Stoją przy drodze w białych czapkach. Niekiedy z „suszarkami” w ręku. Policjanci z drogówki.
Szefem bielskiej jest aspirant Zbigniew Bobrowicz.
- Czym się różni praca w wydziale drogowym od innych wydziałów?
- Policja drogowa sama z siebie zajmuje się tym, co znajduje się na drodze i w obrębie tej drogi. A przede wszystkim zdarzeniami drogowymi, likwidacją szkód, które powstają na skutek różnych wydarzeń, zapobieganiem wszelkim możliwym zajściom. Analizujemy przyczyny, aby nie dopuścić do np. wypadków. Policja drogowa jest specyficzną służbą. Ma wszelkie oprzyrządowania np. tachospeed. Wcześniej mieliśmy wideokamerę, mamy mierniki prędkości radarowe. Mierniki typu Iskra. Teraz mamy nowy, laserowy. Funkcjonariusze mają specjalne przeszkolenia, żeby móc na tych urządzeniach pracować. Jeszcze są inne, np. analizatory spalin. Utarło się, że najłatwiej ustawić znaki drogowe. Ale nie zawsze znaki pomagają, niekiedy wręcz przeszkadzają. Na przykład, gdy ich jest za dużo. Dlatego staramy się o zmniejszenie ich ilości w danym miejscu. Znaki mogą być nieczytelne, połamane.
- No właśnie, znak jest nieczytelny, a dalej, za nim stoi policjant i jest mandacik.
- Policjanci reagują na takie sygnały. Gdy znak jest uszkodzony, piszą notatki i wysyłają np. do zarządu dróg czy gminy. W danych przypadkach policjanci nie reagują. Nie można karać kogoś, gdy nie ma pewności, że oznaczenia są dobrze widoczne. My, jako powiat, jeździmy na drogi powiatowe, ale od dwóch lat jest zmiana, bo wyjeżdżamy także na drogi krajowe.
- A na innych drogach nie działacie?
- Ależ tak, ale mi chodzi o lustracje. O sprawdzanie czy np. są dobre oznakowania. Wiadomo, że pojazdów przybywa, a dobrych dróg mniej.
- Policjanci z drogówki są szkoleni. Czy to oznacza, że inni z innych wydziałów, nie mogą zatrzymywać pojazdów na drogach?
- Wszyscy mają takie prawo. Nawet policjanci nieumundurowani. Tylko ci ostatni mogą to robić w obszarze zabudowanym. Policjant ma obowiązek przedstawić się ze stopnia, imienia i nazwiska i z jakiej jest jednostki.
- Proszę o wskazanie szczególnie niebezpiecznych miejsc na terenie gmin Boćki i Brańska.
- Szczególnie niebezpiecznie jest w gminie Boćki. A konkretniej koło wsi Andryjanki, na dziewiętnastce. Jest tam ograniczenie prędkości do 70 km na godzinę. Według mnie i mieszkańców wsi, najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby pod tą drogą było przejście dla pieszych, zwierząt i pojazdów rolniczych, ale wiadomo z jakich przyczyn, na taki wiadukt długo będziemy czekać. Z kolei w Brańsku niebezpiecznym miejscem było skrzyżowanie ulic Armii Krajowej i Kościuszki. Zmieniło się, gdy w tym miejscu powstało rondo. To najłatwiejsze do poruszania się skrzyżowanie, gdyż spowalnia ruch pojazdów. Jest to droga przelotowa, więc noga z gazu nie była zbyt często zdejmowana. Poza tym na innych drogach jest w miarę bezpiecznie. Wypadki, kolizje zdarzają się wszędzie, nawet w miejscach, które można nazwać bezpiecznymi. W Patokach gm. Brańsk została przebudowana nawierzchnia drogi, co spowodowało, że i tam jest lepiej.
- Alkohol jest najczęstszą przyczyną wypadków. O tym się najczęściej mówi. A o jakości dróg jakby mniej.
- Statystyki mówią, że najczęstszą przyczyną wypadków jest prędkość. Również wymuszanie pierwszeństwa przejazdu i alkohol. I tutaj nie pomagają apele.
- Co z tą prędkością? Czy policjanci reagują, gdy zostanie ona nieznacznie przekroczona, np. na liczniku jest 55 km na godzinę, a na znaku jest 50?
- Policja nieformalnie to toleruje. Mierniki prędkości mają taki próg, że gdy jest trochę więcej, to nie jest karane. Także wskaźniki prędkości w autach też nie są idealne. Ale prędkość to nie tylko przekroczenie granicy szybkości, ale przede wszystkim liczy się „niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze”.
- To takie uniwersalne stwierdzenie.
- Tak. Ale pan też korzysta z auta. I dzisiaj są warunki, gdzie jest mgła na drodze do Siemiatycz. Na tej drodze można jechać 90 km na godzinę. Ale czy w tych miejscach nie będzie to za dużo? A przecież mieszkamy na terenach rolniczych, więc tutaj mogą poruszać się pojazdy rolnicze, zwierzęta, także leśne, co zwiększa niebezpieczeństwo przy zbyt dużej szybkości. Należy przede wszystkim odwołać się do wyobraźni.
- Pojawia się opinia, że policjanci są wygodni i przede wszystkim zatrzymują rowerzystów i traktorzystów.
- Może tak to się utarło. Ale policjanci muszą reagować, gdy rowerzysta jest nieoświetlony, niewidoczny. Tutaj przede wszystkim dba się o jego bezpieczeństwo, zdrowie i życie. Wiadomo, że zderzenie z każdym pojazdem, stawia jadącego jednośladem w gorszej sytuacji. Często jadący rowerem gdzieś wyjeżdża i myśli, że wróci przed zmrokiem. Nie jest tak. A ilu wraca jadąc całą szerokością jezdni? Alkohol i jazda na rowerze jest szczególnie niebezpieczne. Tak samo jest z traktorzystami.
- Ale są skargi, że za nimi jeździcie po polnych drogach.
- To raczej zdementowałbym. Jeździmy po drogach gminnych, tam gdzie otrzymujemy sygnały. Często dostajemy informacje od samych mieszkańców wsi. O tym, że ktoś jeździ pojazdem rolniczym pod wpływem alkoholu. Taki człowiek sam sobie stwarza zagrożenie. Ile razy słyszeliśmy o wypadkach z maszynami rolniczymi.
- Czy jest tak, że nie można się odwoływać od ukarania mandatem?
- Każdy policjant przy nałożeniu grzywny informuje o możliwości odwołania. Tak samo jest i w innych komendach. Mandat staje się prawomocnym po podpisaniu. Jednak i tak można się od niego odwołać w przeciągu siedmiu dni do sądu rejonowego.
- Czy prawdą jest, że policjanci muszą wykonać limit ukarań mandatami?
- Nieprawda. Nie ukrywam, że też mamy CB radia. Czasami słyszymy, jak kierujący pojazdami opowiadają sobie legendy. Że za coś będą karani, bo musi tak być. Już powiedziałem, że nikt nie karze za małe przekroczenie prędkości. Nie ma czegoś takiego jak limity. Często jest używany inny środek jak pouczenie, zwrócenie uwagi. Jednak policjanci bardziej rygorystycznie podchodzą do stanu technicznego pojazdu. Chodzi bardziej o oświetlenie i układ kierowniczy i hamulcowy. W sumie mówienie o limitach mandatów to taka legenda.
- Istnieje rywalizacja wśród policjantów z różnych jednostek? Na przykład pomiędzy Bielskiem a Siemiatyczami.
- Nie ma nic takiego. Staramy się wręcz pomagać. Bardzo dobrze współpracuje się z Jarkiem Poniatowskim z komendy w Siemiatyczach. Było tak, że siemiatycka Alfa przyjeżdżała do nas, a do nich jeździła bielska Vectra. Wcześniej o tym są wzajemne uzgodnienia.
- Nie jest tak, że wasi policjanci są szczególnie uczulenia na auta z siemiatycką rejestracją?
- Nie spotkałem się z tym. Każdy jest normalnym uczestnikiem jazdy na drodze. I nie ma żadnych wyjątków. Bez względu na to, jaką ma tablicę rejestracyjną. Liczą się wymagane dokumenty i sprawne auto.
- Ilu policjantów jest w waszej drogówce?
- Jest dziesięciu funkcjonariuszy, którzy bezpośrednio pracują na drogach. W tym jedna kobieta.
- Statystki. Ile wypadków było na terenie powiatu w bieżącym roku?
- To nie tajemnica. Licząc do końca ostatniego miesiąca, wydarzyło się 40 wypadków, w których byli zabici i ranni. Z czego ofiar śmiertelnych, a więc na miejscu zdarzenia i zgony w szpitalach, to 11 osób. Rannych było 36. Mówi się, z racji panujących warunków pogodowych, że najgorszą porą roku jest zima. Najgorszą porą roku, według moich obserwacji, jest lato. Wtedy kierowca czuje ten wiatr we włosach, naciska pedał gazu, zapomina o bezpiecznej jeździe.
- Na koniec coś może o sobie?
- Jestem aspirantem, mam żonę i trzy córki.
Zbigniew Bobrowicz pochodzi z powiatu siemiatyckiego. Z Żurobic.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze