Reklama

Żydzi chałkę, Belgowie kabanosy

06/02/2008 18:06
Z kupnem polskich produktów w Brukseli nasi rodacy nie mają najmniejszych problemów. Polskie sklepy spożywcze rozsiane są po całej stolicy Belgii, jest ich tutaj około trzydziestu, najwięcej w dzielnicach St.-Gilles, Anderlecht, Schaerbeek i Etterbeek, gdzie zamieszkuje najwięcej Polaków.


          Polskie sklepy są również w innych miastach Belgii - w Antwerpii (około 10 sklepów) czy Leuven. Po jednym w Charleroi i Liége.
Wybraliśmy się z wizytą do kilku polskich sklepów działających w Brukseli. Od ekspedientek oraz klientów próbowaliśmy sie dowiedzieć, bez jakich rodzimych produktów Polacy nie mogą się obejść. Zapytaliśmy też, czy alimentation polonaise odwiedzają również obcokrajowcy, a jeśli tak, to które polskie wyroby zdobyły ich podniebienia.
          Nie ma jak polski chleb
          Pierwszym sklepem, który odwiedzamy jest „Podlasiak” w dzielnicy Etterbeek. Właścicielem jest Łukasz Niedbało z Siemiatycz. Sklep prowadzi wraz z żoną Emilią.
          Właścicielka przyznaje że: - Polacy kupują wszystkie polskie produkty. Trudno powiedzieć co najczęściej, może wędliny, śmietanę i pieczywo.
          Następny sklep, do którego się udajemy to „Delikatesy Fagi” przy rue de la Victuar, na St.-Gilles. Właścicielką jest Agnieszka Kreczko z Białegostoku. Sklep działa od 2003 roku.
          - Polacy biorą wszystko, najczęściej chleb, bo tutaj tak smacznego jak polski nie ma. Poza tym wszystko bez wyjątku.
          Wychodząc ze sklepu pani Agnieszki, przechodzimy przez nieduży park i przed nami kolejny rodzimy sklep „Mała Polska”. Właścicielką jest Ewa Boratyńska z Siemiatycz. „Mała Polska” to sieć sklepów, trzy znajdują się w Brukseli, jeden w Antwerpii. Pani Ewa posiada również polską hurtownię oraz piekarnię.
          W sklepie ekspedientka przyjmuje właśnie towar, ale znajduje chwilę na udzielenie informacji o klientach.
          - Polacy najczęściej kupują wędliny, nabiał oraz pieczywo, które wypiekamy tutaj na miejscu, w naszej piekarni. Poza chlebem dobrze schodzą też słodkie bułki i ciasta.
          Żubrówka i „krakowska” na belgijskim stole
          Obcokrajowcy również odwiedzają polskie sklepy.
          - Przychodzą czasami Belgowie, często Flamandowie, kupują nasz chleb, ciasta, bardzo lubią faworki. Poza tym alkohole – najczęściej Żubrowkę i Krupnik – wymienia ekspedientka w „Małej Polsce”.
          Żydzi chałkę, Belgowie kabanosy
          Opuszczam sklep „Mała Polska” i udaję się do oddalonego kilka metrów dalej sklepu „Rarytas”. Właśnie przyjechał właściciel i ekspedientka proponuje rozmowę z szefem.
          - Przychodzą do mnie Żydzi, którzy bardzo chętnie kupują nasz chleb, śledzie, serniki, ogólnie sporo ciast. Smakuje im nasza chałka. Belgów jest mało, jak sie pojawiają, to kupują wędliny, najczęściej kabanosy i krakowską. Natomiast mam klientów z Ameryki Południowej, ci z kolei lubią nasze drożdżówki. Pieczywo, słodkie bułki i ciasta pochodzą z naszej własnej piekarni – mówi Marek Kutyłowski.
          - Polskie towary Belgowie znają od Polek czy Polaków, którzy u nich pracują, to oczywiste. Jeśli im posmakuje, to przychodzą i kupują - dorzuca pani Beata, ekspedientka z tego sklepu.
          Pani Emilia ze sklepu „Podlasiak” przyznaje, że obcokrajowców nie ma aż tak wielu.
          - Przychodzą np. Rosjanie. Najczęściej kupują polską śmietanę oraz twaróg. Belgowie – słodkie bułki, chleb. Bardzo się dziwią, że nasze pączki mają w środku marmoladę, ich są albo bez nadzienia, albo z budyniem w środku.
          Sklep pani Agnieszki Kreczko również odwiedzają Belgowie, głównie Flamandowie.
          - Najczęściej kupują Żubrowkę, chwalą też nasze wędliny - suchą krakowską, żywiecką. Poza tym znają dobrze nasze ogórki kiszone i piwo.
          Odwiedzając polskie sklepy, zapytaliśmy też klientow, co kupują najczęściej.
          - W zasadzie wszystko, zawsze chleb, mleko i pestki – odpowiada nam pani z Nurca Stacji.
          - U mnie podstawą zakupów jest śmietana, tutaj kwaśną np. do zupy czy sałaty trudno znaleźć, Belgowie do wszystkiego używają słodkiej. Często kupuję nasze soki, zwłaszcza marchwiowe, również takich nie mają, a jeśli już, to zdecydowanie odbiegają smakowo od polskich – wymienia pani Krystyna.
          - Po pracy jedno piwko się należy, nie? – mówią chłopcy z okolic Drohiczyna, w reklamówce których widzę zdecydowanie więcej niż to jedno piwko.

          Moris
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama