Reklama

Śladami przodków. Daleka droga z Buenos Aires

Przejechał ponad 20.000 km, by spojrzeć na miejsce, skąd pochodzą jego przodkowie.

     Pewnego wrześniowego dnia zapukał do nas nietypowy podróżnik, Juan Leon Petroni z Buenos Aires. Co skłoniło starszego pana z Argentyny, by przyjechać do Siemiatycz?

     Wpierw zatrzymał się w hotelu w Warszawie, skąd pociągiem dojechał do Siemiatycz. A właściwie do Siemiatycz Stacji, gdzie wynikł problem z dojechaniem do właściwego miasta, ale w końcu udało się to za pomocą taxi. Wysiadając na Stacji Siemiatycze, myślał, że już jest w docelowym mieście. A dodajmy, że rozmawia wyłącznie po hiszpańsku.

Reklama

     Jego przodkowie Samuel Waidembaum i jego zona Adela Schwarzberg wyjechali z Siemiatycz, wtedy będących częścią cesarstwa rosyjskiego, w 1895 roku. Samuel urodził się w 1878 roku w Siemiatyczach. Był synem Valentina Waidembauma i Marii Keiles z Siemiatycz. Jego żona Adela była córką Gedali Szwarcberga i Idy Kejles.

    - Mój dziadek był tu cieślą i stolarzem, bardzo kulturalnym człowiekiem, ale i zagorzałym anarchistą. Raczej nie był religijnym Żydem i nie chadzał do synagogi. Był wykształcony politycznie i bardzo kochał muzykę. Natomiast mój wujek José był później świetnym skrzypkiem w Argentynie. Dziadek i babcia wyemigrowali razem z dwoma braćmi mojej babci. Z trzech braci, z których jednym był mój dziadek, który pojechał do Argentyny, drugi brat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, założył tam rodzinę.  Potomek tej rodziny o tym samym nazwisku był nawet doradcą prezydenta Stanów Zjednoczonych. - powiada Juan

Reklama

 

Na zdjęciu: Pochodzący z Siemiatycz dziadek Juana, Samuel Waidembaum z żoną Adelą Schwarzberg pozują do zdjęcia w Buenos Aires w 1928 roku.

 

     Juan Leon Petroni, po opuszczeniu Siemiatycz zwiedził jeszcze Warszawę i Kraków. Po powrocie do Argentyny napisał:

    - Wróciłem do domu w Buenos Aires po wspaniałej podróży. Poznałem Polskę, wspaniały kraj moich przodków i poznałem nowych przyjaciół. Przekazałem całą informację mojej rodzinie, łącznie z rozmową z Tobą. Wywarło to ogromne wrażenie na mojej rodzinie. Niewykluczone, że z tego powodu wizyta w Siemiatyczach zostanie powtórzona. Dziękuję za tak duże zaangażowanie w ten temat”.

Reklama

 JN  fot JN

 

na zdjęciu Juan Leon  Petroni z Buenos Aires

 

     O emigracji żydowskiej do Argentyny

     „W końcu XIX wieku, wraz z nasileniem się nastrojów antyżydowskich - wybuchami pogromów w Cesarstwie Rosyjskim i napięciami w Królestwie Polskim, wielu żydowskich intelektualistów zaczęło rozważać kwestię masowej emigracji z Europy. W 1891 roku baron Moritz von Hirsch utworzył Jewish Colonization Association (JCA). Organizacja ta miała na celu umożliwienie uciekającym z Europy wschodniej Żydom osiedlanie się w północnej i południowej Ameryce (Kanada, Stany Zjednoczone, Argentyna, Brazylia). JCA wykupywała ziemie, na których tworzyła żydowskie kolonie rolnicze. Jednym z głównych miejsc, w których JCA nabywała ziemię była Argentyna. Pomysł założenia kolonii żydowskich w Argentynie był na tyle popularny, że nawet pisała o nim polska prasa antysemicka.

Reklama

      Wraz z pogarszającymi się warunkami gospodarczymi w Europie wschodniej pojawiało się coraz więcej miejsc, do których wyjeżdżano. Między 1881 a 1914 rokiem około 3 milionów żydowskich uchodźców udało się w podróż po lepsze życie”     (dr Zuzanna Kołodziejska, http://warszawa.etnograficzna.pl)

     (…) W 1889 roku do Buenos Aires dociera grupa kilkuset rosyjskich Żydów i odtąd żydowscy emigranci z Europy Wschodniej będą nazywani po hiszpańsku „Rusos”, czyli Rosjanie. Ich przyjazd do tego kraju był możliwy dzięki utworzeniu przez barona Maurice’a de Hirscha Żydowskiego Towarzystwa Kolonizacyjnego (Jewish Colonization Association). Aby poprawić byt Żydów z Europy Wschodniej, de Hirsch przeznaczył miliony franków na zakładanie kolonii rolniczych w obu Amerykach. Idea stworzenia nowego, silnego Żyda, pracującego na roli, znalazła więc ucieleśnienie nie tylko w Palestynie, ale również w odległej Argentynie, gdzie w okresie największego rozkwitu w koloniach mieszkało ok. 25 tysięcy osób.  Żydzi w Argentynie nie zaczęli więc od handlu czy rzemiosła – to właśnie przywiązanie do ziemi, współbudowanie kraju od podstaw, stanie się mitem założycielskim żydowskiej Argentyny i ważnym elementem jej tożsamości. 

Reklama

      Gospodarstwa były indywidualne, a nie kolektywne, jak w Palestynie. Nowi imigranci otrzymywali działkę i pomoc w zbudowaniu gospodarstwa od Towarzystwa, które zresztą niejednokrotnie oskarżane było o różnego rodzaju defraudacje i zaniechania. Po otrzymaniu pomocy osadnicy musieli radzić sobie sami. 

    Okazało się jednak, że już drugie pokolenie kolonistów, bardziej argentyńskie, mówiące dobrze po hiszpańsku, w większości przeprowadziło się do Buenos Aires. Młodzi nie widzieli swojej przyszłości w tropikalnym klimacie, na prowincji, skąd podróż pociągiem do stolicy trwała nawet jedną dobę. (/Michał Bojanowski, chidusz.com/)

Reklama

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama