Reklama

Rowerami dookoła świata

11/07/2008 20:02
Z domu znajdującym się na wybrzeżu Atlantyku we Francji wyjechali 2 maja. Swój powrót planują w grudniu przyszłego roku. 1 lipca ich przystankiem były Siemiatycze.

          Państwo Florence i Joel Jolivot z La Rochelle leżącego między Nantes a Bordeaux we Francji, od lat jeżdżą rowerami. Marzeniem ich życia była rowerowa podróż dookoła świata. Swój pomysł zaczęli realizować ponad 2 lata temu, rozpoczynając przygotowania do tej długiej eskapady. 2 maja, wraz z dziećmi: Faustine w wieku 9 lat, 4-letnim Marickiem i 12-letnią Jules wyruszyli w świat. Dwa tygodnie temu wjechali do Polski. Ich trasa wiodła przez Siemiatycze. Wieczorem, we wtorek 1 lipca, zatrzymali się na nocleg u państwa Lidii i Konstantego ????? przy ul. Górnej.
          - Zaskoczona byłam tą wizytą. Podjechali pod dom i spytali, czy mogą na podwórku przenocować. Przecież bezpieczniej jest w takim miejscu, niż gdzieś na skraju lasu. Oczywiście zgodziłam się - mówi pani Lidia.
          Trzeba zaznaczyć, że zaowocowały kształtowane od lat polsko - belgijskie kontakty i pani Lidia nieźle mówi po francusku. Do pomocy w porozumiewaniu się, tuż przed odjazdem, przyszła również rodzina i znajomi.
          Państwo Jolivot jadą czteroma rowerami - najmłodszy Marick ogląda świat z koszyka taty. Prawie codziennie, podczas południowego odpoczynku rodzice uczą dzieci tego, co straciły nie chodząc przez tan czas do szkoły. Wzięli ze sobą w tym celu kilka podręczników. Do tej pory nie mieli poważnej awarii rowerów. Codziennie pokonują kilkadziesiąt kilometrów.
          Jak państwo Jolivot będą wspominać Polskę? Przede wszystkim chcieli zobaczyć, jak nasz kraj zmienił się przez ostatnie lata. Nie spodziewali się, że po przemianach ustrojowych nasz kraj nie różni się już od Francji, a ludzie są aż tak gościnni. Gorzej z tą gościnnością było np. w Niemczech, gdzie rzadkością było pozwolenie na rozbicie namiotu na prywatnej posesji.
          Warto dodać, że pani Lidia zadbała o to, aby goście nie poszli spać i nie odjechali bez smakołyków na drogę, do ich dyspozycji był też dom i łazienka.
          A którędy jechali? Wyjeżdżając z domu kierowali się na Lyon i tereny na styku granicy szwajcarsko - francusko - niemieckiej. W Niemczech odwiedzili Stuttgart, Norymbergę, Berlin, w Polsce: Poznań, Warszawę, stamtąd przez Siemiatycze, podążyli do Białowieży, następnie do przejścia granicznego z Litwą. Do momentu wjazdu do Siemiatycz przejechali ok. 2.600 km. Do pokonania zostało ponad 20.000 km: Wilno (Litwa), Ryga (Łotwa), Tallin (Estonia), promem do Helsinek (Finlandia), Sztokholm (Szwecja), Oslo (Norwegia), Kopenhaga (Dania), przez Niemcy do Paryża, stamtąd samolotem do Los Angeles (USA) i dalej rowerem aż do Calgary w Kanadzie. Z Kanady, ponownie samolotem, chcą się przedostać do Australii, przejechać cały ten kraj, ale podczas okresu zimowego, następnie dostać się do Indonezji i stamtąd samolotem do Portugalii. Południe Hiszpanii - Gibraltar byłby ostatnim etapem ich podróży.
          Czy im się uda? Są przekonani, że tak. Wówczas znaleźliby się w Księdze Rekordów Guinessa. Powodzenia.
          Ich losy można na bieżąco śledzić w internecie na stronie www.5-bicyclettons.over-blog.com.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama