W jednym a poprzednich wydań pisaliśmy o sesji absolutoryjnej w Nurcu Stacji. Publikowaliśmy wtedy m.in. treść wystąpienia radnej Ireny Wakuluk. Podważyła ona umiejętność współpracy wójta z mieszkańcami, a konkretnie z nią.
Jak twierdzi - problemy zaczęły się od tego, że zakwestionowała protokół z posiedzenia komisji rewizyjnej, która rozpatrywała skargi, nieżyjącego już niestety, mieszkańca Wólki Nurzeckiej, dotyczące bezumownych dzierżaw gminnych działek. Wg mieszkańca z działek korzystano od 2021 roku.
- W czasie jednego ze spotkań komisji rewizyjnej rzeczywiście stwierdzono, że działki dzierżawiono bez umownie, bez żadnych korzyści dla gminy. W pierwszej wersji protokołu ustalono, że skarga będzie zasadna. Potem raptem do podpisu dano nam wersję zmienioną, prawdopodobnie przez wójta, że skarga jest niezasadna. Odmówiłam podpisania. Przypomniałam o stracie w budżecie. Tym bardziej, że teraz raptem pojawiły się umowy na dzierżawę tych działek, podpisane w styczniu i w marcu.
W styczniu dostała pismo z urzędu gminy. Właściwie nie ona, a jej dzieci (które są właścicielami posesji, odziedziczonej po zmarłym ojcu), na której mieszka, przy ul. Krótkiej w Nurcu Stacji.
- Okazało się, że część naszego ogrodzenia i przyległy budynek stoją w pasie drogowym. W związku z planowaną budową chodnika, należy je rozebrać. Ogrodzenie, które istnieje od niepamiętnych czasów. Przez tyle lat nie było w pasie drogowym, raptem okazało się, że w tym pasie drogowym jest. I, na podstawie map do celów projektowych inwestycji, zostało stwierdzone naruszenie pasa drogowego. Nie było żadnych wizyt geodety i pomiarów. Nawet według Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Siemiatyczach to ogrodzenie nie jest obiektem budowlanym podlegającym rozbiórce na podstawie przepisów ustawy Prawo budowlane.
Wychodząc jednak naprzeciw urzędnikom, nie chcąc zaogniać konfliktu rodzina zdecydowała się rozebrać kontrowersyjne ogrodzenie. Od nakazu rozbiórki budynku odwołała się. Według przedstawionych przez urzędników map, chodzi o 70 cm budynku. W maju dostali kolejny nakaz. Tym razem związany z podjazdem pod posesję, wyłożonym kostką brukową. Dodatkowo urzędnicy nałożyli na właścicieli karę ponad 180 tys. zł za "samowolne zajęcie pasa drogowego". Chodzi o ogrodzenie zajmujące powierzchnię 58 m kw. oraz utwardzony wjazd z kostki brukowej, o powierzchni 36 m kw.
- Wcześniej był to zwykły piaskowy podjazd, po deszczach błoto. Na własny koszt wyłożyliśmy to kostką. Nie tylko my z tego podjazdu korzystaliśmy, spokojnie mogły zaparkować dwa auta innych mieszkańców, którzy zatrzymywali się tutaj, by pójść do sklepu. No ale też rozebraliśmy i ten podjazd, bo według wójta przez nas na ulicy Wodociągowej nie będzie chodnika, bo ja nie chcę odsunąć płotu. Zapewniam, że mój płot, ani też kostka brukowa nie przeszkadzała w budowie chodnika. Chciałam przekazać gminie część działki w miejscu, gdzie nie ma płotu betonowego, w zamian za pozostały odcinek, byłby tam szeroki, ładny chodnik. Próba rozmowy w wójtem niestety nie powiodła się, nawet w obecności kolegów radnych z komisji rewizyjnej, również wójt krzyknął "rozbierzecie wszystkie płoty betonowe, żelazne, łącznie z garażem". W naszej gminie znajduje się powyżej 90 wjazdów utwardzonych, czyli właściciele posesji zrobili dobrą robotę, nie tylko sobie, ale i wizualną. Tylko w moim przypadku bardzo przeszkadzało to wójtowi i naliczył nam karę 180.480 zł za zajęcie pasa drogowego. Według mnie przez złośliwość wójta.
Pani Irena wspomina też o stratach, jakie swego czasu poniósł samorząd gminy. Rzecz dotyczyła kanalizacji i zalewania jednej z posesji, należącej do członka rodziny pani Ireny:
- Gmina poniosła wtedy (ok. 8-9 lat temu) stratę w wysokości ok. 180 tys. zł, tylko dlatego, że wójt nie zechciał pójść na ugodę, więc poszedł do sądu. Sąd nakazał naprawić szkodę, oraz zasądził 150 zł za każdy dzień zwłoki. Wójt zignorował ten wyrok i nic nie robił do momentu aż komornik zablokował konto gminy. Podkreślała to swego czasu pani skarbnik. Teraz mam nieodparte wrażenie, że jest to rewanż za tamtą sprawę, za to, że odważyłam się sprzeciwić jakieś decyzji wójta. Tłumaczyłam radnym, by mieli świadomość z poniesionych kosztów, które oczywiście teraz my poniesiemy, ale w przypadku ewentualnej wygranej sprawy tymi kosztami zostanie obciążona gmina. Wiem, że dla wójta to jest wszystko jedno, za chwilę skończy się jego kadencja, sprawę przejmie jego następca. Ale budżet jest nasz i to właśnie wójt świadomie naraża go na ewentualne straty. Tylko dlatego, że nie podpisałam protokołu z komisji rewizyjnej, który wójt nakazał zmienić i przypomniałam o stracie w budżecie. Sama już nie wiem co mam myśleć.
Rodzina skierowała sprawę do sądu o zasiedzenie spornych działek i Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Białymstoku w sprawie decyzji administracyjnej. Zarzucili zaskarżonej decyzji naruszenie kilku artykułów Kpa.
Zarzucili zaskarżonej decyzji naruszenie:
"1. art. 100 w zw. z art. 97 par. 1 pkt 4 Kpa, poprzez brak zawieszenia postępowania wobec konieczności rozstrzygnięcia zagadnienia wstępnego, tj. możliwości zasiedzenia części nieruchomości obejmującej ogrodzenie,
2. art. 7, art. 11, art. 77 par. 1 i art. 80 Kpa, poprzez:
a) niepełne przeprowadzenie postępowania dowodowego, tj. nieprzeprowadzenie dowodu z oględzin nieruchomości położonej u zbiegu ulic Wodociągowej i Krótkiej, w miejscowości Nurzec - Stacja, aby ocenić, czy ewentualne zajęcie pasa drogowego osiągnęło wskazaną powierzchnię,
b) brak wyjaśnienia wszystkich istotnych faktów, koniecznych do wydania decyzji, tj., kto i kiedy posadowił ogrodzenie oraz kto wyłożył kostkę brukową na zjeździe do nieruchomości położonej przy ul. Krótkiej nr 1, przy jednoczesnym wskazaniu, że dokonali tego skarżący, chociaż w rzeczywistości osobami odpowiedzialnymi za to byli ich poprzednicy prawni,
c) brak ustalenia oraz wyjaśnienia skarżącym faktu, iż do naruszenia pasa drogowego w zakresie ogrodzenia doszło w 2 miejscach, tj. w części murowanej, na obszarze 30 m kw. oraz przez ogrodzenie siatkowe, co zajęło 28 m kw., podczas gdy kierowane do nich pisma dotyczyły murowanej części ogrodzenia oraz brak rozróżnienia tej kwestii również w uzasadnieniu decyzji,
d) brak wyjaśnienia przesłanek, którymi organ kierował się przy załatwieniu sprawy w ten sposób, że w pismach z dnia 5 stycznia 2023 roku oraz z dnia 19 kwietnia 2023 roku, dał skarżącym do zrozumienia, iż rozstrzygnięcie tej sprawy będzie zależeć od ustaleń poczynionych przez inspektora nadzoru budowlanego, co spowodowało, że skarżący byli przekonani, że to od decyzji tego organu będzie zależeć dalszy los ogrodzenia,
e) objęcie karą także powierzchni zajmowanej przez budynek gospodarczy, w sytuacji gdy organ nie objął tej kwestii postępowaniem,
f) wymierzenie kary administracyjnej w sytuacji, gdy skarżący nie dokonali przedmiotowych naruszeń, zaś obowiązki administracyjnoprawne nie wchodzą w skład spadku,
g) wymierzenie skarżącym kary, przez naliczenie jej od wszczęcia postępowania w sytuacji, gdy w piśmie wzywającym skarżących do przywrócenia nieruchomości do stanu zgodnego z prawem nie było mowy o zjeździe do nieruchomości przy ul. Krótkiej 1, a zatem brak jest podstaw do wymierzenia kary liczonej od stycznia 2023 roku,
3. naruszenie art. 189g Kpa, poprzez nałożenie administracyjnej kary pieniężnej po upływie 5 lat od wystąpienia ewentualnych skutków naruszeń. (...).
Decyzją z 27 czerwca SKO stanęło po ich stronie. Wypunktowało zaniedbania gminy i skierowało sprawę do ponownego rozpatrzenia.
SKO stwierdziło przede wszystkim, że "zaskarżona decyzja rozstrzyga dwie odrębne sprawy administracyjne, a mianowicie: sprawę przywrócenia do stanu poprzedniego pasa drogowego drogi publicznej, zajętego bez zezwolenia zarządcy drogi, oraz sprawę wymierzenia kary pieniężnej za zajęcie pasa drogowego bez zezwolenia zarządcy drogi, które to sprawy winny być rozstrzygnięte odrębnymi decyzjami administracyjnymi. Już z tego powodu zaskarżona decyzja jest wadliwa". (...)
"Prowadząc ponownie postępowanie organ winien wyjaśnić wszystkie wskazane wyżej okoliczności i dopiero wówczas rozstrzygnąć obydwie sprawy w drodze odrębnych decyzji. W ramach prowadzonego ponownie postępowania organ I instancji winien również rozpatrzeć wniosek skarżących o zawieszenie postępowania".
Jako chybione uznał jedynie zarzut, "iż ustalając wysokość kary organ uwzględnił powierzchnię pasa drogowego zajętego przez budynek gospodarczy. Przy ustalaniu wysokości kary, organ uwzględnił jedynie powierzchnię zajętą przez ogrodzenie oraz przez ułożoną kostkę brukową" i że "wbrew twierdzeniom skarżących, przeszkodą do wymierzenia kary pieniężnej za zajęcie pasa drogowego ww. drogi nie jest też przedawnienie nałożenia kary".
- Wynikło to w okresie chyba zimowym. Jak geodeci zrobili projekt i przygotowywali projekt. Tam będzie wymiana nawierzchni. Tam jest taki przesmyk, że nie można było wybudować chodnika. Po prostu nie ma gdzie. Nie ma miejsca. I taka była decyzja wójta, żeby naliczyć karę za ten kawałeczek, za zajęcie pasa drogowego - przekazał dziennikarzom polsatowskiej "Interwencji", która podjęła temat, urzędnik gminy.
Do sprawy wrócimy.
ak, fot arch. Ireny Wakuluk
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Takiego mamy wójta.
Radna kontroluje innych a sama bezprawnie użytkuje grunt gminny, pod latarnią najciemniej widocznie. Co to za radna która blokuje inwestycję która ma służyć jej wyborcom? To ważniejszy chodnik dla mieszkańców czy szopa radnej ?
Czyżby obrońca wójta się znalazł?
Wójt powinien być usunięty w trybie natychmiastowym i powinien ponieść wszelkie koszta łącznie z naprawa krzywd wyrządzonych ludziom Jednocześnie nie powinien zajmować żadnych stanowisk administracyjnych chyba że cięcia
Takiego mamy wójta.
Radna kontroluje innych a sama bezprawnie użytkuje grunt gminny, pod latarnią najciemniej widocznie. Co to za radna która blokuje inwestycję która ma służyć jej wyborcom? To ważniejszy chodnik dla mieszkańców czy szopa radnej ?
Czyżby obrońca wójta się znalazł?