Reklama

Władze bezradne – mieszkańcy nie

Stowarzyszenie "Zielone Niemojki" przeciwko rozbudowie kurzych ferm Od jakiegoś czasu w Łosicach i okolicy po prostu śmierdzi. Smród, jak twierdzą mieszkańcy, pochodzi z licznych ferm kurzych. A są plany wybudowania następnych.

     W maju w Niemojkach zawiązało się stowarzyszenie "Zielone Niemojki", które chce walczyć ze smrodem z istniejących kurników i blokować budowę kolejnych. Jego członkowie chcą również dbać o środowisko, w którym żyją, promować walory przyrodnicze i historyczne miejscowości, w której mieszkają. Na profilu stowarzyszenia pojawił się wpis: "Od kilku dni zalewa nas fala odoru z pobliskiej fermy drobiarskiej... Wygląda na to, że właściciel przypomina nam o konieczności i zasadności przeciwstawiania się dalszej rozbudowie tego typu uciążliwych obiektów". Odzew mieszkańców Niemojek, Łysowa, Zakrza, Patkowa czy Łosic był spory.

     Na razie w stowarzyszeniu działa 16 osób, ale zgłasza się coraz więcej chętnych, również spoza powiatu łosickiego. Spotykamy się w poniedziałek 27 sierpnia, by porozmawiać o tym, co planują i co udało się zdziałać przez 4 miesiące.

Reklama

     - Działamy niedługo, ale już udało się przyblokować inwestycję w Ksawerowie, teraz staramy się nie dopuścić do rozbudowy kurników w Niemojkach - mówi Izabela Runkiewicz.

     Na pytanie o to skąd pomysł na powołanie stowarzyszenia - wspomniana pani Iza, Piotr Pawłowski, Jerzy Waszkiewicz i Przemysław Hawryluk - odpowiadają:

     - Spontanicznie to wyszło, po zebraniu z inwestorem, który chciał rozbudować kurniki w Niemojkach. Spotkanie zorganizowały władze gminy. Już na tym spotkaniu najpierw zaprotestowała jedna osoba, potem druga, trzecia, i w sumie tak wyszło, że prawie 100% obecnych było przeciwko tej rozbudowie. Tylko wiadomo jak to jest - przekrzykiwanie się. Obecny na spotkaniu radca prawny podpowiedział nam, że krzykami nic nie wskóramy, że najlepiej sformalizować działania. Porozmawialiśmy z nim. Dzień czy dwa po zebraniu zebraliśmy ponad 300 podpisów przeciwko kurnikom w Niemojkach i Ksawerowie. Zarejestrowaliśmy stowarzyszenie. Ludzie z Wojnowa już do nas dzwonili, też walczą z kurnikami, chcą z nami współpracować. Może nie mamy jeszcze dużego doświadczenia, ale jesteśmy doświadczeni na tyle, by się wspierać, łączyć siły, wymieniać doświadczeniami. Współpraca dużo daje - mówi pani Iza.

Reklama

     Odór niesie się wszędzie

     Pan Jerzy dodaje: - Ruszyło się też coś w świadomości ludzi, odkąd bezpośrednio temat zaczął ich dotyczyć. Do tej pory to był temat tabu. Wiadomo, że są właściwie dwie rodziny, klany, które chcą nam tu zasmrodzić Niemojki. Ale nie tylko, bo to dotyczy i Zakrza, i Łysowa, i Patkowa, i Łosic. Smród z tych kurników niesie się wszędzie. Do tej pory ci inwestorzy zajmowali się pieczarkami, a teraz przekwalifikowują się na hodowców drobiu. Próbują nas ze wszystkich stron tymi kurnikami otoczyć. W najbliższej okolicy mamy osiem hal. Jest to uciążliwe. Może nie śmierdzi cały czas tak intensywnie, ale wentylatory muszą przecież pracować na okrągło. Więc śmierdzi, w zależności jaki wiatr powieje.

Reklama

Pan Piotr przyznaje, że w ubiegłym roku śmierdziało bardziej:

- Trochę przymusiliśmy ich do jakichś działań. Jeden z kurnikarzy zaczął modernizować fermę, wprowadził bioasekurację, więc to znaczy, że się da. A wiemy, że wcześniej dopuścił się znacznych uchybień odnośnie zasad bioasekuracji. Oficjalnie jest tam chłodnia na padłe sztuki. W maju widzieliśmy kilka spiętrowanych skrzyniopalet z padłym drobiem, drzwi do zagrody ze skrzyniopaletami były otwarte od strony drogi. Smród padliny dodatkowo, lisy mają darmową stołówkę. Druga rzecz to ścieki, które spływają do rowu.

Reklama

- No i właśnie dlatego postanowiliśmy się za to zabrać. Poprawiło się o tyle, że stanęła chłodnia na padlinę i niby już działa. Na razie nie widać ścieków. Zapach jest jaki był, bo wiemy, że ze smrodem tak szybko sobie nie poradzą. Musieliby często filtry wymieniać, zmodernizować halę, zmienić system produkcji, a to duże koszty. Inwestor woli nową halę postawić, zarabiać pieniądze, a nie modernizować starą i je wydawać - mówi Runkiewicz.

- Z tą chłodnią to też nie do końca chyba jest dobrze, bo z niej cały czas cieknie - dodaje pan Jerzy. - Gdyby rzeczywiście chłodziła, to tego by nie było. Wiadomo, że w trakcie procesów technologicznych powstaje tych ścieków bardzo dużo, chociażby z mycia hal, a są to ścieki szczególnie toksyczne. Mamy podstawy twierdzić, że tu również pojawiają się nadużycia. Ścieki idą do rowu, rowem do rzeki Toczna. A potem zdziwienie, że zalew zamknięty. Z deszczem to nie spadło.

Reklama

 

Zielone Niemojki – pierwsze sukcesy

Na profilu czytamy: "Zielone Niemojki powstały jako odzew społeczności lokalnej na ekspansywny rozwój uciążliwych, wielkoprzemysłowych ferm drobiarskich na terenie gminy Łosice. Nasze stowarzyszenie choć jeszcze bardzo młode, już pochwalić się może pierwszymi sukcesami. Dzięki wspólnym działaniom udało nam się zablokować inwestycję drobiarską we wsi Ksawerów oddalonej od Niemojek o niespełna kilometr. Miejmy nadzieję, że to dopiero pierwszy z wielu takich sukcesów".

Reklama

- Jeden nie dostał zgody, a miał 10 kurników postawić, oprócz tych 4 co stoją - mówi pan Jerzy. - Drugi z halą na 280 tysięcy brojlerów też jest zablokowany. Trzeci siedział tu, na pani miejscu, i nam wyjaśniał, jak to wszystko pięknie i ładnie można zrobić, że on nas popiera, że jest za. Obiecywał, że nie będzie ściółki, tylko pelet i filtry itd. Teoretycznie wszystko ma być zrobione zgodnie z wymogami i według najwyższych standardów. A jak to jest w praktyce? Wiemy na przykładzie istniejących już inwestycji… Jest taki rów, którym wszystko do Tocznej płynie. Oficjalnymi rurami woda z klimatyzacji - takie są wyjaśnienia, a wiem, że wszystko inne bokami. Pod przejazdem w Zakrzu jest taki rów, gdzie piana płynie.

 

Reklama

Ekologią nikt się nie przejmuje

Na pytanie co na to ochrona środowiska, czy kurniki przechodzą jakieś kontrole, czy ktokolwiek sprawdza chociażby wentylacje i sposób odprowadzenia wody - działacze odpowiadają:

- Podejrzewamy, że to jest układ, tak jak wszędzie w okolicy - mówi pan Jerzy. - Ręka rękę myje. Trzeba gdzieś pozatrudniać dzieci, tak jak w kurnikach, tak i w pieczarkarniach. Tu wszystko można kupić. Nie mówię o jakichś łapówkach. Ale są tu znajomości, familijne układy. Ochrona środowiska nie działa w ogóle, nie wiem czy na przykład nie jest tak przyjęte, że powiadamiają, kiedy przyjadą na kontrolę. Wtedy jest czas na posprzątanie.

Reklama

Jak twierdzą członkowie stowarzyszenia, ekologią nikt się nie przejmuje.

- Jeden z lokalnych przedsiębiorców systematycznie palił odpady poprodukcyjne, w tym plastikowe folie - mówi pani Iza. - Zadzwoniłam na straż miejską, ale oni pracują do godz. 16. A śmieci były palone wieczorem. Dzwonię na straż  pożarną, to mi mówią, że to nie pożar i oni nie mogą interweniować…

- To pokłosie ładnych paru lat wolnej amerykanki. Teraz jest im trochę niewygodnie, że ich (inwestorów - ak) się czepiamy - wtrąca pan Jerzy.

Reklama

- Już na tym pierwszym zebraniu w Niemojkach byli mocno zaskoczeni sprzeciwem - dodaje pani Iza. - Mechanizm działania jest taki: temu przysługę wyświadczą, temu coś tam zasponsorują, jakąś imprezę. Generalnie wszyscy są zadowoleni, a oni robią co chcą. Jedni kurniki zaczęli stawiać zanim pozwolenia wszystkie dostali, na tyle pewnie się tu czują. Później zrezygnowali, wystraszyli się kar. Ale są zaskoczeni, że ludzie, którzy mają takie niby długi wdzięczności, zaczęli protestować.

- To są grube miliony kontra kilka osób, którym nie pasuje smród. Są zdziwieni, że można się przeciwstawić. Na zebraniach na przykład padały słowa, że przecież oni drogi budują, płacą podatki. Ale przecież wszyscy płacą podatki - mówi pan Jerzy. - Problemem jest też kwestia opodatkowania takiej działalności. Niby to rolnictwo, ale pod dachem kilka hektarów działalności przemysłowej. Czym się różni taki fryzjer, co płaci podatek jak przedsiębiorca, od takiego kurnikarza, co w hali produkuje tyle kur. Ale przepisy na to pozwalają...

Reklama

 

Jakie rozwiązania na przyszłość ?

Na pytanie jakie rozwiązania widzą, zgodnie odpowiadają:

- Zdecydowanie sprzeciwiamy się dalszej rozbudowie ferm drobiarskich. Nieruchomości dookoła bardzo tracą na wartości, bo kto chce mieszkać w smrodzie? Wielu mieszkańców posprzedawało ziemię, na której inwestorzy pobudowali później kurniki. Teraz żałują, bo nie spodziewali się, że to będzie aż tak śmierdziało… A przecież przy takiej ilości ferm i takiej obsadzie, nawet przy najbardziej nowoczesnych i innowacyjnych rozwiązaniach, będzie śmierdziało. Na dziś już jest spokój, nie śmierdzi, chyba skończyli mycie kurników (spotykamy się po godz. 18.00 - ak). Robią to przy otwartych drzwiach, wywożą ściółkę, przeładowują, wywożą padlinę. Wentylatory też pracują 24 godziny na dobę. Dziś w inną stronę wiatr wieje.

Pytam czy nie spotkali się z komentarzami, że przez nich Niemojki, powiat nie będą się rozwijać:

- Ja mam ponad 50 lat. Kiedyś tu była gmina, była mieszalnia pasz, dwie piekarnie, GS, magazyny. Od tamtych lat Niemojki stały się wsią, której mieszkańcy dojeżdżają do pracy do Warszawy. Chcemy rozwijać Niemojki, ale są zasady, których nie można przekraczać. Obstawia się nas kurnikami i każdy z nich ma nas gdzieś - mówi pan Jerzy. - To kurniki zahamują przyszły, potencjalny rozwój Niemojek. Bo kto chciałby inwestować w jakikolwiek biznes w miejscu, w którym nieustannie śmierdzi? Nie wspominając o negatywnym wpływie pyłów i amoniaku na zdrowie ludzi.

- Nie jesteśmy ekoterrorystami - dodaje Pawłowski. - Nie zamierzamy przykuwać się do drzew. Staramy się dyskutować merytorycznie, tłumaczyć jak działać. Skoro na zachodzie można prowadzić ubojnie, czy inne tego typu działalności, w centrum miasta i nic nie śmierdzi, to i tak samo można działać tutaj.

- Chcemy też działać tak, by zwiększyć świadomość ekologiczną. Edukować dzieciaki. W szkole w Niemojkach na przykład nie ma pojemników na śmieci segregowane. Chcemy zlikwidować dzikie wysypiska śmieci wzdłuż torów. Skoro ktoś wsiada w samochód i wiezie opakowania po środkach ochrony roślin do lasu, to równie dobrze może te odpady zawieźć do sklepu i oddać bezpłatnie. Chcemy działać w tym obszarze, gdzie nie działa nasze państwo ani lokalne władze. Mam wrażenie, że do tej pory wszystko było można. Jeśli władze, burmistrz, kontrole umywają ręce, to obudzimy się pewnego dnia obstawieni śmieciami, ze smrodem z kurników dookoła, a ludzie się w końcu stąd wyprowadzą. Jeśli my nie powiemy stop, to oni, inwestorzy, też nie powiedzą. Dla nich to jest kasa.

 

Bezczynność instytucji

Działacze stowarzyszenia zwracają też uwagę na bezczynność instytucji teoretycznie powołanych do chronienia środowiska:

       - Decyzje i opinie piszą, kopiując je z internetu. Wojewódzki konserwator przyrody w decyzji napisał, że tu nic nie występuje, że to krajobraz rolniczy. Prawdopodobnie nigdy go tu nie było. Przecież nawet na pustyni coś występuje, ale u nas, w Niemojkach - nic - mówi pan Piotr.

       - Burmistrz też, nie wiem, być może teraz przed wyborami, zastanawia się, czy wydając pozwolenia na kilkadziesiąt inwestycji drobiarskich, dobrze zrobił - dodaje pan Jerzy. - Problem też polega na tym, że nasze prawo jest jakie jest. Jeden z inwestorów ma 8 kurników, chciał postawić kolejne 4. Chce działkę leśną przekwalifikować na rolną. Mówi teraz, że tam będzie zboże siał, wcześniej, że zrobi mieszalnię pasz. Nie mamy do niego zaufania. Przed zebraniem jeszcze się chwalił, że tyle kurników postawi... Złożyliśmy petycję do urzędu, że sprzeciwiamy się przekwalifikowaniu tej działki, że nie życzymy sobie kolejnych inwestycji. A nasz radny balansuje, między mieszkańcami co protestują a inwestorem. Niby napisał pismo, którego nikt nie widział. Przyszliśmy na posiedzenie rady, a on nam mówi, że ten temat nie będzie poruszany, a potem dowiadujemy się, że nie był poruszany, bo nas nie było. Chcą nas przeczekać do wyborów, a potem pchnąć wszystko. Mieszkańcy jednak już sami reagują. Mamy sygnały gdzie się inwestorzy kręcą. Rozumieją, że to chodzi o nasze wspólne dobro.

Przemysław Hawryluk, niejako podsumowując naszą rozmowę, mówi:

       - Chcemy żyć w normalnych warunkach - po prostu. Nikt nikomu do kieszeni nie zagląda, ale nie może być też tak, ktoś będzie zarabiał, a reszta będzie cierpiała.

       - Mamy betoniarnię obok - mówi pani Iza. - Bywa głośno, ale do hałasu można się jakoś przyzwyczaić. Do smrodów nie. Trzeba jakoś starać się normalnie funkcjonować jeden z drugim. Chcemy, by nasze dzieci kiedyś może zostały na gospodarstwie, a jak nie, to nas z chęcią odwiedzały, by ludzie chcieli się tu osiedlać, a nie wyprowadzać.

       - Ja też wróciłem z Siedlec do rodzinnego domu - dodaje pan Przemek, - remontuję go teraz, ale szczerze mówiąc czasami żałuję, że wróciłem. W prostej linii mam 800 metrów do wentylatorów kurników. Ani okna otworzyć, ani posiedzieć na podwórku, grilla czy ognisko rozpalić. Mówi się, że na wsi mieszkamy, że na wsi musi śmierdzieć. Owszem, zwierzętami, czy obornikiem - teraz jesienią, ale to jest chwila, gdy rolnik przejedzie z przyczepą obornika, albo wysypuje ten obornik na pole. To nie taka skala oddziaływania. Nie wyobrażam sobie kolejnych kilku kurników pod domem. To tak, jak przy oczyszczalni ścieków mieszkać. Pozostaje się wynosić i tyle. Ale dlaczego to ja mam się wynosić? Byliśmy tu przed kurnikami.

       Są ludzie podobnej pozycji finansowej, którzy też mieli zamiar zakładać podobne działalności, ale właśnie ze względu na dobrosąsiedzkie stosunki odstępowali. Wiedzieli, że będzie to uciążliwe dla innych. Wyszli z założenia, że są z tej społeczności i to szanują, liczą się z tą społecznością - dodaje pan Przemek.

       - Z niektórymi z inwestorów nie da się też rozmawiać. Pada pytanie "a skąd wiadomo, że to ode mnie śmierdzi". Odpowiadamy, że skoro pan lubi takie zapachy, niech pan wybuduje sobie taki kurnik przy domu. A oni wszyscy mieszkają gdzieś dalej, a u nas tylko kurniki stawiają - mówi pan Jerzy.

       Już po naszym spotkaniu przedstawiciele stowarzyszenia dowiedzieli się o kolejnej planowane inwestycji drobiarskiej. 4 hale, o łącznej obsadzie 200-240 tysięcy sztuk, mają powstać w Zakrzu, w pobliżu istniejącej już fermy kurzej. Najbardziej narażone na negatywne oddziaływanie planowanej inwestycji będą wsie Niemojki, Zakrze i Nowosielec.

       Ze stowarzyszeniem można kontaktować się poprzez profil na facebooku: Zielone Niemojki.

      Anna Kondraciuk, fot. ak

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mieszkaniec - niezalogowany 2018-09-05 21:43:59

    Może was zainteresuje płyta na podłoże popieczarkowe(i inne odpady z KGplastu) o powierzchni 1,5 ha w Nowosielcu z odpływem do rzeki Toczna.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-06 12:27:44

    "Ścieki idą do rowu, rowem do rzeki Toczna. A potem zdziwienie, że zalew zamknięty." Zanim się coś powie, napisze wypada zweryfikować. Rów jak wpada do rzeki, to już za jeziorkiem łosickim. Więc jak już coś płynie to do Bugu a nie do zalewu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-06 12:39:04

    A dlaczego pani redaktor nie zainteresuje sie panem ze stowarzyszenia który warsztat ma w Zakrzu w którym olej i płyny wylewa z samochodów do rowu tam dopiero jest syf??????????? Nie ma komu pewnie za artykuł zapłacić

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama