Reklama

Boże Narodzenie w Belgii - Respekt dla ludzi z Podlasia

18/12/2010 12:28
Rozmowa z ks. prałatem Ryszardem Sztylką, od 2000 roku Rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Krajach Beneluksu.
          - Na początek proszę przybliżyć naszym Czytelnikom działalność Polskiej Misji Katolickiej?
          - Nasza Misja na Kraje Beneluksu ma 87 lat. Powstała w 1923 r. i skupia wszystkich duszpasterzy polonijnych w Beleluksie. W Belgii mamy 17 duszpasterzy, w Holandii – 5, w Luxemburgu 2. Liczba wiernych: w Luxemburgu jest ich 1.550, w Holandii - 14.800, w Belgii - 87.600. W Brukseli mieszka 18.600 z czego 7.800 do 8.000 to ci, którzy są tutaj tymczasowo, przyjeżdżają na 3–4 miesiące i wracają do kraju. Pozostałe 9.000 jest to stały element, który w Brukseli jest zasilony czy to przez starą emigrację po II wojnie światowej czy poprzez późniejszą oraz Solidarność, czy w końcu nową emigrację za chlebem, która się już tutaj „wżeniła” albo założyła swoje firmy i w ten sposób egzystuje. Wszyscy oni, zarówno ci stali, jak i tymczasowi mają kontakt z naszą parafią. Na terenie Brukseli mamy dwie parafie, św. Elżbiety i Matki Bożej Częstochowskiej.
          - Proszę opowiedzieć o sobie i swojej posłudze w Belgii?

          - Pochodzę z Poznania. Poza Polską jestem już 32 lata. Do Belgii przyjechałem w 1978 r. na wakacje, na zaproszenie śp. księdza Henryka Rybki. Ksiądz nie chciał mnie już stąd puścić, więc zostałem. Karierę zaczynałem w Brukseli, gdzie przez rok byłem duszpasterzem polonijnym. Potem poprosiłem o zmianę miejsca, bo chciałem poznać mentalność narodu belgijskiego. Przeszedłem do części walońskiej, do Charleroi. Potem znowu poprosiłem o zmianę, to ksiądz się zdenerwował i wyrzucił mnie z rektoratu. Powiedziałem, że bardzo chcę poznać inne narody, więc wysłano mnie na 4 lata do Holandii. Potem ściągnięto spowrotem do Belgii, tym razem do części flamandzkiej, do Limburgii.
          - Jak nasi rodacy spędzają święta Bożego Narodzenia w Belgii?

          - Większość rodaków mieszkających w Brukseli pochodzi z terenów północno-wschodniej Polski i muszę przyznać jest to lud bardzo wierny, tradycyjny, kultywujący nasze tradycje świąt religijnych, narodowych czy patriotycznych. Jest to lud pobożny i jestem pod wrażeniem ludzi z Podlasia, oni są naprawdę godni Nagrody Nobla.
          - Ale czy istnieje odpowiednia kategoria?

          - Kategoria dawania świadectwa wiary, naszej tożsamości i obyczajów. Podlasianie są pod tym względem niesamowici, mówię to zupełnie szczerze i z całego serca im za to dziękuję.
          - Czy Belgowie również tak hucznie przygotowują się do świąt?

          - Boże Narodzenie w Belgii wygląda tak, że wigilię z reguły spędza się albo w tawernie albo w kawiarni przy piwie czy winie. Nie mają wigilii. Jeśli natomiast w rodzinie belgijskiej jest element polski, to jakoś się te święta celebruje. Kiedy Belgowie mają kontakt z polską tradycją świąt, widzą inny zwyczaj, to potem zaczynają za tym tęsknić i dzwonią i pytają o opłatek. Pierwszy dzień świąt u Belgów to obiad w restauracji, bo kto tutaj w domu gotuje?
          - Czy belgijskie kościoły rzeczywiście świecą pustkami?

          - Niestety, jest to bolesna prawda. Na belgijskich mszach niedzielnych jest 7 czy 8 osób. Potem, kiedy odprawiamy naszą, polską mszę, kościół jest pełen.
          - Co jest przyczyną odchodzenia Belgów od Kościoła?

          - W Polsce duszpasterze idealnie prowadzą katechezę, a tutaj jest to brzydko prowadzone. Katechezę wykładają ludzie świeccy i muszę przyznać, że 2/3 z nich nie ma odpowiedniego przygotowania i w większości przypadków ich katecheza pozostawia wiele do życzenia, dlatego ja się nie dziwię, że młodzież i dzieci nie mogą się odnaleźć w kościele. Nie pokazuje się im katechizmu polegającego na pytaniu i odpowiedzi. Jednak widzę, że pomału idzie ku lepszemu. Podziwiam naszych rodaków, że po 8 godzinach ciężkiej pracy, gdzie mają rozmaitych szefów, świat zewnętrzny jest dodatkowo zwariowany, a oni mają siłę, by przyjść wieczorem na mszę. Jak takiemu nie powiedzieć wielkie Bóg zapłać? Jestem pełen respektu dla ludzi z Podlasia, to są ludzie wielkiej roboty, cierpliwości, modlitwy, uczciwości. Dzisiaj świat jest pełen nowoczesności, techniki, komputerów, walki o karierę, biegania od do, myślenia jak zyskać, jak polepszyć byt. Świat potrzebuje miłości. My w dzisiejszych czasach nie potrzebujemy chleba, bo mamy go za dużo, a nawet go wyrzucamy. My potrzebujemy kształtowania swojego ducha i sumienia, odszukania autorytetu. Myśmy to wszystko zgubili, przez wielkie afery, które się zdarzały i od których również Kościół nie jest wolny.
          Myśmy się trochę pogubili w chrześcijaństwie poprzez nasz smutek i zabiegane życie. Chrześcijanie są trochę za smutni i to ich gubi. Powinniśmy szaleć z radości, że jesteśmy ludźmi wiary. Mówię o katolikach, protestantach, ewangelikach. Przyznam, że jestem pełen podziwu dla prawosławnych, oni są bardzo dynamiczni. Dużo się modlą i z przekonaniem mogę powiedzieć, że są radośni. Oni wszystko spychają na Pana Boga, a jak mają problem to mówią „teraz mi Boże pomóż”, i ja uważam, że słusznie, pomóż, ale wspólnie ze mną, ja też muszę coś z siebie dać. Myślę, że radość wróci.
          - Jak wygląda wigilia na misji?

          - Od 32 lat wszystkie święta obchodzę na Zachodzie. Na misji urządzamy wigilię dla biednych, chorych, bezdomnych i samotnych Polaków. Mają oni jednak taki obowiązek, żeby zgłosić się do nas przynajmniej 5 dni przed wigilią, by wiedzieć dla ilu osób ją przygotować. Zaczynamy o szóstej wieczorem. Są życzenia, opłatek, śpiewamy kolędy. Zawsze jest karp, polski chleb i ciasta. O 22.00 wszyscy uczestniczą we mszy świętej, później rozchodzą się do domów, jeśli je mają...
          - Jak wielu jest bezdomnych Polaków w Belgii?

          -
W latach ubiegłych było ich więcej, ale od 2-3 lat ta liczba dzięki Bogu się zmniejsza. Są miejsca w Brukseli, np. na Dworcu Południowym, gdzie oni się grupują. Znam takich, którzy mieszkają w ruderze, która ma zawalony dach, okna były zamurowane, ale jak to Polacy-cwaniacy, wyjęli cegły i tam śpią. Największy problem, że nie chcą wracać. Ja mówię, dostaniecie na bilet, ale na moich oczach wsiądziecie do autobusu i pojedziecie. Zdarzało się tak, że bezdomny wziął na bilet i nie pojechał, a kupił za to wódkę czy piwo. Pytam ich czy nie mają w kraju nikogo? Czasem padają przykre słowa, że żona wyrzuciła, rodzina nie chce znać, brat się gniewa itp. Każdego roku jednak wraca kilkoro bezdomnych.
          - Jak wygląda polska pasterka w Brukseli?

          - Jest bardzo tłoczna, wówczas kościół jest pełen. W zeszłym roku było 4.000 ludzi, nie można było wejść do kościoła, jeden przy drugim, całe rodziny z dziećmi. Belgowie nie mają pasterki, o 18.00 jest msza, jeśli chodzi o kolędy, to też jest ubogo. Znają „Cichą noc”, ale to jest światowa kolęda. W pieśniach religijnych my Polacy jesteśmy najbardziej rozśpiewani i bez dwóch zdań mamy najpiękniejsze kolędy. Mieliśmy niedawno spotkanie w kościele Notre Dame de la Chapelle z prymasem Belgii André – Joseph’em Leonardem i on powiedział bardzo proste i ładne zdanie: „podziwiam Was Polaków, że jesteście w kościele, że wszyscy śpiewacie, wszyscy się modlicie”. Rzeczywiście nasi wierni śpiewają wspólnie, modlą się, płaczą i cieszą wspólnie. Belgowie nie śpiewają, mają chór. Poza tym dużo zależy od duszpasterza, to on musi wiernych rozkołysać, sam musi umieć śpiewać i chcieć zdopingować ludzi.
          - Jakie jest księdza ulubione danie wigilijne?

          - Uwielbiam sernik, z dań to karp, ale gotowany. Wszyscy się ze mnie śmieją, że rektor nie lubi eleganckich dań, bo moim ulubionym daniem, niewigilijnym, jest kotlet mielony, puree i czerwone buraczki. Wtedy jestem najszczęśliwszy.
          - A ulubiona kolęda?

          - „Wśród Nocnej Ciszy” i „Bóg się rodzi, noc truchleje”. Już zaczynam sobie podśpiewywać, niektórzy już mnie nawet usłyszeli.
          - Był ksiądz na Podlasiu?

          - Na Podlasiu byłem raz, jako duszpasterz studencki, kiedy kończyłem seminarium. Byłem w Drohiczynie, ale również w Siemiatyczach. Znam doskonale biskupa Antoniego Dydycza, który był też kilka razy tutaj u nas, na bierzmowaniu i na rekolekcjach.
          - Czy ksiądz robi postanowienia noworoczne?

          - Tak, każdego roku. W tym, moje postanowienie to dokończenie indeksu duszpasterzy polonijnych w krajach Beneluksu. Ze wszystkimi danymi i zdjęciami.
          - Czego życzyłby ksiądz czytelnikom „Głosu Siemiatycz”?

          - Całym sercem, na te nadchodzące święta życzę, aby wszyscy byli zadowoleni, zdrowi i żeby każdego dnia Polska pięła się w górę. Żeby była bogata duchowo i materialnie. Życzę też, aby jeden o drugim nie zapominał. Mamy mało, ale musimy podzielić się tą małością. Ja zawsze mówię, że Pan Bóg nie będzie nas pytał o to, ile dobrego zrobiliśmy, a ile w ten uczynek włożyliśmy serca, życzliwości i miłości. Nowego Roku życzę najpiękniejszego, przede wszystkim zdrowego.
          Dziękuję bardzo za rozmowę


          Iwona Sawicka, tygodnik Głos Siemiatycze, fot. IS

        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama