Reklama

Spalony dom w Kajance - Najważniejszy dach

22/01/2009 17:34
We wtorek 13 stycznia po godz. 16.00 strażacy z JRG Siemiatycze zostali wezwani do pożaru w Kajance. Na miejscu okazało się, że całe wnętrze drewnianego budynku płonie.

          Strażakom zawodowym z Siemiatycz i ochotnikom z Nurca Stacji, w ciągu trzygodzinnej akcji, udało się ocalić dom jako budynek, jednak całkowicie spaliły się pomieszczenia i poddasze. Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej.
          Pięcioosobowa rodzina Markiewiczów straciła dach nad głową i dobytek. Całe szczęście, że w pożarze nie ucierpieli mieszkańcy. Pogorzelcy (najmłodsze dziecko to sześcioletnia dziewczynka) mieszkają teraz u kuzynów. Dom da się odremontować. Dwa dni po pożarze, w czwartek, pogorzelisko było już wysprzątane i trwały wstępne prace remontowe, wymieniono część okien.
          W tym miejscu warto dodać, że w środę, dzień po pożarze, odebraliśmy w redakcji anonimowy telefon:
          - Może wy coś pomożecie, bo żal patrzeć na tą rodzinę - mówiła kobieta, która się nie przedstawiła, powiedziała tylko, że jest mieszkanką Kajanki. - Ludziom wszystko się spaliło, a nikt im nie pomaga. Ani sołtys się sprawą nie zainteresował, ani wójt. Sam jeden syn tych ludzi na tym pogorzelisku porządkuje. Gdzie te wszystkie chłopy ze wsi?! Jak pod sklepem piwo pić, to ich pełno, jak pomóc, to nikogo nie ma. Jakiś czyn społeczny zrobić czy co, ale to sołtys powinien zarządzić.
          Okazuje się, że „sąsiedzka troska” nie do końca była potrzebna, bo i mieszkańcy wsi i wójt Zaremba i GOPS zaangażowali się w pomoc poszkodowanym. Na miejscu, oprócz kilku pracujących mężczyzn, zastaliśmy siemiatyckiego radnego, Andrzeja Miazio, którego dalsza rodzina okazała się poszkodowaną w pożarze:
          - Bzura, że nikt nie pomaga. Proszę spojrzeć ilu ludzi tu pracuje. To też nie filozofia, by zgonić tu całą wieś, bo tyle ludzi to się w tym domu nie zmieści. Pomagają wszyscy. Wiem, że i ośrodek pomocy społecznej obiecał pieniądze i jakąś pomoc, wójt też obiecał pieniądze. Ja uruchomiłem wszystkie swoje kontakty, swoich kolegów. Zresztą - nawet było tak, że niektórzy, dowiedziawszy się skądś o pożarze, że to mój szwagier „się spalił”, dzwonili, pytali jak mogą pomóc. Właśnie wjeżdża wywrotka żwiru od mego kolegi z Białegostoku. Dom już prawie uprzątnięty, dziś mamy zamiar wylewać posadzki. Najważniejsze to wyremontować dom. Ale zapraszam panią za tydzień - gwarantuję, że już wszystko zrobimy.
          Pani Markiewicz wygląda na zagubioną, przerażoną całą sytuacją. Skromnie odpowiada, że w sumie to nic nie potrzebują. Może pieniędzy na zrobienie dachu:
          - Albo blachy na jego pokrycie. Ubrań czy innych rzeczy chyba raczej nie. Najważniejsze to dom zrobić...
          - Uradziliśmy wspólnie z rodziną szwagra - dodaje pan Miazio, - że każdy da tyle pieniędzy, na ile go stać, ale wiemy, że na pokrycie dachu nie wystarczy. Na razie od kolegi mam dostać drzewo na dach, ale gorzej z blachą. Też obawiam się, żeby nie było silniejszego mrozu niż teraz, albo żeby deszcz nie popadał czy śnieg. Jak będzie tak jak jest, to damy radę.
          Grażyna Jaszczołt, kierowniczka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siemiatyczach potwierdza, że najpilniejszą sprawą jest naprawa dachu i pokrycie go blachą, ale też potrzebne są ubrania, koce, pościel czy meble.
          - Spaliło się dosłownie wszystko. Teraz kątem mieszkają u rodziny, stąd pewnie ich ogromna chęć odbudowy tego domku, ale wiadomo, że potem będą musieli mieć na czymś spać, w co się ubrać. Przecież tam jest małe dziecko, 6-letnia dziewczynka. Stąd nasz apel o pomoc. Wszyscy ludzie dobrej woli, którzy mają takie rzeczy, które mogliby ofiarować poszkodowanym proszeni są o kontakt z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Siemiatyczach, osobiście czy telefonicznie (ul. 11 Listopada 45, tel. (085) 655 20 53). My oczywiście też ze swoich skromnych środków będziemy starali się im pomóc, poprosimy też księży o ogłoszenie apelu. Tej rodzinie trzeba pomóc, to nieroszczeniowa rodzina, po prostu taka, której trochę gorzej się wiedzie niż innym, a teraz jeszcze stracili to, co mieli.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama