam zarząd laktopol u niby ta pani Czapska Zych czy tam jak tam się ona nazywa to chyba jej mąż jest policjantem w Łosicach Tak czy tak to ta sprawa nie ruszy dalej za dużo ludzi siedzi jej w kieszeni o właścicielu laktopol już nie będę wspominał nawet. Kiedyś w tej wodzie były raki a teraz to jedynie można dostać raka jak się do niej wejdzie. A burmistrz kolega pani czapskiej co na to pewnie niezadowolony że afera