6 listopada w Romanówce i okolicy znowu zaroiło się od motocyklistów, którzy gonili za lisem. Jak mówili uczestnicy zamieszania – nowa lokalizacja okazała się dla nich trudna, bo nie brakowało dróżek i zaułków, które w strugach deszczu wyglądały podobnie, poza tym łatwo było przeoczyć oznakowanie.
Motocyklowa pogoń za lisem to jazda w terenie, szukanie oznaczonych miejsc i zaliczanie punktów kontroli przejazdu. Zadaniem uczestników było odnalezienie jak największej ilości tych punktów w jakim najkrótszym czasie. Jedynym tropem wskazującym kierunek jazdy były kolorowe plamy namalowane w miejscach nie od razu widocznych. Motocyklowa pogoń za lisem przypomina zabawę w podchody. Farba nie zawsze znajduje się na drzewach. Zdarza się, że trop jest na kamieniu, budynku lub słupie. Zawodnicy muszą być czujni, bo lis używa różnych sposobów, aby utrudnić poszukiwania. W tym roku kita lisa nie została zdobyta. Nikt nie odnalazł wszystkich punktów. Najlepszym łowcą została Majka Szpotańska z Warszawy, która jako pierwsza zdobyła 5 z 6 pieczątek w karcie uczestnika. Zawodnicy poruszali się na motorach, motocyklach, quadach. Trasa wynosiła około 30 km. Imprezę ukończyło 107 śmiałków.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze