W ubiegłym tygodniu 100 lat skończył Jan Kosiński z Kosianki Starej. Jubilat zadziwia dużą energią i doskonałą pamięcią. Przeżył wiele - dwie wojny światowe, przedwojenne wyjazdy do Warszawy, śledził losy Józefa Piłsudskiego, pracował na roli oraz cieszył się życiem. Pan Kosiński urodził się w Kosiance Leśnej, 6 kwietnia 1910 r. Zaś do Kosianki Starej zawitał w wieku 30 lat z powodu ożenku. - Całe życie spędziłem w Kosiance Leśnej i Starej. Tutaj i w okolicy pracowałem, obrabiałem ziemię, wychowałem dzieci. Na szczęście ominęła mnie druga wojna światowa i nie musiałem iść na front. Chcieli mnie wysłać do Niemiec na roboty. Nie dałem im się. Zostałem w domu - opowiada pan Kosiński. - Bardzo ciężko było w tamtych czasach, szczególnie przed wojną i po wojnie. Człowiek musiał ziemię obrobić i na zarobek iść - mówi. Jak wspomnieliśmy na początku, jubilat cieszył się życiem: - Czasami to miałem bujne życie – opowiada. - Jak wspomnę sobie tych żandarmów niemieckich, co im bańkami bimber nosiłem, to aż chce się wracać do tamtych czasów. A oni mi tylko drożdże przynosili - uśmiecha się pan Jan. Przypomina też inne szczegóły młodzieńczego wieku: - To nie tak, żebyśmy wtedy cały czas pili, tylko od czasu do czasu człowiek chciał z życia skorzystać, więc jak na potańcówkę z kolegami się szło i mieliśmy litra bimbru, a zakąski brakowało, no to co mieliśmy robić? Odkorkowaliśmy i gul gul. Potem taka potańcówka była, że... ach, to były czasy! Człowiek litra wypił i nie było po nim tego widać - wspomina. Wydaje się więc, że nasz jubilat nie stosował żadnej diety. - Ano różnie z tym było. Takie czasy były, że człowiek jadł, co miał. Ale np. tłustego boczku to chyba nigdy nie zjadłem. Wolałem chude mięso - tłumaczy. Pan Jan - jak na 100 lat - zadziwia bystrością umysłu, sypie żartami, ma doskonałą pamięć i najważniejsze - trzyma się bardzo dobrze. Na zdrowie praktycznie przez całe życie nie narzekał. - Całe życie był pracowity, uczciwy, a dla nas bardzo dobry. Nie żałował dla nas pieniędzy na mieszkania, szkołę, dla wnuków na studia. Pomagał nam jak mógł. Dlatego teraz ja, mimo że mam mieszkanie w Białymstoku, wróciłam do niego i opiekuję się nim. Mam nadzieję, że w taki sposób odwdzięczę mu się za jego troskę - mówi pani Maria, córka jubilata. Na koniec pan Jan dodaje, że swoje już przeżył i chyba czas zabierać się z tego świat. - Widocznie święty Piotr zgubił listę z moim nazwiskiem. Dlatego tak długo żyję - mówi. Jak zwykle przy takich rocznicach do jubilata przyjechała delegacja z Urzędu Gminy w Grodzisku. Był szampan, tort, kwiaty i upominki.
Na zdjęciu listy gratulacyjne wręcza jubilatowi wójt Antoni Tymiński. Obok prawnuki Oliwia i Oskar z Korzeniówki.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze