„Największym przeżyciem dla całej naszej szkoły były wydarzenia z jesieni 1946 roku. UB zorganizowało wtedy wielką obławę na ludzi podziemia.” – wspomina Zenon Skrzypkowski, członek AK, naoczny świadek tamtych wydarzeń.
Zajęcie ziemi drohiczyńskiej przez wojska sowieckie w 1944r. nie przerwało działalności istniejących tam i aktywnych pod okupacją niemiecką struktur Armii Krajowej. W nowej rzeczywistości, w perspektywie trudnej do zaakceptowania kolejnej próby (po okresie 1939 – 1941) sowietyzacji ziem nad Bugiem, część oddziałów na tych terenach- które odmówiły wykonania rozkazu gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” z 19 stycznia 1945 r. o rozwiązaniu Armii Krajowej - kontynuowała działalność w ramach formacji zwanej Armia Krajowa – Armia Krajowa Obywatelska (AK-AKO) działającej na terenie województwa białostockiego oraz znajdujących się po wschodniej stronie granicy dawnych polskich powiatów wołkowyskiego i grodzieńskiego, powstałej 15 lutego 1945 r. z rozkazu ppłk Władysława Liniarskiego „Mścisława", komendanta Okręgu Białystok AK. Na tych terenach działały również V a potem VI Brygada Wileńska AK.
„Postrach” i inni aresztowani
W rejonie Drohiczyna istniał dobrze uzbrojony i umundurowany duży, liczący do 120 osób, oddział AK–AKO zorganizowany w 1945r. i dowodzony przez ppor. Teodora Śmiałowskiego „Szumnego”, komendanta Ośrodka AK–AKO Drohiczyn – Siemiatycze. Jego najsłynniejszą akcją było uderzenie 11 maja 1945r. (przy wsparciu innych oddziałów) na kompanię 11 pułku Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) w sile ponad 130 żołnierzy, kwaterującą w Siemiatyczach. „Szumny” zginął niedługo potem, 25 lipca 1945r. zastrzelony w okolicach Drohiczyna w obławie.
Stworzone struktury pozostały, w dużej mierze jako część wojskowo – politycznej organizacji konspiracyjnej „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Ich działania były coraz bardziej ograniczone i w dużym stopniu nakierowane na przetrwanie, ochronę przed aresztowaniami i oczekiwanie na dalszy rozwój wydarzeń w ciągle, jak się wtedy wydawało, niepewnej sytuacji po zakończeniu wojny z Niemcami.
16 października 1946 r. - mówi się, że w wyniku zdrady jednego z członków organizacji i prowokacji - funkcjonariusze UBP z Siedlec wspierani przez NKWD dokonali rewizji w domach i zatrzymali w Drohiczynie kilku żołnierzy konspiracji. W rękach UBP znalazł się 35 letni Edmund Markiewicz, ps. „Postrach”, po zamordowaniu Teodora Śmiałowskiego, szef ośrodka WiN na gminę Drohiczyn, organista miejscowego kościoła, żonaty ojciec dwojga małych dzieci (córka 1, 5 roku, syn – 4 lata) i uczniowie drohiczyńskiego gimnazjum: bracia Jerzy (ps. „Brzoza”, 19 lat ) i Jan (ps. „Jawor”, 17 lat) Romanowscy. 23 października został aresztowany Michał Lipiński z Bużysk (ps. „Szczygieł”, 38 lat). Aresztowania zdołał uniknąć brat Jerzego i Jana Romanowskich - Henryk. 24 października, w areszcie znalazł się również 19–letni Ludwik Tararuj (ps. „Sokół”) ze wsi Runice pod Drohiczynem, dowódca sekcji. Wszyscy byli wcześniej, od 1943 albo 1944r., żołnierzami AK.
W katowni
W śledztwie w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Siedlcach aresztowani byli przez wiele dni bestialsko traktowani, poniżani i zastraszani. Po trzech tygodniach zostali przewiezieni do znanego z wyjątkowo brutalnych metod aresztu PUBP w Bielsku Podlaskim, gdzie do UB–eków dołączyli wyspecjalizowani „doradcy” z NKWD. W aktach znajdują się m.in. protokoły ich przesłuchań pisane po rosyjsku.
Jerzy Romanowski, jeden z aresztowanych został zamknięty w celi razem z Michałem Lipińskim. W nieopublikowanym liście wysłanym do redakcji „Życia Warszawy” w 1990 r., siedlecki PUBP nazywa „zwykłą katownią”, opisuje też formy zastraszania, jakich doświadczył.

„Po osadzeniu nas w areszcie ubowcy urządzili na górze libację. Ich ryki i wrzaski dochodziły aż do piwnic, w których przebywaliśmy. Leżałem na podłodze nie mogąc zasnąć. W pewnej chwili drzwi celi otworzyły się. W drzwiach stanął ten człowiek z pistoletem w ręku. Był pijany i ledwo trzymał się na nogach. Kazał mi się podnieść i zaczął we mnie mierzyć; ręka mu się chwiała, raz w lewo, raz w prawo, w górę, w dół. Bełkotał przy tym, że mnie zastrzeli jak psa a potem powie, że próbowałem uciekać i on musiał to zrobić. Nie wiem jak długo to trwało. Byłem w szoku. W końcu drzwi się za nim zatrzasnęły.” – wspomina Romanowski.
Proces pokazowy odbył się 23 listopada w Drohiczynie przed Wojewódzkim Sądem Rejonowym w Białymstoku na sesji wyjazdowej (sprawa DR 116/46). Jego skład, to: mjr Włodzimierz Ostapowicz i ławnicy chor. Stanisław Woźniak, sierż. Stanisław Gęsiorek. Oskarżał prokurator ppor. Ireneusz Boliński.
Parodia procesu, parodia sprawiedliwości
Na miejsce rozprawy została wybrana sala gimnastyczna miejscowego gimnazjum (kilka miesięcy wcześniej w tej samej sali odbył się spektakl teatrzyku uczniowskiego „Obrona Warszawy”, w którym grał m. in. Jerzy Romanowski). Szczegółowy opis tego dnia w szkole przytacza w swej książce pt. „Przyszliśmy was oswobodzić…”, Zenon Skrzypkowski:
„Parodia sądu nad naszymi kolegami odbyła się na… scenie. Na tej scenie, gdzie nie tak dawno jeszcze Jurek występował w teatrzyku szkolnym… Być może przychodziły mu na myśl takie skojarzenia, gdy siedział smutny z opuszczoną głową, w otoczeniu oprawców. Po drugiej stronie, na widowni – jego koleżanki i koledzy.
W toku tego smętnego widowiska prokurator, jakże inaczej, domagał się dla wszystkich kary najwyższej – śmierci, za samą tylko przynależność do nielegalnej organizacji i posiadanie broni, tylko to bowiem można było im udowodnić.
Słyszymy jakieś niestworzone rzeczy o swoich kolegach, o ich strasznych zbrodniach… Nie wierzymy własnym uszom. Coś tam mówi również „obrońca”. Zwraca uwagę na młody wiek oskarżonych, choć wcale nie kwestionuje ich winy; prosi jedynie o sprawiedliwy wymiar kary”– opisuje Skrzypkowski.
Z adnotacji w protokole wynika, że obecnych było 500 mieszkańców a także starosta powiatowy w Bielsku Podlaskim (Roman Woźniak). Rozprawa trwała od godz. 11 do 16.30 a godzinę później sąd wydał wyrok. Prokurator żądał kary śmierci. Wyrok został oparty praktycznie na wyjaśnieniach samych oskarżonych ze śledztwa czyli w PUBP i mechanicznie potwierdzonych przed sądem oraz dowodach w postaci znalezionej (lub podrzuconej) broni. Co im konkretnie zarzucono? Markiewicz, jako kierownik ośrodka miał za zadanie notować bieżące wydarzenia (w tym nadużycia struktur Narodowego Zjednoczenia Wojskowego) i przekazywać raporty sytuacyjne swojemu dowództwu; Tararuj ze swoją sekcją z rozkazu dowódcy ośrodka dwa razy w tygodniu wyprawiał się nocami do okolicznych wsi, aby –jak twierdził – chronić je przed napadami band rabunkowych; bracia Romanowscy, poza nocnymi patrolami, mieli w czerwcu 1946r. brać udział w ukryciu broni i amunicji pod podłogą chóru nieczynnego kościoła oraz kilkakrotnie nosić listy do dowódców i uczestniczyć w zebraniu konspiracyjnym. Wszystkim zarzucono posiadanie broni. Śledczy nie udowodnili im, aby kiedykolwiek jej użyli.
Z akt sprawy przeciwko Markiewiczowi, Tararujowi i Jerzemu Romanowskiemu wynika, że działalność Markiewicza była znana NKWD przynajmniej od września 1945r. On i jego współpracownicy byli więc przez długi czas systematycznie rozpracowywani aż do finału w postaci aresztowań.

Przeszukanie, wyroki
- „Wydarzyło się to pamiętnego dla mnie i mojego brata Janka dnia 16 października 1946 roku. Tego właśnie dnia zostaliśmy aresztowani przez siedleckie UB… Zanim jednak to nastąpiło, pewnego dnia na początku października tego roku przyszedł do naszego domu „Chudy”, nasz dowódca, wraz z nieznanym nam osobnikiem ubranym po cywilnemu. Przynieśli do nas na przechowanie jakieś produkty żywnościowe przeznaczone dla rodzin poszkodowanych przez UB. Poza tym dowódca wręczył mi pistolet systemu „Browning” i powiedział, że przyniesie jeszcze maszynę do pisania. Wszystko to odbywało się w obecności nieznajomego, którego „Chudy” przedstawił jako człowieka od „Młota”.
W dniu 16 października 1946 roku w godzinach popołudniowych do Drohiczyna wpadło siedleckie UB i rozjechało się jak wściekłe do miejsc, w które prowadził owego nieznajomego od „Młota” „Chudy”. Oczywiście otoczyli i nasz dom, szybko wpadli do środka, na czele z osobnikiem od „Młota”, który wrzeszczał „Ręce do góry!” Z pistoletem w ręku doskoczył do mnie, uderzył w twarz i zapytał, czy go poznaję. Natychmiast rozpoczęła się szczegółowa rewizja, w trakcie której w kieszeni mojej jesionki znaleźli przyniesiony przez „Chudego” pistolet, a pod łóżkiem automat „Thomson” i 40 sztuk naboi. Po rewizji zakuto mnie i brata Janka w kajdanki i załadowano na samochód. Próbowałem skłonić ubowców, aby zostawili brata, jest niewinny i małoletni. Nie pomogło” – wspomina Jerzy Romanowski.
Struktury WiN były stopniowo rozbijane w rezultacie prowadzonych na szeroką skalę zbrojnych akcji pacyfikacyjnych sowieckiego NKWD, Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP) i KBW, aktywnej działalności agentury w strukturach niepodległościowej konspiracji, aresztowań i tortur kolejnych dowódców i szeregowych partyzantów oraz innych form represji. Niebagatelną rolę odegrało również stopniowo upadające morale i pogłębiający się brak wiary w sens dalszej walki lub tylko trwania w konspiracji, zwłaszcza rozdartych młodych ludzi, którzy równocześnie nie wyobrażali sobie zniewolenia i komunistycznej rzeczywistości.
Edmund Markiewicz został skazany na karę śmierci, pozbawienie praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze na podstawie art.14 ust.2 dekretu z 13 czerwca 1946r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, bowiem „ ako członek AK w miesiącu wrześniu 1945r. nie usłuchał rozkazu dowództwa tej organizacji i nie ujawnił się, lecz do chwili zatrzymania tj. do dnia 16 października 1946r. był czynnym członkiem nielegalnej organizacji „WiN” usiłującej przemocą zmienić demokratyczny ustrój Państwa Polskiego. Pod koniec miesiąca czerwca 1946r. (…) został mianowany na stanowisko komendanta ośrodka i funkcję tę pełnił do chwili zatrzymania (…)”.
Również Ludwik Tararuj został skazany na karę śmierci (z art. 86 par. 2 kodeksu karnego Wojska Polskiego).
Na uzasadnienie obu wyroków śmierci sąd wojskowy wskazał na „ duże napięcie złej woli kierowanej nienawiścią do obecnego ustroju demokratycznego (…)” i fakt, że „tego rodzaju przestępstwa szerzą się w sposób szczególnie zagrażający porządkowi prawnemu (…)”.
Skazani na śmierć wystąpili o ułaskawienie, prezydent Bierut nie skorzystał jednak z prawa łaski (2 grudnia 1946r. ). Dwa dni później informacja ta dotarła do więzienia. Kara śmierci w więzieniu w Białymstoku na Markiewiczu została wykonana 14 grudnia (o godz. 13) a na Tararuju 18 grudnia 1946r.
Tym samym wyrokiem Jerzy Romanowski został skazany na 15 lat więzienia i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na pięć lat. Wyszedł z więzienia 11 grudnia 1953r. (w drodze amnestii karę złagodzono o jedną trzecią a więc do 10 lat, a następnie postanowieniem z 1 grudnia 1953r. został warunkowo zwolniony z odbycia reszty kary). Przez cały okres uwięzienia był przetrzymywany w bardzo ciężkich warunkach, najpierw przez pięć lat w Centralnym Więzieniu Karnym w Rawiczu a potem, do zwolnienia, w więzieniu – ośrodku pracy w Strzelcach Opolskich (pracował tam w wytwórni obuwia). Zmarł w październiku 2015r. w Warszawie i został pochowany z asystą wojskową w Panteonie Żołnierzy Wyklętych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Brat Jerzego Jan został skazany 21 grudnia 1946r. również na 15 lat więzienia. W jego sprawie wyrok został z jakichś względów wydany zaocznie. Również on skorzystał z amnestii i został zwolniony w 1953r. Bezpośrednio przed zwolnieniem był więziony w obozie pracy w Mielęcinie k. Włocławka (zmarł 31 marca 2017 r., przed śmiercią mieszkał w Kobyli, gm. Perlejewo). Sąd Wojewódzki w Białymstoku w sierpniu 1991r. unieważnił wyrok. Rozmowa z nim została opublikowana kilka lat temu w naszym tygodniku (Cezary Klimaszewski, „Perlejewo – Miał wtedy 17 lat, Głos Siemiatycz z 24 marca 2013r.).
Proces Michała Lipińskiego odbył się 21 grudnia 1946r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał go za przynależność do WiN, pozostanie w konspiracji i posiadanie broni na karę dożywotniego więzienia, przepadek mienia i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 5 lat. Był więziony m.in. w Rawiczu i Nowogardzie. Wyszedł na wolność warunkowo 5 marca 1955r. (nie natrafiliśmy na razie na informacje dotyczące dalszych losów jego sprawy; prawdopodobnie on również został po latach, już z wolnej Polsce, uniewinniony albo wyrok został unieważniony).
***
11 maja 1990r. minister sprawiedliwości Aleksander Bentkowski wniósł rewizję nadzwyczajną do Sądu Najwyższego na korzyść Edmunda Markiewicza, Ludwika Tararuja i Jerzego Romanowskiego. 7 marca 1991r. Sąd Najwyższy uwzględnił ją i wydał wyrok uniewinniający wszystkich oskarżonych.
W 2009r. w 90–lecie gimnazjum i liceum w Drohiczynie została odsłonięta tablica pamiątkowa: „Pamięci członków AK WiN Jana i Jerzego Romanowskich, uczniów gimnazjum w Drohiczynie i Ludwika Tararuja, Edmunda Markiewicza, Michała Lipińskiego skazanych w pokazowym procesie w szkole w Drohiczynie na długoletnie więzienie i karę śmierci”.
Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie leżą szczątki zgładzonych w białostockim więzieniu Edmunda Markiewicza i Ludwika Tararuja. Można mieć tylko nadzieję, że poszukiwania prowadzone w ostatnich latach przez IPN na terenie więzienia w Białymstoku pozwolą je odnaleźć i w ten sposób, po latach, będą mogli mieć godny i z należnymi honorami pochówek.
Marek Antoni Nowicki, Eleni Kryńska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka...
Cześć i Chwała bohaterom
Tak oni na terenie gminy oczyszczali ziemie od prawosławnych mieszkańców pobliskie wsie /////
Potępienie i zapomnienie bandytom oraz mordercom
@gość: "Tak oni na terenie gminy oczyszczali ziemie od prawosławnych mieszkańców pobliskie wsie"
jakimi dowodami dysponujesz? bo skoro tak twierdzisz, to na pewno coś wiesz
Wystarczy posłuchać historii opowiadanych przez jeszcze żyjących dziadków (nie tylko prawosławnych), którzy byli wtedy dziećmi. Ilu ludzi było gnębionych, okradanych i mordowanych przez tych "bohaterów", ilu opuściło te ziemie i wyjechało do zsrr
interesuję trochę sie historią powojenną, i jako żywo nie słyszałem o takich przypadkach. Wśród WiNowców byli też prawosławni, a już w ogóle wyjazd do ZSRR z powodu prześladowań religijnych to idea tak abstrakcyjna jak komunizm. ZSRR było złem i ludzie o tym wiedzieli i naprawdę tam się nie pchali, wszak zsyłki na Sybir były w ich pamięci.
Słyszałem natomiast o Żydach, którzy ochoczo witali nową władzę po wybuchu wojny , może Kurier/Głos poruszy ten temat? to też jest element naszej historii, o którym nie mówi się.
za:
http://niepoprawni.pl/blog/2218/pogrom-polakow-w-nalibokach-i-koniuchach
Podajmy jeden przykład. W okolicy Drohiczyna i Siemiatycz ukrywało się podczas okupacji niemieckiej sporo grup żydowskich. Były one na ogół uzbrojone, utrzymywały się z napadów rabunkowych, utrzymywały też sporadyczne kontakty z sowieckimi grupami wywiadowczymi.
Zbrodni na Polakach dokonywały bandy dowodzone przez Hersza Szebesa czy niejakich braci Grudów. Pierwsza z nich nocą z 30 na 31 marca 1944 roku dokonała zbrodni na rodzinach Wilińskich i Siemieniuków w kolonii Czartajew. Banda Szebesa (tak zwała tę grupę okoliczna ludność i nazwa ta utrwaliła się po dziś dzień) zamordowała wówczas, przy pomocy siekier i noży, siedem osób: Jana Siemieniuka z żoną Stanisławą, ich 3-letnie dziecko, a także Stanisława Wilińskiego i jego żonę Marię z synami - Adamem i Janem. Stanisława Siemieniuk była w zaawansowanej ciąży - nienarodzone dziecko było więc ósmą ofiarą. Sprawcy zrabowali cały dorobek zamordowanych (który załadowali na wozy, byli zatem dobrze przygotowani do "akcji"), a ich domostwa spalili.
"Raport sytuacyjny i wywiadowczo-polityczny nr 11 za miesiąc grudzień 1944 roku" Komendy Okręgu Białystok Armii Krajowej opisuje postawy drohiczyńskich Żydów w bardzo dla nich niepochlebnym świetle: "Należy zaznaczyć, że Żydzi prawie wszyscy wysługują się Sowietom. Całe szczęście, że jest ich niewielu. Ze szpitali (gniazdo żydowskie) usunięto wszystkich lekarzy Polaków. Chorzy leżą bez pościeli. Protekcja i przekupstwo. W dniu 8 listopada z inicjatywy żyda dr. Horbacewicza i ex-Volksdeutschki Toleczkowej - urządzono bal na cześć partyzantów sowieckich". Takie informacje - o współpracy Żydów z NKWD i sowieckimi strukturami władzy (podobnie jak w okresie 1939-1941), są w polskich dokumentach powszechne."
http://box.zetobi.com.pl/glos_siemiatycz/histor_zydzi_1944.htm
https://pamiec.org.pl/przesiedlenia-ludnosci-bialoruskiej-w-latach-1945-1946-z-terenu-gminy-choroszcz-zarys-problemu/ artykułu opisującego nasz powiat w tej chwili nie znalazłem ale podrzucam artykuł o tym jak wyglądało to w okolicach Choroszczy
dzięki za oba linki. Pokazują, jaki tygiel narodowy był na Podlasiu, oraz że każda ze stron ma krwawe karty.
Swoją drogą, nie znalazłem potwierdzenia, że Białorusini byli wypędzani za wiarę prawosławną - miało to związek z tym, że po \'39 opowiedzieli się za Sowietami, po \'45 za nową władzą. Stąd też mowa tu raczej o walce o władzę, niż o walce religijnej
Dzięki za linki, wojna jest przerażająca
Najgorsze w tym wszystkim jest generalizowanie. Zazwyczaj pojedyncze negatywne postacie wpływają na postrzeganie ogółu. Jednak z drugiej strony nie można też wybielać historii. Słuchając opowiadań babć o latach wojennych i powojennych mogę stwierdzić, że postrzeganie chłopów białoruskich jako silnie upolitycznionych jest grubo przesadzone. Napewno zdarzali się tacy ale były to raczej pojedyncze jednostki. Spora część prawosławnych z tych terenów określała się jako tutejsi a nie białorusini czy ukraińcy. To prawda, że wojna to piekło i lepiej żeby więcej nas nie spotkała
zgadzam się w 100%. Też jestem za prawdą historyczną. Dodatkowo antagonizowanie wg linii prawosławni/katolicy/żydzi niczego dobrego nie przynosi vide Bałkany - tam problem jest wciąż aktualny.
Piszmy o faktach, są ciemne i jasne strony - tj w polityce w każdej opcji
Ciekawe ilu siedleckich i bielskich ubekow to Żydzi? Centrala aparatu represji czyli MBP roila sie od Żydów. Podobnie stalinowski wymiar sprawiedliwosci i prokuratura. Czy w szkolach o tym ucza?
najbardziej przykre jest jednak to kiedy z bandytów i morderców próbuje się na siłę zrobić bohaterów... czy nasz kraj nie ma wystarczająco dużo ludzi prawych, bohaterów o nieposzlakowanej opinii, o których należy pamiętać? nie może być tak, że widzimy i negujemy zbrodnie UPA a nie potrafimy odważnie powiedzieć prawdy o ogniu lub burym
Moj dziadek wychowywal sie i zyl w okolicach Siedlec, glownie w Losicach. Opowiadal jak pod koniec wojny armia czerwona wkraczala na tereny Polski. Oczywiście z radoscia witali ich tylko Żydzi. A potem wstwpowal do ub, kbw, i calej reszty komunistycznych organizacji, ktore wykanczaly Akowcow oraz pozostalych Polakow, którzy nie chcieli poddac sie czerwonej dyktaturze. Zydzi kierowal komunistyczna bezpieka i mordowali ludzi, w tym Polakow juz po wojnie. W 1963 zabito ostatniego niezlpmnego "Lalka". Czyli 18 lat po wojnie!!!! Skala tych mordersw to zrodnie ludobojstwa, czystki etnicznej, narodowosciowej. Taka jest prawda. Podobjie UPA i cala reszta ukrainskich zbrodniarzy. Mordy na Polakach (Wołyń) to takze ludobójstwo. Wiec Polacy doswiadczyli Polokaustu i na tej tragedii narodowej powinnismy sie koncentrowac. Podziekowania dla redakcji za publikacje artykułów na temat powojennej historii ziem wschodnich.
Bandyci? Ludzie, o czym Wy piszecie... Żyjąc w wygodnych czasach, jakim prawem macie czelność nazywać tak osoby walczące o lepsze (ówczesne) jutro.
Wybili mi pół rodziny ze strony matki w 1945 r m n .... 13 lenią siostre matki // ojca (mego dziadka ) nie uratowało go to nawet że był pod oficerem wojska polskiego 2 RP //zgineli tylko że byli prawosławni //// W Zajęcznikach dla miszkańca Klekotowa który jechał furmanką do domu kazali się przeżegnać to wystarczyło ///Nie mówię ze całe podziemie takie było /ale w naszych terenach bardzo duży odsetek to zwykli bandyci którzy bawili sie w wojsko rabując i zabijając
W opowiadaniach mojej babci nigdy nie byli oni nazywani ani partyzantami, ani żołnierzami. Za każdym razem jak opowiada to mówi, że po wojnie chodziły BANDY. Nie oddałeś konia i furmanki to kulka w łeb, nie oddałeś kożucha lub prosiaka to kulka w łeb... Czasami to byli obcy a czasami ludzie z sąsiednich katolickich wsi. Babcia mieszkała w prawosławnej wsi, w której żyły może 3 rodziny katolików. Gdy podpadłeś, którejś z nich od razu pierwszego wieczoru miałeś nalot bandytów na goapodarstwo. Historia smutna ale prawdziwa.
Ale bzdury piszecie o "katolickich bandytach". Normalnie jakby ktoś zamówił te wpisy. Mojego dziadka prawosławni znajomi wydali UB. W końcu w regionie nie na darmo mówi się o prawosławnych "ruscy"- wielu (nie wszyscy!) było bliżej do ruskich niż do Polaków, co widać na przykładzie Hajnówki.
Pragnę potwierdzić, moja babcia również opowiadało o tym co działo się po wojnie, zawsze używała określenia "bandy" przeważnie złożone z sąsiadów, zabierali wszystko co było wartościowe. Nakładali kontrybucję a jak się z tego nie wywiązano to kulka w łeb. Większa część rodziny babci musiała uciekać na wschód bo nie była w stanie spłacić nałożonej kontrybucji
Prawosławni mieszkańcy Podlasia nazywani są ruskimi nie ze względu na narodowość rosyjską a ze względu na wyznawany obrządek. Od wieków żyją na tych terenach tak jak katolicy czy muzułmanie , znikąd tu nie przyjechali i nigdzie nie musza wyjeżdżać. Są u siebie! Nikt nie miał i nie ma prawa ich wypędzać na wschód czy gdziekolwiek indziej. Historia byłą jaka była, dzisiaj żyjemy w bezpiecznych czasach, co nie oznacza, że można ją zakłamywać. Wystarczy, że milczeli dziadowie i rodzice. Po ponad 70 latach powinniśmy obiektywnie spojrzeć na pewne sprawy, a nie brnąć w pisanie historii na nowo przy cichym przyzwoleniu obecnej władzy.
Sugerujesz, że prawosławni mieszkańcy Hajnówki i okolic są gorszymi Polakami niż mieszkańcy Warszawy czy innych miast? A może w ogóle nie są Polakami? Dlaczego? Bo nie boją się mówić prawdy o przeszłości?
Dziadek mieszkał przy moście na Bugu w Turnie Małej i opowiadał o tych "bohaterach"...
Potomkowie "przyjacół" moskali te same \'"prwady" powtarzają zgodnie z propagandą NKWD\\UB od początku okupacji sowieckiej do dziś.
no jasne moja babcia mając 11 lat była prawdziwą komunistką. choćby w twarz pluli to i tak powiesz, że deszcz pada. wszędzie ub, upa, żydzi, kosmici do tego może jeszcze potwór spagetti? byle tylko nie przyznać się, że Polacy też mają czarne karty w swojej historii. smutne
W opowieściach mojej babci, mieszkała w miejscu o nazwie Kolonia Jadźwiny nieopodal Sutna, funkcjonowała nazwa "bandy", jeśli chodzi o powojenny czas i tych którzy ukrywali się po lasach.
Moja mama mieszkała w okolicach Malewic i tych ludzi z lasu nazywali "partyzantka" i taką nazwę zapamiętałem. Mój wujek tylko za to że dał jeść tym ludziom (inaczej nie mogło być) w nagrodę od władzy ludowej dostał wpiernicz i na dokładkę 5 lat, a drugi był małoletni to zwolniny do domu ...po 6 miesiacach. Kto jeszcze chce pochwalić UB i wolność tamtych czasów? a ludzi z lasu nazywać bandytami? W dobie epidemii coronavirus , wszyscy jesteśmy równi i niech tak pozostanie, bo jutra może nie być ...
Kożusznik tak Babcia nazywała ,Panów przychodzących nocą bez zaproszenia ,zabierali wszystko,i kazali wypiera....do Raju.
Walcząc o Niepodległą grabili najbliższych sąsiadów zabierając konie, kożuchy,pościel wszystko co przedstawiało jakąkolwiek wartość o żywności nie wspomnę.
Repatrianci osadzeni na wypędzonych gospodarzach powinni wiedzieć ,że ich poprzednicy zostali wypędzeni z ojcowizny .Kto rano zobaczył kartkę z napisem /masz wyjechać do raju/ miał wybór wyjechać bądź zginąć.
Zapewne potomkowie przybyszy nie zdają sobie sprawy na czyjej krwi zostali wychowani.To w więszości oni gloryfikują nie " wyklętych" lecz przeklętych
zgadzam się z Panem powyżej
Do redakcji.Wymieniony w artykule Edmund Markiewicz nie był organistą miejscowego kościoła a nauczycielem z zawodu ,przed wojną pracował w warszawie.
nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka...
Cześć i Chwała bohaterom
Tak oni na terenie gminy oczyszczali ziemie od prawosławnych mieszkańców pobliskie wsie /////