Iga Kosior i Agnieszka Wińska, świeżo upieczone gimnazjalistki, ratują bezpańskie psy. Wykupują je z siemiatyckiej przechowalni.
- Zbieramy pieniądze, gdzie się da - powiedziały dziewczęta, które do naszej redakcji przyszły ze skarbonką w kształcie pieska. - Jak uzbieramy 50 zł, wykupujemy psa, a potem szukamy mu dobrego domu. Potem na przykład sterylizujemy, leczymy, jeśli jest potrzeba. Współpracujemy z panią Beatą Płotką, lekarzem weterynarii z ul. Świętojańskiej. Teraz chcemy wykupić z tego naszego schroniska sukę ze szczeniakami. Podglądamy ją przez siatkę, bo nie można wchodzić na teren PK. Kiepskie warunki mają tam te psy. Obiecali szczeniaki oddać nam za darmo, za sukę musimy zapłacić. Potem ją wysterylizujemy (przypomnijmy, że sterylizacja to wydatek 100 zł - AK). No i dajemy ogłoszenie, że mamy do oddania psiaki czy ich mamę. Na nasze pytanie, czy dużo już tych psów wykupiły, dziewczyny powiedziały, że trzem już znalazły dom. - Z jednym to aż do Białegostoku musiałyśmy jeździć, bo łapki miał chore. Ze dwie stówy kosztowało leczenie - opowiedziała Iga. Dziewczyny mają własne domowe zwierzęta, ale znajdują też czas i pieniądze, by zająć się bezdomnymi. Naszym zdaniem zachowanie Igi i Agnieszki godne jest pochwały. Dziewczęta przyszły do nas raz jeszcze. Z Kropkiem, psem wykupionym swego czasu z przechowalni PK. Pochwaliły się, że udało im się wejść na teren PK i posprzątać kojce. - Trochę postraszyłyśmy ochronę, że zadzwonimy do Animalsów i nas wpuścili. Trzy godziny sprzątałyśmy kojce. Tak tam brudno, w strasznych warunkach mieszkają te psy. Kiedyś chodziłyśmy do burmistrza, by pozwolił nam dokarmiać te psy, sprzątać i zajmować się nimi. Nie zgodził się. Powiedział, że psy... wszystko tam mają. Udało się nam również załatwić to, że Pchełkę schronisko zgodziło się oddać razem ze szczeniakami za darmo. Musiałyśmy tylko podpisać takie oświadczenie czy podanie. A że jesteśmy niepełnoletnie to poszła z nami moja babcia - opowiadała Iga. - Z panią Beatą załatwiłyśmy już, że sterylizację zrobi nam po promocyjnej cenie. Dała nam odżywki dla szczeniąt, tylko że dziś jeden ze szczeniaków zdechł na parwowirozę. Był tam dziś weterynarz. Nie wiem, jaki tam lekarz przychodzi, bo niby te zwierzęta mają opiekę weterynaryjną. Ale nawet nie zauważył, że jeden piesek zdechł - nie kryła oburzenia dziewczynka. - Od tego czasu, jak ostatnio u was byłyśmy (minęły dwa dni - AK), zebrałyśmy już 127 zł. Tylko 50 zł musiałyśmy wydać na leczenie tego szczeniaka. Ale dobrze, że nie każą nam już płacić za wykup Pchełki. Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze