O śmierci nie rozmawiamy. Umieramy, po prostu. Mało kto zadaje sobie pytanie, jak wygląda śmierć od tzw. kulis. Istnieją jednak ludzie, którzy żyją z nią za pan brat - właściciele domów pogrzebowych.
Ludzie są praktyczni
W Siemiatyczach mamy trzy domy pogrzebowe: Jerzego Kunickiego, Tadeusza Rybałtowskiego i Kazimierza Sidorczuka. Z praktycznego punktu widzenia, dla przeciętnego klienta różnica między zamówieniem dania z restauracji a skorzystaniem z oferty domu pogrzebowego jest niewielka. Obie czynności możemy wykonać przez telefon. I tak jak kwestie przyrządzenia posiłku zostawiamy w gestii kucharza, tak zatroszczenie się o ciało po śmierci zlecamy odpowiednim ludziom. Wystarczy jeden telefon i już, usługa zostaje wykonana kompleksowo.
Nie musimy martwić się o odbiór ciała ze szpitala, ubranie do trumny, mycie itd. Wszystko jest kwestią ceny. Jednak nie zawsze mogliśmy pozwolić sobie na tego rodzaju udogodnienie. Dawniej za przygotowanie zwłok i ich pochowanie odpowiadała rodzina, pomagali sąsiedzi. Usługi pogrzebowe pojawiły się w Siemiatyczach w latach 90. Początkowo był to jedynie transport zmarłych, jak się okazało zapotrzebowanie na taką usługę było duże, stąd rozwój interesu.
- Na początku wykonywałem usługi stolarskie, a potem mój tato przyprowadził takiego pana z Sejn, który robił trumny i tak się zaczęło – mówi Jerzy Kunicki.
Kremacja tradycja i cena
Lux, włoska, ferrari, a może hiszpanka? Dziś trumna nie jest już „tylko” trumną. Przejęła rolę mebla (przeważnie dębowego), lakierowanego i gładkiego, cóż… ładnego, tyle że nie wstawimy go do salonu.
- Kiedyś trumny były słabsze, przeważnie dębowe i sosnowe, a teraz są nawet kartonowe do spopielenia. Style trumien różnią się wzorami. Są różne: głębsze, płytsze, proste, łamane, tzw. amerykanki. U nas najczęściej wybieranymi są tradycyjne. Każdy chce zmieścić się w zasiłku pogrzebowym, łącznie z opłatą dla księży w kościele czy cerkwi. Pogrzeby są raczej skromne – mówi Tadeusz Rybałtowski
4 tys. zł – tyle wynosi zasiłek pogrzebowy. Przeciętny koszt opłat za pogrzeb w cerkwi lub kościele waha się między 800 a 1500 zł. Najzwyklejszą trumnę możemy kupić już za 450 zł, te droższe to koszt nawet 3.000 zł. Ceny wiązanek zaczynają się od 20-25 zł. W pakiecie obsługi pogrzebowej z reguły mamy odebranie ciała ze szpitala, mycie i ubieranie, makijaż pośmiertny, mszę w kaplicy. Za to wykopanie grobu już nie zawsze.
- Najprostszy pogrzeb to wydatek 1.800 zł. Wliczamy w to zabranie ciała ze szpitala czy z domu, ale bez ubierania. Klient ma do wyboru w tej cenie albo ubieranie ciała albo wykopanie grobu, to kwestia ustaleń – opowiada Jerzy Kunicki.
Kremacje nie są jeszcze popularne w naszych stronach. W ubiegłym roku dom pogrzebowy Tadeusza Rybałtowskiego wykonał 4 takie zlecenia, u Jerzego Kunickiego zdecydowało się na to 3 klientów. Czas spalania ciała to ok. 2 godzin. Koszt kremacji, zależnie od miasta, to 450-650 zł, a spopielić ciało można w Przasnyszu, Wyszkowie czy Białymstoku. Na taką formę decydują się zwykle rodziny ofiar wypadku lub rodziny zmarłych, którzy ustalili to za życia.
- Trumna do kremacji musi być prosta, bez gwoździ, bez okuć. W krematorium prochy składane są do urny i przewozimy ją. Rodzina zabiera urnę do kościoła, potem na cmentarz – mówi Tadeusz Rybałtowski
Cmentarne róże
Czas przygotowania zwłok do pogrzebu może wynieść 2-3 godziny. Zależy on od tego, w jakim stanie znajduje się ciało i jak szybko trafi ono na stół sekcyjny domu pogrzebowego. Jeśli następuje to w miarę sprawnie, jest szansa uniknięcia pojawienia się w widocznym miejscu róż cmentarnych, czyli plam opadowych na ciele zmarłego, występujących na skutek zatrzymania krążenia krwi. Wystarczy podwiązać żuchwę lub unieść głowę do góry. Natomiast kiedy ciało trafia do hali sekcyjnej kilka dni po zgonie, zamaskowanie plam wymaga więcej wysiłku i pudru. Makijaż pośmiertny można wykonać zwykłymi kosmetykami dostępnymi w drogerii.
- Z początku są plamy opadowe, zaczerwienienia, a potem człowiek pomału zmienia barwę. Kiedy krążenie ustaje, ciało robi się jak napompowana piłka, dlatego szybko trzeba włożyć je do chłodni. W przypadku kiedy z ciałem nie da się nic zrobić, wkłada się je na taką tacę mrożącą. Przemraża się zmarłego do szpiku kości, oczywiście ciało cały czas leży w worku. Następnie jest wkładane do trumny i jak najszybciej organizuje się pogrzeb. Wtedy nie wiezie się nieboszczyka ani do kościoła ani do cerkwi, tylko od razu na cmentarz. Tam ksiądz święci grób i odprawia modlitwę – opowiada Jerzy Kunicki.
Zdarza się również, że pracownicy domu pogrzebowego przeprowadzają ekshumacje. W tym celu rodzina powinna złożyć wiosek do sanepidu. Dlaczego ludzie to robią?
- W tamtym roku przeprowadzałem jedną – opowiada Tadeusz Rybałtowski. – Bywa, że dziadek jest pochowany w jednym miejscu, babcia w drugim. A rodzina chce przenieść zwłoki do jednego grobu. Umawiamy się, jedziemy i odkopujemy zwłoki, przenosimy do drugiej trumny. Wszystko w obecności pracownika sanepidu – kontynuuje Rybałtowski.
Specjalne życzenia
Prowadzenie domu pogrzebowego to nie lada wyzwanie. Umawiając się z moimi rozmówcami za każdym razem słyszałam: - Dobrze, ale gdyby wyskoczyło mi coś nagłego umówimy się na inny termin. W tym zawodzie człowiek musi być zawsze dyspozycyjny, nigdy nie wiadomo kiedy trafi się kolejne zlecenie. Ile i jak często? Różnie. Bywa, że 15 w ciągu miesiąca a bywa 12 w ciągu roku.
Obaj panowie twierdzą jednak, że w tej branży liczy się właściwe podejście do człowieka, okazanie empatii i wyrozumiałości. Szacunku dla rodziny i samego zmarłego. Jeśli ktoś nie potrafi rozmawiać z ludźmi, nie powinien zajmować się tą dziedziną.
- To bardzo ciężki zawód, gdybym miał wybierać, dziś nie zdecydowałbym się na to po raz drugi. Kiedyś mieliśmy klientkę z Warszawy. Umyliśmy i ubraliśmy zwłoki, ale ona zażądała jeszcze żeby pofarbować zwłokom włosy. Powiedziałem, że tego nie zrobię. Nigdy tego nie robiłem, a na zmarłym, wygląda to inaczej niż na żywym. Ale potem zrobiliśmy to jakoś na spokojnie. Niektórzy proszą żeby robić ondulację. Takie przypadki rzadko, ale bywały - opowiada Jerzy Kunicki.
Ciało można sprowadzić też zza granicy. Najczęściej z Belgii, ale bywają też Szwecja, Anglia czy Francja.
Nie tylko zakład
Dom pogrzebowy – mało kto zastanawiał się pewnie dlaczego przyjęło się mówić o „domu”. Ja zrozumiałam to podczas wizyty u Jerzego Kunickiego. W domu z kuchnią, stołówką na kształt jadalni, pokojami gościnnymi, a nawet kominkiem, łatwiej jest oswoić się ze stratą bliskiej osoby. Pewnie można by też tam zamieszkać, gdyby nie świadomość, że na dole znajdują się: sala i stół sekcyjny, specjalna winda dla trumien. Gdyby nie wentylatornia, która oczyszcza powietrze 10 razy na godzinę, bo bez tego nie sposób uniknąć charakterystycznej woni. Gdyby nie mopownie znajdujące się na każdym piętrze, które są tam przecież nie bez powodu.

Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. EK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze