Niewielki Niemirów, którego początki sięgają X wieku ma długą i dosyć barwną historię. Najważniejszą budowlą, która skupia uwagę przyjezdnych, jest kościół budowany w latach 1780 - 1791. W 1991 roku staraniem ówczesnego proboszcza - ks. Michała Olszewskiego, przeprowadzono konserwację większości elementów wystroju wnętrza kościoła. W latach 1997 - 2000 pracom konserwacyjnym podlegały nie wyremontowane części wnętrza oraz kapitalna renowacja zewnętrzna. Od sześciu lat proboszczem parafii katolickiej w Niemirowie jest ks. Romuald Kosk, który podkreśla, że inicjatywa dotycząca ostatniego remontu pochodziła nie tylko od jego osoby.
- Obejmując parafię w Niemirowie - mówi ks. R. Kosk - nie nastawiałem się na żadne prace remontowe. Wydawało się, że nie zajdzie taka potrzeba. Parafianie cierpieli głównie z tego powodu, że niektóre elementy wnętrza kościoła, głównie gzymsy, były już bardzo zniszczone. To był taki punkt zaczepienia. Utworzona Rada Parafialna oraz ja, podjęliśmy decyzję o odnowieniu tych zaniedbanych części. Piękną architekturę trzeba było przecież ratować. Prace remontowe skupiały się głównie na rekonstrukcji gzymsów i ścian. Nie wystarczyło samo malowanie, wymianie podlegały fragmenty dekoracji i wystroju wnętrza, należało naprawić płaskorzeźby. Te skomplikowane prace wykonywane pod okiem konserwatora zabytków zajęły cały rok. Po ukończeniu prac okazało się, że zostało trochę niewykorzystanych środków. Rozpoczęliśmy więc prace nad elewacją zewnętrzną kościoła. Do tego doszedł remont ogrodzenia, dzwonnicy oraz inne zabiegi mające na celu zabezpieczenie i usprawnienie korzystania ze świątyni - założenie instalacji alarmowej i przeciwpożarowej, budowa chodnika, podjazdu dla osób niepełnosprawnych. W sumie prace te trwały kolejne dwa lata, ale najwięcej czasu pochłonęła renowacji całej elewacji zewnętrznej.
- Czy parafianie poparli swoją decyzję o remoncie materialnie? - Podsumowując wydatki, połowa lub nawet więcej środków pochłoniętych przez remont pochodziła od parafian. Dzięki ich ofiarności udało się zebrać sporo funduszy. Poza tym otrzymaliśmy również dofinansowanie z innych źródeł. To, co mogliśmy wykonać sami, robiliśmy we własnym zakresie. Ale większość prac wykonywanych było przez ekipy remontowe. Mimo wszystko na wyróżnienie zasługuje grono Rady Parafialnej. Bezgraniczne oddanie i zaangażowanie tych ludzi przyczyniło się do ukończenia wszelkich prac. Przewodniczącym tej rady jest Józef Saciuk, od którego wiele decyzji brało swój początek i który potrafił przekonać innych o ich słuszności. Dzięki inicjatywie, pomocy i zangażowaniu wielu osób z przyjemnością wykonywało się wszelkie prace związane z remontem. Efekt końcowy dostarczył zarówno parafianom jak i mojej osobie dużo satysfakcji i entuzjazmu. - Zapewne trudno było pogodzić koordynację nad pracami remontowymi z innymi obowiązkami? - Dla mnie osobiście załatwianie przeróżnych spraw związanych z remontem było niezmiernie trudne, ponieważ praca na parafii nie jest moim jedynym obowiązkiem. Dochodzą do tego wykłady w seminarium w Drohiczynie. Dużo pracy, zaangażowania i wysiłku wymaga też praca z młodzieżą. Od 10 lat zajmuję się w diecezji ruchem Światło - Życie. Wiąże się to głównie z przygotowywaniem rekolekcji oraz wszelkich spotkań młodzieżowych. - Czy spotkania rekolekcyjne organizowane są również w Niemirowie? - Tak. W tym roku mieliśmy dotychczas 15 grup, tj. około 1100 osób. Były to przeważnie rekolekcje, począwszy od Triduum Paschalnego podczas Świąt Wielkanocnych. Młodzi chętnie przyjeżdżają na takie spotkania. Podobnie jak podczas remontu, dzięki ofiarności, a raczej gościnności mieszkańców, udaje się pomieścić przyjezdnych na noclegi. - Niemirów zaczyna również być atrakcyjny turystycznie. Czy występują pewne związki z turystami? - Wczasowiczów podzieliłbym na dwie grupy. Do pierwszej należy zaliczyć osoby związane korzeniami z tą miejscowością. Oni są blisko problemów parafii, są pomocni, hojni. Druga grupa to ludzie wykupujący działki, domki, którzy nieco luźniej związani są z Niemirowem, ale ci również, powoli zaczynają angażować się w sprawy parafii. - Czy praca na samym pograniczu może być interesująca? - Oczywiście. Ale to pogranicze jest takie specyficzne. Można nawet stwierdzić, że wymierające. Ludzie starzeją się, a młodzi wyjeżdżają. Jest to pewien kres tej miejscowości, który w tym przypadku wcale nie musi oznaczać jej końca. Miejscowość ta, poprzez zainteresowanie ze strony wczasowiczów nabiera nowej jakości. A to, że właśnie akurat tutaj znajduje się granica, dodaje spokoju, pewnej odmienności i nawet uroku. Ale najbardziej nietypowe dla tych terenów jest to, że większość mieszkańcównie nie stanowią wyznawcy prawosłwawia, lecz katolicy.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze