W nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 roku w Auschwitz-Birkenau Niemcy zgładzili 2897 więźniów romskich – wszystkich, którzy pozostali przy życiu jeszcze w tym obozie. Od 1997 roku, w rocznicę tamtych wydarzeń, na terenie dawnego obozu odbywają się spotkania przedstawicieli Romów i m.in. reprezentantów rządów państw Europy. 2 sierpnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Zagładzie Romów.
W czasie II wojny Polska stała się głównym ośrodkiem zagłady Romów. Niemcy zwozili tu Romów z całej Europy. Do obozów w Oświęcimiu, Treblince, Chełmnie nad Nerem. Natomiast Cyganie polscy (polska Roma) wymordowani zostali w większości nie w obozach zagłady, lecz w masowych egzekucjach, wykonywanych przez żandarmerię, gestapo, SS, policję granatową oraz faszystów ukraińskich na służbie niemieckiej, a także oddziały UPA.
Tylko w Auschwitz – Birkenau znalazło się około 23.000 Romów, z tej liczby około 1700 bezpośrednio z rampy kolejowej trafiło do komór gazowych.
Przykłady mordów z bliższych nam stron Polski przytacza Jerzy Ficowski w książce „Cyganie na polskich drogach” /wyd. II uzupełnione/:
(…) „Ob. Stefan Królak podaje: Pracowałem w Nadleśnictwie Grabownica, powiat Ostrów Mazowiecka, Leśnictwo Orło koło Małkini, i na terenie tego leśnictwa słyszałem od tamtejszych gajowych, że ukryło się tam w 1943 roku około 300 rodzin Cyganów w obchodzie leśnym jednego gajowego nad Bugiem. Tam przebyli około roku. Jednak wprawne oko szpicla zdradziło ich kryjówkę i Niemcy dokonali tam ponurej zbrodni, mianowicie po wykryciu pomordowali wielu na miejscu, przeważnie dzieci, rozbijając o drzewa. Następnie całą tę masę ludzi, szczutych psami, bitą i zabijaną, wpędzili do rzeki Bug, która była pokryta wówczas słabym lodem, który momentalnie załamywał się i Cyganie natychmiast tonęli. Oprawcami byli kaci Treblinki, ponieważ znajduje się ona na terenie tegoż leśnictwa. (…) O powyższym mordzie słyszałem zgodne relacje ludności okolicznej a mianowicie od mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej i Zarąb Kościelnych. Ludność miejscowa widziała olbrzymi tabor cygański złożony z 80-90 wozów, przeważnie krytych płótnem, konwojowany przez żandarmów niemieckich. Cyganie ci, których było kilkuset, we własnych wozach odjechali na miejsce masowej egzekucji, znajdujące się w lesie, w pobliżu stacji kolejowej Zaręby Kościelne. Część została zastrzelona, część utopiona w Bugu, a ich mienie, wozy i konie zagrabiła żandarmeria.
W obozach często mordowano Romów zaraz po ich dowiezieniu tam: (…) „Największy transport Cyganów polskich sprowadzono do obozu w roku I943. Przybyło w nim tysiąc kilkuset Cyganów - mężczyzn, kobiet i dzieci, których skoncentrowano uprzednio w Szepietowie, w powiecie Wysokie Mazowieckie, skąd transportem kolejowym odstawiono ich wprost do Oświęcimia. Tu przeznaczono dla nich dwa oddzielne bloki. Po dwóch lub trzech tygodniach od chwili przybycia zostali oni zgładzeni w komorach gazowych. Podobno istotną przyczyną tak rychłego uśmiercania owych Cyganów był fakt, że kontaktowali się oni na wolności z polską partyzantką i byli jej pomocni w podlaskich i kurpiowskich lasach. (…)”

Wóz romski na Rynku w Siemiatyczach, lata 60. XX w. fot Antoni Nowicki
Wspomnienia wciąż żyją
W Siemiatyczach Romowie mieszkają na stałe już ponad pół wieku. Kiedy w 1964 roku władze PRL zakazały wędrówki taborów, doszło do przymusowego osiedlenia w roku 1965 w Siemiatyczach 13 romskich rodzin. Łącznie były to 82 osoby, w tym 54 dzieci.

Zofia Kasperowicz z Siemiatycz - fot Jacek Wasilewski
Jedną z tych osób jest Zofia Kasperowicz. Urodziła się w taborze, jak mówi, na pińskich błotach /obecnie na Białorusi/ w 1942 roku. Opowiada, że jej mama Magdalena przeżyła Oświęcim. Siostrę Barbarę zabili Niemcy, a brata Żuko zamordowali ukraińscy nacjonaliści.
Rodzina przez kilka lat wojny ukrywała się w lasach na Polesiu, mieszkając w wykopanych ziemiankach. Zdarzało się, że pomagali im tamtejsi mieszkańcy, dostarczając pożywienia, zwłaszcza zimą. Brat Jan Kasperowicz współpracował z partyzantami, co pomagało mu w zaopatrzeniu i w opiekowaniu się całą liczną rodziną.
Po wojnie, po jakimś czasie, tabor rodzinny wyruszył do Polski. W Siemiatyczach w roku 1965 spotkało ich przymusowe osiedlenie.
Jerzy Nowicki fot archiwum własne /barak romski w Siemiatyczach, lata 60., poniżej - obozowisko romskie w okolicy Ciechanowca, lata 60.

„W czasie wojny zginęło około 35 spośród 50 tys. zamieszkujących przedwojenną Polskę Romów, zarówno tych prowadzących wędrowny tryb życia, jak i tych od wielu już lat osiadłych. Szacunkowa liczba Romów eksterminowanych w obozach koncentracyjnych wynosi 500 tysięcy osób: mężczyzn, kobiet i dzieci. Ilu ich zginęło w egzekucjach na miejscu schwytania tego nikt nie jest w stanie podać. Po 1945 r. pozostało w Polsce ok. 12 -15 tys. Romów (…) Romowie sami nie zdawali sobie sprawy ze skali masowego mordu i nie starali się oni, w przeciwieństwie do Żydów, dokumentować zbrodni hitlerowskich. Niektórzy podają, że wymordowano ćwierć miliona, inni, że pół miliona Romów. Simon Viesenthal ocenia romski holokaust w obozach i więzieniach na dwa miliony, a Vania de Gila podaje, że większość romologów jest zgodna co do tego, aby uznać rzeź 75% narodu, co odpowiada zamordowaniu około 7,5 miliona osób”. /Andrzej Sochaj, Instytut Dziedzictwa i Pamięci Romów oraz Ofiar Holocaustu/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze