Przed wprowadzeniem rosyjskiego embarga ponad 80% produkcji siemiatyckiego zakładu Oerlemans trafiało na rynki wschodnie, głównie do Rosji. Aktualnie do naszych wschodnich sąsiadów trafia tylko 25% tego, co wyprodukuje zakład. I chociaż spadek wydaje się być znaczącym, to jednak jak zapewnia kierownictwo firma ma się dobrze.
O sytuacji w siemiatyckim przedsiębiorstwie rozmawiamy z jego nowym dyrektorem, Wojciechem Błahutą, który zarządza zakładem od niespełna 4 miesięcy. Do Siemiatycz przyjechał z Rzeszowa, ma 40 lat.
- Zakład w Siemiatyczach jest moim trzecim miejscem pracy. Od początku swojej kariery zawodowej jestem związany z przemysłem spożywczym. Wcześniej pracowałem przy produkcji odżywek i soków dla dzieci, później przy produkcji ciastek i czekolad, w tej chwili związałem się z przemysłem mrożonek owocowo-warzywnych. Na co dzień mieszkam w Białej Podlaskiej, a to ze względu na to, że w Siemiatyczach nie udało mi się znaleźć mieszkania. Weekendy spędzam z rodziną w Rzeszowie – mówi Wojciech Błahuta.
- Co pana skłoniło do tego, by przyjąć pracę, można by rzec, na końcu świata?
- Siemiatycze to nie koniec świata. Wprawdzie daleko od domu, ale oferta pracy była kusząca. Nie będę ukrywał, że najbardziej intersujące w całej ofercie było ciekawe stanowisko, połączone z wieloma wyzwaniami. We wcześniejszych firmach byłem mistrzem produkcji, kierownikiem produkcji, zbliżał się 40 rok mojego życia, więc stwierdziłem, że trzeba spróbować czegoś nowego. Tak się złożyło, że trafiłem na ofertę Oerlemansa, która wydała mi się interesująca. Bardzo ważne dla mnie było też to, że miejsce mojej nowej pracy mieści się na wschodniej ścianie Polski. Lubię i szanują wschodnie rejony kraju oraz mieszkających tu ludzi. Nie wiem z czego się to bierze – może z tego, że studiowałem w Lublinie, mieszkałem na Podkarpaciu, często bywałem w Białymstoku, Białej Podlaskiej, miałem przyjemność poznać w swoim życiu wielu ludzi z tych stron, więc świadomie nie „pchałem” się gdzieś do Wielkopolski czy Śląska, tylko szukałem czegoś po tej stronie. A poza tym do Rzeszowa jest tylko 300 km, więc nie jest to znowu aż tak daleko.
- Jakby nie było całotygodniowe przebywanie poza domem i rodziną jest jakąś uciążliwością?
- Pewnie tak, ale da się to ustawić w sposób satysfakcjonujący wszystkie strony. Nie ukrywam, że w przyszłości, gdyby sytuacja rozwijała się nader interesująco, nie wykluczam relokacji całej rodziny. A poza tym czasy są teraz takie, że dojeżdżanie nie jest już wielką uciążliwością. W czasach skypa i powszechnej dostępności multimediów, tanich rozmów itp. ta rozłąka nie jest tak uciążliwa, jak to mogło wyglądać jeszcze 10 czy 15 lat temu.
- Jakie są pańskie wrażenia po 3 miesiącach pracy na nowym stanowisku i w nowym miejscu? Jest pan zadowolony ze zmiany?
- Jak najbardziej tak. Trafiłem do miejsca, gdzie niemalże każdy dzień przynosi ciekawe sytuacje, które dostarczają mi nauki i doświadczenia. Zarówno współpraca z nową załogą, jak i same sytuacje czy zdarzenia wynikające z innej specyfiki biznesu powodują we mnie poczucie zaciekawienia i ekscytacji. Jest dużo wyzwań, które doskonale wypełniają dzień pracy. Dla mnie ważne jest to, że się nieustannie rozwijam.
Oerlemans Foods jako międzynarodowa grupa specjalizuje się w produkcji mrożonych warzyw i owoców. Na polskim rynku istnieje już 21 lat, posiadając dwa zakłady produkcyjne - w Siemiatyczach i Strzelnie. Dwa lata temu firmę przejął nowy właściciel - H2 Equity Partners, spółka inwestycyjna z siedzibą w Amsterdamie. Wymieniono zarządy zarówno w Polsce, jak i w Holandii.
- Produktów mamy bardzo dużo. Jeśli mówimy o owocach, to warto wymienić choćby wiśnię, truskawkę, porzeczkę, aronię, rabarbar, agrest, jagodę. Warzywa z kolei to głównie brokuł, kalafior, fasolka, cukinia, pomidor, marchewka, papryka, burak, ziemniak, a nawet pasternak. Przerabiamy również spore ilości pieczarki oraz kiełków fasoli. Bez wchodzenia w szczegóły proces produkcyjny można określić jako dwuetapowy. Pierwszy etap to umycie i blanszowanie dostarczonego do zakładu surowca, a następnie zamrożenie go w tunelach chłodniczych. Zamrożony surowiec składowany jest w komorach chłodniczych w dużych opakowaniach zbiorczych. Drugi etap to pakowanie produktów detalicznych zgodnie z ustalonymi recepturami czy proporcjami mieszania i jest to już towar gotowy do handlu detalicznego – wyjaśnia Błahuta.
- Asortyment, o którym można sobie poczytać chociażby na stronie internetowej Oerlemans Foods Polska jest dość bogaty i różnorodny, ale jeśli przejrzelibyśmy nasze lokalne sklepy, to okazałoby się, że niewiele z tych produktów jest u nas dostępnych. Dlaczego tak jest?
- Być może powodem powyższego jest fakt, że większość naszej produkcji jest sprzedawana jako marki własne dużych sklepów sieciowych, w tym również największej sieci handlowej w Polsce, jaką jest Biedronka. Stąd pewnie jako ostateczni konsumenci często nie mamy świadomości, że kupujemy właśnie mrożonkę Oerlemansa. Generalnie pod logiem Oerlemans produkujemy niewiele, głównie produkty eksportowe, być może stąd rozpoznawalność firmy na półce sklepowej jest niska. Dodam, że drugi zakład zlokalizowany w Strzelnie zajmuje się w znacznie większym stopniu dystrybucją produktów pod marką Oerlemans.
Pracownicy
W okresie sezonu przerobowego zatrudnienie w siemiatyckim Oerlemansie sięga ok. 350 osób, poza sezonem ogranicza się do ok. 300 pracowników. Z ogólnej liczby zatrudnionych ok. 10% stanowi administracja, zaś 90% to tzw. pracownicy operacyjni (produkcja, magazyny, techniczni, jakość). Dla porównania sięgnęłam do archiwalnej rozmowy z 2003 r. z ówczesnym dyrektorem, w której mówiło się o 250 pracownikach stałych i 100 sezonowych. Struktura zatrudnienia pod względem płci wskazuje na lekką przewagę mężczyzn, którzy dominują na magazynach i w działach technicznych. Z kolei kobiet jest więcej przy produkcji i w kontroli jakości. A jak się zarabia w Oerlemansie?
- Proszę wybaczyć, ale wynagrodzenia są poufne i nie ujawniamy takich informacji, natomiast korzystając z okazji chciałbym mocno podkreślić coś, co jest równie istotne i z czego jesteśmy dumni. Oerlemans jest pracodawcą stabilnym, gwarantującym stałość zatrudnienia (zawsze umowa o pracę) z pełnym zabezpieczeniem socjalnym (ubrania ochronne, posiłki regeneracyjne). Posiadamy fundusz socjalny dla pracowników, z którego są finansowane m.in. bony świąteczne, „wczasy pod gruszą”. Wynagrodzenia są oczywiście zróżnicowane i uzależnione od kompetencji pracownika. System wynagrodzeń jest oparty na stawce godzinowej oraz premii. Aktualnie pracujemy nad nowym systemem, który uwzględniałby interesy wszystkich grup zawodowych – odpowiada dyrektor Błahuta.
Praca od zaraz
Pracownicy sezonowi są zatrudniani poprzez agencję pracy tymczasowej na umowę o pracę. Jak twierdzi dyrektor, zazwyczaj stawka takich pracowników sięga minimalnej płacy krajowej, ale można zarobić też więcej. Sezon w pełni, więc rąk do pracy potrzeba. Wygląda jednak na to, że w Siemiatyczach i okolicach bezrobocia nie ma, skoro ostatnio firma na własny koszt dowozi pracowników sezonowych z rejonów oddalonych od Siemiatycz nawet o 50 km.
Rynki zbytu
- 50% produkcji trafia do polskich odbiorców, 25% to rynek holenderski i pozostałe kraje zachodnie, 25% trafia na wschód, ale planujemy istotny wzrost sprzedaży na rynki Europy środkowej (Rumunia, Czechy, Słowacja itp…). W sumie z Siemiatycz za granicę wyjeżdża połowa produkcji – wyjaśnia Błahuta.
To jednak spory spadek, bo do momentu embarga mówiło się o tym, że 80% produkcji zakładu w Siemiatyczach przeznaczonych było na rynki wschodnie, głównie do Rosji.
- Warto dodać, że w minionym roku spadek sprzedaży na rynek rosyjski został skompensowany sprzedażą dla marek własnych, co skutkowało niższym eksportem i niższym przychodem, ale liczymy, że sprzedaż na rynki CEE poprawi marżowość naszej sprzedaży – dodaje dyrektor.
Dostawcy
- Produkcja mrożonek jest produkcją specyficzną, towar musi być wysokiej jakości, więc transport surowca na duże odległości może stanowić problem, nie mniej radzimy sobie z tym. Pozyskujemy surowiec zarówno z naszego regionu, jak i z terenów oddalonych o 200-250 km od Siemiatycz, choć zdarza się również pozyskiwać towar z Zamojszczyzny czy z terenów Pomorza. Cały czas jest prowadzana kontraktacja, ale nie dotyczy ona 100% surowców. Oczywiście są dostawcy, którzy mają gwarantowane ilości kontraktowane, pozostałe ilości wynikają z aktualnych cen rynkowych i są korygowane na bieżąco, np. skup po przedstawieniu korzystnej oferty cenowej.
- Jak aktualnie wygląda obrót zakładu w Siemiatyczach?
- Rocznie zamrażamy ok. 32 tys. ton warzyw i owoców. A ponieważ nasza sprzedaż wynosi ok. 38-40 tys. ton, brakującą ilość surowca uzupełniamy zakupem z zewnątrz.
- Drugi zakład w Polsce…
- Drugi zakład jest w Strzelnie, a oprócz tego Oerlemans ma jeszcze dwa zakłady w Holandii. Strzelno jest w porównaniu z Siemiatyczami zakładem mniejszym. Produkcja roczna wynosi tam około 16 tys. ton, a zatrudnienie w sezonie to średnio 180 osób.
- Mam takie wrażenie, że firma jest trochę mało obecna w środowisku - w sensie akcji promocyjnych, jakichś kampanii, sponsorowania czy współorganizowania imprez, wydarzeń.
- Nie do końca tak jest. Jesteśmy aktywni i wspieramy dość dużą ilość przedsięwzięć i inicjatyw związanych z instytucjami państwowymi – szkoły, policja, straż, lokalne grupy wyznaniowe, wiele stowarzyszeń, organizacji. Nie są to może jakieś duże kwoty, ale też nie zawsze o kwoty chodzi. Czasami zwracający się z prośbą o wsparcie są zainteresowani ekwiwalentem w postaci produktów i takiej pomocy też udzielamy. Nie są to głośne akcje i stąd może wrażenie nieobecności, ale akcje są i jest to dla nas bardzo istotny aspekt naszej działalności. Przykładem jest najświeższe pismo – od Młodzieżowej Rady Miasta Siemiatycze z prośbą o wsparcie Siemiatycze Flow Festiwal. Jeśli nie jesteśmy w stanie wesprzeć finansowo, bo nie zawsze pozwalają na to procedury, to na pewno zawsze wesprzemy w postaci produktów, jak ostatnio w przypadku dość dużej imprezy straży pożarnej w Siemiatyczach. Nie udało nam się finansowo jej wesprzeć, ale strażacy wpadli na pomysł, który pozwolił wykorzystać im ekwiwalent w postaci naszego towaru i ostatecznie wszyscy byli zadowoleni. Planujemy również akcję wśród pracowników „Wspólnie pomagamy”, pracownicy wybierają organizację charytatywną, którą chcą wspierać, segregują odpady, a uzyskane fundusze przekażemy wybranej organizacji.
Perspektywy
- Ostanie 2 lata w naszym zakładzie pokazały, że sprawy idą w bardzo dobrym kierunku. Zakład zdecydowanie się rozwija, stając się silnym przedsiębiorstwem z doświadczoną załogą (optymalna mieszanka pomiędzy młodością a doświadczeniem), z dobrym planem inwestycyjnym na najbliższe 3 lata, z interesującymi perspektywami na rozwój nowych rynków zbytu, z ustabilizowaną grupą dostawców surowców i, co może najważniejsze, ze stabilną sytuacją ekonomiczną. Rośniemy i jesteśmy przygotowani na dalszy rozwój – mówi Błahuta.
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze