"Są w lesie od 11 dni. Bez jedzenia, bez picia. Chorzy. Jest z nimi kilkanaście osób. Kilka zmarło". Nocą z poniedziałku na wtorek o pomoc do aktywistek z "Grupy Granica", które stacjonują w naszej okolicy, zwrócił się 33-letni Kurd z austriackim paszportem. Pochodzi z Syrii. Spotkaliśmy się z nim w jednym z siemiatyckich lokali.
- Potrzebny jest doktor. od dwóch dni mama ma złamaną nogę. Są z tatą w lesie, pomiędzy Białorusią i Polską. Chodzi o to, by im tylko dać lekarza, pozwolić skontaktować się z lekarzem. Białoruś mówi "nie", Polska mówi "nie", "macie zostać tutaj".
Są w lesie od 11 dni. Bez jedzenia, bez picia. Chorzy. Jest z nimi kilkanaście osób. Kilka zmarło. Chyba 5, czy 7 osób. Są tam martwi razem z żywymi. Za 3, 4 dni będzie koniec wszystkich... Tacie białoruski pogranicznik powiedział, że jak zapłacę to puści ich wolno. Nie do szpitala, tylko że pozwoli wrócić na Białoruś. Miałem zapłacić pieniądze, by puścili mamę. Tato mówił, że uzgodnili, że straż puści wolno 10 osób, tych najbardziej chorych. Nie wiem, czy mama jest w tej grupie. Oni mówili, że 700 dolarów za jedną osobę... Że rodzice są 7 km od Brześcia. Że jak zapłacę, to oni ich uwolnią i sobie mam jakoś ich zabrać z Białorusi. I już tak miało być, że za 2 godziny im zapłacę, ale po godzinie zmienili zdanie, że to za mało. A dwa dni temu było 200 dolarów za osobę.
W międzyczasie Joutiar kilkukrotnie łączy się z ojcem. Pojawia się informacja, że jak nie zgodzą się pogranicznicy, to w miejsce pobytu migrantów przyjedzie białoruska mafia... Oczywiście, też żąda zapłaty za "uwolnienie". Jak mówi ojciec mężczyzny - szef mafii to znajomy pogranicznika. Rozumiemy, że ustalają to między sobą, ale kwoty nie padają.
Pytamy o łączność - skąd mają naładowane telefony, jakie maja karty:
- Rodzice mają powerbanki i solarną ładowarkę... Białoruscy pogranicznicy proponują też kupno polskich kart, po 100 dolarów za kartę sim.
- Zyskują tylko mafiozi, przemytnicy. My nie możemy im pomóc, to przerażająca bezsilność.
Jak mówi- cena nie gra roli, to matka i ojciec. Zapłaci każdą. Bezradnie pyta co ma zrobić?. Nie chodzi o nielegalne przekroczenie granicy. Chodzi o pomoc medyczną dziesięciorgu migrantom, w tym matce Joutiara, 58-letniej kobiecie ze złamaną noga, i 64-letniemu ojcu, którzy od 11 dni śpią w lesie...
- Nie jestem kurierem. Przyjechałem tylko pomóc mamie... Ratuje rodziców - tłumaczy.
Dziewczyny z "Granicy" są bezsilne. Nie mogą pomóc w żaden sposób. Do chorych nie dojadą też lekarze i ratownicy medyczni z grupy "Medycy na granicy". - Nikt ich (chorych - ak) nie przepuści, nikt też nie wpuści do nich lekarza. To jest ludobójstwo... - komentuje Magda. - Obawiam się jeszcze, że lockdown wprowadzą nie dlatego, że jest wzrost zachorowań, tylko żeby nas stąd usunąć.
Matka i ojciec Joutiara są Kurdami z Syrii.
- Ja mam już austriacki paszport. W Syrii byłem żołnierzem. Kiedy w 2011 roku wybuchła wojna nie chciałem zabijać ludzi. Mój przełożony był dobrym człowiekiem, pozwolił mi odejść z wojska. Powiedział, że jestem Kurdem w arabskiej części. Kazali mi zostać w islamskiej części. Uciekłem. Ojciec zawiózł mnie 3 tys. km do granicy z Turcją. W Turcji byłem 3 miesiące, z czego miesiąc w wiezieniu. Potem mnie puścili do Bułgarii, tam też areszt. Potem całą trasą bałkańską, przez Rumunię do Austrii. W Austrii zostałem. Dostałem azyl. Przez 6 miesięcy byłem w obozie dla uchodźców. Starałem się o pracę, o możliwość stałego pobytu, ale mi powiedzieli, że co najmniej 3 lata muszę pracować, by zostać stałe. Znam wiele języków - angielski, niemiecki, turecki i nasze. Pracowałem jako tłumacz, dołączyłem do organizacji humanitarnej (pokazuje nam identyfikator austriackiego czerwonego krzyża - ak), pracowałem dla austriackiego rządu. I tak mi przedłużano wizę. Po 7 latach dostałem paszport i prawo pobytu w Austrii...
- Migranci to są bardzo często wykształceni ludzie - mówi Magda. - Że bogaci, w markowych ciuchach? Tak, bo tylko najbogatsi mogą pozwolić sobie na ucieczkę, niejednokrotnie sprzedając całe majątki, by szukać ratunku w lepszym, bezpiecznym świecie. Na ucieczkę przeciętnie zamożnych składają się całe rodziny, z nadzieją, że ten któremu się uda, pomoże potem tej reszcie. Biedni po prostu nie mają możliwości ucieczki... Druga sprawa - pamiętam z Lesbos takiego chłopaka. Po 6 latach w Niemczech dostał "zieloną kartę" i wrócił po rodziców. Ale pokonał raz jeszcze taką samą trasę, na pontonie przez morze...
- A dojdzie jeszcze do katastrofy, gdzie jeden będzie jadł zwłoki drugiego, by po prostu przeżyć - skwitował właściciel lokalu, w którym rozmawialiśmy.
Anna Kondraciuk
więcej w najbliższym wydaniu gazety papierowej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
co to znaczy w lesie między polską a białorusią - albo w lesie w polsce albo w lesie na białorusi - z kontekstu wynika, że jednak na białorusi - więc nie zabardzo wiem co może zrobić strona polska ???
Znieść granice, przecież to takie proste.
Dziwi mnie jedno dlaczego Joutiar mając paszport i prawo pobytu w Austrii i pracując w Czerwonym Krzyżu Światowej Organizacji, która pomoga ludziom na cały świecie nie spróbował pomoc rodzicom właśnie dzięki tej instytucji. Tylko oni muszą się przedzierać na tzw Zachód nie ludzką drogą.
Ty nie myśl, ty się wzruszaj.
co to znaczy w lesie między polską a białorusią - albo w lesie w polsce albo w lesie na białorusi - z kontekstu wynika, że jednak na białorusi - więc nie zabardzo wiem co może zrobić strona polska ???
Znieść granice, przecież to takie proste.
Dziwi mnie jedno dlaczego Joutiar mając paszport i prawo pobytu w Austrii i pracując w Czerwonym Krzyżu Światowej Organizacji, która pomoga ludziom na cały świecie nie spróbował pomoc rodzicom właśnie dzięki tej instytucji. Tylko oni muszą się przedzierać na tzw Zachód nie ludzką drogą.