Dwóch braci, Arnold i Zave Aberman, mieszkają w Kanadzie, jeden w Toronto, drugi w Montrealu. W 1980 roku zmarł ich ojciec, od którego kiedyś słyszeli wiele o jakichś dalekich Siemiatyczach, na innym kontynencie, w Polsce.
Ich dziadek Izaak Majer Aberman też mieszkał w Siemiatyczach, przy placu Piłsudskiego 30 (dziś to pl. Jana Pawła). Jak mówią przekazy rodzinne, zajmował się handlem drewnem, a babcia Rachel Aberman prowadziła małą piekarnię.
Ojciec Arnolda wyemigrował przed wojną z Siemiatycz do Kanady, mając 18 lat. Zjawił się tam 20 lutego 1927 roku. Z czasem poznał też pochodzącą z Polski dziewczynę i ożenił się, a do Kanady sprowadził z Siemiatycz pozostałych członków rodziny.
Później urodzili się synowie – Arni i Zave. Od dziecka słyszeli wspomnienia ojca o dziecięcych latach życia w Siemiatyczach, długo przed II wojną.
Po wielu latach postanowili poznać to mityczne dla nich miejsce, gdzieś na krańcach Europy, miejsce, gdzie żyli od pokoleń ich przodkowie. Wcześniej wysłali do mnie email, czy mógłbym się z nimi spotkać, pomógł szukać śladów przeszłości, porozmawiać o historii.
Lot bezpośredni z Toronto do Warszawy trwał ponad 8 godzin. Arnold i Zave znaleźli się pierwszy raz w Polsce, a tu tylko dwa najważniejsze miejsca – Warszawa i Siemiatycze, gdzie trafili 9 lipca.
Obejrzeli miasto, nie tylko miejsca związane z historią żydowską. Pogoda dopisała. Odnaleźliśmy miejsce, gdzie, według przedwojennej numeracji budynków, kiedyś znajdował się dom ich dziadka. Dzisiaj jest to północna pierzeja placu Jana Pawła.
Później spędziliśmy dużo czasu na rozmowach podczas obiadu w Folwarku Księżnej Anny. Rozmowy dotyczyły Siemiatycz, historii i współczesności, życia w latach komunizmu, ale też np. przyczyn antysemityzmu. Bracia Aberman opowiadali również o sobie.
Zave Aberman jest założycielem i prezesem firmy Zaveco.ltd, zajmującej się od lat handlem nieruchomościami w Kanadzie i w USA, natomiast jego brat Arnold jest znanym w Kanadzie lekarzem, wybitnym specjalistą chorób płuc, m.in. był dziekanem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu w Toronto.
- Rozmawialiśmy między sobą o tej podróży od dawna i pragnęliśmy zobaczyć rodzinne miasteczko naszego ojca i dowiedzieć się o nim, co się da – mówił Arnold. - Ojciec i dziadek nie pozostawili zapisanych wspomnień, tylko kilka starych zdjęć. Teraz postanowiliśmy dowiedzieć się więcej, poszukać śladów przeszłości. Miasteczko nas mile zaskoczyło, spodziewaliśmy się wręcz jakiejś zapadłej dziury, a u jest bardzo ładnie i przyjemnie.
Zapowiedzieli, że być może kiedyś jeszcze wrócą do Polski, by bardziej poznać Podlasie.
Jerzy Nowicki, fot JN
PS: Czy jest jakaś tzw. atrakcja Siemiatycz, dla której znajdują się ludzie, którzy gotowi są przebyć specjalnie tysiące kilometrów, by tutaj dotrzeć? Jest, ale nie jest to oczywiście plaża i molo, lub taki czy inny kościół czy cerkiew. Jest to żydowska przeszłość Siemiatycz, z którą związanych jest mnóstwo ludzi rozsianych w całym świecie i ich potomkowie. Niestety, nie ma u nas choćby mini muzeum dotyczącego 400-letniej historii żydowskich mieszkańców Siemiatycz. Może czas to zmienić? /jn/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W Instytucie Żydowskim na wejściu stoi duża maszyna do robienia macy z Siemiatycz!!!\
Szanowny Redaktorze. Widocznie ciągle wypieramy ze swojej pamięci że to Żydzi stanowili większość mieszkańców Siemiatycz. Np. nie ma żadnego upamiętnienia getta przez obecnych mieszkańców, że pamiętają- chociaż pamiętają. A my jesteśmy ostatnim pokoleniem których rodzice czy dziadkowie żyli wśród Żydów -sąsiadów. Tadeusz Wiliński
W Instytucie Żydowskim na wejściu stoi duża maszyna do robienia macy z Siemiatycz!!!\
Szanowny Redaktorze. Widocznie ciągle wypieramy ze swojej pamięci że to Żydzi stanowili większość mieszkańców Siemiatycz. Np. nie ma żadnego upamiętnienia getta przez obecnych mieszkańców, że pamiętają- chociaż pamiętają. A my jesteśmy ostatnim pokoleniem których rodzice czy dziadkowie żyli wśród Żydów -sąsiadów. Tadeusz Wiliński