Reklama

Spotkanie z rozczarowaniem - o sadownictwie

Związek Sadowników RP Oddział w Lipnie oraz Wójt Gminy Platerów zorganizowali spotkanie poświęcone trudnej sytuacji na rynku owoców.

Na spotkanie zaproszenie otrzymali: Minister Rolnictwa, parlamentarzyści z okręgu siedleckiego: Anna Maria Siarkowska, Teresa Wargocka, Krystyna Pawłowicz, Henryk Kowalczyk, Jolanta Hibner, Grzegorz Woźnik, Marek Zagórski, Czesław Mroczek, Marek Sawicki, Krzysztof Tchórzewski, Daniel Milewski, Arkadiusz Czartoryski oraz samorządowcy: starosta Katarzyna Klimiuk, burmistrz Miasta i Gminy Łosice, Mariusz Kucewicz, wójtowie gmin: Sarnaki - Grzegorz Arasymowicz i Konstantynów - Romuald Murawski.

        Niestety. 10 marca w świetlicy OSP pojawili się tylko przedstawiciele ministerstwa rolnictwa - Joanna Trybus i Łukasz Kowalczyk, wójtowie Arasymowicz, Garucki (ale ten był współgospodarzem spotkania) i poseł Sawicki.

Reklama

        Rozczarowania nie krył wiceprezes ZS RP Robert Remiszewski, który mówił jak ważne było to spotkanie dla regionu: - Chociażby by wspólnie pomyśleć o przyszłości sadowników, która jest coraz mniej obiecująca. Kiedy były demonstracje, na drogę wysypywane wiśnie i inne owoce, wówczas przyjeżdżali do nas parlamentarzyści. Dzisiaj ich nie ma. Jak można zlekceważyć tak ważny elektorat?! Zaproszone były wszystkie opcje, nikt z zaproszenia nie skorzystał, tylko marek Sawicki wypełnił swój obowiązek.

        Trafnie podsumowali to licznie zgromadzeni na sali: - Przypomną sobie o nas za dwa miesiące. Jak wybory będą.

Reklama

        Remiszewski mówił o tym, że politycy nie potrafią stanąć na wysokości zadania: - Nie mamy co ze swoim produktem zrobić, chcieliśmy rozmawiać, zapoznać tych naszych reprezentantów o problemach tych kilkudziesięciu tysięcy gospodarstw, utrzymujących się z produkcji owoców. Wyszliśmy z inicjatywą rozmów, dotarcia do rządzących, naszym głównym postulatem jest wprowadzenie umów kontraktacyjnych. Wyważaliśmy otwarte drzwi, bo umowa kontraktacyjna obowiązywała ponad 150 lat temu już. Umowa istnieje w dziennikach ustaw, w kodeksie cywilnym, nie trzeba specjalnie nic robić. Ale kolejny zespół opracował kolejna umowę, która leży i czeka, nie wiemy na co (pisaliśmy o tym w rozmowie z Michałem Michalukiem, nr 5/1221 Kuriera, z 31 stycznia br. - ak). Umowa kontraktacyjna nie jest doskonała, ale zagwarantowałaby nam dno, od którego można byłoby się odbić, bo teraz to my już i to dno zgubiliśmy. My swoje żale będziemy wylewać, ale powiedzcie jak to widzicie. Chcielibyśmy się dowiedzieć na jakim jest etapie jest praca nad umowami .

         Straszenie unią

Reklama

 Niestety. Nie dowiedzieli się. Joanna Trybus posługując się wydrukowanymi fragmentami ogólnej prezentacji ogólnikowo też mówiła. O cyklu intensywnych spotkań sadowników, o wzorze przykładowej umowy, który nie jest obligatoryjny, o tym, że starają się w ministerstwie dostosować różne elementy prawa obowiązującego, że podjęli prace legislacyjne, że rozpatrują różne elementy, o cenach sztywnych, minimalnych, karach, rozszerzeniu łańcucha dostaw...

        Łukasz Kowalczyk straszył Unią: - Rynek owoców i warzyw jest specyficzny - mówił. - Jesteśmy w Unii, obowiązują nas przepisy Unii, decydują czysto rynkowe zasady, ingerencja w rynek jest praktycznie zerowa, nie pozwalają na to przepisy, obowiązuje nas embargo.

Reklama

 Nie spodobało się to zebranym: - Odnoszę wrażenie, że wszystkie rzeczy trudne i niewygodne zwalamy na przepisy unijne. Nie jest tak. Tamte kraje sobie radzą, a my tylko nie umiemy, czy nie chcemy po prostu. Strategii na rolnictwo nie ma od 1990 roku i nie wiem czy będzie. Więc albo sobie poradzimy z tym sami albo… Bo nikt nam tego nie załatwi. Nie wierzę w to wszystko.

 – Strategia będzie - na dwa miesiące przed wyborami, a później już tej strategii nie będzie – padło z sali.

 - Czy państwo wiedzą, że nasza truskawka jedzie do Niemiec, a stamtąd na wschód? Dlaczego chińczycy nasz koncentrat mogą sprzedać za 12 groszy do Kanady i USA, a my nie możemy? - kolejny głos z widowni.

Reklama

 Były minister o katastrofie w sadownictwie

 W sumie najbardziej merytorycznie wypowiadał się poseł Marek Sawicki, ale co też nie dziwi - były minister rolnictwa. Zwracając się poniekąd do przedstawicieli ministerstwa, mówił o potrzebie odbudowania relacji handlowych z Rosją:

 – Wspominacie państwo element usuwania owoców z rynku w 2014 r. Trzeba było to w Unii wydeptać. To było prawie 300 tys. ton jabłek, 14 tys. ton owoców i warzyw. Mieliśmy dylemat, ja byłem zwolennikiem wycofania i utylizacji, ówczesna opozycja i dziś rządzący mówili o zgrozo jak dar boży można niszczyć - przypomniał. - Stąd się wzięła kwestionowana teraz pomoc charytatywna, rozdawnictwo, sprzedaż tych owoców na rynku. Z tego wynikła awantura polityczna. Drugi problem - embargo. Pojechałem wtedy do Moskwy na rozmowy. Mówiłem teraz -i Jurgielowi i Ardanowskiemu - dość politycznych zabaw. Przestańmy być w awangardzie antyrosyjskiej, upomnijmy się o rynki rosyjskie. Niemcom nie przeszkadza współpraca gospodarcza z Rosją, a jeśli nam nie przeszkadzają rosyjskie czerwony węgiel i różowy gaz, to powinniśmy też, zatroszczyć się o to, żeby w końcu z naszą żywnością wejść na rynek rosyjski. Chyba, że boimy się Rosjan utuczyć naszą żywnością - ironizował.

Reklama

        Poruszył też kwestię chłopskiego zorganizowania:

        - A może bardziej jego brak. Ciągle przypominam rok 1998. Co niektórzy może jeszcze pamiętają, Siemiatycze sprzedawały Horteks. Była stawka 5 milionów. Mówiliśmy - zrzucamy się, 500 producentów, jest gwarancja banku, jako rolnicy kupujemy Horteks. To podsumowano, że Sawicki z Dydczem chcą przejąć i skończyła się dyskusja. A co to było 5 milionów, dzisiejsze 500 zł. Mogliśmy Siemiatycze mieć jako własne, własną przetwórnię, cokolwiek byśmy uratowali. To nie do was pretensja, ale trzeba zrozumieć, że trzeba się wspierać, pomagać nawzajem.

Reklama

        Odniósł się też do problemów z umowami kontraktacyjnymi:

        - Powiedzcie ministrowi, że Sawicki publicznie powiedział - zwrócił się do przedstawicieli ministra, - do tego, by wydać rozporządzenie nie trzeba zmiany ustawy, może ją wydać na podstawie nowelizacji ustawy z 2015 r. Jeśli organizacje dogadały się, to na podstawie tamtej ustawy może wydać rozporządzenie.

        Niektórych ponosiły emocje:

        - Obecne sadownictwo to katastrofa, 10 groszy za jabłko. Aronia nie zerwana, jabłka, wiśnie, porzeczka - rolnikowi nie opłacało się zebrać, bo cena nawet kosztów by nie pokryła. Zmarnowaliście polskie sadownictwo, jak świnie i krowy zaczynacie niszczyć. To tragedia dla polskiej wsi. Polską wieś szlag trafi, a ministerstwo nie reaguje! Jak możecie tam siedzieć, brać kasę i nic nie robić?! Jak widzicie nadchodzący sezon?

Reklama

       - Jedna trzecią sadów wyrezać - padło z sali.

        – Sprzedałem 120 ton jabłek, wcale nie najgorszych, po 29 groszy – mówił jeden z sadowników – i teraz się pytam, kto za mnie zaniesie ratę do banku za sprzęt potrzebny do nawodnienia w sadzie. Komu dacie 500 plus z naszych pieniędzy?! A na jesieni nie ma żywej duszy do zbierania jabłek. Nie biorę 500 plus, nie wziąłem 300 plus, ale bank spółdzielczy za tydzień zadzwoni i zapyta kiedy przyniosę ratę. Gdybym sprzedał jabłko za złotówkę, miałbym 120 tys. zł, 80 tys. by mi zostało. Wiecie ile wziąłem? 36 tys. zł - za cały rok pracy! I teraz nam tu mówicie, że cena będzie w umowie kontraktacyjnej sztywna, czy inna... Nie! Cena ma być minimalna! Tak, żeby sadownik mógł sobie przekalkulować, czy mu się opłaca te owoce produkować. Niech będzie 60 groszy na porzeczkę - wtedy opłaca mi się robić. Ale nie tacy co kalkulują - mają kawałek pola, dziś porzeczka za 5 zł, dawaj zasadzimy, w dwa lata wziął zarobił, a potem zlikwidował. nic nie robił zwinął 20 tys. zł. To wolne konanie, a nie wolny rynek.

Reklama

Nie zapłacono za skup interwencyjny

Sadownicy podnosili również brak terminowej zapłaty za dostarczone owoce, poruszając temat firmy Eskimos:

 – Uczestniczyłem w skupie interwencyjnym jabłek po 30 groszy. Podpisałem umowę ze spółką Eskimos, na 2,5 tys. ton. Nie było komu skupować tych jabłek, więc to się przesuwało. Z października na listopad, w grudniu w końcu jakoś ruszyło. Do 5 stycznia sprzedałem 1145 ton. Pierwsza płatność została zapłacona za jabłka dostarczone do 18 grudnia i na tym koniec, do dnia dzisiejszego nie mam zapłaty za resztę dostarczonego towaru. Zwróciłem się do spółki Eskimos o wyjaśnienie. Eskimos twierdzi, że Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa blokuje pieniądze, nie wypłaca transz. KOWR natomiast twierdzi, że nic nie blokuje. Wysłałem pytanie do ministra - czy spółka Eskimos nie wykonała należycie swojego zadania? Czy może to ministerstwo lub KOWR nie dopełnił swoich obowiązków? Dowiaduję się w rozmowie z ministerstwem, że to nie ich sprawa, że ten skup to nie jest skup interwencyjny, tylko biznesowy.

Reklama

 

        - Ten skup rzeczywiście był w ramach biznesowej działalności tego podmiotu - odpowiadał Kowalczyk. – Pan minister zaapelował do tego typu podmiotów, by zaczęły skupować po godziwych cenach.

        – To premier obiecał i gwarancje były rządowe - krzyczano

        – Gwarancji zdaje się udzielał KOWR – ripostował Kowalczyk. –Dyrektor KOWR podał się już do dymisji. Sprawa będzie wyjaśniana.

        – Eskimos nie miał żadnych możliwości przetwórczych – mówił Sawicki, – a my jako posłowie nie mamy żadnych możliwości, aby dopytać się jak został wybrany Eskimos. Ale są przecież dowody prasowe, że pan premier i pan minister mówili, że będzie interwencja na rynku jabłek na poziomie 500 tys. ton. I do tego zadania została wytypowana jedna firma, która dostała gwarancje rządowe na kredyt. Na komisji rolnictwa minister przynajmniej trzykrotnie przypominał, że ta firma dostanie także gwarancje, jeśli nie sprzeda na rynku koncentratu jabłkowego.

        Sadownicy czują się oszukani i rozczarowani spotkaniem. Nie wniosło nic nowego, dało tylko możliwość upustu żali i emocji. Przedstawiciele ministra obiecali przedstawić wnioski w ministerstwie. Pytanie jakie wnioski - dwa zdania zanotowane na małych kartkach?

A sezon tuż, tuż.

Anna Kondraciuk  fot. ak

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-03-31 19:29:26

    jedyna recepta dla rolników i sadowników = odciąć się od egoistycznych przepisów UE, tam panuje wręcz się wylewa przzepych egoizmu!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-04-04 17:11:05

    Moze na tym forum znajda sie pomysly na nowe produkty . Wspierajmy podlaskie produkty, tworzmy nowe miejsca pracy . Tworzmy podlaskie Eldorado. Nie liczmy na innych - liczmy na siebie. UE trzeba wykorzystywac do ostatniego euro. Tworzyc co sie da. Szukac nowych drog, i mozliwosci . Moze zatrudnic jakiegos konsulta ktory by mial inne swieze pomysly. Nasze owoce powinny byc blogoslawienstwem - a nie przeklenstwem. Jakis konkurs na najlepszy produkt. Nasze gospodynie maja od pokolen przepyszne receptury. Tylko to zostaje w domu - a powinno zawojowac swiat. Czysta zywnosc , ekologia - to dzisiaj sprzedaje. Dbajmy o nasze interesy - powolajmy komitet ktory zajmie sie promowaniem naszej czystej nieskazonej swojskiej zywnosci.Produkty podlaskie - to powinno byc marka ktora zawojuje klijenta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-04-10 08:06:44

    https://kurierpodlaski.pl/artykul/wspolpraca-w-rolnictwie/635788?1554795564_kis_cup_C6FA3ED5_6D17_47D1_B6E2_F4B02CC905E0_

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama