Malował najczęściej pejzaże Podlasia, ale też portrety, martwe natury. Głównie w technice olejnej, ale akwarela czy grafika też nie były mu obce. Uczestniczył w licznych plenerach – polskich i zagranicznych, wystawach zbiorowych i przeglądach.
Od wielu lat pogrążony w ciężkiej chorobie nie malował już obrazów. W ostatnich latach nieco zapomniany, mieszkał w Mielniku i w Siemiatyczach, pod opieką żony. Zmarł 17 stycznia.
Urodził się w 1931 r. w Miedwieżykach, całe zawodowe życie spędził w Siemiatyczach. Kilkadziesiąt lat pracował w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym jako nauczyciel języka rosyjskiego i wychowania plastycznego, był lubianym przez uczniów wychowawcą wielu roczników.
Oprócz pracy z młodzieżą główną jego pasją było malarstwo. Zaczął malować w latach 50., będąc jeszcze uczniem Liceum Pedagogicznego w Białymstoku. Jak sam mówił, na kształtowanie się jego drogi twórczej miał wpływ m.in. prof. ASP w Warszawie Michał Bylina, z którym utrzymywał osobisty kontakt przez wiele lat.
Malował najczęściej pejzaże Podlasia, ale też portrety, martwe natury. Głównie w technice olejnej, ale akwarela czy grafika też nie były mu obce. Uczestniczył w licznych plenerach – polskich i zagranicznych, wystawach zbiorowych i przeglądach. M.in. był laureatem Ogólnopolskiej Wystawy Plastyki Amatorskiej w Warszawie w 1961 roku /III nagroda/. Otrzymał wyróżnienie na Ogólnopolskiej Wystawie Malarstwa Amatorskiego w 1971 roku, a w roku 1982 I nagrodę na Międzywojewódzkim Przeglądzie Amatorskiej Twórczości Plastycznej w Białymstoku. Prace Leonidasa Wiszenki były nagradzane na wystawach pokonkursowych „Pejzaż Ziemi Białostockiej”. Od roku 1977 posiadał uprawnienia zawodowego artysty plastyka w zakresie malarstwa, które uzyskał po przedstawieniu swoich prac przed komisją kwalifikacyjną Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Wystawy indywidualne miał m.in. w Białymstoku, Warszawie, Krakowie, Katowicach, no i oczywiście wielokrotnie w Siemiatyczach. Wiele jego obrazów znajduje się w prywatnych zbiorach również mieszkańców Siemiatycz.
Miałem przyjemność być wychowankiem Leonidasa Wiszenki w liceum, a także w moich pierwszych próbach twórczości plastycznej. Zapamiętałem go przede wszystkim jako niestrudzonego propagatora sztuki i malarstwa wśród młodzieży. Nawet lekcje języka rosyjskiego były często pretekstem do wykładów o malarstwie. Taka działalność propagatorska przekładała się również na życie kulturalne Siemiatycz.
Prace prowadzonego przez Wiszenkę koła plastycznego w LO były często tematem wystaw organizowanych w Siemiatyckim Ośrodku Kultury. A szkolne wycieczki do Warszawy nie miały w programie kina i McDonalda. Jeździliśmy z wychowawcą na znaczące w kraju wystawy, do Zachęty lub Muzeum Narodowego. Chcąc nie chcąc, młodzi ludzie nabywali wiedzę o sztuce, o malarstwie.
W drugiej połowie lat 70. z inicjatywy Leonidasa Wiszenki odbywały się rokrocznie w miasteczku międzynarodowe plenery malarskie, z udziałem twórców m.in. z Bułgarii, Czech, Węgier. Widok rozstawionych sztalug na ulicach nikogo nie dziwił, a na zakończenie plenerów odbywały się wernisaże, połączone z możliwością zakupienia prac. Część prac, będących owocem plenerów, pozostawała dla miasta. Ciekawe czy coś z nich do tej pory zostało…
Przez kilka dziesięcioleci postać Leonidasa Wiszenki znacząco wpływała na życie kulturalne siemiatyckiej społeczności. Ciężka wieloletnia choroba przedwcześnie pozbawiła nas jego działalności.
W środę 20 stycznia w cerkwi pw. Ap. Piotra i Pawła w Siemiatyczach, odbyły się uroczystości pogrzebowe.


Jerzy Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, /fot z archiwum rodzinnych/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze