Rolnicy mają problem ze sprzedażą płodów rolnych w Siemiatyczach. To znaczy - sprzedaż jako taka by była, bo sezon trwa, ale nie bardzo mają gdzie wystawić i zaproponować potencjalnym nabywcom swoje towary:
- Codziennie nas przeganiają, z każdej strony. Jednego dnia mogę stać w danym miejscu, drugiego już nie. Żuka odprowadzamy, by nie przeszkadzał, by nikt się nie przyczepił. A starszej kobiecie dźwigać skrzynki wcale nie jest łatwo. W ubiegłym roku pobierali od nas pieniądze, 5 zł, tzw. placowe i nikt nas nie przeganiał, w tym roku nikt nie przychodzi. Ale z chęcią byśmy płacili, to nie problem, z chęcią stałą umowę byśmy podpisali, ale jest tłumaczenie że na "Manhatanie" już nie ma miejsca. Co mamy zrobić? Czy naprawdę takim wielkim problemem jest, że rolnik sprzeda swoje produkty? Byliśmy w urzędzie miasta, a tam powiedzieli nam, że wyremontują jakąś drugą część, że tam miejsca nam wydzielą, że już za dwa tygodnie to już będzie dla nas miejsce, a na razie to jest targ w czwartek i tak możemy sprzedawać. Za dwa tygodnie to już skończy się sezon na rozsady, a i też niekoniecznie za te dwa tygodnie nikt nas nie będzie przeganiał. Nie powiem w domu, że jeść dostaną za dwa tygodnie. Nie kradniemy, ciężko pracujemy, żeby wyprodukować to, co chcemy sprzedać... Naprawdę jest nam bardzo przykro, kiedy przyjeżdża policja i traktuje nas jakbyśmy byli przestępcami. Grzegorz Gilar, rzecznik siemiatyckiej policji powiedział nam, że policjanci reagują na telefoniczne zgłoszenia: - Dostajemy sygnały, że rolnicy ustawiają się np. pod schodami tarasując wejście do sklepu, albo w ciągu pieszym. Na "Manhatanie" są wydzielone miejsca do handlowania i tam można sprzedawać swoje produkty. Nie jesteśmy od kontrolowania czy ktoś płaci placowe, czy od pobierania tego placowego, to są kwestie właściciela, czyli urzędu miasta. "Urząd miasta" czyli burmistrz wie o problemie: - Zarządzanie między innymi "Manhattanem" jest rozstrzygane w drodze przetargu, który odbył się wczesną wiosną tego roku. Obecnie zajmuje się tym pan Ryszard Zaręba, który pobiera opłaty placowe od handlujących - mówi Siniakowicz. - Miejsca handlu na "Manhatanie" są ściśle wyznaczone od wielu lat i nic się tutaj nie zmieniło, nie ma dodatkowych miejsc. Natomiast często zdarza się, że sezonowi kupcy tego nie respektują i sprzedają swoje produkty na parkingu. Utrudnia to możliwość komunikacji i zaparkowania. Stwarza też niebezpieczeństwo braku dojazdu wozów służb ratowniczych na wypadek pożaru, wypadku, zasłabnięcia itp. Część placu parkingowego jest miejska, a część (wzdłuż ul. Grodzieńskiej) należy do zarządu dróg wojewódzkich i handlowanie w pasie drogi wojewódzkiej też wymaga odpowiedniej zgody właściciela.
Poniekąd można zrozumieć, że - tak jak mówi się nieoficjalnie - najbardziej handel rolnikom utrudniają ci, którzy co miesiąc do kasy miasta odprowadzają po kilkaset złotych placowego, więc ci, którzy mają stałe budki czy wiaty. Ale też władze miasta powinny pomyśleć o miejscu, w którym, nie tylko w czwartki, można by było kupić produkty rolnicze.
Komentarze