Mieszkańcy gminy Stara Kornica w powiecie łosickim protestują przeciwko spalarni odpadów, którą inwestor ma zamiar wybudować na fermie indyków w Popławach. Mieszkańcy twierdzą, że już teraz trudno im oddychać z powodu wszechobecnego fetoru
Specjalny piec ma obsłużyć cztery duże kurniki, produkujące miliony sztuk drobiu. Mieszkańcy Popław i okolicznych wsi twierdzą, że już teraz trudno im oddychać z powodu wszechobecnego fetoru. Boją się, że spalarnia będzie emitować nie tylko uciążliwe zapachy, ale także szkodliwe dla zdrowia i przyrody substancje. Pod protestem podpisało się blisko sześćset osób.
Postępowanie w tej sprawie toczy się od 2019 r. 5 sierpnia odbyła się rozprawa administracyjna dotycząca inwestycji. Przyszło kilkudziesięciu mieszkańców i przedstawiciel inwestora. Prawie czterogodzinna dyskusja nie przyniosła rozstrzygnięcia.
Jak mówili mieszkańcy (których zgromadziło się prawie 30 osób) - nie uzyskali podstawowych informacji, poczuli się też zupełnie zlekceważeni przez inwestora, który na rozprawie się nie pojawił, a reprezentowała go mecenas, która niestety nie znała odpowiedzi na nurtujące mieszkańców pytania.
Rozprawie przewodniczył wójt gminy Stara Kornica, Kazimierz Hawryluk, obecna była Adriana Pietruczuk, inspektor ds. ochrony środowiska kornickiego urzędu. Inwestora (JFK Łascy S.J.) reprezentowała Barbara Kot.
Co to za piec? Gdzie? Nie wiadomo...
Wytłumaczyła nieobecność inwestora: - Już wcześniej miał zaplanowany wyjazd. Autor raportu (środowiskowego - ak) niestety zmarł na covid, a mógłby dużo więcej powiedzieć na ten temat - mówiła Barbara Kot i starała się wytłumaczyć, na czym polegać ma inwestycja: - Na budowie pieca przeznaczonego do spalania odpadów poprodukcyjnych, którymi są sztuki padłe. Piec ma być opalany gazem. Piece są przystosowane to takiego typu spalania. I takie piece funkcjonują już na terenie Polski. Ile jest tych pieców, to nie mam takich informacji. Spalanie odbywa się 2 etapowo. Piec składa się z 2 komór. Do jednej składane są sztuki padłe i gazy, które są wywarzane w pierwszym etapie spalania przedostają się do drugiej komory i są spalane w dużej temperaturze około 850 stopni. Piece mają obsługiwać fermy inwestora i nie będą spalać odpadów z innych ferm. Budowa pieców spowodowana jest tym, iż są problemy z odbiorem odpadów przez firmy trzecie. Odbiorca odpadów niesystematycznie odbiera odpady, które później zalegają na terenie ferm.
Jako pierwsza głos w imieniu mieszkańców zabrała Agata Gazdowska: – Ja nie znam tej technologii, chciałabym poznać więcej szczegółów. Nie wiem jakie gazy przedostają się do atmosfery, bardzo mało pani powiedziała. Myślałam, że charakterystyka będzie bardziej szczegółowa. Myślałam, że poda pani charakterystykę pieca. Wiele jest pieców. Jedne są bardziej ekologiczne drugie mniej. Ja chcę wiedzieć więcej na ten temat, chciałabym zrozumieć, chciałabym, aby mnie Pani uspokoiła.
Uspokojeniem miała być informacja, że "piec, który inwestor wybrał po dokonaniu szczegółowej analizy, emituje najmniejsze ilości zanieczyszczeń, proces spalania jest najbardziej skuteczny. Do powietrza emitowane są tlenki węgla, azotu, dwutlenek siarki, pył zawieszony w minimalnej ilości i kwas solny w minimalnej ilości. Żadnych urządzeń, które redukują emisję zanieczyszczeń nie stosuje się. Proces dopalania przebiega w temperaturze 850 stopni i nie zachodzi taka potrzeba stosowania dodatkowych urządzeń".
Niestety, mieszkańcy nie dowiedzieli się czy i gdzie taki piec jest zamontowany, czy na przykład mogliby gdzieś zasięgnąć opinii sąsiadującego społeczeństwa na jego temat, czy nawet "nanośnie" sprawdzić działanie.
– Mówiłam, że takie piece pracują, są eksploatowane. Właściciel fermy, na której jest zainstalowany, nie chciał, aby ujawniać jego dane, z jakich powodów - nie wiem - odpowiadała Barbara Kot.
Nie potrafiła też odpowiedzieć czy podobne piece są w bezpośrednim pobliżu zabudowań, czy w lasach, na terenach w dalszej odległości od zabudowań.
Nie padła też odpowiedź jaki to ma być piec - nowy czy używany, czy po 10 latach działania wstępnie deklarowane parametry będą dalej spełniane, że związki ponad normę nie będą się wydostawać do powietrza.
Problem z odbiorem padliny? Skórzec zaprzecza
Łukasz Radzikowski zapytał dlaczego inwestor upiera się, aby postawić piec, a nie znaleźć firmę odbierającą odpady. Według informacji pani mecenas "w tej chwili w naszym rejonie jest 2 takich odbiorców. Często trzeba dzwonić tysiące razy i jest problem z odbiorem. Kontenery/ chłodnie zapełniają się".
Ale jak od razu odpowiadał Radzikowski: - Są inne rejony, gdzie na bieżąco odbierają. Są specjalistyczne firmy, które odbierają na czas.
Marcin Lipecki dodał zaś, że jego rodzice prowadzą gospodarstwo i nie mają problemu z odbiorem:
- To kwestia kosztów. Ile rocznie jest odebranych padłych zwierząt, jaki jest koszt budowy pieca? Jaki jest koszt utylizacji za tonę? Można znaleźć inną firmę, a nie palić na niekorzyść dla mieszkańców. On (inwestor - ak) twierdzi ze jest problem z odbiorem, a takiego problemu nie ma - mówił.
– Nie mam informacji, ile kosztuje piec. Maksymalna wydajność pieca to 40 kg/h. W ciągu roku będzie pracował 2.000 godzin, czyli spali 80.000 kg, czyli 80 ton. Jest problem z odbiorem odpadów, znam nie tylko tą fermę, były skargi, nawet WIOŚ jeździł i sprawdzał. Chłodnie były przepełnione i powodowały uciążliwość dla mieszkańców.
Katarzyna Bogutyn zauważyła: – Wypowiedz pełnomocnika inwestora jest pewnego rodzaju niekonsekwencją, ponieważ inwestor wiedział co planuje stawiając kurniki wcześniej i w tamtym raporcie zapewniał mieszkańców i organ, że będzie miał regularnych odbiorców padliny.
– Na etapie projektowania fermy były inne warunki nie było takich pieców. W tej chwili prowadzone jest nowe postępowanie i państwo mają możliwość wypowiedzenia się i nie jest przesądzone, że ten piec będzie stał, w tej chwili jest 50 na 50 - odpowiadała Barbara Kot.
Na początku pani pełnomocnik niekoniecznie potrafiła odpowiedzieć kto odbiera odpady z kurników.
- Naciskam, aby wskazała pani firmę - mówiła Katarzyna Bogutyn, – ponieważ umowa z firmą odbierająca odpady nie jest tajna i stanowi załącznik do raportu. Jest o niezbędny załącznik, powinien być w dokumentach. Jest obowiązek przedstawiania w raporcie przedstawiania umowy w raporcie, nie tylko padliny, ale i obornika. Mówimy o działającej fermie. Ile jednostek DJP jest na obu inwestycjach? Wiem, że na jednej jest 1600 DJP, na drugiej nie wskazano. Czy ten piec te 80 t wydajności, przyjmie i zaspokoi w całości potrzeby spalania. Ile jest ton padliny na rok?
- Piec jest w stanie zaspokoić wszystkie 4 fermy - zapewniła Kot i po sprawdzeniu odpowiedziała: - Odbiorcą padliny jest firma "Zbiornica Skórzec Mirosław Cabaj"
W tym momencie Katarzyna Bogutyn wyszła na chwilę z sali:
- Zadzwoniłam do tej firmy i firma nie przypomina sobie, kiedy ostatnio odbierała padlinę od inwestora. Coś tu się nie zgadza. Wnosilibyśmy, aby pan - zwróciła się do wójta, - w toku postępowania w sprawie, zbadał to wnikliwe i wezwał inwestora do przedłożenia faktur z ostatnich 12 miesięcy. Ile sztuk padłych oddał do firm zajmujących się utylizacją. To da obraz jak dużo padliny utylizuje. Prosimy o konkret i niech pani odpowie, jaki jest sens montażu tego pieca i czy zaspokoi on potrzeby inwestora. Skórzec nie przypomina sobie, że odbiera od nich odpady. Od firmy dowiedziałam się też, że nie ma problemu z odbiorem, że robią to regularnie. To wszystko jest do zweryfikowania.
Według pełnomocnik inwestora – sztuki padłe zgodnie z przepisami unijnymi nie są traktowane jako odpady, które muszą być uwzględniane w takim raporcie.
Zaprotestowała Bogutyn: – Nie zgodzę się, ponieważ jest jasny wymóg uwzględniania w raporcie, ile ton padliny będzie z kurnika, co ma przełożenie do obliczania transportu, brudnego wyjazdu, użytkowania tego brudnego wyjazdu.
– Do transportu owszem wlicza się.
- To jak to policzyć zatem, ile będzie padłych sztuk.
– Można, na podstawie informacji podanych przez inwestora.
– To proszę podać, jakie dane podał inwestor. Ile będzie padłych sztuk w transporcie. Zawsze jest podawane na jakim etapie chowu ile procent padnie.
– Gdyby było wymagane, byłoby w raporcie, nie byłoby uzgodnień z RDOŚ. Raporty tego nie zawierają. Gdyby było wymagane znalazłoby się w raporcie.
– W piecu będą palone padłe indyki - mówił Marcin Lipiecki. - Podczas spalania wydziela się popiół, to jest efekt uboczny. Ile tego popiołu będzie podczas spalania? Co się będzie z nim działo? Czy jest firma, która będzie to odbierać? Czy to nie będzie składowane na terenie kurników i czy nie będzie to szkodliwe dla środowiska
– Umowa jest wymagana na etapie pozwolenia zintegrowanego. Teraz nie wiadomo, czy inwestor piec wybuduje czy nie i nie ma umowy - odpowiadała Barbara Kot. - Ilość popiołu to 0,5 tony z 80 ton. Jest prowadzony centralny rejestr odpadów i inwestor będzie musiał się rozliczyć z tych odpadów.
Niestety - mieszkańcy konkretów nie usłyszeli.
Mieszkańcy Popławów i okolicznych wsi zdecydowanie przeciw
– Przyszłam jako mieszkanka gminy stara Kornica, jestem radną powiatu. Przyszłam też jako matka. Nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci mieszkały w takim miejscu. Jestem przerażona takim faktem. Przyczyni się to do wielu poważnych chorób, które już są na terenie naszego powiatu. Nie powinno się wytwarzać miejsc, które będą powodować zachorowania. Rozmawiałam z osobą kompetentną, która zauważyła wzrost zachorowań na naszym terenie. Ja, jako mieszkanka i jako matka wyrażam sprzeciw - mówiła Urszula Sadowska i zwróciła się do wójta: - Wierzę że nie podejmie pan żadnych negatywnych decyzji na rzecz naszego społeczeństwa.
– Dlaczego inwestor wybrał tą lokalizację montażu pieca, blisko wsi a nie przy kurnikach, które ma zlokalizowane przy lesie? Las by pochłaniał spaliny. Na to pytanie my sami za panią odpowiemy: on sam tam mieszka! Po co ma truć rodzinę, dzieci, siebie i przyjaciół, którzy go odwiedzają - mówiła Bogusława Obrępalska i pytała: – Kiedy będzie stworzona strefa buforowa wokół kurników? Minister Kowalczyk, jak był w Łosicach, mówił że przy każdym z kurników musi być strefa buforowa. Najbardziej odpowiednią strefą będą tuje. No tutaj, przez tyle lat, nie zauważyliśmy, żeby jakieś drzewko rosło.
Małgorzata Sosińska zauważyła: – Jeżeli chodzi o strefę bezpieczeństwa to powiedziała pani, że nie jest wymagana przy tym piecu jeżeli nie ma oddziaływania poza teren inwestycji...
– ...jeżeli nie są przekraczane normy - odpowiadała mecenas.
– Kto takie normy będzie kontrolował i na jakiej podstawie to się odbywa? Mam wielkie wątpliwości odnośnie kontroli tych norm. Jeszcze bez uruchomienia spalarni, kurniki generują taki odór, że my w Wyrzykach mając parę kilometrów do kurników w Popławach, to czujemy. Są wieczory, kiedy nie jesteśmy w stanie wyjść na zewnątrz, ponieważ jest taki smród i to nie jest smród z obornika, tylko chemii, która jest w tym oborniku generowana. Pan Kowalczyk powiedział, że na dzień dzisiejszy nie ma możliwości kontrolowania jakości tego powietrza. Jak będzie przeprowadzana kontrola jakości powietrza, jeżeli chodzi o spalarnie, skoro nie ma takiej możliwości i nie ma takich organów, które będą w stanie stwierdzić czy powietrze śmierdzi, czy nie śmierdzi?
– Zapewne chodziło ministrowi o substancje odorowe, a tutaj są inne zanieczyszczenia. Jest opinia urzędu marszałkowskiego, który nakłada obowiązek zainstalowania króców pomiarowych na kominie, które umożliwią takie kontrolowanie, a jednostką kontrolującą jest Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska - odpowiadała mecenas.
– Rozumiem, że nie ma możliwości prawnych do zmuszenia inwestora do uczestnictwa w tym spotkaniu. To nie pierwsze spotkanie, w którym biorę udział, unikanie za każdym razem kontaktu z mieszkańcami to tylko podsycanie nieporozumień i dawanie sygnału, że coś ukrywa. Jeżeli boi się konfrontacji, a chce nam zafundować inwestycję, która pogorszy stan życia wszystkich tu dookoła, to proszę się nie dziwić, że wszyscy będą protestowali, ponieważ nie wiedzą, co jest grane. Czy inwestor bierze pod uwagę miliardowe odszkodowania? A takowe pewnie będą, bo wszyscy mieszkańcy złożą sprawę w sądzie, jeżeli pogorszy się ich stan zdrowia. Są gospodarstwa, które są warte po parę milionów złotych. Te nieruchomości będą niezbywalne. Ludzie będą umierali w męczarniach, żyjąc obok krematorium, które będzie zabijać ich dzieci rodziny i będzie powodowało, że będą umierać na różne choroby. Zresztą - jaki jest sens robienia tych spotkań? Protesty są od dawna. Jeżeli w raporcie są wymogi, takie jak nasadzenia - a ich nie ma? Filtry, które miały zabezpieczać mieszkańców wokoło, by nie czuli odoru teoretycznie są, a i tak śmierdzi? Wyczerpaliśmy pole dyskusji. Ludzie nie wyrażają zgody na budowę pieca, nie ważne co inwestor powie, to ten fakt się nie zmieni. Kurniki już trują, piec tylko pogorszy sytuację. Po to były zbierane podpisy, po to były protesty mieszkańców na piśmie.
Radni też już się sprzeciwili inwestycji jak przypomniała przewodnicząca rady gminy Zofia Szpura: - Podjęliśmy działania w stronę uchwały, gdzie wyraziliśmy, my jako radni, sprzeciw. Podjęliśmy działania do podjęcia studium uwarunkowania terenu. Pan wójt myślę, że będzie zgodny z nami i nie wyda pozytywnej opinii, ze względu na sprzeciw mieszkańców. Pan wójt podjął bardzo mądrą rzecz i w tym obrębie w studium jest zakaz takich działań.
Plan nie idzie w dobrym kierunku?
Obawy mieszkańców podsumował Michał Kosmala: - Co innego jest w dokumentach, a co innego jest naprawdę. Mówimy o piecu, i o kominie, i o zanieczyszczeniach. Tak naprawdę nie wiemy, jaki to piec, gdzie, ile będzie tam się spalało, i czy jest sens z punktu widzenia inwestora takiej budowy. Czy, jeżeli nie ma sensu z punktu widzenia inwestora, pytamy, czy jest jakiś inny cel? Chcemy uzyskać taką informację. Prośba do wójta, by zorganizował nam dodatkowe spotkanie i żeby odpowiedzi na dzisiejsze pytania były przygotowane. Co z tego ma gmina, zakładając że nie ma zagrożenia dla zdrowia i życia. Co my z tego mamy? Jest to ukrywane przed nami. Zadawane są kolejne pytanie i pani mecenas mówi, że nie wie albo inwestor nie powiedział. Powstanie komin, który będzie zanieczyszczał środowisko i to jest problem. Dziś odczuwamy to bardzo poważnie, smród jest powalający. W smrodzie nikt nie chce mieszkać, a my jesteśmy atakowani smrodem. Dlatego jest nasza determinacja. Nam chodzi o to, żeby instalacja, która powstanie w tym miejscu, nie dokładała się do istniejących zanieczyszczeń. Nasza wolność osobista jest w tym momencie ograniczona. Ja do inwestorów nic nie mam, tylko tam się kończy ich biznes, gdzie wchodzą w nasze biznesy. Wybudują spalarnię i będą przyjmować z innych kurników? Jeżeli pytamy ile odpadów jest miesięcznie, powinna pani wiedzieć. Inwestor buduje piec, który nie będzie wydajny do realnej ilości odpadów, a produkuje ich miliony sztuk w ciągu roku - mówił. Zwrócił też uwagę na opracowywany plan zagospodarowania: - To idzie w złym kierunku. Nie zostały nakreślone na mapach tereny, które są wyłączone z takiej produkcji. Będziemy spotykać się co jakiś czas, bo co jakiś czas, jakiś inwestor, będzie chciał wybudować kurniki. To jest najważniejszy cel w pana kadencji, panie wójcie. To wprowadzi ład i spokój w naszej gminie. Będzie pan doceniony, jak powie pan: "Nie! W tej gminie inwestycje zagrażające życiu i zdrowiu nie będą powstawać". Na wstępnym planie zagospodarowania takie obszary nie zostały nakreślone.
Zapytał czy inwestor ma świadomość zbiorowych protestów w gminie. Od pani mecenas usłyszał, że "inwestorzy będą robili wszystko aby inwestycja spełniała wymagania, aby nie było problemów i aby mieszkańcy nie mieli problemów, aby nie było przekroczeń norm".
Nie jestem rzecznikiem inwestora
Mieszkańcy chcieli, by wójt zdecydowanie opowiedział się przeciwko inwestycji. Wielokrotnie w trakcie rozprawy zarzucali mu, że staje po stronie inwestora:
– Nie jestem stroną inwestora - odpowiadał wójt Kazimierz Hawryluk, - zrobiłem rozprawę administracyjną, po to, aby wysłuchać państwa głosu. Nie muszę kończyć tego spotkania na jednej rozprawie, może być kolejna. Czy jest 10 czy 100 podpisów - ja będę się kierował interesem społecznym, a nie interesem przedsiębiorstwa. Były podania do gminy o budowę tych ferm, które stoją - przypomniał historię: - One budowane były w różnych terminach, w różnych czasach. Na czas składania wniosku o decyzję środowiskową, na czas budowy, nie było protestów, nie było skarg, i decyzja była wydana na bazie pozytywnych opinii instytucji opiniujących. Jestem zdania, że jeżeli kumuluje się cykl produkcyjny o kolejne etapy, bo to nie jest zwiększenie produkcji, tylko kolejny etap działalności, to ważne, aby to było robione w sposób bezpieczny dla mieszkańców. Nie jestem rzecznikiem inwestora. Też rozmawiam z mieszkańcami, na pewno będę rozpatrywał to szczegółowo i wnikliwie, zanim podejmę decyzję. Prośba do państwa, jeśli będzie komunikat o kolejnej rozprawie, włączcie się w to działanie, poinformujcie sąsiadów, kto ma coś do powiedzenia - niech się zgłosi.
Przypomniał też temat opracowywanego studium zagospodarowania przestrzennego:
- Każde stanowisko będzie gruntownie przeanalizowane. Po tym zapadnie decyzja. Zachęcam do konsultacji, nie tylko planowanych, ale ciągłe monitorowanie tego tematu i zgłaszanie uwag. Studium to jest dokument na dziesiątki lat i trzeba go mądrze zrobić. Ja nie jestem wyrocznią, ja tego nie wytyczam, w to muszą się włączyć mieszkańcy. Praca nad studium merytoryczna trwa 1,5 roku, a uzgodnienia mogą trwać 5-10 lat, bo jest konflikt interesów.
Katarzyna Bogutyn podsumowała: - Zgodnie z przepisami prawa protesty nie stanowią przesłanki do wydania odmownej decyzji. Taką przesłankę stanowią konkretne, merytoryczne zarzuty do raportu. Te spotkanie dało wiele możliwości, które pan wójt jako organ wykonujący tę decyzję i wydający, powinien rozwiać. Raport sporządzony na zlecenie, zapłacony przez inwestora, będzie pomijać niewygodne kwestie. Te wszystkie wątpliwości, dawanie rękojmi (inwestor nie wywiązuje się z poprzednich,) nie wiemy kluczowych rzeczy odnośnie tonażu itd. - i zasugerowała, by wójt stworzył kontraport: - Na zlecenie gminy. Gmina zleci wyrywkowy raport osobie znającej się, aby odniosła się do wpływu na zdrowie, na jakość powietrza. Dopilnujmy, by postępowanie było wyjaśnieniem, a nie biciem piany. Należy powołać specjalistę z najbardziej odległego zakątka Polski, za kwotę niewyczuwalną dla organu gminy, zlećmy taki raport, później do przedstawienia dla SKO. Może to by było rozwiązaniem.
Anna Kondraciuk, fot. ak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze