Stowarzyszenie „Nasz Przełom Bugu” zapowiada blokowanie drogi w ramach protestów przeciwko budowie biogazowi.
Z końcem października mija ustalony przez wójta gminy Sarnaki Andrzeja Lipkę termin wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach planowanej budowy biogazowni koło Hołowczyc. Na decyzję tę czekają przede wszystkim mieszkańcy, w tym grupa protestujących. O obecnej sytuacji w tej sprawie rozmawiamy z Grzegorzem Arasymowiczem - przedstawicielem protestujących, prezesem Stowarzyszenia „Nasz Przełom Bugu".
- Jaka na dziś jest sytuacja w sprawie planów spółki "Bione" z punktu widzenia protestujących?
- Dzieje się dużo. Po ostatniej sesji rady gminy Sarnaki, we wrześniu, jako grupa protestujących założyliśmy Stowarzyszenie "Nasz Przełom Bugu", by występować jako strona w całym postępowaniu, mieć osobowość prawną. Cały czas wysyłamy pisma z informacjami, pytaniami, wątpliwościami i skargami do przeróżnych instytucji na działalność, postępowanie i decyzje organów występujących w sprawie. Kompletujemy dokumentację. Wysłaliśmy m.in. wniosek o przeprowadzenie kontroli prawidłowości i legalności procedury na postanowienie sanepidu w Łosicach, które naszym zdaniem było nieobiektywne i rażąco naruszało prawo, wnioskujemy o przeprowadzenie kontroli procedury wydawania postanowienia przez regionalną dyrekcję ochrony środowiska. Zleciliśmy też wykonanie kilka analiz i ekspertyz dla profesorów i autorytetów z kraju, zajmujących się takimi sprawami oraz mogących fachowo zaopiniować całość postępowania i poszczególne wątki, związane z planowaną budową biogazowni. Z tego względu praktycznie mamy już ukończoną powiedziałbym strategię działania na wypadek, kiedy wójt wyda pozytywną lub negatywną decyzję środowiskową, albo znowu przesunie termin jej wydania. Nasze sprawy prowadzą trzy niezależne kancelarie prawne - to głównie ocena prawna sprawy, pomoc z redagowaniu pism, analiza dokumentacji.
- Jak odebraliście kolejne przesunięcie przez wójta terminu wydania decyzji środowiskowej?
- Na razie wygląda na to, że wójt analizuje sytuację oraz dokumenty nie chcąc pochopnie podjąć decyzji. I słusznie. Jednak nie oznacza to, że będzie to decyzja negatywna, co nas najbardziej interesuje. Wójt wiele razy podkreślał, że w decyzji ujmie wszystkie uwagi, pytania, skargi i wątpliwości oraz ustosunkuje się do nich. Też słusznie, ale nie wiem, czy zdaje sobie sprawę z tego, że jest ich mnóstwo. Być może wójt chce zyskać na czasie i liczy na to, że z biegiem czasu sprawa nieco przycichnie albo opadną emocje i łatwiej społeczeństwu będzie przyjąć jego decyzję. Otóż nie. Emocje nie opadły. Podejrzewam, że wójt ponownie przesunie termin wydania decyzji, jeśli chce postępować zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego.
- Ile na dziś zebraliście podpisów pod protestem? Nadal je zbieracie?
- Mamy ok. 1.700 podpisów pod naszym protestem. Przybędzie ich jeszcze, bo nadal je zbieramy, ale już w wolniejszym tempie. Spora część mieszkańców gminy Sarnaki podpisała się już i teraz będziemy chcieli dotrzeć do pozostałych oraz tych spoza gminy. Podpisy to podstawowa forma protestu. 1.700 to liczba robiąca spore wrażenie. Czy wójt ma podobną listę popierających budowę? Ciekawe ile osób podpisałoby się na takiej? Kto wie - nasza lista może zaważyć na całej sprawie.
- Czy spotyka się pan lub inni protestujący z opiniami o zasadności budowy takiego obiektu? Takie miały miejsce m.in. na ostatniej sesji rady. A może wręcz aktami osobistej niechęci lub wrogości?
- Oczywiście. Nie będę tego ukrywał. W internecie, m.in. na facebooku można znaleźć różne opinie na temat naszego protestu, jak również osobistej niechęci do mojej osoby i innych protestujących, przede wszystkim pana Zygmunta Karwackiego. Zdarza się też, że osobiście spotykam się z kimś, kto ma inną opinię o budowie niż ja. Liczyliśmy się z tym, ale wrogości nie odczuwam. Zresztą te odmienne opinie to sporadyczne przypadki.
- A jak skomentowałby pan brak chęci do dyskusji na temat biogazowni ze strony radnych na ostatniej sesji?
- A jak można to skomentować? Frustracja i brak odpowiedzialności. Przecież działanie radnych jest jawne. Zrozumiałbym, jeśli rada jednogłośnie lub każdy z radnych niezależnie wygłosiłby swoją opinię na temat budowy, ale żeby nie powiedzieć nic, tylko że nie leży to w ich kompetencji? Przecież taka inwestycja zaważy na przyszłości ich samych. Po drugie - przewodniczący rady na sesji 10 września powiedział, że sprawa biogazowni będzie jednym z punktów następnych obrad. I co? I nic. Głowa w piasek. Z tego względu Stowarzyszenie Przyjaciół Serpelic złożyło skargę na przewodniczącego rady gminy do wojewody.
- Jako jeden z dalszych etapów postępowania po ewentualnym rozpoczęciu inwestycji grupa protestujących zapowiada sprawy sądowe w celu uzyskania odszkodowań za straty: wartości działek, zysków z agroturystki itp. Zdaje pan sobie sprawę jak to może być długie i kosztowne?
- Jak najbardziej. Przede wszystkim zdajemy sobie sprawę z tego, że będzie to kosztowne, ale jak pan myśli - z czego finansujemy analizę prawną postępowania? Z własnej kieszeni.
- Jak grupa protestujących widzi teraz sprawę miejsca inwestycji, po wyjaśnieniach wójta, że na podstawie planu zagospodarowania przestrzennego działka pod tę budowę znajduje się poza parkiem krajobrazowym?
- Nie zgadzam się z opinią wójta, ponieważ działka leży w granicach lub otulinie parku i według prawa nie można w tym miejscu lokalizować takich inwestycji. To rażące naruszenie prawa i złamanie rozporządzenia Wojewody Mazowieckiego nr 57. Dziwię się wójtowi, że od początku miota się w tej kwestii, bo w wielu jego pismach można doszukać się zdań, że działka jest w granicach parku.
- Co będzie jak wójt wyda decyzję pozytywną?
- Będziemy odwoływać do się samorządowego kolegium odwoławczego i dalej nagłaśniać sprawę. Ale należy zadać sobie też pytanie, co będzie jak wyda decyzję negatywną? Zapewne wtedy od tej decyzji odwoła się inwestor i cała procedura ruszy od początku. Jako stowarzyszenie i mieszkańcy tej ostoi nadbużańskiej nie poddamy się i damy radę przebrnąć przez tę procedurę po raz kolejny aktywnie w niej uczestnicząc. Nic nas nie zniechęci.
- Obecny etap wydawania decyzji środowiskowej nie jest ostateczny, kropkę nad i stawia starostwo wydając lub nie decyzję o budowie. Może więc protesty przybrały na sile za wcześnie?
- Jeśli dojdzie do etapu wydawania pozwolenia na budowę, to nieprędko. Dużo czasu upłynie zanim zakończy się proces wydawania decyzji środowiskowej i odwołań od niej. Ale jeśli starostwo wyda pozwolenie na budowę, będziemy protestować. Uważamy, że nasz protest ruszył w samą porę. Ciekawe ilu mieszkańców okolicy wiedziałoby o biogazowni, gdyby nie nasze protesty.
- Był pan w biogazowni, o której na spotkaniach wspominał przedstawiciel inwestora, koło Rawy Mazowieckiej? Była tam delegacja samorządu Sarnak. Reakcje po wizycie były pozytywne.
- Słyszałem o tym, ale delegacja ta nie rozmawiała z mieszkańcami, którzy żyją w pobliżu biogazowni. Ponadto wiem, że tamta biogazownia cały czas przynosi straty i to w setkach tysięcy zł.
- Podobno szykujecie inną formę protestu - blokadę drogi?
- Nie dosłownie blokadę, lecz happening. Zamierzamy zwyczajnie w ramach prawa chodzić po przejściu dla pieszych w Sarnakach i tym samym protestować przeciw budowie. Termin - sobota, 9 listopada, w godzinach 11.00-15.00. Miejsce - na drodze krajowej nr 19, przy skrzyżowaniu ul. 3 Maja z Kolejową. Część osób będzie miała transparenty. Protest będzie pokojowy. Po takim przejściu można chodzić, co innego blokować przejazd w innym miejscu. Będziemy przepuszczać pojazdy uprzywilejowane, autobusy i co kilkanaście minut wszystkie samochody. O naszej inicjatywie poinformowaliśmy wójta i czekamy na pozwolenie. Poprosiliśmy też policję o zabezpieczenie tego miejsca. Dziwię się jednak wójtowi, bo prosi on wojewodę o pomoc odnośnie naszego happeningu martwiąc się o drogi gminy Sarnaki, bo tiry będą omijać miejsce protestu. A jak powstanie biogazownia, to każdego dnia przez 25 lat naszymi drogami będzie jeździć kilkadziesiąt tirów na dobę. Na koniec chciałbym podziękować wszystkim mieszkańcom gminy Sarnaki, właścicielom gospodarstw agroturystycznych i ośrodków wypoczynkowych, sympatykom doliny nadbużańskiej za wsparcie i ciepłe słowa odnośnie naszych starań.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze