Reklama

Za duże - zatrzymane

05/03/2006 16:46
W jaki sposób trzy samochody z potężnym ładunkiem przejechały niemal całą Polskę, nie wie nikt.
          Trzy ciężkie samochody marki MAN z ładunkiem wielkich elementów (ok. 6 m średnicy) zostały zatrzymane w Siemiatyczach. Policja nie dopuściła do dalszej jazdy. Dwa z aut zaparkowały na parkingu przy "Zajeździe u Kmicica", trzecie, po przejechaniu przez miasto, zostało zmuszone do zjazdu na parking stacji paliw Orlen.
          - Powodem jest brak stosownych zezwoleń na przejazd. Samochody miały zbyt wielki ładunek, więc zezwolenie było konieczne. Transport powinien poprzedzać samochód z napisem PILOT. Zakaz ruchu będzie obowiązywał do czasu załatwienia odpowiednich dokumentów. Samochody zatrzymaliśmy w nocy z soboty na niedzielę (z 25 na 26 lutego) - powiedział sierżant sztabowy siemiatyckiej policji Mirosław Drzas.

          Kierownik rejonu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Jan Dawidziuk, stwierdził, że nic nie wie o takim transporcie. Do niego nikt się nie zgłaszał ani nie informował o przejeździe tych samochodów. Dyżurny oddziału GDDKiA w Białymstoku również nie potwierdził zgłoszenia przejazdu transportu. Czyżby firma przewozowa z Poznania zrobiła wyjazd w ciemno? Kierowca jednego z aut bagatelizował sprawę.

          - Zbiorniki wieziemy z Katowic na Litwę. Musieliśmy się zatrzymać, bo mój samochód miał awarię. Siadła mi poducha i w poniedziałek, po usunięciu awarii, ruszymy dalej w trasę. Nikt nam nie zakazywał jazdy. Po prostu tylko musimy poruszać się nocą, bo te zbiorniki mają 6,20 m średnicy. Prędkość aut to 40 do 50 km na godzinę. Najwcześniej wyruszymy w nocy z poniedziałku na wtorek.

          Na transport ładunku o zbyt wielkich gabarytach potrzebne jest zezwolenie właścicieli odpowiednich odcinków dróg. A w tym przypadku wielkie ładunki, zajmujące prawie całą szerokość drogi, dotarły aż do Siemiatycz. Czy tak było na całej trasie od Katowic do Siemiatycz? Czyżby tylko siemiatycka policja wykazała się czujnością?

          Wbrew zapowiedziom, samochody przewożące zbiorniki do czwartku (2 marca) jeszcze nie ruszyły w trasę. Brat właściciela firmy przewozowej, Łukasz Szukała, powiedział:
          - Powodem tego, że samochody nie mogły wyruszyć w trasę, jest awaria jednego z nich. Oczywiście, że mamy pozwolenie na przejazd, choć muszę przyznać, że termin nam ucieka. Nieprawdą jest, że brak jest aut pilotujących konwój. Ten transport jadący na Litwę poprzedzają 3 auta i tak będzie do miejsca odbioru towaru.

          Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama