W ubiegłym tygodniu mieszkańcy Krasewic poinformowali nas o zastrzelonych dwóch psach koło tej wsi. Nasz rozmówca, chcący zachować anonimowość, mówi: - To były trzy strzały. Wiele osób je słyszało. Kto strzelał? Moim zdaniem myśliwi, być może tutejszego koła łowieckiego, ale to tylko przypuszczenie.
Jechali drogą Czartajew - Kłopoty i w okolicy Krasewic musieli zauważyć te psy. Zastrzelili je na polu, tuż koło drogi. Nie wiem, czyje to psy, być może nie miały właścicieli i nie chodzi mi o to, że zostały zastrzelone. Być może były agresywne, być może rzucały się na ludzi? Ale nie mogę ścierpieć tego, że zostały pozostawione na polu, by się rozkładały, a to nie był już pierwszy taki przypadek. Nie wiem, czy w takim przypadku myśliwy może zastrzelić psa, a jeśli to zrobi, czy nie musi wówczas we własnym zakresie zakopać go lub gdzieś zgłosić, żeby został zabrany? I z takim pytaniem zwróciliśmy się do jednego z lokalnych myśliwych. Okazuje się, że myśliwy ma prawo zastrzelić psa, jeśli istnieją przesłanki, że ten wydaje się podejrzany, czyli może kłusować na zwierzynę lub mieć wściekliznę. Po drugie można strzelać w odległości nie mniejszej niż 150 metrów od zabudowań oraz 500 metrów od zgromadzeń publicznych. Potem myśliwy ma obowiązek zabezpieczyć zastrzeloną zwierzynę, np. zabrać w worku i powiadomić członka zarządu koła lub łowczego. Ten ostatni warunek nie został spełniony. Psy leżą i rozkładają się.
Komentarze