Minął rok pracy w siemiatyckiej policji komendanta Andrzeja Ryńskiego. Rozmawiamy z komendantem o sukcesach, porażkach oraz bieżącym funkcjonowaniu siemiatyckiej policji.
- Zacznijmy od sukcesów i porażek w pracy siemiatyckiej policji od czasu objęcia przez pana stanowiska szefa tej jednostki. Co zaliczyłby pan do tej pierwszej kategorii? - Udało się pozyskać środki z ustawy o modernizacji policji na remont głównego budynku komendy. Remont jeszcze trwa. To największa inwestycja w siemiatyckiej policji od dawna. Uważam to za duży plus. Na pewno udało mi się też nieco zreformować funkcjonowanie siemiatyckiej policji, co przejawiło się w pozyskaniu nowoczesnego sprzętu informatycznego. W tym miejscu muszę dodać, że ta reforma była możliwa dzięki samorządom, a więc wójtom, urzędowi miasta, starostwu, którzy wyłożyli na to pieniądze. Naprawdę spotkałem się w tym zakresie z dużą życzliwością i wsparcie samorządów było znaczne. Śmiało mogę teraz powiedzieć, że z wyjątkiem taboru samochodowego jesteśmy wyposażeni bardzo nowocześnie. Mamy nowy sprzęt informatyczny, komputery i inne wyposażenie specjalistyczne. To już poziom europejski. Poza tym zmienił się sposób pełnienia służby. Chodzi mi o dużą aktywność służb, co skutkuje częstą zmianą rejonu patrolowania i wzrostem poziomu bezpieczeństwa. Moją intencją było to, aby uruchomić szybką reakcję na zdarzenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że część Czytelników może to zakwestionować, ale oczywiście nie możemy być w kilku miejscach jednocześnie przy ograniczonej liczbie patroli. - A poważniejsze przestępstwa? Ich liczba maleje. Co się na to składa? - Udało nam się nieco ograniczyć liczbę przestępstw, chociaż taka tendencja występowała jeszcze za mojego poprzednika, komendanta Toczko. W zasadzie nie notujemy rozbojów, poważniejszych włamań, znaczących kradzieży. Odpukać - mamy pod tym względem bardzo dobre wyniki. A dlaczego? Wzrosła skuteczność działania policji, stąd mamy jeden z najwyższych w województwie wskaźników wykrywalności. A więc coraz bardziej przyczyniamy się do wykrycia sprawców, odzyskania mienia, a wieść o tym rozchodzi się w społeczeństwie. - Każda gmina ma teraz dzielnicowego. To też sukces? - Powiedziałbym reform ciąg dalszy. Każda gmina ma dzielnicowego, są policjanci odpowiedzialni za zwalczanie przestępczości narkotykowej, gospodarczej. Czekamy na kolejne efekty ich pracy. Ograniczyliśmy liczbę posterunków w powiecie z czterech do trzech, ale to już wiele razy wyjaśniałem. Wzmocniliśmy te posterunki, gdzie jest więcej pracy. Przypominam, że jeśli zmieni się geografia przestępczości, to w każdej chwili możemy dokonać kolejnych przesunięć, jak również wrócić do stanu poprzedniego, czyli posterunku w Dziadkowicach. - Czego nie udało się zrobić przez rok? - Nie udało się uzupełnić wszystkich wakatów. To nasz odwieczny problem. Poza tym będę się starał pozyskać pieniądze na remont mniejszego budynku komendy, marzy mi się zrobienie specjalistycznego pokoju z lustrem weneckim oraz do przesłuchań osób nieletnich. Będę też stawiał na częstsze uczestnictwo naszych funkcjonariuszy w konkursach policyjnych, by zaprezentować powiat, zmotywować do większego wysiłku i podnosić ich indywidualne umiejętności. Chciałbym też uruchomić kursy języków obcych - myślę, że na początek angielskiego i rosyjskiego. Ponadto nie udało się przekształcić referatu ruchu drogowego w sekcję. Brakuje do tego jednego etatu i wygospodarowania na to pieniędzy przez komendę wojewódzką. Chciałbym również wyremontować pomieszczenie dla osób zatrzymanych, bo jest przestarzałe. Na pewno bolączką jest wyposażenie nowo powstałych pokoi na wyremontowanym poddaszu. Nie mamy na razie na to pieniędzy. Czekamy też na rozwiązania ustawowe, aby nasza praca była bardziej przejrzysta. - Wracając do remontu głównego budynku komendy, jak teraz będzie wyglądała obsługa? - Zmiany będą już przy wejściu. Nie będzie ciasnego korytarzyku, ale system recepcyjny. Powstał duży hol. Osoba, która do nas przyjdzie, będzie z recepcji odbierana przez konkretnego policjanta. Tam będzie też można składać pisma, zasięgąć informacji. - Jak wygląda stan taboru samochodowego? - Zaczyna się sypać. Owszem, mamy kilka nowych aut, ale starsze czas wymienić. 70 procent taboru jest do wymiany. Mimo to, ratujemy z tego taboru co się da, starając się być oszczędnym. Czynię też starania o to, aby pozyskać furgon dla techników kryminalistyki, w którym byłby cały sprzęt. - Czy zgadza się pan z tym, że największym zagrożeniem na naszym terenie są przestępstwa narkotykowe? - Owszem, to nasza duża bolączka. Odnotowaliśmy kilka spraw, które zakończyły się w tym zakresie naszym sukcesem, nie mniej jednak mam świadomość, że tego zjawiska na razie nie wyeliminowaliśmy do końca, ale częściowo zepchnęliśmy je, nazwałbym do podziemia. Nie uważam, że to nasz sukces, bo to zjawisko nadal istnieje. W dalszym ciągu to dla nas zadanie numer jeden. Liczymy na współpracę z organizacjami, samorządami, szkołami. - Jaką kolejną kategorię przestępstw zaliczyłby pan do newralgicznych? - To sprawy związane z pobiciami i bójkami. Nie jest ich dużo, ale oddźwięk społeczny w tym zakresie jest niekorzystny. Wszystkich sprawców zgłoszonych nam pobić ustaliliśmy i postawiliśmy przed sądem. Jeśli chodzi o wykroczenia, to pomijając naruszenia przepisów ruchu drogowego, jest trochę wykroczeń związanych z naruszeniem ładu i porządku. Poza tym notujemy trochę kradzieży. Wzrosła zaś liczba wniosków skierowanych do sądu grodzkiego. Od początku roku do tej pory mamy ich ponad 500. Nadal będziemy zdecydowanie reagować na zachowania chuligańskie i wandalizm oraz na spożywanie alkoholu w miejscach publicznych. Trzeba mieć świadomość, że takie zdarzenia będą, ale myślę, że coraz mniej, bo skutki formalno - prawne i finansowe są bardzo poważne. - A mecze piłkarskie? - Będzie podobnie. Szybko i zdecydowanie będziemy reagować na zakłócanie porządku na stadionach w Siemiatyczach i Mielniku. Przypomnę, że po jednym meczu - pamiętnym z drużyną z Bielska Podlaskiego osiem osób zostało objętych zakazem stadionowym. Będziemy wspierać organizatorów i firmy ochroniarskie, walczyć z wulgaryzmami, chamstwem i wybrykami chuligańskimi oraz dążyć do tego, żeby to były imprezy sportowe. Nie od razu da się to zrobić, ale krok po kroku. Nie wyobrażam sobie, żeby grupa 30 osób terroryzowała cały stadion. Takie osoby muszą liczyć się z konsekwencjami. - Czy miejski monitoring spełnia swoją rolę? - Jak wszystko - starzeje się, bo postęp w zakresie elektroniki jest bardzo duży. W mojej ocenie powinien być unowocześniony. Konkretnie chodzi o sprzęt, który pozwoliłby na lepszą widoczność w nocy. Sukcesywnie powinny być zagwarantowane środki w budżecie miasta, które pozwalałaby co roku zwiększać liczbę kamer w mieście. Miejsca ich zainstalowania powinny być typowane w porozumieniu z policją, samorządem i mieszkańcami. Lepszy monitoring ułatwiłby nam pracę, bo na pewno nie mamy co liczyć na wzrost liczby etatów. - A jak pan sobie wyobraża dalszą obsługę monitoringu? Czy nadal ma to robić stażysta z urzędu miasta? - Muszą być zatrudnione osoby na etacie do obsługi tego systemu. Nie mogą to być osoby oddelegowane czasowo w ramach przystosowań zawodowych. Marzyłoby mi się zatrudnienie emerytowanych policjantów, którzy okazaliby się fachowcami w tym zakresie. Wiedzą czego szukać, jak szukać, znają ludzi. Ale to jedno z rozwiązań. Ubolewam, że na dziś z naszego stanu etatowego nie jestem w stanie wyegzekwować kogoś wyłącznie do obsługi tego sprzętu.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze